Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe
Robin Hood - Wersja do druku

+- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl)
+-- Dział: FILM i wszystko co z nim związane (https://forumkmf.pl/Forum-FILM-i-wszystko-co-z-nim-zwi%C4%85zane--3)
+--- Dział: Filmy zagraniczne (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-zagraniczne--12)
+---- Dział: Filmy Ridleya Scotta (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-Ridleya-Scotta--62)
+---- Wątek: Robin Hood (/Thread-Robin-Hood--1783)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8


- jarod - 16-05-2010

A widzisz... Mnie BHD nudzi strasznie... Akcja przez parę minut jest fajna, ale przez dwie godziny... ech... Dwa razy to widziałem i dwa razy na raty bo nie dałem rady całości zdzierżyć podczas jednego posiedzenia.


- Mental - 16-05-2010

boś dupa wołowa, a nie generał:)


- Crash - 16-05-2010

Mefisto napisał(a):
Crash napisał(a):Najlepszy film Scotta po "Gladiatorze" to oczywiście "Dobry rok". Może dlatego, że z niczym się tam nie siłował.

Eee, mega przyjemny i faktycznie na luzie film, ale gdzie mu do arcydzieła jakim jest BHD Uśmiech

Po pierwsze, nie uważam BHD za arcydzieło. Znakomite kino akcji - tak, ale czy coś poza tym? Nie wydaje mi się.
Po drugie, kto każe Ridleyowi kręcić same arcydzieła? Właśnie na takich, w zamiarze, "wielkich" filmach najczęściej się wykłada. Tym bardziej szanuję te mniej ambitne dokonania Scotta, bo często są dużo ciekawsze od rozbuchanych widowisk, a już na pewno to bardziej zaskakujące wybory. Z jednej strony mamy "Gladiatora", "Królestwo niebieskie" i "BHD", a z drugiej "Dobry rok", "Naciągaczy" czy nawet "Hannibala". A to tylko tytuły z ostatniej dekady. Kocham Scotta właśnie za tą różnorodność, dzięki której nie muszę porównywać "Dobrego roku" do "Gladiatora" czy "Robina Hooda".


- Perfik - 16-05-2010

No naprawdę dzięki za to, ze mi przypomniałeś o tym, że to Scott nakręcił to mega gówno jakim jest "Hannibal" Uśmiech


- desjudi - 17-05-2010

no i nie byłem na RH, bom syndram d.n. leczył, ale obiecuję sobie seans w tygodniu. Mentalowi się nie spodobał, więc może być niezły film 8)


- Lawrence - 18-05-2010

Taa, cóż mogę napisać o najnowszym filmie Sir Ridleya Scotta :???: Nie napiszę, że oczekiwałem czegoś więcej, gdyż w sumie nie za wiele oczekiwałem od tego filmu, ale jednak jakiś zawód czuję. Nie wiem może oczekiwałem większego widowiska, ale czegoś mi zabrakło.
Środek filmu trochę przynudza, ale ogólnie trudno mi napisać, aby jakoś źle się ten film oglądało. Od strony technicznej za wiele zastrzeżeń nie mam. Film jest ładnie nakręcony posiada dobre zdjęcia, a epoka przedstawiona jest bardzo realistycznie. Co do aktorstwa to jest ono w sumie na dobrym poziomie, ale nie zachwyca. Russell Crowe nawet mi przypadł do tej roli, ale pewnie ze względu na mą sympatię do tego aktora. Cate Blanchett jako Marion :???: Jakoś już przed pojawieniem się tego filmu nie pasowała mi do tej roli i podtrzymuję me zdanie. Ale najbardziej to mnie chyba irytował Książe/Król Jan. Jakoś strasznie nienaturalna mi się ta postać wydawała, wręcz parodiowa bym rzekł.
Według mnie najlepiej ten film oddaje końcowa bitwa. Zapowiada się ciekawie, fajne ujęcie francuskich statków, a kiedy przychodzi co do czego to mamy bitwę, która ani nie zachwyca jakimś rozmachem, jest wręcz chaotyczna i strasznie szybko się kończy. Zdecydowanie lepiej i ciekawiej prezentowała się już początkowa bitwa we Francji.
Ogólnie mój problem z tym filmem jest taki, że nie jest to dla mnie ani film historyczny, ani przygodowy. Jak już pisałem te wszystkie bitwy, działania wojenne, mobilizacje, jakoś mnie nie porywały, a o jakiejś wielkiej przygodzie też trudno mi mówić :???:
Ogólnie niezły to film, ale też nic więcej i raczej do jednorazowego oglądnięcia. No zawsze można wrócić do ciekawych napisów końcowych :wink:

