Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe
Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Wersja do druku

+- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl)
+-- Dział: FILM i wszystko co z nim związane (https://forumkmf.pl/Forum-FILM-i-wszystko-co-z-nim-zwi%C4%85zane--3)
+--- Dział: Ogólne dyskusje filmowe (https://forumkmf.pl/Forum-Og%C3%B3lne-dyskusje-filmowe--25)
+--- Wątek: Krótka piłka, czyli mini-recenzje (/Thread-Kr%C3%B3tka-pi%C5%82ka-czyli-mini-recenzje--1192)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172 173 174 175 176 177 178 179 180 181 182 183 184 185 186 187 188 189 190 191 192 193 194 195 196 197 198 199 200 201 202 203 204 205 206 207 208 209 210 211 212 213 214 215 216 217 218 219 220 221 222 223 224 225 226 227 228 229 230 231 232 233 234 235 236 237 238 239 240 241 242 243 244 245 246 247 248 249 250 251 252 253 254 255 256 257 258 259 260 261 262 263 264 265 266 267 268 269 270 271 272 273 274 275 276 277 278 279 280 281 282 283 284 285 286 287 288 289 290 291 292 293 294 295 296 297 298 299 300 301 302 303 304 305 306 307 308 309 310 311 312 313 314 315 316 317 318 319 320 321 322 323 324 325 326 327 328 329 330 331 332 333 334 335 336 337 338 339 340 341 342 343 344 345 346 347 348 349 350 351 352 353 354 355 356 357 358 359 360 361 362 363 364 365 366 367 368 369 370 371 372 373 374 375 376 377 378 379 380 381 382 383 384 385 386 387 388 389 390 391 392 393 394 395 396 397 398 399 400 401 402 403 404 405 406 407 408 409 410 411 412 413 414 415 416 417 418 419 420 421 422 423 424 425 426 427 428 429 430 431 432 433 434 435 436 437 438 439 440 441 442 443 444 445 446 447 448 449 450 451 452 453 454 455 456 457 458 459 460 461 462 463 464 465 466 467 468 469 470 471 472 473 474 475 476 477 478 479 480 481 482 483 484 485 486 487 488 489 490 491 492 493 494 495 496 497 498 499 500 501 502 503 504 505 506 507 508 509 510 511 512 513 514 515 516 517 518 519 520 521 522 523 524 525 526 527 528 529 530 531 532 533 534 535 536 537 538 539 540 541 542 543 544 545 546 547 548 549 550 551 552 553 554 555 556 557 558 559 560 561 562 563 564 565 566 567 568 569 570 571 572 573 574 575 576 577 578 579 580 581 582 583 584 585 586 587 588 589 590 591 592 593 594 595 596 597 598 599 600 601 602 603 604 605 606 607 608 609 610 611 612 613 614 615 616 617 618 619 620 621 622 623 624 625 626 627 628 629 630 631 632 633 634 635 636 637 638 639 640 641 642 643 644 645 646 647 648 649 650 651 652 653 654 655 656 657 658 659 660 661 662 663 664 665 666 667 668 669 670 671 672 673 674 675 676 677 678 679 680 681 682 683 684 685 686 687 688 689 690 691 692 693 694 695 696 697 698 699 700 701 702 703 704 705 706 707 708 709 710 711 712 713 714 715 716 717 718 719


RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Norton - 04-12-2024

Kilka dobrych filmów ostatnio widziałem, w zasadzie same mocne siódemeczki łamane na chude ósemki (gdzieniegdzie drobne spoilery).

Kiss Me Deadly zaczyna się niczym klasyczny noir z gruboskórnym szpiclem oraz damulką w opałach i poprzez kilka płytkich dołków fabularnych i nieco nużący drugi akt dociera do zaskakującego finału. Kompletnie nie spodziewałem się kierunku, w jakim podąży historia i przedmiotu-powodu całej intrygi. Przebieg zdarzeń można zawrzeć w angielskim porzekadle "ciekawość zabiła kota". Główny bohater wchodzi w sam środek gry rozgrywającej się kilka poziomów ponad jego ograniczonym światkiem i ostatecznie uświadamia sobie, że był tylko nieistotnym pionkiem, a pewnych spraw lepiej nie tykać. Jeśli nawet w finale udaje mu się umnąć kostusze, to jest to zaledwie pyrrusowe zwycięstwo w obliczu strat personalnych i zerowych zysków. Dodatkowy smaczek: KMD wyraźnie zainspirował zarówno Tarantino (Pulp Fiction), jak i Spielberga (Raiders of the Lost Ark).

