![]() |
|
Miami Vice (2006) - Wersja do druku +- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl) +-- Dział: FILM i wszystko co z nim związane (https://forumkmf.pl/Forum-FILM-i-wszystko-co-z-nim-zwi%C4%85zane--3) +--- Dział: Filmy zagraniczne (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-zagraniczne--12) +---- Dział: Filmy Michaela Manna (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-Michaela-Manna--65) +---- Wątek: Miami Vice (2006) (/Thread-Miami-Vice-2006--130) |
- MOLQ - 23-02-2007 Mental napisał(a):Obowiązkowa wersja UNRATED. Nie badz taka wrozka ...
- Mental - 23-02-2007 Kurde, jeszcze coś :) Oglądając MV warto zadać sobie pytanie "Czego spodziewałem się po tym filmie?" Czegoś w stylu Zabójczej broni 2, 3 albo 4? (nie wymieniam jedynki, bo jedynka to unikat na skalę światową) czy może serialowego klimatu? A może totalnego wyluzowania jak w "Bad Boys"? A może wygadanego porucznika Axela? A może... No właśnie? Film Manna odbiega od wszelkich możliwych standardów. Jest bardzo niewygodny - trudno zaakceptować fakt, że bohaterowie nie dowcipkują na modłę tandemu Gibson-Glover, nie bombardują się prezentami (złoty nabój), nie przychodzą do siebie na kawę, trudno zrozumiec, czemu na komisariacie nie panuje rodzinna atmosfera, czemu nikt nie błaznuje, nie wiesza kondomów na lampie, nie podrywa pani psycholog and so on. Ogólnie, jest niewesoło, depresyjnie i aż za konkretnie. Wychodzimy z kina rozczarowani, z dręczącym poczuciem znużenia/niedosytu, sam nie wiem, generalnej apatii. Przecież film MIAŁ BYĆ inny. - Super Green - 24-02-2007 A wiesz Mental, że mnie coraz bardziej przekonujesz abym MV w końcu obejrzał. Szczególnie pytanie "Czego spodziewałem się po tym filmie?", (w moim przypadku czas przyszły). Szczerze mówiąc nie wiem czego się spodziewać ? Widziałem tylko trailer z przebojową ścieszką dźwiękową(podobno niezbyt trafną bo film jest w innym klimacie,a trailer może sugerować coś innego) i tyle. Zdanie co do Manna i jego dokonań mam jak najbardziej pozytywne, a w swoich postach zdradzasz jakim owy film nie jest i czego można po nim oczekiwać, więc ... pozostaje mi zapoznać się z MV .
- Mental - 24-02-2007 Obejrzałem MV z ojcem. Jego opinia: "Kosmos. Po prostu kosmos. Film powinien trwać trzy godziny." Nie mogę się odessać od najnowszej produkcji Manna. Traktuje ją w kategoriach prywatnego arcydzieła. Mann wytyczył drogę, którą nikt już nigdy nie podąży. - Jakuzzi - 25-02-2007 Heh, Miami Vice - kolejne zeszloroczne arcydzielo.
