![]() |
|
Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Wersja do druku +- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl) +-- Dział: FILM i wszystko co z nim związane (https://forumkmf.pl/Forum-FILM-i-wszystko-co-z-nim-zwi%C4%85zane--3) +--- Dział: Ogólne dyskusje filmowe (https://forumkmf.pl/Forum-Og%C3%B3lne-dyskusje-filmowe--25) +--- Wątek: Krótka piłka, czyli mini-recenzje (/Thread-Kr%C3%B3tka-pi%C5%82ka-czyli-mini-recenzje--1192) Strony:
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
32
33
34
35
36
37
38
39
40
41
42
43
44
45
46
47
48
49
50
51
52
53
54
55
56
57
58
59
60
61
62
63
64
65
66
67
68
69
70
71
72
73
74
75
76
77
78
79
80
81
82
83
84
85
86
87
88
89
90
91
92
93
94
95
96
97
98
99
100
101
102
103
104
105
106
107
108
109
110
111
112
113
114
115
116
117
118
119
120
121
122
123
124
125
126
127
128
129
130
131
132
133
134
135
136
137
138
139
140
141
142
143
144
145
146
147
148
149
150
151
152
153
154
155
156
157
158
159
160
161
162
163
164
165
166
167
168
169
170
171
172
173
174
175
176
177
178
179
180
181
182
183
184
185
186
187
188
189
190
191
192
193
194
195
196
197
198
199
200
201
202
203
204
205
206
207
208
209
210
211
212
213
214
215
216
217
218
219
220
221
222
223
224
225
226
227
228
229
230
231
232
233
234
235
236
237
238
239
240
241
242
243
244
245
246
247
248
249
250
251
252
253
254
255
256
257
258
259
260
261
262
263
264
265
266
267
268
269
270
271
272
273
274
275
276
277
278
279
280
281
282
283
284
285
286
287
288
289
290
291
292
293
294
295
296
297
298
299
300
301
302
303
304
305
306
307
308
309
310
311
312
313
314
315
316
317
318
319
320
321
322
323
324
325
326
327
328
329
330
331
332
333
334
335
336
337
338
339
340
341
342
343
344
345
346
347
348
349
350
351
352
353
354
355
356
357
358
359
360
361
362
363
364
365
366
367
368
369
370
371
372
373
374
375
376
377
378
379
380
381
382
383
384
385
386
387
388
389
390
391
392
393
394
395
396
397
398
399
400
401
402
403
404
405
406
407
408
409
410
411
412
413
414
415
416
417
418
419
420
421
422
423
424
425
426
427
428
429
430
431
432
433
434
435
436
437
438
439
440
441
442
443
444
445
446
447
448
449
450
451
452
453
454
455
456
457
458
459
460
461
462
463
464
465
466
467
468
469
470
471
472
473
474
475
476
477
478
479
480
481
482
483
484
485
486
487
488
489
490
491
492
493
494
495
496
497
498
499
500
501
502
503
504
505
506
507
508
509
510
511
512
513
514
515
516
517
518
519
520
521
522
523
524
525
526
527
528
529
530
531
532
533
534
535
536
537
538
539
540
541
542
543
544
545
546
547
548
549
550
551
552
553
554
555
556
557
558
559
560
561
562
563
564
565
566
567
568
569
570
571
572
573
574
575
576
577
578
579
580
581
582
583
584
585
586
587
588
589
590
591
592
593
594
595
596
597
598
599
600
601
602
603
604
605
606
607
608
609
610
611
612
613
614
615
616
617
618
619
620
621
622
623
624
625
626
627
628
629
630
631
632
633
634
635
636
637
638
639
640
641
642
643
644
645
646
647
648
649
650
651
652
653
654
655
656
657
658
659
660
661
662
663
664
665
666
667
668
669
670
671
672
673
674
675
676
677
678
679
680
681
682
683
684
685
686
687
688
689
690
691
692
693
694
695
696
697
698
699
700
701
702
703
704
705
706
707
708
709
710
711
712
713
714
715
716
717
718
719
720
721
|
RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Bucho - 19-02-2022 (19-02-2022, 20:02)Mental napisał(a): Jeśli powiem, że Mel bardziej mi się podoba niż Goldie Hawn, to będę gejem? Antysemita :) Goldie jest koszerna, a Mel wiadomo :) RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - OGPUEE - 20-02-2022 (19-02-2022, 19:05)Crov napisał(a):(19-02-2022, 01:24)OGPUEE napisał(a): Ptaszek na uwięzi - ...I to jedyny film w którym kojarzę, by napisy końcowe spadały w dół zamiast iść do góry. Jak byłem w gimnazjum jakieś eony temu :). Człowiek-małpa aka Tarzan the Ape Man (1932) - filmów z Johnnym Weissmullerem w roli Tarzana w swoim życiu widziałem kilka, głównie w młodości. Pierwszy to był chyba Tarzan i kobieta lampart na Polsacie pod koniec lat 90. (ech... kiedyś to było, że puszczali w polskiej telewizji komercyjnej czarno-biały