Southern Comfort aka Dziewięciu Murzynków na bagnach Luizjany (chyba nawet mamy stosowny temat na forum). Nie podobało mi się kilka durnych decyzji poniektórych wojaków i pozostawienie przy życiu oczywistej dwójki. No, Hill mógłby może mometami jeszcze bardziej przykręcić śrubę i pogłębić uczucie osaczenia towarzyszące biednym żołnierzykom, ale dośc już narzekania, bo wszystko inne cacy. Tęskno mi do takich ekranowych twardzieli z tym ich bezkompromisowym sposobem bycia i szorstkim podejściem do towarzyszy (kiedyś to było, częśc 26324); duet Carradine - Boothe wymiata, Brion James zalicza świetny epizod, a dobre wrażenia podbija odmierzany w spazmatycznym tempie wieśniackiego muzykowania finał.

Heavenly Creatures to zło w dziewczęcych łaszkach. W pewnym momencie poczułem przesyt Czwartym Światem i całym tym "sennym", nieco wykoślawionym ujęciem rzeczywistości, ale po wejściu napisów końcówych z uznaniem pokiwałem łbem. Dzięki zmyślnemu operowaniu kontrastami finał wali w głowę (przepraszam, naprawdę) jeszcze mocniej; straszniejszy niż większość nowych horrorów. Przerażacze są spoko (ale bez przesady), w Martwicy Mózgu mamy tylko jedną dobrą scenę, więc Niebiańskie Istoty z miejsca zostają moim ulubionym filmem Jacksona wychodzącego poza Śródziemie.

Z nieco mniejszym entuzjazmem polecam Gaslight. Sprawnie budowany nastrój i świetna Bergman bledną nieco w obliczu nieznośnie przedłużanego metrażu i oczywistego, widocznego od początku motywu fabularnego.


RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - simek - 04-12-2024

Something Wild - uwielbiam sytuacje, gdy film kupuje mnie od pierwszego ujęcia, w tym wypadku ocenę mógłbym wystawiać już po pierwszej minucie i ani trochę bym się nie pomylił: wszystko tutaj gra i trąbi od pierwszej klatki i o ile kapitalne początki filmów zdarzają się dosyć często, tak tutaj mamy cudowną jazdę przez prawie dwie godziny. Jazdę w której, nomen omen, dziką przyjemność czerpie się z niepewności w którą stronę rozwinie się historia, a ostrych zakrętów jest tutaj kilka, również pod względem klimatu filmu, czy nawet przynależności gatunkowej - jak może wiecie, nie wierzę w gatunki filmowe, więc i sam fakt żonglowania nimi w ramach jednego seansu nie jest plusem samym w sobie, ale tutaj Demme uprawia tą żonglerkę naprawdę po mistrzowsku. Mistrzowski jest również dobór piosenek: w napisach końcowych jest ich wymienionych podobno aż 49 i muszę przyznać, że to chyba jeden z najbardziej rozśpiewanych, rozmuzykowanych filmów jakie kojarzę, a które nie są stricte filmami muzycznymi, czy musicalem (w który jednak Dzika namiętność się zamienia w ostatnim ujęciu). Oprócz muzyki film jest wypełniony wprost toną zajebistych motywów, motywików, drobnych, fantastycznych szczegółów, czy zapadających w pamięć ról na drugim, trzecim planie - reżyseria to są jakieś himalaje pod względem rzemiosła.
Wciąż biję się z myślami, ale na dzisiaj muszę stwierdzić, że delikatnie zawiodła mnie końcówka, która trochę niweczy realistyczne poczucie, że ta historia mogłaby przytrafić się każdemu na rzecz bardziej sensacyjnych tonów i chyba niepotrzebnej kulminacji, a następnie happy endu - wolałbym, żeby historia pozostała skromniejsza i żeby zakończyła się bardziej niejednoznacznie, ale w sumie nie wiem czy to wada, czy bardziej moje preferencje co bym chciał zobaczyć. Bądź co bądź jest to zaledwie rysa na brylancie - cudowny film, jeden z tych po których było mi przykro, że się skończył :) Daję mocarne 9/10 bo daaaawno żaden seans nie dał mi takiej przyjemności, bo wiecie, w większości wybitne filmy są smutne, ponure, opowiadają o jakiejś tragedii, a znaleźć film, który równocześnie jest znakomity i daje niesłychaną radość, to prawdziwa perła.

