Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe
Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Wersja do druku

+- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl)
+-- Dział: FILM i wszystko co z nim związane (https://forumkmf.pl/Forum-FILM-i-wszystko-co-z-nim-zwi%C4%85zane--3)
+--- Dział: Ogólne dyskusje filmowe (https://forumkmf.pl/Forum-Og%C3%B3lne-dyskusje-filmowe--25)
+--- Wątek: Krótka piłka, czyli mini-recenzje (/Thread-Kr%C3%B3tka-pi%C5%82ka-czyli-mini-recenzje--1192)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172 173 174 175 176 177 178 179 180 181 182 183 184 185 186 187 188 189 190 191 192 193 194 195 196 197 198 199 200 201 202 203 204 205 206 207 208 209 210 211 212 213 214 215 216 217 218 219 220 221 222 223 224 225 226 227 228 229 230 231 232 233 234 235 236 237 238 239 240 241 242 243 244 245 246 247 248 249 250 251 252 253 254 255 256 257 258 259 260 261 262 263 264 265 266 267 268 269 270 271 272 273 274 275 276 277 278 279 280 281 282 283 284 285 286 287 288 289 290 291 292 293 294 295 296 297 298 299 300 301 302 303 304 305 306 307 308 309 310 311 312 313 314 315 316 317 318 319 320 321 322 323 324 325 326 327 328 329 330 331 332 333 334 335 336 337 338 339 340 341 342 343 344 345 346 347 348 349 350 351 352 353 354 355 356 357 358 359 360 361 362 363 364 365 366 367 368 369 370 371 372 373 374 375 376 377 378 379 380 381 382 383 384 385 386 387 388 389 390 391 392 393 394 395 396 397 398 399 400 401 402 403 404 405 406 407 408 409 410 411 412 413 414 415 416 417 418 419 420 421 422 423 424 425 426 427 428 429 430 431 432 433 434 435 436 437 438 439 440 441 442 443 444 445 446 447 448 449 450 451 452 453 454 455 456 457 458 459 460 461 462 463 464 465 466 467 468 469 470 471 472 473 474 475 476 477 478 479 480 481 482 483 484 485 486 487 488 489 490 491 492 493 494 495 496 497 498 499 500 501 502 503 504 505 506 507 508 509 510 511 512 513 514 515 516 517 518 519 520 521 522 523 524 525 526 527 528 529 530 531 532 533 534 535 536 537 538 539 540 541 542 543 544 545 546 547 548 549 550 551 552 553 554 555 556 557 558 559 560 561 562 563 564 565 566 567 568 569 570 571 572 573 574 575 576 577 578 579 580 581 582 583 584 585 586 587 588 589 590 591 592 593 594 595 596 597 598 599 600 601 602 603 604 605 606 607 608 609 610 611 612 613 614 615 616 617 618 619 620 621 622 623 624 625 626 627 628 629 630 631 632 633 634 635 636 637 638 639 640 641 642 643 644 645 646 647 648 649 650 651 652 653 654 655 656 657 658 659 660 661 662 663 664 665 666 667 668 669 670 671 672 673 674 675 676 677 678 679 680 681 682 683 684 685 686 687 688 689 690 691 692 693 694 695 696 697 698 699 700 701 702 703 704 705 706 707 708 709 710 711 712 713 714 715 716 717 718 719


RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Kwasiboromir - 02-03-2026

Wiem, że miniserie nie miały wchodzić w grę, ale to była chyba produkcja z najmocniejszą obsadą (jeśli chodzi o nazwiska) od HBO. 2003 rok.




RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Dr Strangelove - 03-03-2026

(02-03-2026, 19:25)simek napisał(a): Panowie, no możecie się kłóci o definicje, ale nie zmienia to faktu, że dopiero od kilkunastu lat jest tak, że pierwszoligowa gwiazda zgadza się zagrać pierwszy, czy drugi plan w zwykłym serialu. Nawet ten Sheen w West Wing jest kiepskim przypadkiem, bo kim właściwie gość był w 1999? Zagrał dwie dekady wcześniej w Czasie Apokalipsy i ćwierć wieku wcześniej u Malicka (którego status też był zupełnie inny niż teraz), w życiu nie dostał nominacji do Oscara czy chociażby Globa - no ni chuja nie była to pierwszoligowa gwiazda.
Ekhem, ale ten podany przeze mnie Sheen to właśnie na poparcie ogólnej tezy, że kiedyś gwiazdy kina w telewizyjnych tasiemcach nie grały :D
Bo szukasz i szukasz i szukasz i znajdujesz Martina Sheena, a nie Harrisona Forda czy w jego prajm tajmie.


RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Bucho - 03-03-2026

Poza mini-seriami i jakimis specjalami tradycja bylo, ze telewizja to medium dla gwiazd z nizszej polki i ewentualnie tych juz mocno przebrzmialych, ktore kurczowo trzymaja sie tych resztek slawy.

Telewizja to po prostu nie bylo to. I gdzies w latach 2000 (w 90 w sumie - Friends) wraz z HBO, a potem innymi zaczelo sie to zmieniac. Coraz wiecej goscinnych wystepow, wiekszych rol, w coraz lepiej pisanych seriach, gwiazdy tv porownywalne do tych z ekranow kin, to samo sie tyczy jakosci samych produkcjj i jestesmy tu gdzie jestesmy.

Mefi jak to Mefi, przekorny dla samej zasady i do bolu, ale tu naprawde nie ma w zasadzie o czym dyskutowac.


RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Mefisto - 03-03-2026

(03-03-2026, 01:05)Dr Strangelove napisał(a): Ekhem, ale ten podany przeze mnie Sheen to właśnie na poparcie ogólnej tezy, że kiedyś gwiazdy kina w telewizyjnych tasiemcach nie grały :D
Bo szukasz i szukasz i szukasz i znajdujesz Martina Sheena, a nie Harrisona Forda czy w jego prajm tajmie.

Czyli Martin Sheen nie był gwiazdą kina? Ani Roy Scheider? Obsada Dynastii pewnie też nie?

(02-03-2026, 23:14)simek napisał(a): I w tej złotej erze HBO na początku wieku to które duże gwiazdy filmowe (mogą być nawet przebrzmiałe jak Hoffman i Hopkins) brały udział?

Tak, brały - już Ci zresztą odpowiedziano.

(02-03-2026, 21:10)michax napisał(a): Chodziło mi o seriale w ktorych gwiazdy kina z lat 80 i lat 90 grały główne role, a nie epizody czyli pojawialy się na parę minut w odcinku albo jeden cały odcinek zagrały.

No przecież dokładnie taka sytuacja ma miejsce w Fallen Angels. Już nawet nie wspominam o tym, że patrzysz na tamtą obsadę przez obecny pryzmat, tymczasem w 93 roku, gros tej imponującej stawki to były albo nonamy albo już rozpoznawalne twarze, ale jeszcze nie gwiazdy.

(03-03-2026, 01:13)Bucho napisał(a): Mefi jak to Mefi, przekorny dla samej zasady i do bolu, ale tu naprawde nie ma w zasadzie o czym dyskutowac.

Mam już szczerze dość uwag odnośnie mojej osoby, więc dajcie sobie na wstrzymanie. Dwa razy zacytowałem zdanie, do którego piłem, a które jest fałszem biorąc pod uwagę historię ówczesnej telewizji. Ale wijcie się dalej. Bo w jednym poście może być miniseria, ale w kolejnym nie. Raz występ legend we współczesnych serialach to dowód na ich wyższość, ale w przeszłości podobne występy na małym ekranie już się nie liczą, bo "nie był w prajmie". Tylko, że jak ktoś jest A-klasową gwiazdą kina w prajmie, to z reguły zwyczajnie nie ma czasu na występy telewizyjne, bo zajęty jest kręceniem filmów i wypełnianiem kontraktów, a nie dlatego, że telewizja uwłacza.


RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Dr Strangelove - 03-03-2026

(03-03-2026, 04:29)Mefisto napisał(a):
(03-03-2026, 01:05)Dr Strangelove napisał(a): Ekhem, ale ten podany przeze mnie Sheen to właśnie na poparcie ogólnej tezy, że kiedyś gwiazdy kina w telewizyjnych tasiemcach nie grały :D
Bo szukasz i szukasz i szukasz i znajdujesz Martina Sheena, a nie Harrisona Forda czy w jego prajm tajmie.

Czyli Martin Sheen nie był gwiazdą kina? Ani Roy Scheider? Obsada Dynastii pewnie też nie?
Nie byli wielkimi gwiazdami kina.
Słuchaj Mefisto. Albo zresztą...


RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Pelivaron - 03-03-2026

Panowie - przeniesieście tę gorącą dyskusję do odpowiedniego tematu. Którego? Nie wiem.