- salad_finger - 25-02-2007 czy możemy już usnać MV za najlepszy film ever? - Mental - 25-02-2007 MV to najlepsza sensacja od czasów "Gorączki" (12 lat) i jeden z najlepszych filmów policyjnych ever. Fascynujący jest sposób dawkowania słów. Najbardziej rzewne momenty obywają się bez dialogów, co dodaje im powagi. Scena rozmowy z bossem rozwala. Jest niesamowita. "Ja nie kupuję usług. Ja kupuję efekt końcowy"; albo: "Pozdrowienia dla waszych rodzin". - Łukasz Waligórski - 25-02-2007 Czytam i czytam i nie wierzę. Oglądałem ten film i co 10 minut miałem ochotę go wyłączyć. Dotrwałem na szczęście do końca bez uszczerbku na psychice i mogę powiedzieć że to jeden z tych filmów do których nie chcę już wracać. Jedna sprawa że nie lubię tego typu kina, ale chyba gdyby to był dobry film to mimo wszystko podobałby mi się. Tymczasem nijak mogłem znieść tony absurdu, które lały się z ekranu... MV i arcydzieło? Dla mnie to brzmi jak makabryczny oksymoron. Nie polecam. - Mental - 25-02-2007 Waligórski Łukasz napisał(a):Jedna sprawa że nie lubię tego typu kina To warunek konieczny, by pokochać MV. Drugi - niechęć do komedii sensacyjnych, nawet w najlepszym wydaniu. I powiedz mi, gdzie widzisz te "tony absurdu" wylewające się z ekranu? - desjudi - 26-02-2007 nie widziałem jeszcze, czas nadrobić? nie wierze, że Mann zrobił coś poniżej czegoś zwyczajnie dobrego. - Mental - 26-02-2007 Ja też nie wierzyłem, stąd ten pozornie irracjonalny upór w forsowaniu tezy o wyjątkowości MV na tle współczesnego kina sensacyjnego. - Deckard - 27-02-2007 Mental: Miami Vice mialem nieprzyjemnosc ogladac trzy razy i mam szczera nadzieje, ze na tym sie skonczy i wiecej do tego nie bede musial wracac. Zastanawialem sie nad Twoim wnioskiem o "innosci" tegoz dziela i fakt - cos w tym jest: - trailer zapowiadal efektowny film a'la "Lethal Weapon" - ogolny styl w powyzszym przypominal bardziej "Bad Boys" - jak nie rozpierducha i one-linery, to widze dwie opcje: krok w strone "Beverly Hills Cop" albo w strone jakiegos Brudnego Harrego ;-) Nic z tych rzeczy nie mialo miejsca. I teraz pytanie: czy Mann stworzyl jakas nowa jakosc? Skoro to nie film akcji, dramat, komedia czy bezmyslne lubu-dubu, to co? Odpowiedz brzmi: nic. Powstal film zupelnie nijaki, ktory niedosc, ze nie potrafi w zaden sposob czlowieka zainteresowac, to jeszcze razi lukami w fabule i drewnianym (przepraszam Rasiaka) aktorstwem. Idac do kina nie czytalem wczesniej recenzji, stwierdzilem, ze dam sie porwac wizji rezysera (jak w "Collateral" gdzie sporym szokiem przy pierwszym ogladaniu bylo to, ze Cruise moze byc "cool badass-em" . Po seansie zastanawialem sie: co to wlasciwie mialo byc? Summer action flick? Zdecydowanie nie, przez dluzyzny i tylko dwie sceny robiace wrazenie z technicznego punktu widzenia (motorowki i koncowa strzelanina). Dramat? A skad - Farrell i Foxx stali i tepo patrzyli, jakby mieli nadzieje, ze z offu sufler podpowie co wlasciwie maja robic. Przykra sprawa, ale kazdy wielki rezyser ma swojego "Aleksandra" i kiedys musi zaliczyc wtope. W zaden sposob nie moge zgodzic sie z opinia, ze "Miami Vice" jest filmem nawet przecietnym.Pozdrawiam - romeck - 27-02-2007 Tu się włączę. ![]() Deckard napisał(a):- trailer zapowiadal efektowny film a'la "Lethal Weapon"Trailer nie zapowiadał NIC, co by chociaż trochę miało przypominać "Lethal Weapon". Deckard napisał(a):- ogolny styl w powyzszym przypominal bardziej "Bad Boys"W którym? Zresztą nieważne - ani trailer nie zapowiadał NIC, co by miało chociaż trochę wspólnego z "Bad Boys", a tym bardziej film dzięki Bogu nie był taki. Bo "Miami Vice" to film znakomity, ale nie dla każdego. Mental w tym