w prime-time), i jestem pewien że wersja umieszczona CDA to właśnie rip z tej emisji. W gimnazjum z kolei ściągnąłem Tarzan Desert Mystery, który był OK (mimo, że pod koniec filmu pojawiły się dinozaury, z których obecności Tarzan nic sobie z tego nie robił xD). Jedynki raczej nie widziałem. Która zresztą mocno się różni od tego, co kojarzę serię z Weissmullerem. Pierwsze zaskoczenie to muzyka (a właściwie jej brak) i początek bardziej mający vibe Universalowych horrorów niż przygodówki pokroju pierwszego King Konga. Dość długo nie pokazują Tarzana i gdy pojawia się po 30. minuncie filmu to ledwie skrawki, z daleka i z tyłu. Sama postać jest dosyć tajemnicza i nic o nim właściwie nie wiadomo. Bardziej też mu do antybohatera, bo m.in. zabija kilku członków ekspedycji i porywa Jane, bo mu się podoba. W powietrzu czuć w tym jakąś drapieżną seksualność Tarzana, a także Jane daje się opanować zmysłom i krok po kroku pożąda Tarzana. Stawiam, że te wszystkie moralistyczne ruchy kręciły nosem (a w Polsce to na pewno niektóre fragmenty poszły pod nóż cenzorski. Ale pewnie nie tylko tam). Oj, trąci on myszką. Lewacy się oburzą (skądinąd słusznie), że film kolonialny i pokazuje Afrykę w złym świetle, że jest blackface (o tym zaraz), a Jane chce rzucić w cholerę cywilizację dla jakiegoś półboga. Ja mam bekę z niektórych scen - śmiesznie się ogląda Tarzana gładko ogolonego (to jeden z tych absurdów produkcji o Tarzanie) i czystymi krótkimi włosami. Jest tu chyba najgorsza tylna projekcja jaką widziałem - ojciec Jane pokazuje jej afrykańskie plemiona (których nazwy są najpewniej zmyślone :)). Oni stoją w gęstawej dżungli, a stock footage (w domyśle za rogiem) to jakaś płaska ziemia z pagórkami. No żesz... I po chwili Jane i jej stary stoją na tle zdjęć Afrykanów w gwałcących oczy proporcjach. Widać też na kilometr, że słonie grane przez te indyjskie mają doklejone uszy. Raziły mnie też te wszystkie przyspieszone ujęcia wyglądające jak u Benny Hill Show. Maureen O'Sullivan w roli Jane zagrała kiepściutko. Lepszym aktorem był szympans grający Cheetę. Weissmuller wypadł dobrze, choć miał łatwiej aktorsko, bo musiał jedynie robić autystyczne miny i rzucać pojedyncze frazy. O ile większość Afrykańczyków grają Murzyni i przy prezentacji plemion na początku wykorzystano jakiś stock footage z ówczesnych dokumentów, tak Pigmejów grają karły wymalowane pastą do butów (i jestem przekonany, iż ci czarni tragarze wnoszący bagaże Jane na początku filmu to również biali w blackface). Pomijam już ten makijaż (zresztą czarnoskórych karłów pewnie dużo w Ameryce nie było) - oni prezentują śmieszniej niż strasznie, tym bardziej że są tu głównymi antagonistami, a na końcu chcą złożyć bohaterów w ofierze kolesiowi w kostiumie goryla (będącym tu końcowym bossem do pokonania). Za to widać jakiś tam budżet i na te czasy afrykańska dżungla wygląda przekonująco. Także scena na klifie z wiszącą Jane wyszła nieźle. I jak pojawia się Tarzan, to robi też ciekawej. I jest doza brutalności Pozostałych filmów z serii nie widziałem i raczej nie obejrzę, bo pewnie jeszcze gorsze, głupsze i opowiadające to samo. Swoją drogą zdziwiłem, że prócz serii z Weissmullerem to w latach 30. były inne filmy o Tarzanie, pewnie jeszcze bardziej kiczowate (i niemal wszystkie były w polskich kinach przed 1939 r.). 6-7/10 Tarzan i zaginione miasto - z filmu kojarzę tylko reklamujący banner na budynku z sąsiedniego osiedla, który widziałem za dzieciaka (wcześniej jego miejsce zajmował banner reklamujący Maskę Zorro). I sam film dość zapomniany - nawet nie kojarzę czy był chociaż na Megahicie Polsatu czy w ramówce TV Puls. Gdyby powstał w czasach Weissmullera, zapewne byłby klasykiem - jest tu nawet śmieszny szympans, jednak nienazwany Cheetą. W sumie nie wiem czemu w momencie film był zjechany. W gruncie rzeczy to całkiem spoko przygodówka. Może nie za mądra i gra aktorska raczej kiepskawa, a goryle wyglądają jak George'a prosto z drzewa. I nieliczne CGI wygląda jak cutscenka z PS2, napis tytułowy wygląda jak z WordArta. Ale fabuła też nie jest