Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe
Kill Bill: Vol. 1 (2003) & Vol. 2 (2004) - Wersja do druku

+- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl)
+-- Dział: FILM i wszystko co z nim związane (https://forumkmf.pl/Forum-FILM-i-wszystko-co-z-nim-zwi%C4%85zane--3)
+--- Dział: Filmy zagraniczne (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-zagraniczne--12)
+---- Dział: Filmy Quentina Tarantino (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-Quentina-Tarantino--61)
+---- Wątek: Kill Bill: Vol. 1 (2003) & Vol. 2 (2004) (/Thread-Kill-Bill-Vol-1-2003-Vol-2-2004--1204)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12


- Mental - 16-04-2009

nie znam tytułów. co ja jestem - tarantino? sprawdź se na wiki, z czego "korzystał"Uśmiech
wiem tylko, że tytuł filmu pochodzi od popularnych w latach 30. i 40. XX wieku brukowych powieści wydawanych na charakterystycznym tanim, surowym papierze, nazywanych pulp fiction.

jak myślisz, wydawali w tym dostojewskiego?Uśmiech


- military - 16-04-2009

Nie wiem, bo się na tym nie znam. Ty też. Więc może nie kłóć się o coś, o czym nie masz pojęcia. Uśmiech Znam za to pierwowzory Kill Billa - i mogę z pewnością powiedzieć, że jego forma jest adekwatna do inspiracji.


- Mental - 16-04-2009

military napisał(a):i mogę z pewnością powiedzieć, że jego forma jest adekwatna do inspiracji.

o ja pierdyle! czyli że "Samurai Sword Girls in the Big City Jungle of Hell" filmował Robert Richardson!?!?Uśmiech

zaskocze cię: forma kill billa nie jest adekwatna do inspiracji, podobnie jak forma death proof nie przypomina grindhouse'a. nawet ślepy zauważy, że w death proof pojawiają się mega niekonsekwencje: stylizowanie filmu na exploitation z lat 70, przekolorowanie tandetnej kliszy, syfy na końcu rolek, wycięte klatki, "roboczy montaż", sklejki niektórych scen czy wreszcie kręcone z ręki, celowo źle i bezsensownie skadrowane ujęcia - to wszystko znika jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w drugiej połowie filmu. rodriguez wykazał się większą skrupulatnością w tej dziedzinie.

military napisał(a):Chcesz powiedzieć, że historia o krwawych skutkach nieudanego napadu na bank bierze się z jeszcze większego campu (...)

sorry, że wracam, ale nie napadu na bank tylko na sklep jubilerskiUśmiech


- Mental - 16-04-2009

freak_outXP napisał(a):Tarantino chyba zrobił swoje nowe filmy na modłę Eda Wooda i TROMY

i zatrudnił Richardsona, żeby mu to sfilmował? to trochę tak, jak ja bym chciał zrobić film na modłe Michaela Manna i zatrudniłbym siebie na stanowisku operatora kamery, a akcje osadził w suchym lesie koło poznaniaUśmiech tarantino chciał zebrać do kupy azjatyckie szmiry, przepuścić je przez maszynke do recyclingu i stworzyć z tych odpadów nową jakość. szkopuł w tym, że się facet zestarzał i rzeźbienie w gównie nie wychodzi mu już tak fajnie jak dawniej.


- Bucho - 17-04-2009

freak_outXP napisał(a):, raczej miał wypadek przy pracy (wersja soft) albo uwiąd twórczy, czy się po prostu chłopak starzeje/zestarzał (wersja hard).


Slabe jaja, dlaczego wypadek przy pracy? Wszystko jest tak jak mialo byc (imho)


a) Grindhousowe sensacyjniaki "na powaznie" - Wsciekle Psy


b) Mocno kumpelskie filmy sensacyjne wraz spora dawka humoru - Pulp Fiction
(tutaj pojechalem po bandzie - pozno juz bylo) tak jak pisal Mental Pulp to bardziej kryminaly choc buddy movies tez sie klaniaja (man with two heads)


c) Mega kiczowate i przerysowane filmy karate(Master of flying gilotine) & filmy karate calkiem na powaznie(zwlaszca te poruszajce temat zemsty) - Kill Bill


d) Wszelakie filmy drogi wraz z nieodlacznymi muscle cars - Death Proof


Zawsze ten sam schemat, Trantino sciaga grindhouse'owa smietanke i robi swoje.