Ocena: 6/10


- Spirit - 18-05-2010

No cóż, niestety jest tak, jak większość z was pisze, film nie zachwyca mało, nawet nie wzbudza większego zainteresowania.Russel Crowe wogóle mi do roli Robin Hooda nie pasuje, jest za twardym facetem na takie role, w filmie wygląda na znudzonego i w sumie powiela rolę Maximusa.Ogólnie to za dużo jest Gladiatora w tym Robin Hoodzie, mamy też lądowanie aliantów, wróć Anglików na plaży Omaha tyle, że w wersji PG-13, bez krwi, urwanych kończyn itd.Muzyka wogóle nie zapada w pamięci, między Robinem a Marion nie widać chemii, ładne pod koniec są widoczki gór, plaży, klifu, ale to jest faktycznie film na jeden raz.Fajnie się ogląda, ale wracać do tego filmu nie ma potrzeby, najlepszym filmem o Robin Hoodzie pozostaje film z Costnerem, na całe szczęście.Aha, w napisach końcowych było więcej krwi niż w całym filmie Szczęśliwy .7/10.


- Mental - 19-05-2010

Spirit napisał(a):jest za twardym facetem na takie role,

w tym filmie byl ewidentnie nie za twardy, ale za potulny i grzeczny. zero agresji, wkurwienia, nienawiści na twarzy. ot, Russell-miś do przytulania.


- Arahan - 24-05-2010

Nieźle, ale jakby to powiedział Hitler w pewnym filmiku: bez pierdolnięcia. Zarys historyczny, świeżość w podejściu do legendy, muzyka i dbałość o szczegóły należą do niewątpliwych plusów obrazu Scotta, ale czegoś ewidentnie brakuje.

Nie powiem, żebym się nudził na seansie, nie mniej zachwycony nie wyszedłem. Brakowało krwi co wg. mnie w średniowieczu jest nie do pomyślenia, a Crowe grał jakby mu się nie chciało. Odbębnić i spadać na piwko.

Średnio, ale bez tragedii. Przeciętniak.