udziwniona, casting jest trafiony, produkcja nie jest skażona jakimś nieznośnym PC-sosem i CG-posypką i na tle dzisiejszej kinematografii pewnie lepiej się prezentuje (takie typowo progresywne elementy są podane w przystępne sposób). Zgrabnie adaptuje Tarzana (który w założeniach miał promować wyższość białej rasy) do obecnych norm społecznych. Tym razem Tarzan kumpluje się z afrykańskimi plemionami (gdy wcześniej łącznie z książkami Burroughsa to z nimi walczył i zawsze byli tymi złymi)... I jest prekursorem PETA, bo uwalnia zwierzęta schwytane przez złe białe diabły (którzy też palą zaprzyjaźnioną murzyńską wioskę i biorą jakichś jeńców w łańcuchy). Te w/w elementy pasują do lore Tarzana. Nawet Jane, mimo że jest Angielką bojącą się węży i lwów, daje również popalić i niekiedy nie trzeba jej do pomocy Tarzana (nie jest też na szczęście karykaturalną stronk woman). Jane bierze ze sobą pistolet za poleceniem swego brata i używa go w szczytnym (uwalniając słoniątko z kłusowniczej pułapki), a następne, to co tygrysy lubią najbardziej, w walce ze złoczyńcami. Ba, nawet Tarzan nie ma nic przeciw temu. Więcej tu Tarzana ganiającego w koszuli i jak ukazuje się z gołą klatą to zamiast przepaski ma szorty (w końcu się ucywilizował ;)) i głównie posługuje się swym prawdziwym imieniem - John Clayton II. Główny zły stara się być szarmancki wobec Jane. Nawet jeden z jego zbirów po bitce z murzyńskim plemieniem pyta się Jane, czy z nią wszystko OK. I choć zły, to chęć zdobycia Opar wynika nie tyle z kolonialnego podbicia Afryki, co udowodnienia istnienia miasta Opar. Także lokalizacje nie ograniczają się do dżungli, ale jest i sawanna, polany, a potem jakieś górskie kaniony. I dodano jakieś afrykańskie śpiewy jak źli kierują w stronę tytułowego miasta. O ile całość to dobra, analogowa robota, gdzie zamiast łazić po zielonej salce, całość była kręcona w Afryce (wedle IMDb pierwszy film z Tarzanem tam kręcony), tak jest łyżka dziegciu w postaci CGI-pszczół i magicznej kobry z PS2. I montaż niekiedy zawodzi. Generalnie mi się spodobał i gdybym był na tym w kinie, również by się podobał. 7/10 RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Kryst_007 - 20-02-2022 Z filmów z Tażanem to najlepsze podobno jest "Greystoke" z Lambertem. Dawno temu to jednak oglądałem na TCM, więc nie potwierdzę tego z czystym sumieniem. Mogę za to potwierdzić, że ta najnowsza wersja ze Skarsgardem, Margotką, Walcem i Samem Jacksonem podchodzi pod nie lada kupsztal. RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Debryk - 20-02-2022 "Greystoke" jest cholernie topornie zrealizowane. Oglądałem z miesiąc temu i nie potrafiłem przebrnąć przez ten film :/ Ogólnie Tarzan jako fabuła mnie zawsze odrzuca na poziomie konceptu, że niby dzieciak wychowany w dziczy potrafi mówić itd. Z jednej strony jest to fajna bajka, z drugiej stos głupot. Przydałoby się zrobić taki film na poważnie ale wtedy wyszedł by jakiś świniak zamiast człowieka. Podobny temat i na poważnie poruszał film "Nel" z Jodie Foster. Tak sobie myślę że z tym Taryzanem mam taki problem że na wykładach była ukazana historia 4-latki która była chowana w chlewie i zachowywała się jak zwierzę w każdym aspekcie swojego życia. Pewnie stąd mam te uprzedzenie do legendy. RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - slepy51 - 20-02-2022 Debryk napisał(a):"Greystoke" jest cholernie topornie zrealizowane. Bredzisz. Rewelacyjny film. RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Kryst_007 - 20-02-2022 Ja z kolei w podstawówce w podręczniku od angielskiego miałem zadanie z tekstem o francuskim chłopcu, który do 11. roku życia wychowywał się w dziczy i zachowywał się jak zwierzę. Dopiero wtedy został odnaleziony przez pewnego profesora. Francois Truffaut nakręcił zresztą na ten temat film w 1970. RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - OGPUEE - 20-02-2022 (20-02-2022, 19:06)Debryk napisał(a): Ogólnie Tarzan jako fabuła mnie zawsze odrzuca na poziomie konceptu, że niby dzieciak wychowany w dziczy potrafi mówić itd.I golić się :). W trakcie