Teraz już rozumiem czemu P.T Anderson wymienia Jonathana Demmego jako jednego ze swoich idoli i wzór do naśladowania, bo tutaj rzeczywiście widać pewne podobieństwa w reżyserskim stylu i idzie poznać skąd inspiracja dla klimatu z Inherent Vice, czy Licorice Pizza. Czas poznać dorobek Demmego nieco dokładniej, głównie Melvina i Howarda i może powtórzyć Milczenie Owiec, bo lata temu zupełnie mnie nie urzekło.


RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Snappik - 05-12-2024

Paddington w Peru - nie jest to tak sprawne reżysersko jak jedynka i błyskotliwe jak dwójka, ale to wciąż kawał fajnego filmu dla małolatów. Bawiłem się na tym lepiej niż na drugim Gladiatorze, ba nawet końcówka pomimo swojej przewidywalności wzbudza więcej emocji niż pasztet Scotta. Warto obejrzeć przede wszystkim sceny z Olivią Colman, bo to co ona odpaliła w tej produkcji to jest coś fantastycznego :) Banderas też pokazał, że nawet gdy jego rola sprowadza się do złola i odebrania czeku, to jest w stanie wykrzesać z siebie coś więcej. A zakończenie jest idealne, nie zmieniłbym w nim ani sekundy. Mimo jednak pochwał jest tutaj kilka dłużyzn oraz nietrafionych gagów. Najsłabsza częśc trylogii, ale i tak jest solidnie.

6+/10


Krótka piłka, czyli mini-recenzje - zombie001 - 05-12-2024

A jak wypada zastępstwo za Hawkins? Gryzie mnie mocno ten recast.

No i do tej pory nie rozumiem czemu King oddał to komuś innemu do reżyserowania :/

Wysłane przy użyciu Tapatalka


RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Snappik - 05-12-2024

Hawkins lepsza bez dwóch zdań. Ogólnie czuć w trzeciej części, że robił ją ktoś inny, bo (przynajmniej mi) brakowało trochę tej około-rodzinnej magii, a wszystko co się tyczy Brownów to gag za gagiem (zwłaszcza z postaci granej przez Bonneville'a zrobiono większego fajtłapę). A szkoda, bo potencjał tu był na coś dojrzalszego, bo tonem i humorem zjechało to chyba level niżej w kategorii wiekowej. 

Nie mniej, wszystko co związane jest z misiem podnosi dość mocno ocenę.


RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Mefisto - 05-12-2024

A jak dubbing? Czy oglądałeś z napisami?


RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Pelivaron - 06-12-2024

Anora

Co za męczący film, głównie za sprawą głównej bohaterki i darcia jej ryja. Sama postać też straszna. Jeszcze pierwsza godzina jest znośna ale jak już wjeżdżają kreskówkowi gangsterzy z Armenii robi się źle. Ale i tak od Anory dużo gorszy jest irytujący młodu rusek.



Podobał mi się montaż, momentami miałem wrazenie oglądania bieda wersji Uncut Gems, więc jakiś tam plus. Zdjęcia fajne, piosenki fajne, cycuszki są, młoda sie stara i świeci tyłkiem ile się da - generalnie ma niezłą charyzmę i jest okej dopóki nie zaczyna skrzeczeć. Nie wiem jak tam konkurencja oscarowa, jak nie ma za dużej to niech dostanie, za fizyczny aspekt swojej roli :)

Złota Palma dla tego filmu kuriozalna. Poprzednie filmy Bakera kilka leveli wyżej.

5/10


RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - PropJoe - 06-12-2024

To zdjęcia w końcu fajne czy ok? :P

Który Baker w takim razie dobry, bo widziałem tylko The Florida Project i się nudziłem? Red Rocket?


RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Snappik - 06-12-2024

(05-12-2024, 23:58)Mefisto napisał(a): A jak dubbing? Czy oglądałeś z napisami?

W kinie nie ma chyba wersji z napisami. Generalnie głosy dobrane ok, dialogi są zrozumiałe, ale u jednej "powracającej" postaci z dwójki zmieniono aktora:




RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Pelivaron - 06-12-2024

(06-12-2024, 01:22)PropJoe napisał(a): Który Baker w takim razie dobry, bo widziałem tylko The Florida Project I się nudziłem? Red Rocket?