Dlaczego Wsciekle byly pierwsze, bo raz, ze najtansze (nawet w kino grindhouse trzeba troche zainwetowac), dwa, ze w najmniejszym stopniu pachnie/smierdzi od nich Grindhousem, przez co latwiej trafic do wiekszej publiki, trzy, mamy poczatek lat 90. Kino Grindhouse przechodzi do lamusa, a taki Kill Bill & Death Proff to juz rasowy grindhouse (stylizacyjnie - reszta to zwykla hollywodzka produkcja) i te filmy przepadlyby w gaszczu innych tego typu produkcji sprzed kilku lat - ludziom wtedy sie to juz przejadlo. Minelo kilka lat i prosze, Grindhouse znowu w modzie, gowniarze kreca filmy za grosze, a Tarantino robi to co chcial juz dawno zrobic czyli Kill Billa wg schematow kina zemsty/karate z Hong Kongu.
Na takiej samej zasadzie (dojeniu schematow) zrobil Wsciekle Psy. Nic sie nie zmienilo, Tarantino taki sam jak zwykle, choc inny temat podjal, a robote ( w zakresie teamtu/nawiazan) wykonal znakomita, wiec ani o wpadce, ani tymbardziej uwiadzie tworczym (bo w takim przypadku znaczyloby to, ze owy uwiad mial od zawsze) nie moze byc mowy. "Kradl" przy psach, "kradl" przy pulp, "kradl" przy killl Billu - inny temat, inna stylizacja (w sensie, ze zawsze mniej lub bardziej grindhouse, choc czerpanie z innych gatunkow filmowych) Tarantino swietnie wywiazuje sie w budowaniu swiata i zachowan bohaterow bezposrednio w odniesieniu do filmow z ktorych korzysta (a,b,c,d)


To nie film jest zly (choc jest zly) ale temat, kompletnie odmienny od poprzednich dokonan rezysera. Tarantino mimo wszystko w kazdym swoim filmie jest inny, a zarazem taki sam. Po prostu temat i owa grindhouse'owosc wam nie pochodza, QT przemycal ja w kazdym swoim filmie, tyle, ze w Kill Billu i Death Proof jest jej wiecej.


Tak jak pisalem kilka postow wczesniej, ja to lykam, moja bajka. Czy moze sie nie podobac? Jasna sprawa, to co dla mnie jest plusem, dla kogos innego jest minusem jak stad do Pernambuko i zdecydowanie po Kill Billu mozna jechac jak po lysej kobyle* i nie jest to film, ktory mozna tylko zachwalac i nic wiecej.



*Ktos sie zapyta po co? ...a po kobyle caco <rotfl>


- Mierzwiak - 17-04-2009

Mush Room napisał(a):problem w tym. że ten tytuł nie pada tutaj w kontekście "jezu, dlaczego on nie może nakręcić wściekłych psów 2", tylko "ok, zamierzam właśnie krytykować tarantino, a żeby nie było - potrafię docenić jego twórczość (i gdzieś tutaj pada tytuł). Ok, do rzeczy.. ". o tym filmie, my, hejterzy, wspominamy po to, żeby nie pojawił się z waszej strony argument typu "jezu, może po prostu nie lubisz tego reżysera".
Moje stanowisko jest z kolei odwrotne; wielokrotnie padł tu zarzut że zwolennicy Kill Billa pieją z zachwytu "bo to Tarantino". Bullshit. Death Proof to też Tarantino, a jednak po kolejnym obejrzeniu moja opinia o tym filmie spadła z "zajebisty" do "po prostu fajny film" (tak, fajny, bo mimo ewidentnych słabości plusy przeważają tu jednak nad minusami). Inglourious Basterds? Zapowiada się coś poniżej dna, więc proszę mi nie mówić że Kill Bill jest dla mnie tym czym jest z powodu osoby reżysera.

freak_outXP napisał(a):To była uwaga do obrońców filmu - że jeżeli oni mają rację, to mamy wysokobudżetową TROMĘ i Wooda
Bardzo daleko posunięte, dziwne porównanie. TROMy nie widziałem żadnego filmu, więc przemilczę. Ale Wood? Widziałeś chociaż jeden z jego, ekhm, filmów? Podejrzewam że nie, że rzuciłeś tym nazwiskiem bo wielokrotnie czytałeś że facet kręcił gnioty, a że uważasz KB za gniota to wydaje ci się że przywołanie Edka jest OK. Nie jest.

Jego filmy to tragedia pod każdym względem, totalna amatorszczyzna, płacz i zgrzytanie zębów. Fatalna "reżyseria", debilne fabuły, nieudolna realizacja i aktorstwo gorzej niż złe.

Jak twórczość tego pana ma się do Kill Billa?


PS. Bucho, odstępy w twoich postach koniecznie muszą być tak DUŻE?Uśmiech


- military - 17-04-2009

Mental napisał(a):zaskocze cię: forma kill billa nie jest adekwatna do inspiracji, podobnie jak forma death proof nie przypomina grindhouse'a. nawet ślepy zauważy, że w death proof pojawiają się mega niekonsekwencje

Ale co ty wyskakujesz mi tu z DP? Czy mówimy o DP? Mówimy o KB, który od początku do końca jest konsekwentny w byciu tym, czym jest - czyli pastiszem - UWAGA - nie filmów Bruce'a Lee, tylko filmów typu Samurai Chicks in Big City Hell. Kostium Bruce'a to tylko nawiązanie, całość jest inspirowana czymś znacznie słabszym niż jego filmy. Kapewu?