oglądania Tarzana i zaginionego miasta doszedłem do wniosku, iż w jakimś następnym reboocie można zrobić tak, że 3-letni Tarzan natrafia na jakieś murzyńskie plemię, które się z nim zaprzyjaźnia. I ono uczy go jakichś ludzkich podstaw, np. żeby nie chodził na golasa (stąd przepaska) i wyjaśniałoby wiarygodnie, dlaczego zna jakieś podstawy mowy i wie jak się używa maszynki do golenia. Dobrze też do tematu podszedł Stephen Sommers w swej interpretacji Księgi dżungli (która jest ekranizacją defacto Tarzana) - Mowgli trafia pod wychowanie zwierząt jak miał jakieś 4 latka, gdzie już umiał się posługiwać mową i ubierać się, więc miał to utrwalone/uśpione w pamięci (i jak pamiętam, był dialog o tym, że żyjąc w dżungli miał kontakt z lokalnymi wieśniakami). Odnośnie twej opinii nt. Greystoke'a to podałbyś sobie ręce z moim wujkiem. Gdy raz powiedziałem mu, że oglądałem ten film w TV, to wujo miał reakcję typu bitch, please! :). RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Rozgdz - 20-02-2022 No właśnie przecież "Księga dżungli" to w sumie ten sam temat :) Ale protestuję, akurat "Księga" Kiplinga jest starsza od "Tarzana wśród małp" Burroughsa ;) No i warto pamiętać że to generalnie dość oldskulowy koncept bynajmniej nie nastawiony "na współczesny realizm" ;) RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Kryst_007 - 20-02-2022 (20-02-2022, 19:38)OGPUEE napisał(a):(20-02-2022, 19:06)Debryk napisał(a): Ogólnie Tarzan jako fabuła mnie zawsze odrzuca na poziomie konceptu, że niby dzieciak wychowany w dziczy potrafi mówić itd.I golić się :). I obcinać paznokcie ;) RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Corn - 20-02-2022 Paznokci raczej nie obcinał tylko ścierał chodzeniem na boso i wspinaniem się po drzewach. Przecież są jeszcze na świecie dzike ludy i jakoś nie wszyscy są zarośnięci i pazurami ;) RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - OGPUEE - 20-02-2022 I zębami też można skracać pazury :). (20-02-2022, 19:56)Rozgdz napisał(a): No i warto pamiętać że to generalnie dość oldskulowy koncept bynajmniej nie nastawiony "na współczesny realizm" ;)I tą świadomość miał autor, który mówił że najlepiej książkowego Tarzana oddałaby animacja, bo takim był nadczłowiekiem. No i Tarzan był mokrym snem Burroughsa będącego wielkim fanem eugeniki, który wierzył że brytyjska arystokracja to szczyt ludzkiej rasy. RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Rozgdz - 20-02-2022 (20-02-2022, 20:20)OGPUEE napisał(a): I tą świadomość miał autor, który mówił że najlepiej książkowego Tarzana oddałaby animacja, bo takim był nadczłowiekiem. W sumie dokładnie tak jest. Tarzan czy Zorro to przecież tacy dawni superbohaterowie :) Ileś tam książek z Tarzanem czytałem za młodziaka, podobnie jak "Księgę" i było to dla mnie tak samo fajne jak komiksy ze Spider-Manem czy Batmanem ;) A przy okazji warto przypomnieć że TM-Semic teź wydawał przez jakiś czas serię "Tarzan" która bardzo mi się wtedy podobała i zarówno działa się współcześnie jak i opowiadała o "Tarzanie" Burroughsa ;) RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Gieferg - 20-02-2022 Cytat:Z filmów z Tażanem to najlepsze podobno jest "Greystoke" z Lambertem. Owszem, jest bardzo dobry, choć też ma swoje problemy, dla mnie największym jest ten, że za mało czasu poświęca się na Tarzana w dżungli. Więcej pisałem tu: https://filmozercy.com/wpis/nostalgiczna-niedziela-121-greystoke-legenda-tarzana-wladcy-malp-recenzja-opinie-blu-ray-dvd Cytat:że niby dzieciak wychowany w dziczy potrafi mówić itd. W "Greystoke" nie umie. RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - OGPUEE - 21-02-2022 (20-02-2022, 20:30)Rozgdz napisał(a): W sumie dokładnie tak jest. Tarzan czy Zorro to przecież tacy dawni superbohaterowie :)Coś w tym jest. Ja poznałem Tarzana przez serial z Wolfem Larsonem w roli tytułowej, który leciał na Polsacie po Zorro. Oba seriale regularnie oglądałem. Cytat:A przy okazji warto przypomnieć że TM-Semic teź wydawał przez jakiś czas serię "Tarzan" która bardzo mi się wtedy podobała i zarówno działa