![]() |
|
Książki - Wersja do druku +- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl) +-- Dział: Działy tematyczne (https://forumkmf.pl/Forum-Dzia%C5%82y-tematyczne--5) +--- Dział: Książki (https://forumkmf.pl/Forum-Ksi%C4%85%C5%BCki--38) +--- Wątek: Książki (/Thread-Ksi%C4%85%C5%BCki--70) Strony:
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
32
33
34
35
36
37
38
39
40
41
42
43
44
45
46
47
48
49
50
51
52
53
54
55
56
57
58
59
60
61
62
63
64
65
66
67
68
69
70
71
72
73
74
75
76
77
78
79
80
81
82
83
84
85
86
87
88
89
90
91
92
93
94
95
96
97
98
99
100
101
102
103
104
105
106
107
108
109
110
111
112
|
RE: Książki - Corn - 13-02-2015 Niedługo będzie audio jakby coś :) RE: Książki - Hitch - 16-02-2015 Kto czyta? Zróbcie w końcu audio z Maciej Gudowskim, kupię pięć egzemplarzy :) RE: Książki - Arahan - 24-02-2015 ![]() Marek Wałkuski - Ameryka po kawałku Nie ukrywam, że do zakupu i przeczytania książki skłoniła mnie okładka, ale za nic w świecie nie żałuję zakupu. Książka podzielona na 5 kategorii w których mamy po kilka 3-4 stronicowych rozdziałów, np. Święta i uroczystości - Boże Narodzenie, Halloween, itp. Napisana bardzo fajnym, przystępnym językiem, potrafi zaciekawić, zaskoczyć i momentami skłonić do refleksji. Oczywiście autor momentami gloryfikuje USA i wszystko co z nimi związane, pomijając ciemne strony. Nawet jak pisze o czymś negatywnym to i tak potrafi w tym dostrzec jakieś plusy, ale być może ma to związek z tym, że 12 lat mieszka w stanach, a amerykanie to niepoprawni optymiści. Nie mniej jak kogoś interesuje tematyka to gorąco polecam, bo to kopalnia wiedzy o amerykańskim stylu życia, o tym jak funkcjonują tam urzędy, szkoły, o wolności słowa oraz o tym jacy są ludzie z kraju hamburgerożerców. RE: Książki - desjudi - 25-02-2015 Mam, wziąłem w ciemno, bo poprzednia rzecz od Wałkuskiego ("Wałkowanie Ameryki") to najlepsze kompendium wiedzy o Stanach jakie czytałem. Lekko a przy tym treściwie. a propos Stanów. gdzieś tam przewija się co jakiś czas miasto Detroit. Jest podobno dobra książka na temat. Od Czarnego, więc do brania w ciemno. ![]() A obecnie czytam o scjentologii. Wyborrrrne. Kupa ciekawostek, a oczy z każdą stroną coraz szerzej otwarte.