- Mental - 17-04-2009

military napisał(a):Mówimy o KB, który od początku do końca jest konsekwentny w byciu tym, czym jest - czyli pastiszem

military, wiesz w ogóle, czym jest pastisz? nie, to nie jest "płynna dekonstrukcja" by dmoon, cokolwiek to znaczyUśmiech od razu ci mówie, że kill bill nie jest pastiszem. pastisz to kręcenie nienakręconych filmów - korzystanie ze stylu wypracowanego kiedyś tam (może to być styl konkretnego reżysera albo konkretnego gatunku, albo nawet konkretnej epoki/kultury) i na tej podstawie tworzenie nowej jakości. podkreślam: nowej jakości - nowego filmu. pastisz bywa śmieszny, ale komizm czy prześmiewczość nie są jego wyznacznikami. pastisz =/= parodia. wyobraź sobie malarza, który tak się napatrzył na obrazy van gogha, że chce malować tak jak on. ma do wyboru dwie drogi: albo proceder kryminalny, czyli robienie falsyfikatów, albo wykorzystanie poetyki van gogha do stworzenia NOWEGO obrazu.

reservoir dogs, pulp fiction, jackie brown stanowią zatem modelowe przykłady pastiszowania danego stylu. w tym sensie kill bill nie jest pastiszem - nie oddaje "ducha" pastiszowanego stylu; oddaje "ducha" współczesnej epoki - bełkotliwego postmodernizmu. kill bill składa się ze scen-klocków, poukładanych dowolnie i wedle reżyserskiego widzimisię (bo tak mu pasowało, żeby wymęczyć kolejne 10 minut). pomiędzy kolejnymi scenami masz szwy z nici, której używa się do cerowania nieboszczyków w prosektoriach. do tego dochodzą bezsensowne i asytuacyjne dialogi oraz niedorzeczne monologi - oto styl tarantino w kill billu. nie mogę go skrytykować, bo jest "fajniuchny, miluchny i zgrabniuchny, aż paluszki lizać", pomimo że wali od niego fuszerką na kilometr. kill billowi tak daleko do pastiszu jak heat do komedii. żeby było weselej, kill bill nie jest również parodią, bo parodia zawsze wyszydza wzorzec wysoki (poważne, cenione filmy). parodia szmiry z gatunkowego (i zdroworozsądkowego) punktu widzenia nie ma większego sensu, choć oczywiście znajdziesz od groma parodii, żerujących na popularnych filmach (takich jak rambo, przy czym rambo to nie szmira - to klasyka kina akcji). po tej krótkiej lekcji poetyki odpowiedz mi na pytanie: czym jest kill bill? wydzieranką z gazety? postmodernistycznym kolażem? czy możę po prostu chałturą, nakręconą przez reżysera, który za punkt honoru postawił sobie popisanie się erudycją i kultowością?

i zrób mi wreszcie tę przyjemność i skrytykuj kill billa za "niespójność przedstawionego świata". nie jednym zdaniem, ale dajmy na to - w 8 zdaniach. to mega poważny zarzut, świadczący o tym, że tarantino nie tyle się zestarzał, co po prostu nie wiedział, jak nakręcić swój film. ale zaraz, moment, "niespójność" jest ok, bo tak miało być.


- D'mooN - 17-04-2009

Mental napisał(a):czym jest kill bill?

Hołdem. Pasuje?


- Mental - 17-04-2009

jackie brown jest hołdem dla kina blaxploitation, pulpa dla szmirowatych kryminałów i erotyków, a pieski - że przywołam bucha - dla grindhouse'owych sensacyjniaków.


- D'mooN - 17-04-2009

A 'Kill Bill' jest hołdem dla starego, taniego, azjatyckiego kina kopanego.
Co więcej chcesz wiedzieć?


- Mierzwiak - 17-04-2009

Mental napisał(a):kill bill składa się ze scen-klocków, poukładanych dowolnie i wedle reżyserskiego widzimisię (bo tak mu pasowało, żeby wymęczyć kolejne 10 minut)
Dokładnie opisałeś ten film. Właśnie tym jest Kill Bill. Prościuteńka fabułka jest tu wyłącznie pretekstem do stworzenia gatunkowego miszmaszu. Niby rozumiesz, ale wciąż go za to gnoisz. Ironizujesz że "tak miało być", podczas gdy właśnie tak, TAK MIAŁO BYĆ.