się współcześnie jak i opowiadała o "Tarzanie" Burroughsa ;)I przed II wojną świata sporo publikowano rzeczy związanych z Tarzanem. Zarzucę ciekawym artykułem opisującym komiksy o Tarzanie publikowane w międzywojennej Polsce. Jest też wzmianka o filmach, głównie w kontekście ich emisji w Polsce: http://pan-optykon.pl/komiks/przygody-tarzana-wsrod-malp-pierwszy-komiks-o-tarzanie-w-polsce/ Lassie, wróć (1943) - koniec gadaniny o łysych małpiszonach i pora na pierwszy film z udziałem najbardziej znanego rough collie podstawowego umaszczenia. Jedno słowo - przeuroczy. O dziwo jak na film z tych lat, zwierzę nie zostało narażone na niebezpieczeństwo (choć pewnie pies nie był zadowolony z bycia mokrym :P). Walka Lassie z psem pasterskim to po prostu psia zabawa z doklejonym w postprodukcji warczeniem. I w niektórych momentach ewidentnie widać, że odgłosy psa w większości nie zgadzają z ruchem mordy. I jak narzekam, to zbyt mało się odczuwa Wielki Kryzys i ciężką sytuację materialną Carracloughów. No i czepialstwo - skąd obwoźny handlarz wiedział, że Lassie to suka? Była ona z daleka, a u psów tak ciężko o dymorfizm płciowy. Mimo iż film dosyć pogodny i wiadomo jak się skończy, to jest sporo smutnych momentów. Mnie nic nie wpadło oka, ale zapewniam że Grażyny, psiary i moja mama będą ryczeć jak bóbr. Już nie tyle sama sprzedaż Lassie (swoją drogą dość mało pedagogiczne zagranie, by nie mówić Joemu o oddaniu jego pupila. Matka nie lepsza, bo otwarcie mówi swemu zrozpaczonemu synowi że psa nie lubiła i przy lepszej kasie kupią nowego - nie dziwota, że to ona zagrała żonę Frankensteina). Wycieńczona Lassie zostaje odnaleziona przez stare małżeństwo, które się cieszy, że będzie miało własnego psa, a potem zdaje sprawę że pies nie jest bezpański ;(. Potem uczestniczy z sympatycznym obwoźnym handlarzem (świetny Gwenn) i jego pieskiem Dużo tu zasługi psa grającego Lassie, który spisuje się aktorsko i ciągnie ten film. No i uroczo się patrzy na psiaka, który jest przepiękny. BTW Lassie gra tu pies, bo suki tej rasy w lecie (gdy kręcono zdjęcia) strasznie linieją i są mniejsze. I we wszystkich późniejszych adaptacjach Leslie zawsze była grana przez samca. Gdy ostatnio w 2020 r. zrobiono kolejny film z Lassie, znowu grał ją znowu samiec :D. Gdzie są ci wszyscy krzykacze grzmiący by LGBT+ grały LGBT+ albo, że dubbingowanie kogoś innej narodowości to dyskryminacja :P? 8/10 RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Mental - 28-02-2022 NA FALI (1991) & KRÓLOWIE ULICY Obok pierwszego "Matrixa" dwa najlepsze tytuły z udziałem Reevesa. "Street Kings" uważam w ogóle za jego szczytowe osiągnięcie aktorskie. Przepitego gliniarza-kamikadze zagrał bardzo przekonująco. Powiem więcej: SK należy do ścisłej topki moich ulubionych filmów XXI wieku. Oparty na scenariuszu (okrojonym) Jamesa Ellroya, non stop pompuje akcję, adrenalinę i konkretne dialogi. Forest Whitaker jest jak dynamit. Testosteron bucha tu jak żar z pieca hutniczego. To samo tyczy się zresztą bardziej romantycznego "Point Break", którego nie widziałem chyba z dziesięć lat. Znakomita jest w nim szczególnie finałowa sekwencja na australijskiej plaży, zgrabnie rozładowująca to, co prawie nigdy nie udaje się reżyserom. PB zdecydowanie nie jest tak profesjonalny i wykuwany na zimno jak chociażby "Gorączka", ale jest nietuzinkowy i co najważniejsze - nie wali od niego płycizną. Oba filmy 10/10 ![]() Prawda, za dużo :) Ale lepiej, żeby go było za dużo niż za mało. RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Kryst_007 - 01-03-2022 Znowu mnie wzięło na srebrne lata Hollywood. Les Girls (1957) Kolorowy musical z Gene'm Kelly'm o konstrukcji fabularnej z rodem Rashomona. Dwie kobiety spotykają się w sądzie, bo jedna oskarża drugą o zniesławienie i tak oto poznajemy zupełnie różne wersje wydarzeń. Jak to w tamtych musicalach MGM - olśniewające kolory, oświetlenia czy sekwencje taneczne. Fajny szczególnie ten numer taneczny nawiązujący do "Dzikiego" z Brando. Kelly jak to on - sympatycznie wypada jako Gene Kelly. Z głównego kwartetu aktorskiego