temacie powiedział praktycznie wszystko. Dla mnie jeden z najlepszych filmów zeszłego roku. Bez błaznowania, bez wygłupów. Opowiada o pracy, o zaufaniu, o profesjonalizmie, o ryzyku. Jest kilka scen w tym filmie, gdzie można utonąć wprost w cudownym obrazie relacji pomiędzy Crockettem i Tubbsem. Sceny, w których nie ma zbędnej, beznadziejnej łopatologii, jakże charakterystycznej dla podobnych produkcji, sceny, w których gest, mina, spojrzenie są odpowiedzią. To jest synonim wielkiego kina właśnie. To jest TO COŚ, co tak fantastycznie wyszło Mannowi w "Gorączce", a o czym zapomniał w słabiutkim "Zakładniku". - Mierzwiak - 27-02-2007 Deckard idealnie to ująłeś. A więc, jak stworzyć WIELKIE KINO sensacyjne? Napisać byle jaki scenariusz, wypełnić go byle jakimi postaciami, zatrudnić świetnych aktorów tylko po to żeby pracując z takim tekstem się zbłaźnili a to wszystko nakręcić cyfrówką. Przynajmniej wiadomo że praca Manna nie poszła na marne, nawet jeśli ma kilku fanów. Ja nijakim filmom o niczym mówię nie. A masochistą nie jestem. - Mental - 27-02-2007 Romeck, jak długo zamierzałeś zwlekać z dostarczeniem mi wsparcia? :) Romeck napisał(a):Bo "Miami Vice" to film znakomity, ale nie dla każdego. Ten pokocha MV (tak, pokocha, bo w kadrach Manna można się zakochać bez reszty), kto odczuwa nieprzezwyciężony głód POWAŻNEGO kina sensacyjnego. Dla pozostałych będzie to nudziarstwo. Deckard napisał(a):Miami Vice mialem nieprzyjemnosc ogladac trzy razy Czy zawsze robisz kilkakrotnie to, na co nie masz ochoty? A może jednak nie byłeś do końca przekonany o wyjątkowości MV, stąd te powtórkowe seanse. Zastanów się, stary, gdyby film był do bani, nie oglądałbyś go trzy razy. Ostatecznie poległeś w starciu z Mannem i uznałeś film za nieprzeciętne badziewie. Twoja wola. Powiedz mi tylko na zakończenie, jakiej sensacji oczekujesz? Lajtowych komedii na niedzielę? Luzackich opowieści o tym, jak fajnie jest być policjantem i zabijać bandytów, czy może wisi ci to po całości i kino policyjne oglądasz sporadycznie, bez większego zaangażowania w temat? Przemyśl sprawę i daj znać. Czy ci się to podoba czy nie, sensacja dla dorosłych wygląda właśnie tak jak MV. Na tym tle wyjątkowo prezentuje się jedynie pierwsza odsłona "Zabójcza broń". Jest idealnym połączeniem subtelnego komizmu z ponurą i brutalną atmosferą (ze wskazaniem na brutalność). Innego miksu nie akceptuję, pogardzam głupkowatymi (Bad Boys) teledyskami, jak również unikam dobrych (Zabójcza broń 2) wakacyjnych historyjek policyjnych. Mały spojler "Zabójczą broń 2" posiadam w swojej kolekcji ze względu na motyw utopienia dziewczyny. Gdyby nie ta scena, nigdy bym tego filmu nie kupił. Jej śmierć zmienia wydźwięk całej opowieści. Sprawia, że momentalnie zapominam o błaznującym bez umiarkowania Pescim i czuję nieodpartą chęć krwawej zemsty. Lubię, gdy reżyser tak prowadzi historię ("Bez przebaczenia"), że w finale vendetta okazuje się nie tyle jedynym słusznym wyjściem, ile miażdżącym zamknięciem fabuły. - apone - 03-03-2007 Niech i ja dołącze do piewców "Miami Vice". Pod względem relacji międzypartnerskich faktycznie blisko mu do "Bullitta" (mojego numero uno kina policyjnego), nawet jeżeli Farrell zagrał tak jak zagrał. Żadnych niedzielnych obiadków u rodziny, wspólnych urlopów, nie ma nawet zbędnych rozmów o dupie Maryny. Właściwie to dostałem to czego chciałem- twardej, bezkompromisowej sensacji. "Miami Vice" mógłbym postawić na jednej półce obok "Bullitta" i "Gorączki" gdyby nie ten frajerowaty Colin Farrell, jego głupkowaty wątek miłosny i czasem wkurzająca muzyka. A na koniec ulubiony cytacik, odnośnie Crocketta: "Nie podoba mi się jego wygląd."