RE: Książki - patyczak - 26-02-2015 Bardzo czekam na Detroit, a wczoraj zacząłem czytać właśnie tą książkę o scjentologii. Zapowiada się wspaniale (jak spora część książek od Czarnego). Z całego serca polecam też "Śladami Steinbecka z tej serii. Jeżeli nie czytałeś, Arahan, to myślę, że warto, bo to też taka opowieść o kraju i o mentalności mieszkańców USA :D RE: Książki - hanys - 01-03-2015 Mnie jakoś "Wałkowanie Ameryki" nie zachwyciło, bez polotu i sama treść też raczej zbyt wiele nie wniosła w porównaniu do tego co czytałem wcześniej o Stanach. No, ale czytałem już dawno i w sumie ciężko mi sformułować jakieś konkretniejsze zarzuty. Z takich lżejszych książek o USA to najbardziej do gustu przypadł mi mocno już nieaktualny "Asfaltowy Saloon" Łysiaka. Poza może dwoma słabszymi rozdziałami czytane jednych tchem. Ta powyższa książka o Detroit na pewno do domowej biblioteczki dołączy w najbliższym czasie. Z reportaży to ostatnio czytam "Polski hydraulik i nowe opowieści ze Szwecji i po 3/4 mogę polecić każdemu. Wspaniała wycieczka po przychodniach, szkołach, ulicach i domach szwedzkiego socjaldemokratycznego raju. Europejski reboot The Wire spokojnie można by nakręcić w jakimś szwedzkim miasteczku. RE: Książki - perrie - 29-03-2015 Ostatnio wciągnęłam się w wojnę. Oprócz lektur obowiązkowych jestem w połowie "Wiosny 1941", która nie zachwyca tak, jak powinna. Następne w kolejce to "Rzeźnia numer pięć" i "Dziewczyny wyklęte". Jeśli chodzi o literaturę niewojenną, to znalazłam ostatnio w Empiku "Black Out", który zapowiada się naprawdę interesująco. Sięgam od razu, jak będę miała dłuższą chwilę, bo książka ma coś koło tysiąca stron? RE: Książki - Arahan - 15-04-2015 System aka. Child 44 aka. Ofiara 44 - ależ okazały debiut literacki! Książka, którą połknąłem w 12 godzin i od której totalnie nie mogłem się oderwać. Pierwsze 200 stron opowiadających o czasach wielkiego głodu i stalinizmie czyta się jednym tchem. Opisy zezwierzęcenia ludzi i wszechogarniającej paranoi, która otacza wszystkich łącznie z bohaterem są tak autentyczne, że niemal namacalne. Śledztwo, które prowadzi Lew, jego sytuacja i przemiana ukazane są bardzo sugestywnie, a nad czytelnikiem wisi cały czas widmo zaciskającej się pętli. Pod koniec robi się nieco hollywoodzko i wszystko zmierza w stronę happy endu, który nie do końca tutaj pasuje, ale mimo to "System" to książka którą należy przeczytać. Mocna, gęsta, niemal dusząca. 9/10 (jedno oczko mniej za końcówkę) RE: Książki - Bibliomisiek - 20-04-2015 "Perfidia" Ellroya ukaże się po polsku we wrześniu, jak udało mi się dowiedzieć w Sonia Draga. RE: Książki - military - 02-06-2015 Zmęczyłem wreszcie "Drucarz, krawiec, żołnierz, szpieg" Le Carre'a. Sto razy gorsze od "Bardzo poszukiwanego człowieka". Film w sumie tak samo martwy, jak i książka. Jej zaletą jest styl: Le Carre fajnie pisze i mimo że zupełnie mnie nie wciągnął, to przyjemnie skakało się od zdania do zdania, po prostu gość ma flow. Ale niestety tu nie ma emocji. Ale jak mogą być, skoro: 1. główny bohater to stoicki Anglik, zawsze uprzejmy i zawsze zachowujący zimną krew. Niby jak Poirot, ALE w tym przypadku gość jest po prostu niewrażliwy i ciapowaty zarazem. Inny bohater puka mu żonę, o czym wszyscy wiedzą, ale w sumie jemu to nie przeszkadza. Nie wyraża sprzeciwu, po prostu zastanawia się co też ta jego żona sobie myśli. Kiedy łapie głównego złego, nawet nie jest szczególnie wzuroszny. Ot, zdziwienie: "o, to ty byłeś agentem? Hm, hm, no dobra, czas na herbatkę". No WULKAN EMOCJI, po prostu czuję emocje i motywację bohatera. 