No ja najbardziej lubię "The Florida Project" (dałem 8/10) Później "Mandarynka" (dałem 7/10). No i "Anora".

"Red Rocket" mam do nadrobienia i może w ten weekend to zrobię.

EDIT: "Red Rocket" jest na Netflix, więc na bank oglądam :)


RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Mefisto - 06-12-2024

(06-12-2024, 08:45)Snappik napisał(a): W kinie nie ma chyba wersji z napisami.

W CC były wybrane seanse, przynajmniej jakoś tydzień czy dwa temu. Teraz faktycznie nie ma.

A Red Rocket zdecydowanie najlepszy.


RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Pelivaron - 06-12-2024

Byłem dzisiaj w kinie na pewnym filmie. Dobrym filmie. O dziwo. Tym filmem jest "Wicked".

Jestem w szoku, jak dobre to było - serio! Możliwe, że wszystko z powodu moich oczekiwań, które były po prostu żadne. Chyba obejrzałem kilka miesięcy temu jakiś teaser albo zwiastun i stwierdziłem, że to będzie crapp. Paskudny wizualnie, przypominało mi to jakąś nie wiem "Alicję w Krainie Czarów" albo tego "Oza" z Milą Kunis, do tego Ariana Grande w obsadzie (wtedy LOL, teraz WOW). Później zaczęły napływać informacje, że to może być kandydat do Oscara, co oczywiście kwitowałem uśmiechem i myślą, że Universala pojebało. A tu zonk.

Film trwa 2h40m, ale zleciało jak z bicza. Co prawda film łapie w pewnym momencie zadyszkę, kiedy dwie główne bohaterki stają się psiapsiółkami (żaden to spoiler, info jest zawarte w opisach jak coś), ale chwilę później znowu wraca na dobre tory i serwuje bardzo dobry i emocjonujący trzeci akt, który został okraszony piosenką "Defying Gravity", która idealnie gra i buczy w finale. Nie spodziewałem się, że sama historia będzie tak wciągająca i tak dramatyczna. Postacie Glindy i Elphaby fantastycznie się uzupełniają i są fantastycznie zagrane. O ile Cynthia Erivo nie zaskoczyła mnie wcale, tak Arianka już mocno - szapo ba dla niej bo odnalazła się perfekcyjnie, jako zadufana w sobie narcyzka, jej ruchy (szczególnie odrzucanie włosów do tyłu, lol) urocze i czasami wręcz zabawne. Świetna jest.

O tym, że jest to dobry musial niech świadczy fakt, że mam ochotę posłuchać piosenek na Spotify, a "Defying Gravity" na pewno dodaje do playlisty. Do tego zdziwiło mnie jak DOBRZE ten film wygląda. Zwiastuny pod tym względem kłamały - na dużym ekranie efekty komputeorwe są znośne. Wiadomo, ze do perfekcji brakuje (zwierzątka nie są szczytem CGI) i czuć ten greenscreen, ale nie jest on aż tak chamski plus z racji tego czego się spodziewałem, jestem w pełni zadowolony.

Żeby nie było - nie jest to doskonałe. Tak jak piszę chociaż tempo jest świetne, to łapie to w pewnym momencie zadyszkę. Jonathan Bailey, czyli aktor grający Fiyero jest marny i ma chyba najgorszą piosenkę ze wszystkich, Jeff Goldblum trochę niewykorzystany, ale liczę, że w kontynuacji dadzą mu już większe pole do popisu. Nie wiedzieć też czemu liczyłem na nieco głębszą relację Elphaby z siostrą. No, ale to taki szczegół.

Na razie 7,5/10. Idę drugi raz, bo mam zamiar z babą swoją iść. I wtedy pewnie zdecyduję czy bardziej 7 czy 8.




RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Norton - 06-12-2024

Jestem rozdarty w kwestii Oczu Węża. Ambiwalentne odczucia najlepiej obrazuje dylemat dotyczący roli Nicka Cage'a - nie wiem, czy jest tak wspaniale eskpresyjny, czy też grzęźnie w mule nadmiernego szarżowania. Szpanuje też De Palma za kamerą, ale akurat jego kuglarstwo (długie ujęcia itp.) kupuje w 100%. Problem stanowi (znamiennie u schyłkowego Briana) skrypt. Spory potencjał na neo-Rashomona podlanego konspirą i dylematem moralnym psuje moim zdaniem obrana "struktura" opowieści; na "wysokości" drugiego aktu otrzymujemy odpowiedź na pytania "kto?" i "jak?" (bez większych zaskoczeń), co zarzyna 90% potencjału dramaturgicznego i przez blisko połowę filmu czekamy bez większego entuzjazmu na zakończenie. Szkoda, bo do momentu wyłożenia kart na stół byłem usatysfakcjonowany. Pół na pół, średniacha, trochę dobra wymieszanego z bolesnymi wywrotkami. Dygresja sentymentalna/relatywizowanie: na "dzisiejsze" czasy dziełko De Palmy i tak daje radę. Równo dekadę po premierze Snake Eyes jakiś gość podjął próbę opowiedzenia podobnej historii, nakręcił Vantage Point i poległ z kretesem.

Na szybko jeszcze o dwóch tytułach: Panienki z Rochefort to baaaaaardzo przyjemna baja, przy której wyłączasz część mózgu odpowiedzialną za myślenie i podziwiasz feerie barw oraz pląsające dziewuszki (szkoda nieco ostatniej sceny, lekki posmak gorzkości dodałby nieco charakteru lodom polanym lukrem), a Ostatnie Kuszenie Chrystusa to najlepszy film o popularnym w niektórych kręgach cieśli z Nazaretu. Nikt nie ujął tematu lepiej (okej, Zeffirelli odwalił dobrą robotę, ale stworzył "tylko" ekranizację części Nowego Testamentu), podejmując polemikę przy jednoczesnym uszanowaniu (w uproszczeniu) kwestii wiary. Spokojnie topka Scorsese, spoooooore zaskoczenie.


RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Krismeister - 07-12-2024

(06-12-2024, 20:46)Pelivaron napisał(a): Byłem dzisiaj w kinie na pewnym filmie. Dobrym filmie. O dziwo. Tym filmem jest "Wicked".

Jestem w szoku, jak dobre to było - serio! Możliwe, że wszystko z powodu moich oczekiwań, które były po prostu żadne. Chyba obejrzałem kilka miesięcy temu jakiś teaser albo zwiastun i stwierdziłem, że to będzie crapp. Paskudny wizualnie, przypominało mi to jakąś nie wiem "Alicję w Krainie Czarów" albo tego "Oza" z Milą Kunis, do tego Ariana Grande w obsadzie (wtedy LOL, teraz WOW). Później zaczęły napływać informacje, że to może być kandydat do Oscara, co oczywiście kwitowałem uśmiechem i myślą, że Universala pojebało. A tu zonk.

Film trwa 2h40m, ale zleciało jak z bicza. Co prawda film łapie w pewnym momencie zadyszkę, kiedy dwie główne bohaterki stają się psiapsiółkami (żaden to spoiler, info jest zawarte w opisach jak coś), ale chwilę później znowu wraca na dobre tory i serwuje bardzo dobry i emocjonujący trzeci akt, który został okraszony piosenką "Defying Gravity", która idealnie gra i buczy w finale. Nie spodziewałem się, że sama historia będzie tak wciągająca i tak dramatyczna. Postacie Glindy i Elphaby fantastycznie się uzupełniają i są fantastycznie zagrane. O ile Cynthia Erivo nie zaskoczyła mnie wcale, tak Arianka już mocno - szapo ba dla niej bo odnalazła się perfekcyjnie, jako zadufana w sobie narcyzka, jej ruchy (szczególnie odrzucanie włosów do tyłu, lol) urocze i czasami wręcz zabawne. Świetna jest.

O tym, że jest to dobry musial niech świadczy fakt, że mam ochotę posłuchać piosenek na Spotify, a "Defying Gravity" na pewno dodaje do playlisty. Do tego zdziwiło mnie jak DOBRZE ten film wygląda. Zwiastuny pod tym względem kłamały - na dużym ekranie efekty komputeorwe są znośne. Wiadomo, ze do perfekcji brakuje (zwierzątka nie są szczytem CGI) i czuć ten greenscreen, ale nie jest on aż tak chamski plus z racji tego czego się spodziewałem, jestem w pełni zadowolony.

Żeby nie było - nie jest to doskonałe. Tak jak piszę chociaż tempo jest świetne, to łapie to w pewnym momencie zadyszkę. Jonathan Bailey, czyli aktor grający Fiyero jest marny i ma chyba najgorszą piosenkę ze wszystkich, Jeff Goldblum trochę niewykorzystany, ale liczę, że w kontynuacji dadzą mu już większe pole do popisu. Nie wiedzieć też czemu liczyłem na nieco głębszą relację Elphaby z siostrą. No, ale to taki szczegół.