- Mental - 03-03-2007 Gdyby nie Farrell, uznałbym MV za wybitne osiągnięcie kinematografii amerykańskiej na przestrzeni ostatnich 20 lat. Ile potrafi zepsuć chybiona decyzja obsadowa, wiedza najlepiej ci, którzy oglądali T3 i Kingdom of Heaven. Wątek miłosny został potraktowany klasycznie - według mnie nie ma się na co wkurzać. Na negatywny odbiór tegoż wpływa zapewne dziwaczne podrygiwanie brwiami u Crocketa w trakcie romantycznego spaceru po tarasie :) Tak czy inaczej, bardzo podoba mi się sposób, w jaki Mann podszedł do motywu romansowego, a zwłaszcza jego nieszczęśliwego zakończenia - bez słów pożegnania, pozostawiając widowni na pocieszenie jedynie garść pozornie nieważnych gestów. - Guzeppe - 06-03-2007 Po wczorajszym wieczorze z MV muszę z przykrością przyznać, że film jest denny. Jedyne co w nim mi się podobało to podejście do tematu broni palnej- śwetny dźwięk i pokazanie mocy pocisków. Poza tym film się rozkręca...rozkręca... i nie moze rozkręcić. Widoczki średnie- nocne ujęcia miasta w Collateral zjadają MV na śniadanie. Collateral trzymał w napięciu- losy Sonnego&spółki mnie nie obchodziły. Słabo, panie Mann, słabo. - Mental - 06-03-2007 Miedzy MV a "Zakładnikiem" zachodzi jedna zasadnicza różnica - Collateral to najbardziej łopatologiczny i niedorzeczny film w karierze Manna :) - Guzeppe - 07-03-2007 Uwaga! Spojlery "Zakładnika" i "Miami Vice"! Mimo wszystko wolę łopatologicznego "Zakładnika" z fabułą, jak to ładnie nazwał mój znajomy (może to jakiś terin jest), klamrową (Cruise mówi o martwym kolesiu w metrze a póżniej sam tak kończy- niby tanie i w ogóle, ale mi to nie przeszkadzało). Podczas seansu "Collateral" czułem nastrój nocnego miasta, muzyka była świetna i w ogóle lux. W MV Sonny to ciapa, w ogóle nie przypomina Sonnego z serialu (tam Crocket był fajnym kolesiem, miłym dla pań, ale potrafił skopać dupę i być poważnym kiedy było trzeba. Tutaj to ciapa, której możnaby nasikać na głowę i nic by nam nie zrobił). Tubbs w serialu był strasznym elegancikiem- w kinowym MV nie widać jakoś różnicy między casualowym stylem Corcketa i eleganckim Tubbsem. W serialu to Crocket był wygadany Tubbs raczej małomówny. W kinowej wersji Sonny zginąłby po 15 minutach, gdyby nie Tubbs. Ogólnie fabuła jest naiwna i głupia. Prawa ręka bossa narkotykowego po 10 minutach zakochuje się w pięknym Sonnym i jak jakaś głupia dyskotekowa dziwka wierzy mu we wszystko, co powie. Nie wiem czy na swoje teksty Sonny poderwałby cokolwiek ("Skąd jesteś"..."Ale opaliłaś się w Miami"- no nieeeeee). Motyw z dostawą pizzy do przyczepy to też jakiś żart. Bandziory powinny od razu wypalić w drzwi i zmieść Tubbsa z powierzchni planety. Akcja odbicia dziewczyny powinna wyglądać tak: za pomocą kamerki w podłodze orientują się gdzie są bandziory, zakładają ładunki wywarzające na drzwi i okna, robią bum, wszyscy w przyczepie są ogłuszeni i gliniarze robią z nimi, co chcą. Pomysł z pizzą wygląda jak akcja z Bad Boys, a nie poważnego filmu. Widzę, że chyba znów trzeba okrochmalić jednego z drugim, bo znów się towarzystwo nie liczy z zasadami dyskusji i wali spojlerami jak z armaty. :| |