największe brawa dla Kay Kendall i jej rozbrajające sceny pod wpływem alkoholu. Raczej wątpię, by tak ludzie się zachowywali po pijaku, ale po prostu widzę ten cały fun jaki aktorka miała na planie. Swoją drogą, świetny brytyjski akcent i aż w szoku jestem, że zmarła w tak młodym wieku i to 2 lata po premierze. Dwie pozostałe aktorki stanowiące kobiece trio z kolei jak widzę jeszcze żyją i skończyły niedawno 90-tkę. 7/10 There's No Business Like Show Business (1954) Fabuła to właściwie pretekst by pokazać na wspaniałym CinemaScopie te wszystkie pełne przepychu numery śpiewane. Właściwie większość filmu to po prostu składanka utworów Irvnga Berlina, ale za to jak zainscenizowanych! Czuć w nich tę potęgę hollywoodzkich musicali. Scenografia, choreografia, muzyka - wszystko bajka! Niestety, gdy aktorzy nie śpiewają, ani nie tańczą to na ekranie nuda i tylko się czeka na kolejny broadwayowski numer. Co do roli Marilyn, której twarzą głównie teraz się reklamuje ten film - jak zwykle urocza, ale faktem jest, że gra tu trochę zbędną postać. Po prostu zatrudnili ją by zaśpiewała kilka piosenek dla filmu i przy okazji przyciągnęła fanów do kin, a że wypadało jakoś ją wykorzystać w fabule to sobie dostała jakiś wątek. Ciekawostką jest, że Donald O'Connor (Cosmo z "Deszczowej piosenki") gra tutaj najmłodszego w rodzinie, a w rzeczywistości z aktorów grających dzieci tej rodziny to był najstarszy. Powiem, że trochę to niestety widać. 6/10 BTW. Sposób na spławienie typa dosypującego towarzyszce do drina jakieś tajemnicze płyny powinni demonstrować w szkołach :) RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - OGPUEE - 03-03-2022 Ostatnio zaliczyłem trylogię Quatermassa, będącą kinową adaptacją seriali TV (tych nie oglądałem, zresztą pewnie połowę wcięło i wygląda jak Teatr Telewizji). O Quatermassie dowiedziałem się za sprawą Horrendalnych Horrorów z kultowej serii Monstrrrualna Erudycja (Tik-Toki nie znajo). Coś mi w głowie siedziało, że dwa pierwsze filmy zaadaptowali Amerykanie, a dopiero przy trzecim podejściu Brytole upomnieli się o swe dobro narodowe. A jednak całą trylogię robiła UK, i to wytwórnia Hammer (i jak czytam na angielskiej Wiki pierwszy film był dla Hammera przełomem). Zaczynamy: Zemsta kosmosu - Bardziej ambitne od typowego amerykańskiego sajfaja z tego okresu i domyślam się, czemu to on trafił do polskich kin, a nie one. Doktorek jak pisali w Horrendalnych Horrorach jest normalny. W przeciwieństwie do amerykańców nie ma wymuszonego wątku romansowego, a jedyna istotna kobieta znika po 43 minucie filmu (są jeszcze dziewczynka i dziadówa, ale to cameosy). Soundtrack z kolei to dość subtelne smyczki. A od początku zespół Quatermassa współpracuje z policją, która poważnie traktuje każde doniesienia o kosmicznym mutancie i służby są kompetentne. O właśnie, filmowe państwowe organy działają sprawnie, BBC podczas kręcenia programu przerywa po odkryciu zwłok i informuje służby. Więc pewnie to przekonało PZPR do sprowadzenia tego do Polski. Ciekawe czy polscy recenzenci też się nad Zemstą z kosmosu spuszczali jak przy Godzilli z 1954 r. chwaląc aspekt społeczny. Jest napięcie i ciekawi co stanie się z zakażonym astronautą. W ogóle tu casting spisali się na medal. Nic nie mówi i wykrzywia miny, a i tak czuć jego ból i zachodzące w nim zmiany. Także swoją prezencją oddaje dziwność i mutacje. A teraz skrytykuję w/w główną postać kobiecą. Nie tylko aktorka kiepska, to potem odstawia scenę rodem z TVN-owskiego Szpitala i jest winna późniejszego zamieszania. Dość wysoki poziom techniczny. Często jest sporo ładnych kadrów, a film z kamery wewnętrznej faktycznie wygląda jak nagranie z kamerki tj. jedno ujęcie, mniejszy klatkaż, a nie jak film wykonany przez profesjonalną ekipę filmową (co trafnie wytknął Kryst_007). Jedyny mankament techniczny, to jak glut z kosmosu przemieszcza po podłodze widać na moment sznurek :). Zasłużony klasyk brytyjskiej kinematografii. 