6/10


- Jakuzzi - 26-05-2010

Do pewnego momentu film jest swietny i przywodzi na mysl powiesci Dumasa, zwlaszcza Trzech Muszkieterow. Oto bowiem pewien mezny wojak z niewyparzona geba zmuszony jest podawac sie za kogos, kim nie jest. Nastepnie walczy o to, zeby na uzyskana fortelem pozycje zasluzyc. Wplatuje sie jednoczesnie w niebezpieczna rozgrywke polityczna na najwyzszych szczeblach, by ostatecznie odegrac wazna role w obronie swojego kraju. Najlepszy jest tutaj srodek, kiedy Robin probuje wejsc w buty sir Roberta, zwlaszcza scena odzyskania pobranego tytulem haraczu ziarna. I to jest fajne, bo wiarygodnie umotywowane - Robin daje lupnia tym, ktorzy odebrali mu cos, co w zasadzie nalezalo do niego. Na tym etapie myslalem sobie naiwnie, ze moze w tym kontekscie objawi sie najwieksza modyfikacja w stosunku do dotychczasowych filmow o Robin Hoodzie - ze Robin nie bedzie walczyl w obronie ciemiezonego ludu angielskiego, tylko w obronie swoich wlosci. Tworcy jednak postanowili przypisac mu wieksze ambicje. I tu nastepuje pekniecie. Nagle bowiem okazuje sie (za sprawa niezgrabnie wcisnietych, kompletnie niepotrzebnych retrospekcji), ze Longstride nie jest prostym zolnierzem, ale synem kogos, kto glosil idee wolnosciowe i przyczynil sie do spisania Wielkiej Karty Swobod. Nagle pojawiaja sie wzniosle slowa, madre mysli i patetyczne przemowy. Nie zdazymy mrugnac okiem, a Robin staje na czele wojsk pedzacych aby powstrzymac francuska inwazje. Ta ogromna skrotowosc i niemalze momentalne awansowanie Robina jest kuriozalne, tak samo kuriozalne jak pojawienie sie ni z gruchy, ni z pietruchy Marion na polu bitwny (jedynie po to, aby spowodowac wiecej dramaturgii w rozczarowujacym pojedynku z Godfreyem). W finale dostajemy zas kompletnie nijaka, odbebniona scene batalistyczna. Wychodzi na to, ze scenarzyscie starczylo talentu i pomyslow jedynie na 3/4 seansu. Na oslode pozostaja w pamieci glownie idealnie obsadzeni w swoich rolach aktorzy (wiedzialem, ze zarzuty o kiepskiej roli Crowe'a to jakies brednie).


- Mental - 26-05-2010

Cytat:Robin daje lupnia tym, ktorzy odebrali mu cos, co w zasadzie nalezalo do niego.

ale to ziarno nie należało 'w zasadzie" do niego. w sumie nic tam nie należało "w zasadzie" do niego - on tylko przyjechał oddać miecz, a potem zgodził sie grac męża Marion, bo jak wiadomo nowy Robin to komedia pomyłek i fajnej hucpy. dnoUśmiech

a Crowe był beznadziejny i nawet twoja nieskrywana sympatia do niego niczego w tej materii nie zmieniUśmiech zagrał lepiej (z większym zaangażowaniem) niż w "Body of lies" (czy jak to tam szło), ale i tak - jak na swoje możliwości - był cieniem cienia wlasnej osoby.


- Jakuzzi - 26-05-2010

Mental napisał(a):ale to ziarno nie należało 'w zasadzie" do niego.

Nalezalo do Waltera, a skoro Walter pozwolil Robinowi grac syna - nalezalo tez do Robina (skoro juz jestesmy tacy drobiazgowi ;p).

Mental napisał(a):jak na swoje możliwości - był cieniem cienia wlasnej osoby.

Nie zgadzam sie. Jest to bardzo wywazona rola, spokojna (bo tak tez jest nakreslona ta postac, przynajmniej do czasu, az cos nie wyprowadzi jej z rownowagi), pozbawiona po prostu nadekspresyjnosci. Ale Russell wygrywa ten minimalizm znakomicie. A kiedy trzeba jest meski i charyzmatyczny.


- Mental - 26-05-2010

Jakuzzi napisał(a):A kiedy trzeba jest meski i charyzmatyczny.

lepiej od razu przyznaj, że ci się podoba, zamiast suchary walić:)


- novaq - 02-06-2010

Kilka ujęć w tym filmie jest naprawdę zajebistych (szczególnie podczas pierwszych scen bitewnych z udziałem Ryszarda Lwie Serce), cała reszta jest bez sensu, postacie jakieś takie niewiarygodne, nie widać w ogóle przemiany wewnętrznej bohatera. Brakuje również realizmu historycznego (a miał być) - żarciki rzucane na prawo i lewo brzmią bardzo współcześnie. Wątek miłosny mega irytujący, a przyjazd Marion na pole bitwy z dziećmi z pola kukurydzy to jakiś żart (trzeba jednak oddać, że miała świetną cyberpunkową zbroję Oczko ). Ogólnie jakieś 6/10, będę sobie czasem wracał do poszczególnych momentów, do całego filmu na pewno nie.