2. akcje nie ma żadnego podbudowania, nie ma żadnej stawki. Ok, jest w wywiadzie wrogi agent, i to na wysokim stanowisku. I co z tego? Dowiedzieli się o nim przypadkiem, a jakby się nie dowiedzieli, to nadal by myśleli, że wszystko jest OK. Nie czuć, że ten agent bruździ po prostu. Niby w paru miejscach jest mowa, że przez niego zlikwidowano siatki szpiegowskie w paru krajach, co znaczy że zabito zwykłych ludzi z tamtych krajów zwerbowanych do dostarczania informacji. I tyle - to jest mniej więcej tak opisane, tyle miejsca temu poświęcono. Drżę z podekscytowania. 3. bohaterowie nigdy nie są w niebezpieczeństwie. Nic im nie grozi, jedyna groźna sytuacja ma miejsce w retrospekcji, więc z góry wiadomo, jak się skończy. To po prostu szereg rozmów znudzonych ludzi wykonujących swoją nudną pracę. Serio - nie ma w tej książce nic a nic, co pozwoliłoby się wciągnąć. Nic dziwnego, że była za dychę w Biedronce. RE: Książki - Mental - 03-06-2015 Des, czytałeś tę książkę o Detroit? Przecież już sam (pod)tytuł jest manipulacją. "Sekcja zwłok Ameryki" wtf? Powinno być "Sekcja zwłok czarnej Ameryki". Detroit nie jest miastem reprezentatywnym dla Ameryki - pismaki tradycyjnie odpływają w swoich bezmózgich reckach. RE: Książki - szopman - 03-06-2015 Póki co w tym roku przeczytałem tylko kilka książek :) : HISTORIA FILMU J. Płażewskiego (!). Coś świetnego ! Ogromny respect dla autora, który obejrzal w życiu ok 14500 (!!!) filmów ;o "Filmowy wehikuł czasu" - lekka, krótka, przyjemna książka sf, o tym jak pewne studio filmowe, w celu uchronienia się od bankructwa postanawia nakręcić film o wikingach. Aby film nie pochłonął zbyt wielu ksoztów (statyści, efekty itp) nasi filmowcy nakręcą go ... w XI wieku z prawdziwymi wikingami :) Na + mój ukochany motyw paradoksu predestynacji :) Przeczytałem także inne książki, ale to głownie szkolne lektury (Don Kichot, Życie snem, Don Juan Tenorio, Don Alvaro a la fuerza del sino). Ale spośród dotychczas przeze mnie pochłoniętych w tym roku, to polecam Terminator: Trial by Fire Timothyego Zahna :) Must-read dla każdego fana tej serii :) Napewno po sesji biore do rąk wyżej wspomniany SYSTEM oraz pare książek gwiezdnowojennych (Tarkin, Maul: Lockdown, Dark Disciple) oraz "Black like Me" :) RE: Książki - military - 08-07-2015 Chuck Palahniuk - Fight Club - w pytę książka, bo po pierwsze: rewelacyjnie napisana. Płynny, gładki, idealnie wchodzący styl, który uwielbiam, bo brak w nim elementów zbędnych. Brak przede wszystkim niepotrzebnych opisów. Akcja dzieje się w barze? "Bohater wszedł do baru". I tyle, nie muszę wiedzieć, jak wygląda bar. Wiem, jak wygląda bar. Potrafię to sobie wyobrazić. Skupmy się na sprawach istotnych. Po drugie: rzecz lepsza od filmu, bo sensowniejsza, bez wepchniętego na siłę lewackiego przekazu. W filmie Tyler próbuje uwolnić ludzkość o tego złego kapitalizmu w postaci banków. Chce to zrobić, wysadzając pięć siedzib największych banków i wymazując wszystkie długi i bogactwa. Tylko lewacki debil z Hollywood mógł na to wpaść: tak jakby banki miały wszystkie dane na jednym serwerze, którego zniszczenie spowoduje magiczne wymazanie zobowiązań. W książce nie ma nic z takich bzdur. Tyler to ewidentny czarny charakter, któremu nie da się kibicować. Nie chce stworzyć anarcho-socjalizmu, tylko