Mental napisał(a):to mega poważny zarzut, świadczący o tym, że tarantino nie tyle się zestarzał, co po prostu nie wiedział, jak nakręcić swój film
To dobry zarzut i faktycznie Kill Bill nie jest spójny pod tym względem, ale też nie ma prawa być spójny właśnie ze względu na to czym jest, bo niemal każda scena wyrwana jest tu z innej bajki.


- desjudi - 17-04-2009

ależ ten film jest spójny - po zakończeniu wiesz o co chodziło, jak się rodziła intryga, kto zaczął, kto skończył. A że przy okazji KB to stylistyczny miks i ta cholerna postmoderna? Jeszcze lepiej i jeszcze więcej, proszę bitte please prego por favor 8)


- Mierzwiak - 17-04-2009

Masz rację, ale chodzi mi o świat, jak i również różnice między obiema częściami. Volume I jest totalnie przerysowany i odrealniony, podczas gdy w Volume II znacznie mniej jest tego szaleństwa a więcej realizmu jeśli mogę tak to określić. Najlepiej widać to na przykładzie sposobu w jaki giną poszczególne postacie (wyjątkiem w Vol 1 jest tylko początkowa sekwencja).

Częściej też zamiast beztroskiej zabawy widać tam większe skupienie się na samej historii (co zresztą wymusza scenariusz - spotkanie z Billem i córką).


- Mental - 17-04-2009

Mierzwiak napisał(a):Dokładnie opisałeś ten film. Właśnie tym jest Kill Bill.

z wami to normalnie ubaw po pachyUśmiech
ok, poddaje się, wygraliście - kill bill jest wszystkim. jest spójny i niespójny zarazem; jest gówniany i przez to super; jest pretensjonalny, ale tak miało być; ma bezsensowne dialogi, które słucha się z przyjemnością; nie posiada scenariusza ani fabuły, ale o to właśnie chodziło. spoko.

jeszcze tylko niech się military wypowie na temat "niespójności przedstawionego świata", żebyście mogli go spławić kolejnym hołdem, tym razem dla "niespójnych filmów azjatyckich" i topic można zamknąć.


- desjudi - 17-04-2009

Mierzwiak napisał(a):Masz rację, ale chodzi mi o świat, jak i również różnice między obiema częściami.
ale te różnice nie świadczą o niekonsekwencji twórczej bądź jakiejś niespójności. Są w jakiś [fabularny, koncepcyjny] sposób różne, ale to wciąż Kill Bill, nie do pomylenia z czymś innym.

Mental napisał(a):ok, poddaje się, wygraliście - kill bill jest wszystkim. jest spójny i niespójny zarazem; jest gówniany i przez to super; jest pretensjonalny, ale tak miało być; ma bezsensowne dialogi, które słucha się z przyjemnością; nie posiada scenariusza ani fabuły, ale o to właśnie chodziło. spoko.

powtórzę się: jeśli jest gównem - masz rację. jeśli nie jest - też mam rację 8)


- Mental - 17-04-2009

Des napisał(a):jeśli jest gównem - masz rację. jeśli nie jest - też mam rację 8)

Uśmiech
zostałem przekonanyUśmiech


- Negrin - 17-04-2009

Mierzwiak napisał(a):Volume I jest totalnie przerysowany i odrealniony, podczas gdy w Volume II znacznie mniej jest tego szaleństwa a więcej realizmu jeśli mogę tak to określić
No i może zatem ma sens fakt, że jest to film podzielony na dwie części. Kiedy wychodził, bardzo byłem niezadowolony, że dwie cześci, długo zwlekałem z zakupem, bo niegdyś przebąkiwano o wydaniu w formie jednego długiego filmu... a jednak z perspektywy czasu widzę dokładnie, że ten podział ma sens. To nie "Władca pierścieni", gdzie podział na części jest tylko formalnością. Różnice między KB vol. 1 i vol. 2 są... spójne. No kurde, nie wiem, jak to lepiej określić Uśmiech


- Mierzwiak - 17-04-2009

desjudi napisał(a):ale te różnice nie świadczą o niekonsekwencji twórczej bądź jakiejś niespójności. Są w jakiś [fabularny, koncepcyjny] sposób różne, ale to wciąż Kill Bill, nie do pomylenia z czymś innym.
Znowu racja. W ogóle źle zrobiłem że użyłem określenia "niespójny", ale w tej swojej różnorodności KB jest filmem paradoksalnie bardzo spójnymUśmiech

Temat zaczęty przez Mentala przypomniał mi że dawno nie oglądałem Zabić Billa i muszę go sobie odświeżyć, ale tym razem po raz pierwszy jako double feature. Yeah.


- military - 17-04-2009

Mental, nie wymyślaj. Pastisz to dzieło naśladujące dzieło innego twórcy. Nie twórz znowu swoich definicji, jak to robisz przy s-f, sensacji czy w innych przypadkach.