- Mental - 09-06-2010

najlepsza recka Robin Hooda w Internecie:

http://www.zakazanaplaneta.pl/news.php?readmore=4810


- decard - 09-08-2010

Obsada: Blanszetówa, Maximus, Hurt, Archy formerly known as Archibald aka Lord Blackwood i Max " mam zajebisty głos" Von Sydow.

Jak się dowiedziałem, kto ma zagrać, to napaliłem się strasznie na ten film - jak arab na kurs pilotażu.
A wyszło jak wyszło, da się obejrzeć do połowy. Pierwsza część jest jeszcze jako taka - takie kino przygodowe. Później nagle za Robinem idzie cała Anglia i mamy beach party - tragiczne dodajmy.
Największy minus filmu jako całości - nie ma przygody, nikomu nie kibicujemy, nie ma z kim się związać emocjonalnie, właściwie zlewamy to czy Robin przeżyje czy oderwą mu głowę. Bardziej interesuje nas los psa Blanszetówy.

Mental napisał(a):druga - Marshal tuż po odwołaniu ze stanowiska królewskiego doradcy idzie korytarzem zamkowym, słyszy zbliżające się kroki, rozkłada ramiona, po czym mówi: Uważaj, gdzie wbijasz sztylet. mega dobre

Najfajniesza scena, najlepiej zagrana.

Note: 4/10


- Snuffer - 11-09-2010

Wersja unrated zmienia cokolwiek?
Mam na myśli - czy zaciera wrażenie ogólnej marności? Oczko


- jarod - 17-09-2010

Podpisuję się pod opinią Jakuzziego. Do pierwszej części nowego Robin Hooda nie mam specjalnych zarzutów, poza dyżurną porcją ridleyowskich blubrów nt. stosunków wschód - zachód, ale tylko jedna scena taka była, więc nawet jakoś specjalnie nie zdążyłem się zdenerwować. Poza tym wszystko mi się podobało - i sam koncept Robina udającego Roberta, i scena batalistyczna, i klasyczna realizacja bez udziwnień i niepotrzebnej oczojebności, i obsada (poza bardziej znanymi nazwiskami jest jeszcze Keamy z Losta jako Mały John oraz Robert z Game of Thrones jako brat Tuck!). Rewelacyjny był pomysł z użyciem piosenek z epoki (czy też stylizowanych na epokę, whatever), wypaliło to zwłaszcza podczas sceny w gospodzie. Niestety, w chwili przybycia Hurta do Nottingham poziom filmu spada na ryj - robi się głupio i nieznośnie patetycznie. Jeszcze jako - tako podobał mi się najazd Francuzów na Nottingham, ale finałowa scena batalistyczna to wręcz chamski plagiat Spielberga. Cóż, mogło być bardzo dobrze i oryginalnie, skończyło się jak zwykle. Szkoda.


- Mierzwiak - 22-09-2010

To był przyjemny seans. Film jest bardzo dobrze zagrany, świetnie nakręcony, ale za kilka dni nawet nie będę pamiętał, że go oglądałem. Historia jest raczej nijaka, poza rodzącym się między Robinem i Marion uczuciem nie ma tu absolutnie żadnego punktu zaczepienia, który mógłby budzić jakiekolwiek emocje.

Tak jak napisałem, był to przyjemny seans, bo na Robin Hooda przyjemnie się patrzy, ale nic poza tym, a szkoda, bo w pojedynczych momentach (wspomniana przez was rozmowa na korytarzu) film wzbija się ponad przeciętność.

5/10


- Don Vito - 26-09-2010

Snuffer napisał(a):Wersja unrated zmienia cokolwiek?

Wersja Unrated powinna się nazywać "Director's Cut", "Extra 15 minutes" albo jakkolwiek inaczej, ale na pewno nie unrated. Sceny bitew nie zostały prawie wcale "podrasowane", dalej jest to samo PG-13 co w kinie. Może w dwóch ujęciach pojawiła się CGI krew.

Rozszerzoną wersję ogląda się ciut lepiej, ale nadal jest to dużo poniżej oczekiwań. Zmieniam ocenę z 4/10 na 5/10.