cofnąć ludzkość do stanu pierwotnego; niemalże zrobić z ludzi zwierzęta. Wysadzenie największego budynku w mieście nie ma mieć natychmiastowego efektu. A przede wszystkim... Kiedy znałem tylko film, wiadomość o powstającej kontynuacji raczej mnie zmartwiła - przecież tam nie ma czego kontynuować w żaden sensowny sposób. Ale książka to inna sprawa. Czekam na ciąg dalszy, bo Palahniuk ma ogromne pole do popisu. Książka Fight Club to historia po prostu mądrzejsza niż film Fight Club, a przy tym zrealizowana na równie wysokim poziomie. Palahniuk jak mało kto ma dryg do opisywania obrzydliwości. Po prostu widzę przed oczami zmasakrowaną twarz narratora - z dziurą w policzku, a w końcu z rozerwanymi oboma policzkami, z opuchlizną na całej twarzy, ze szczątkami połamanych zębów. 10/10 RE: Książki - Proteus - 08-07-2015 Kuźwa, chyba będę musiał odświeżyć sobie filmowe FC, bo już któryś raz czytam zarzut o lewackim przekazie, którego ja w tym filmie zupełnie nie odczułem. Przecież fabuła robiła sobie wyraźna bekę z Durdena, końcowa wymowa filmu jest czytelna w przedstawieniu Tylera jako pojeba, który swoim idiotycznym pierdollolo, zaciągnął do pracy totalny cielaków i idiotów, w olbrzymim pokazie hipokryzji. Nigdy nie odczuwałem by film na poważnie brał pieprzenie Durdena. Również mowa o lewakach z holly chyba nie trafiona, bo z tego co pamiętam i twórcy filmu wyraznie odcinali się od częstych światopoglądowych nadinterpretacji tej fabuły. Chociaż jak mówię - dawno już filmu nie widziałem, więc może rzeczywiście ton jest inny niż go zapamiętałem. RE: Książki - Mental - 08-07-2015 Proto, u mnie to samo, w sensie będę musiał powtórzyć sobie film. Zwłaszcza ze natknąłem się na fragment recenzji Eberta, który natchnął mnie do ponownego seansu: "FC to najbardziej otwarcie i radośnie faszystowski film hollywoodzki od czasu Życzenia Śmierci". http://www.rogerebert.com/reviews/fight-club-1999 RE: Książki - Gal Anonim - 08-07-2015 (08-07-2015, 21:40)Proteus napisał(a): Kuźwa, chyba będę musiał odświeżyć sobie filmowe FC, bo już któryś raz czytam zarzut o lewackim przekazie, którego ja w tym filmie zupełnie nie odczułem. Przecież fabuła robiła sobie wyraźna bekę z Durdena, końcowa wymowa filmu jest czytelna w przedstawieniu Tylera jako pojeba, który swoim idiotycznym pierdollolo, zaciągnął do pracy totalny cielaków i idiotów, w olbrzymim pokazie hipokryzji. Nigdy nie odczuwałem by film na poważnie brał pieprzenie Durdena. Również mowa o lewakach z holly chyba nie trafiona, bo z tego co pamiętam i twórcy filmu wyraznie odcinali się od częstych światopoglądowych nadinterpretacji tej fabuły.Już któryś raz powtarzam, że nie mam pojecia jak ludzie mogą brać na serio gadki Tylera i myśleć, że film traktuje je poważnie. Większość widzów "Fight Clubu" po latach skreśla go właśnie za to, że ma niby gimbusiarskie ideolo-piedololo, infantlny anarchizm i/albo lewackie pieprzenie, podczas gdy w filmie ostentacyjnie toczona jest z tego beka. Chyba najdobitniej pokazuje to scena "His name is Robert Paulsen", gdzie jasne jest, że ruch Tylera to żaden szczytny cel tylko pranie mózgu, a kontekst tego momentu to oczywisty czarny humor. Nie ogarniam po prostu. Ja rozumiem, że mając 15 lat, ogladajac Fight Club po raz pierwszy można sobie pomyslec, ze to na serio, ale jak dorosły człowiek może odbierać ten film jako powazny manifest ideologiczny to nie rozumiem. Zreszta Fincher jasno powiedział, że