![]() |
|
Klasyczne efekty analogowe kontra CGI - Wersja do druku +- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl) +-- Dział: FILM i wszystko co z nim związane (https://forumkmf.pl/Forum-FILM-i-wszystko-co-z-nim-zwi%C4%85zane--3) +--- Dział: Muzyka filmowa, F/X, zdjęcia (https://forumkmf.pl/Forum-Muzyka-filmowa-F-X-zdj%C4%99cia--16) +--- Wątek: Klasyczne efekty analogowe kontra CGI (/Thread-Klasyczne-efekty-analogowe-kontra-CGI--1379) |
- Mierzwiak - 14-07-2009 military napisał(a):W T2 samo założenie jest głupie i przeczy temu, co powtarzano do znudzenia w "jedynce" - że tylko żywa tkanka (lub coś nią pokryte) może przenieść się w czasie. A T1000 nigdy nie był niczym żywym pokryty - może jego kamuflaż był tak dobry, że fizyka dała się nabrać?Tego typu rzeczy da się wytłumaczyć w 30 sekund. Po pierwsze, co to znaczy "tylko żywa tkanka"? Skoro TYLKO, to jak Terminator przeniósł się w pierwszej części? Po drugie, czy wiemy jak działa wehikuł czasu? Nie wiemy, a skoro nie wiemy i Cameron tego dokładnie nie wyjaśnił, można przymknąć oko na przenoszącego się robota tylko pokrytego żywą tkanką, tak samo jak można sobie łatwo wytłumaczyć, że T1000 potrafi naśladować budowę ludzkiej tkanki i w ten sposób oszukał skaner wehikułu (chyba nie bez powodu przybył do LA jako nagi człowiek). Cool, prawda? : ) - military - 14-07-2009 W takim razie mozna bedzie przymknac oko na inwazję terminatorów z przyszłości na teraźniejszość w T5 - w końcu reżyser niczego nie wytłumaczył.:) A co do oczojebności i Speed Racera - to, że jeden morderca zabije jednym strzałem w tył głowy, a drugi siekierą rozprowadzi ofiarę po powierzchni całego domu, nie sprawia że ten pierwszy przestaje być mordercą. - Snappik - 14-07-2009 military napisał(a):W T2 samo założenie jest głupie i przeczy temu, co powtarzano do znudzenia w "jedynce" - że tylko żywa tkanka (lub coś nią pokryte) może przenieść się w czasie. A T1000 nigdy nie był niczym żywym pokryty - może jego kamuflaż był tak dobry, że fizyka dała się nabrać? Może imitował żywą tkankę? Skoro mógł imitować ludzi to musiał to robić wiarygodnie :) military napisał(a):T2 to jak najbardziej film oczojebny, co widać po samym rozmachu scen takich jak rozpierdalka z użyciem miniguna. W końcu w T1 też było pełno efektów (mniejsza z tym, że gorsze), ale nimi tak nie epatowano. A w dwójce, mimo CGI, Cameron mógł spokojnie podarować sobie 3/4 radiowozów które podjechały pod Cyberdyne, a Arnoldowi dać szotgana. Nie zrobił tego. Czemu? Żeby było oczojebnie.:) Liczba radiowozów świadczy o oczojebności? W takim razie co trzeci film sensacyjny jest oczojebny. Poza tym, napierdalanka trwa dość krótko, awarii ulega dokładnie 8 radiowozów. Czy to dużo w porównaniu do takiego trzaskania sie się non stop robotów, wywołujących zieffff? Poza tym, gdyby wszystkie blockbustery były tak "oczojebne" jak T2 to chodziłbym na nie do kina po kilka razy. Ja chcę oglądać non stop, bo: a) wszystko widać b) montaż nie jest do dupy c) przez te 2 minuty mam ochotę na więcej - Mental - 14-07-2009 military napisał(a):Cameron mógł spokojnie podarować sobie 3/4 radiowozów które podjechały pod Cyberdyne, a Arnoldowi dać szotgana. a Mann mógł dać swoim bohaterom pistolety czarnoprochowe z czasów wiosny ludów, a liczbę radiowozów zredukować do 2 