Na razie 7,5/10. Idę drugi raz, bo mam zamiar z babą swoją iść. I wtedy pewnie zdecyduję czy bardziej 7 czy 8.


Zastanawiałem się, teraz już nie, namówiłeś :)


RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Bucho - 07-12-2024

(06-12-2024, 23:06)Norton napisał(a): Jestem rozdarty w kwestii Oczu Węża. Ambiwalentne odczucia najlepiej obrazuje dylemat dotyczący roli Nicka Cage'a - nie wiem, czy jest tak wspaniale eskpresyjny, czy też grzęźnie w mule nadmiernego szarżowania. Szpanuje też De Palma za kamerą, ale akurat jego kuglarstwo (długie ujęcia itp.) kupuje w 100%. Problem stanowi (znamiennie u schyłkowego Briana) skrypt. Spory potencjał na neo-Rashomona podlanego konspirą i dylematem moralnym psuje moim zdaniem obrana "struktura" opowieści; na "wysokości" drugiego aktu otrzymujemy odpowiedź na pytania "kto?" i "jak?" (bez większych zaskoczeń), co zarzyna 90% potencjału dramaturgicznego i przez blisko połowę filmu czekamy bez większego entuzjazmu na zakończenie. Szkoda, bo do momentu wyłożenia kart na stół byłem usatysfakcjonowany. Pół na pół, średniacha, trochę dobra wymieszanego z bolesnymi wywrotkami. Dygresja sentymentalna/relatywizowanie: na "dzisiejsze" czasy dziełko De Palmy i tak daje radę. Równo dekadę po premierze Snake Eyes jakiś gość podjął próbę opowiedzenia podobnej historii, nakręcił Vantage Point i poległ z kretesem.



Moga byc spoilery!!!


Tez ostatnio sobie powtarzalem, robiac sobie smaka na mocno nierowna filmografie De Palmy. Filmu nie widzialem pewnie z dobre cwierc wieku, takze pamietalem w zasadzie tylko pojedyncze elementy. Technicznie to nadal kawal wybornej zabawy w kino ala De Palma, ale scenariusz jest mocno nierowny. Szarzujacego Cage'a kocham, bo idealnie pasuje do tej postaci, gdzie ten pierwszy kwadrans na jednym ujeciu to jest dla mnie rezyserko-aktorski miod. Zreszta, lubie Cage'a w tych jego szalenstwach 80/90 (zanim stal sie autoparodia), gdzie ogladasz film i nie wiesz, czy dac mu zlota Maline, czy jednak Oscara. Film odrobine siada podczas rozmowy z bokserem, a potem jest sztos az do samego finalu, ktory akurat lezy, gdzie to cale Deus ex machina jest wrecz groteskowe*. Przy czym fajnie, ze dalej mamy ten zabawny epilog zwiazny z "bohaterstwem" postaci NC.

Co do zbyt szybkiego pokazania kto jest zlolem...patrzac na obsade i to, ze mamy lata 90. to bylo do przewidzenia, a sam twist jest pokazany fajnie, bo postac jest dobrze poprowadzona, po czesci przez energie Cage'a. Inna kwestia, ze twist nie jest tutaj dla twistu, bo to film w duzej mierze o zdradzie, zaufaniu, wartosciach, cenie ludzkiej duszy, a wiec ona musi miec okazje wybrzmiec, a wiec rozumiem decyzje rezysera, choc nie do konca mu sie to udalo. Dzieki temu mamy natomiast zajebista scene wyscigu w szukaniu dziewczyny, szczyt rezyserkiego kunsztu De Palmy. Na minus masa dupereli, w zasadzie blacha historia, a jednak rozbuchana w elemencie jej wagi i skali, a takze pomysly rodem z jakiejs komedii pomylek - na wpol slepa lasia, bo ktos jej zdepnal okulary. Mocno nierowne to wszystko, ale dobry tydzien po seansie ciagle mysle o tym filmie, bo ciagle masa w nim dobra.


Odrobine naciagane 7/10


*Wersja alternatywna to w ogole wpisuje sie w ten koncept jeszcze bardziej, ale w tym przypadku mialoby to wiecej sensu, bo byloby bardziej symboliczne i ten palec Bozy bylby wrecz doslowny, co pasowaloby do tego filmu. Tylko wtedy nie byloby sadowego epilogu.