9/10 Quatermass 2 - ponoć to pierwszy sequel, który tytule ma liczę "2". W przeciwieństwie do jedynki nie miałem pojęcia o czym będzie fabuła. Domyślam się, czemu ten tytuł nie trafił do Polski - o ile jedynka była dość pro-rządowa, tak dwójka ukazuje skorumpowanie władz państwowych i jej infiltrację przez agenturę. Momentami wiele się zaskakiwałem, np. główny asystent Quatermassa szybko staje się ofiarą antagonistów. Tak jak jedynka też zaciekawia widza dalszym przebiegiem. Na plus dość nietypowy obraz obcych, o czym szerzej pisałem w tym topicu. 8/10 Quatermass i studnia - tym razem Hammer uczynił Quatermassa kolorowym (znaczy kręcili w technicolorze. Quatermass wciąż jest biały). Bardziej przypomina stereotypowego Hammera, ale też wydaje się bardziej kiczowaty - dziwna gra aktorska, robole z jakimś przesadzonym akcentem. I mam wrażenie, iż niektórzy aktorzy zostali zdubbingowani. Ale jednocześnie dość dobrze odtworzyli obrzydzenie i szok związany z odkryciem zwłok kosmicznych pasikoników. Plus kudos za wiarygodną racjonalizację nadnaturalnych zjawisk spowodowanych kosmiczną ingerencją. Efekty specjalne są tu nierówne - telekineza i wszelkie paranormalne zjawiska naprawdę daja radę, zaś sceny związane z kosmicznymi pasikonika są na poziomie szkolnego teatrzyka. Jak to bywa z trzecimi częściami ta odsłona jest najsłabsza. 7/10 RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Kryst_007 - 03-03-2022 Let's Make Love (1960) Wstęp przedstawiający historię rodu głównego bohatera strasznie przydługi i nużący. Naprawdę wątpię by którykolwiek niedzielny widz kom-romów z Marilyn Monroe chciałby tak szczegółowo wiedzieć, czemu Yves Montand jest miliarderem. Można było załatwić to dwoma zdaniami w jednej scenie, chociaż wtedy to nie byłoby jak wcisnąć w scenariusz tego podtekstu o balonach :P Co do reszty - historyjka słabiutka raczej i właściwie polega na tym, że Montand udaje przed Marilyn, iż jest ubogim aktorzyną i niestety potencjał jest tu kompletnie niewykorzystany. Mogła z tego być kopalnia fajnych gagów, a zrobiono z tego po prostu taką niczym się nie wyróżniającą historyjkę o pogoni za miłością. Zakończenia z kolei domyślacie się już pewnie czytając tą mini-reckę i zapewniam, że zaskoczeni to nie będziecie. Ja je znałem przez cały film. Na szczęście są plusy - Marilyn nigdy wcześniej nie była tak przeurocza, jak tutaj i chyba nawet wolę ją w prostych włosach, niż w kręconych. W późniejszej części filmu z kolei garść fajnych zaskakujących występów gościnnych ;) 5/10 RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Norton - 03-03-2022 The Day The Earth Stood Still (1951) Na ziemię przybywa David Byrne z misją, której cel wyjawi wyłącznie przywódcom wszystkich narodów. Nie powie doradcy prezydenta, nie powie samemu prezydentowi - mają być wszyscy najważniejsi ludzie zebrani razem w jednym miejscu i basta. Oczywiście do spotkania szych nie dojdzie, bo ludzie są skłóceni, a widmo zimnej wojny zawisło nad światem (hehe). Ostatecznie "obcy" wyjawia wszystko grupce naukowców i przxypadkowych gapiów - DĄŻYMY DO ZAGŁADY I JAK NIE PRZESTANIEMY, TO ZOSTANIEMY ZNISZCZENI <grozi palcem>. Po drodze umiera, odradza się, poznaje babkę z synkiem, który oczywiście irytuje (GIŃCIE DZIECI), na szczęście w pewnym momencie znika ze sceny. Filmik zestarzał się brzydko (robot to wspaniała pokraka) i jest głupiutki (wojsko skutecznie ogarnia pościg za taksą w mieście pełnym taksówek, ale już statku kosmicznego i TRUPA przybysza z obcej planety nie pilnuje w zasadzie nikt), bo wszystko podporządkowano oczywistemu morałowi mogącemu robić wrażenie w tamtych czasach i okolicznościach, obecnie jednak... no, banalnego i wielokrotnie aplikowanego w mniej lub bardziej zjadliwej formie. 3-4/10. Podwójne danie z Sidneya Lumeta: The Deadly Affair i The Anderson Tapes Powieść Le Carre'a w rękach jednego z najwybitniejszych reżyserów świata? W teorii przepis na wielki film, w rzeczywistości - rozczarowanie, średniacha, jeden z najsłabszych tworów Lumeta. Teoretycznie jest tu wszystko na miejscu - ciekawa intryga, świetni aktorzy (Harry Andrews znowu "kradnie" sceny u Sidneya) i spoko klimacik z jazzującym Quincym Jonesem w tle. Zabrakło mi odpowiedniego wyważenia treści - zapychacze (małżeństwo głównego bohatera, teatr) pojawiają się zbyt często i skutecznie wytrącają (i tak już nieśpiesznie prowadzoną) opowieść z rytmu. Pierwszy raz w trakcie seansu dzieła Lumeta poczułem się ograbiony z czasu, a słabe zakończenie wzmocniło negatywne odczucia. 