zdjętych dopiero z lawety. wtedy byłoby minimalistycznie, odpustowo i nikt by nie narzekał na oczojebność. ilość radiowozów, które podjechały pod gmach cyberdyne, oraz użycie miniguna (zamiast strzelby jak w T1), mozna w 5 sekund wytłumaczyć okolicznościami. oczywiście nie będę tego tutaj robił, bo T2 każdy zna na pamięć i nie chce obrażać niczyjej inteligencji. - Anonymous - 14-07-2009 Negrin - T2 to techdemo?... Litości, jeśli naprawdę uważasz ten film za pokaz możliwości technicznych, to obawiam się że naprawdę... nie zrozumiałeś tego filmu. To poezja kina akcji w najczystszym wydaniu, a w czymś takim nie ma miejsca na ograniczenia w przesadzie (ale nie w bay'owym stylu). - Craven - 14-07-2009 Snappik napisał(a):c) przez te 2 minuty mam ochotę na więcej Zabawne... kiedyś twórcy zostawiali nas z lekkim niedosytem, teraz raczej celuje się w to, żebyśmy czuli przesyt. - Bucho - 14-07-2009 military napisał(a):A T1000 nigdy nie był niczym żywym pokryty - może jego kamuflaż był tak dobry, że fizyka dała się nabrać? Musial? Mega wypasiony plynno-metaliczny prototyp. Tylko "zywa tkanka", mowil Reese w T1 dodajac, ze chodzi o pole jakie wytwarza ludzkie cialo. Moze T-1000 potrafil owo pole wytworzyc w sposob sztuczny. Skoro wierze w cyborga z plynnego metalu, to uwierze i w taki myk. - Martinipl - 14-07-2009 Jeżeli chodzi o stare efekty i rzecz z The Thing, sprawa dla mnie ma się tak: To, co tam ukazano, jest obrzydliwe i bałbym się tego dotknąć (tak, modelu oczywiście) i właśnie taki efekt mnie podkręca - nie zamieniłbym go na CGI, bo stałby się sztuczny, nie taki... namacalny. To jest urok tego filmu i tych efektów. - Ronaldinho - 15-07-2009 Ja oczywiście wolę klasyczne efekty, najlepsze zdjęcie do tematu:
- Super Green - 15-07-2009 Odnośnie "poprawiania" starszych filmów i wzbogacania ich o nowe, bardziej dopracowane efekty. Jak dla mnie dopuszczalna jest tylko ingerencja w jakość obrazu. Cyfrowa obróbka obrazu, oczyszczenie z wszelkich brudów itp. Żadne upiększanie i wymiana poczciwej animatroniki na CGI nie wchodzi w grę. Może komuś tego typu efekty wydają się niedopracowane, ale przecież to historia kina. Po co ją niszczyć ? - Danus - 20-07-2009 Ostatnio trzy dni pod rząd oglądałem The Thing. Solo powiem Ci, że niektórych rzeczy nie wolno ruszać. Jeśli przeszkadzają Ci genialne efekty z filmu Carpenthera(tak!!! mówię o nich, że są genialne) które dzięki swojej trochę kiczowatości i prostocie wyglądają autentycznie i soczyście. Jeśli ktoś zamieniłby je na CGI stworki The THing straciłby klimat momentalnie i robiłby takiego wrażenia jakie robi teraz. Przeobrażenie psa, Norrisa(jego głowa), oraz Palmera a także stwór którego zniszczył RJ MCReady to majstersztyk tamtych czasów. Ja sobie nie wyobrażam tego CGI i mam nadzieję, że nikt nie wpadnie na ten absurdalny pomysł. - Craven - 20-07-2009 Tak naprawdę to by się dało, tylko musiałby to robić geniusz z wyczuciem. Problemem tych efektów robionych dzisiaj mogło by być zbyt dokładne ukazanie mutacji Cosia, dodawanie większej ilości ruchomych elementów czy niepotrzebnych macek i świecidełek. - Adi - 20-07-2009 Teraz nikt nie wpadnie na zastąpienie animatroniki przez CGI, bo to się dzieje samo. Już nie ma wyboru, CGI to jedyna opcja, jak LCD i plazmy w salonach RTV. Winstona nie