I saw the footage of the original ending as it was presented in the De Palma documentary from 2015 (which I believe is the source of the footage in this video) last night. His commentary on it is rather interesting - he explains that this ending was created due to his belief that in order to resolve such deep corruption as depicted in the film's story, the "hand of God" would literally have to come down and destroy it. Hence, the tidal wave killing Kevin by crushing him under the Powell Millenium globe while Rick and Julia survive.

For my money, at least, while it may be a literal deus ex machina the way De Palma describes it (albeit one that is foreshadowed the entire film) I think it makes thematic sense for this to be the way it ends. He does not explicitly spell this out, but Kevin being killed by the symbol of his co-conspirator's business empire does come off as rather poetic justice, too.



RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - shamar - 07-12-2024

This is Spinal Tap

Ponoć kultowe, ponoć świetne, ponoć.
Bo nie wiem w którym miejscu. Jak na kogos kto zna biografie kilku rockowych zespolow nie widze tu niczego odktywczego. Jest kilka zabawnych żartow z gatunku ale to... tyle. Muzyka tez sie nie broni.

4/10


Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Pitero - 09-12-2024

Schmidt - oj, długo zbierałem się za nadrobienie tego klasyka. Pamiętam jeszcze gdy premierą widziałem w kinie zwiastun. Tak więc właściwie od premiery ponad 20 lat temu (!), o tym filmie wiedziałem ale dopiero teraz go obejrzałem. Nigdy jakoś nie miałem okazji go obejrzeć w telewizji, na streamingu go nie ma. Dopiero udało mi się kupić Dvd na Allegro w przystępnej w końcu cenie.

Nicholson odbierając Globa za rolę w dramacie powiedział, że myślał że to komedia. I coś w tym jest, gdyż sami musimy sobie odpowiedzieć czy oglądaliśmy bardziej komedię czy dramat. Owszem, są tutaj sceny na których szczerze się śmiałem (cała rola Kathy Bates to powinien być komediowe złoto).
Ale w gruncie rzeczy to bardzo smutny film o staruszku, którego doświadcza tragedii życiowej (śmierć żony), nie cieszy się emeryturą i nie może pogodzić się z wyborem córki w kwestii wyboru swojego przyszłego męża. Tylko listy, które pisze do afrykańskiego chłopca, którego wspomaga charytatywnie dają mu jakieś poczucie spełnienia i szczęścia.

Od razu zapomina się, że gra Nicholson, a widzi się Schmidta. Co na pewno nie było łatwe, zdając sobie sprawę jak znany jest to aktor. Gra z początku z rezerwą, na spokojnie, by w końcu nagle wybuchnąć (scena na parkingu, konfrontacja z córką na tarasie). Komediowo również wypadł bezbłędnie, zwłaszcza w scenie z łóżkiem wodnym pękałem ze śmiechu.

I jedno z najpiękniejszych i najbardziej wzruszających zakończeń filmowych jakie widziałem.

8/10

Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka


RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Mefisto - 09-12-2024

Dear Ndugu... - klasyka :D


RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Pelivaron - 12-12-2024

Bones and All

Najgorszy film Guadagnino z jakim miałem okazję obcować. Wątek kanibalistyczny tak jakby dodany na siłę i równie dobrze mogłoby go nie być. W zasadzie pomimo tego, że jest on słaby to w jakimś tam stopniu wyróżnia ten film. W innym wypadku dostałbym przeciętne romansidło w ramach kina drogi z niesamowicie irytującymi bohaterami. Chalamet chalametuje, ale w taki zły sposób. Nie wiem czy taki był pomysł na tę postać, czy on po prostu jest znużony pracą przy tym filmie, ale generalnie zero życia w gościu. To miało być takie intymne i powolne kino w stylu Jarmuscha (trochę jego twórczość przychodziła mi do głowy w trakcie seansu), ale wyszły jakieś bieda popłuczyny.

Przeciętne - 5/10. Natomiast Rylace daje radę i ten wątek miał fajny potencjał.

PS byłem święcie przekonany, że w filmie gra Zendaya.


RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Kryst_007 - 12-12-2024

"Jestem miłością" jest jeszcze gorsze. Wierz mi, poza paroma ujęciami apetycznego żarełka nic nie pamiętam z tego filmu.