5/10 Sean Connery był najlepszym Bondem, wybornym aktorem, prawdziwym maczo, poza tym bił kobiety*. Jak tu gościa nie lubić? W Anderson Tapes gra charyzmatycznego, zakotwiczonego w "starych czasach" złodzieja, który zaraz po opuszczeniu więzienia przygotowuje kolejny skok. Puka Dyan Cannon, obmyśla plan, zbiera charakterną ekipę (świetny jest tu każdy - młokos Walken w jednej z pierwszych ról, staruszek Gottlieb nie radzący sobie z życiem poza kratami jak później Brooks w TSR, cwaniacki Williams i wreszcie najlepsza postać, czyli gejuch Balsam) i przechodzi do akcji. Małym utrudnieniem jest fakt bycia podsłuchiwanym przez służby, ale o tym cicho sza. Pierwsza część filmu roi się od świetnych scen, sporo tu humoru i luzu, ale gdzieś tam z tyłu wybrzmiewają poważniejsze tony - trudność z odnalezieniem się w nowej rzeczywistości, upływ czasu, kodeks honorowy i tak dalej. W końcu dochodzi do dłuuuugiego finału i pomimo przewidywalności ogląda się to jak na szpilkach. Mało kto był tak bezkompromisowy jak Lumet, mało kto również przedstawiał policję niczym wielką, zmechanizowaną bestię bez twarzy i ludzkich odruchów. The Deadly Affair był największym rozczarowaniem, The Anderson Tapes zaś największym pozytywnym zaskoczeniem u Sidneya. 7-8/10 * RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - OGPUEE - 10-03-2022 Trzynaście duchów (1960) - głównie oglądałem, by mieć rozeznanie ad remake'u. Tak jak większość filmów Castle'a postawiony głównie na efekciarstwo. Bo ciężko mi uwierzyć, że film miał kogoś przerazić, ponieważ duchy to są bardziej śmieszne i ograniczają się do sztubackich figli. Przyznam, ma ładne zdjęcia i nie widać sznurków. Choć ta mucha na żyłce i z tym stockowym bzyczeniem z kreskówek... Także twist mnie zaskoczył i miał jakieś podstawy. Aktorstwo dość kiepskie. Jedynie przyzwoicie zagrali Margaret Hamilton i lew grający jednego z duchów (przy okazji propsy dla kaskadera, że odważył się dać podrapać sierściuchowi). Zgaduję, że postać grana przez Hamilton nazywana przez młodego wiedźmą to nawiązanie do jej roli Złej Wiedźmy z Zachodu z Oza? Gówniarz irytujący i liczy się na to, że Hamilton jednak okaże się wiedźmą i zmieni go w jętkę. Swoją drogą dzieciak widzi ducha i to nie jednego, a dwa - czyli coś niespotykanego! A on patrzy się jakby to był nudny wykład nauczyciela. Zdecydowanie ramota i nic się nie stanie, jak jakiś kinoman tego nie nadrobi. 4/10 Trzynaście duchów (2001) - taki fun fact - postacie będące greckiego pochodzenia (sądząc po nazwisku) są grane przez osoby libańskiego pochodzenia - jak widać Grecy nadal w stereotypach są nieodróżnialni od oliwkowych ludów :). Od dawna planowałem zobaczyć film, choć na nic nie liczyłem. Rozważałem to zobaczyć podczas ostatniego Halloween, ale wybrałem wówczas co innego. I też chciałem mieć porównanie z oryginałem. Film dość szybko zlatuje. Tu też nie miał straszyć, bo postawiony na efekciarstwo (dom robi wrażenie i scenografowie się postarali), zaś na napisach końcowych jest jakiś rap, a co. Pierwsza scena i... - czy film był postsynchronizowany?! Lillard rozdziawia teatralnie gębę, a barwa i tembr głosu jakoś nie współgra. O właśnie, jak w oryginale najlepszym elementem była postać medium, tak w remake'u jest najgorszym. Odpowiednikiem Margaret Hamilton jest Matthew Lillard robiący rozgrzewkę do roli Kudłatego. On i jego postać tragiczne i człowiek się uśmiecha jak w końcu ginie. Aczkolwiek remake poprawia trochę rzeczy oryginały (który nie był specjalnie wybitny) - duchy bardziej pamiętne i różnorodne. Dzieciak znacznie lepszy niż w oryginale i co ważne, nie gra pierwszych skrzypiec. I gdy pojawia się widmo irytacji, to znika na pół filmu. Trochę bardziej mi się podobał, ale też jakoś bym nie polecił. 4/10 |