ma, Bottin przepadł, jeszcze Woodruff i Gillis coś tam dłubią w AVP, ale to wyjątek podyktowany tradycją. A starzy mistrzowie reżyserii, idąc w CGI, zapędzają się od razu w metodę Zemeckisa. - Danus - 20-07-2009 Craven napisał(a):Tak naprawdę to by się dało, tylko musiałby to robić geniusz z wyczuciem.Nie twierdzę, że by się nie dało, ale tak jak pisałem w poprzednim poście The Thing poprzez CGI straciłby wiele na klimacie. Animatronika w wykonaniu Bottina świetnie wpasowała się w realia historii w zupełności dawała poczuć realizm ukazywanych ujawnień się Thinga. - Anonymous - 21-07-2009 Danus napisał(a):Jeśli przeszkadzają Ci genialne efekty z filmu Carpenthera(tak!!! mówię o nich, że są genialne) które dzięki swojej trochę kiczowatości i prostocie wyglądają autentycznie i soczyście. No więc jeśli przeszkadzają mi te efekty, to co? Bo proces myślowy ci się w zdaniu urwał. Adi napisał(a):A starzy mistrzowie reżyserii, idąc w CGI, zapędzają się od razu w metodę Zemeckisa. Bo tak jak kiedyś efekty tradycyjne były tanie dzięki opracowaniu techniki np. przez ILM, tak dziś jest taniej komputerem. Niech nikt się nie oszukuje, gdyby wtedy Carpenter mia do dyspozycji CGI, to by ich po prostu użył. To nie są kwestie romantyzmu, tylko kalkulacji. - Snappik - 21-07-2009 Gdyby babcia miała wąsy to by była dziadkiem. Ale wąsów nie miała. Kiedyś wszystkie efekty animatroniczne były dość drogie, pochłaniały ogromną kasę, a i tak zdarzało się, że efekt pod koniec był średnio zadowalający. Jak myślisz czemu nowe Star Warsy kosztowały Lucasa po 100-115 baniek (za epizod)? Bo kręcił je na greenboxie, a większość budżetu poszło na CGI, które na tyle się upowszechniło, że stało się tańsze od tradycyjnych wyjazdów w plener czy plan zdjęciowy w mieście i korzystaniu z protez, mechanicznych gadżetów itd. Co nie znaczy, że takich bajerów już się nie używa. Używa, ale w większości do ustawiania w danym miejscu na scenie, aby spec od CGI zanotował w którym momencie ma zacząć rendering... - Anonymous - 21-07-2009 Snappik napisał(a):Jak myślisz czemu nowe Star Warsy kosztowały Lucasa po 100-115 baniek (za epizod)? Bo kręcił je na greenboxie, a większość budżetu poszło na CGI, które na tyle się upowszechniło, że stało się tańsze od tradycyjnych wyjazdów w plener czy plan zdjęciowy w mieście i korzystaniu z protez, mechanicznych gadżetów itd. Bardzo dziękuję że mnie poinformowałeś, w ogóle mi to przez myśl nie przeszło. Dodasz coś jeszcze kapitanie Obvious? A odpowiadając na pytanie - dlaczego były takie tanie? Bo efekty zrobiła mu jego własna spółka ILM, po kosztach. Gdyby robiła to firma zewnętrzna, pewnie każdy Epizod kosztowałby ze 200 baniek sztuka. - Snappik - 21-07-2009 Odezwał się kapitan Obvious :D Cytat:Niech nikt się nie oszukuje, gdyby wtedy Carpenter mia do dyspozycji CGI, to by ich po prostu użył. A myślę, że jakby bracia Lumiere mieli do dyspozycji CGI to też by z tego skorzystali. BTW. Cytat:Bo efekty zrobiła mu jego własna spółka ILM, po kosztach. Większej bzdury nie udało mi się na tym forum przeczytać. Brawo. - Anonymous - 21-07-2009 Możesz rozwinąć tę błyskotliwą myśl? - Snappik - 21-07-2009 Jesteś kapitanem Obvious, poradzisz sobie. Mam inne rzeczy do roboty i nie chce mi się tłumaczyć tak obeznanej w finansach ILM osobie jaką jest Solo. |