to komedia. (08-07-2015, 22:00)Mental napisał(a): Zwłaszcza ze natknąłem się na fragment recenzji Eberta, który natchnął mnie do ponownego seansu:Ebert pierdoli głupoty. RE: Książki - Mental - 08-07-2015 Cytat:Ebert pierdoli głupoty. O zmarłym dobrze albo wcale faszystoska świnio! RE: Książki - military - 08-07-2015 Też sobie film powtórzę, bo po książce wypada, ale z tego co pamiętam, to tam Tyler jest kreowany na gościa, któremu masz kibicować i którego masz lubić. Poza tym myślę, że to nie przypadek, że dopisano mu tę lewacką ideologię (motyw z bankami), skoro pod ręką mieli idealnie skrojoną intrygę bez podobnych pierdół. Może i Fincher zrobił z tego pastisz, ale wygląda mi to, jakby scenarzysta pisał jak najbardziej serio. RE: Książki - Mental - 08-07-2015 Autor książki nie miał nic wspólnego ze scenariuszem. RE: Książki - Gal Anonim - 08-07-2015 Nie, ale Palahniuk to kumpel Finchera. Uhls też z Palahniukiem bodaj sie konsultował na ten temat (zreszta Palahniuk kiedyś powiedzial, ze film jest lepszy niż jego ksiazka, ale moze kokietował). Takze oni się rozumieją. A satyra najlepsza jest na poważnie - vide "Gone Girl". :) (08-07-2015, 22:24)military napisał(a): Też sobie film powtórzę, bo po książce wypada, ale z tego co pamiętam, to tam Tyler jest kreowany na gościa, któremu masz kibicować i którego masz lubić. Poza tym myślę, że to nie przypadek, że dopisano mu tę lewacką ideologię (motyw z bankami), skoro pod ręką mieli idealnie skrojoną intrygę bez podobnych pierdół. Może i Fincher zrobił z tego pastisz, ale wygląda mi to, jakby scenarzysta pisał jak najbardziej serio.Ja też lubie wierzyc, ze nie przez przypadek Tyler prezentuje lewacka gimbusiarska ideologie - lubie wierzyć, że Fincher jest libertarianinem. :) )(Zwłaszcza, że "The Social Network" też ma mocno wolnościowe elementy.) Nie wiem jak to wyglada w ksiazce, ale w filmie mysle, ze chodzi przede wszystkim o dramatyzm. I tu tez widac żart: cała ogólnokrajowa (ogólnoświatowa?) rewolucja została zapoczatkowana przez typa, który ma problem ze snem i kradnie tłuszcz by robić mydło. Czaisz? :) Ja nawet nie czuje, ze film bierze to na powaznie, skoro nawet momenty, gdy chcą kastrować Nortona to czarny humor, a nie powazna spina. Cały film ma taki wydźwięk. Czy na przykład ironia tego, ze Brad Pitt buntujacy sie przeciwko idealnym wzorcom z billboardów sam wyglada jak model CK ergo: Norton buntuje sie przeciwko trendom, ale prawda jest taka, ze chce byc po prostu piekny, przystojny i być podziwianym. Caly film jest IMO wyraźnie o tym, jak bzdurny jest taki pusty bunt dla samego buntu - let the chips fall where they may, mówi Pitt, czyli zbuntujmy się a potem zobaczymy co się stanie. I dzieje sie tylko rozpiernicz kierowany przez biurowego drona cierpiacego na bezsenność i facetów, którzy chcą się poczuć męsko i silnie. (08-07-2015, 22:20)Mental napisał(a):To na pocieszenie powiem, ze Ebert jest autorem jednej z moich ulubionych recenzji, "Heat":Cytat:Ebert pierdoli głupoty. "It's not just an action picture. Above all, the dialogue is complex enough to allow the characters to say what they're thinking: They are eloquent, insightful, fanciful, poetic when necessary. They're not trapped with cliches. Of the many imprisonments possible in our world, one of the worst must be to be inarticulate - to be unable to tell another person what you really feel. These characters can do that. Not that it saves them." |