Może tutaj -> https://forumkmf.pl/Thread-To-on-w-tym-wyst%C4%99powa%C5%82--4483?pid=882927#pid882927


RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - shamar - 03-03-2026

[Obrazek: images?q=tbn:ANd9GcTkWXUBbo6WLNpRv3q234Q...N0-nFeEg&s]

Anaconda (2025)

Nie wiem kto wpadł na pomysl takiego scenariusza. Tym bardziej, że moze sie to udać. A juz totalnie, że warto bylo wylożyć 45 melonow.
To jest w założeniu meta-sreta komedia przygodowa.
Ale nic tu wlasciwie nie dziala. Ani przygoda, ani komedia. Wyjątkowo NUŻĄCA rzecz.
Chcialem temu dać 3/10 ale przypomnialem sobie, ze tyle dalem ostatnio "Scream 7", ktory mimo, że kiepski to ogladalo sie lepiej. "OK, niech by bylo i 3/10" myslę, "inne gatunki przecie". Ale wtedy wjechał "żart" z SIKANIEM. To rozwialo watpliwosci.

Sprawdzilem box i maly szox. Film zrobił 132 melony.

2+/10


RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Mefisto - 03-03-2026

(03-03-2026, 09:17)Dr Strangelove napisał(a): Nie byli wielkimi gwiazdami kina.

Nie byli/nie są nimi także Ed Harris, Jude Law, Woody Harrelson czy ta kosmos obsada z Fallen Angels. Handluj z tym.

Bo albo uznamy, że przed 2010 rokiem głośne i uznane nazwiska pojawiały się w TV i nie było to nic niespotykanego, nawet jeśli miało to miejsce rzadziej i cieszyło się mniejszą estymą niż obecnie (bo w tv mniej się inwestowało pod tym względem, także budżetowo). Albo de facto nic się nie zmieniło i głośne, uznane nazwiska w TV pojawiają się w momencie, gdy stają się w kinie przebrzmiałe i po prajmie. No chyba, że Cruise, Pitt, Robbie, Chalamet, Gosling grają obecnie w jakichś tasiemcach, a ja nic nie wiem (to tak względem użycia tego Forda w starciu z Sheenem) :)

Poza tym tak - dyskusję można przenieść, najlepiej do działu seriali po prostu.


RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - simek - 03-03-2026

Mam deja vu :D Cała dyskusja w takim razie sprowadza się w gruncie rzeczy do klasyfikacji aktorów do poszczególnych klas - kto jest, kto był i kiedy na samym topie, kto jest prawie na szycie, kto dopiero puka do pierwszej ligi, a kto kiedyś był na szczycie, ale już tylko odcina kupony i gra w byle gównie :)


RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - OGPUEE - 03-03-2026

Król i ja (1956) - od lat się przymierzałem i wreszcie mam za sobą. Jak na musical to są gigantyczne przerwy między piosenkami i tych w sumie nie musiało być. Pewnie dzisiaj ktoś napisze o kolonialnej perspektywie, ale ignorant nie wyczułem tego. Faktycznie Mongkut jest oczytany i każe słuchać się zagranicznych nauczycieli, nawet jeśli mówią nieprawdopodobne rzeczy. A także logiczny, bo wg niego Mojżesz (patrząc na obsadę, to znów jako ignorant stwierdzam, że to pstryk w Dziesięcioro przykazań :)) to głupek, bo myślał, że w 6 dni świat się utworzył, gdy takie coś zajmuje wieki. I często Anna przegrywa z jego impertynencją i długo, długo się nie dogadują. I też nie ma zabawy w romans, i jakimś uczuciu można mówić w samej końcówce i to też niejednoznacznie, bo wciąż można mówić o przyjaźni dwojgu. Zresztą jak ktoś chce jawny wątek miłosny, to będzie usatysfakcjonowany, bo otrzyma cukierkowy romans Tuptim i Lun Tha z ich wersją Na dłużej niż na zawsze (i na plus brak happy endu). Sporo też komizmu związanego z różnicami kulturowymi (np. jak Anna ma wypisanego focha, gdy proszą Buddę, by błogosławił tę niegodną chrześcijankę :)). Czy interpretacja Chaty wuja Toma chamsko przedstawia sytuację Tuptim w Syjamie :).

Najjaśniej aktorsko wypada król Syjamu o dość silnej osobowości. Także jest surowy i wymagający posłuchu, ale z drugie strony nie jest przemocowy. I też każde z dzieciaków ma inny charakter i reakcje adekwatne do wieku, co widać po różnych mowach ciał podczas prezentacji Annie. A ich ojciec często reaguje z dziecięcą naiwnością czy radością, co kontrastuje z innymi rolami Brynnera. BTW nigdy nie potrafiłem zarejestrować śpiewającego Brynnera, którego kojarzę bardziej z ról stoickich badassów (Mongkut też takowym jest, bo nawet na łożu śmierci to chad). Wiem, że Yul grał Mongkuta w oryginalnym musicalu i dobrze śpiewa, ale i tak mi ciężko to zarejestrować. Nie ustępuje ,i na krok również Kerr próbująca ogarnąć co niektórych nadprogramowych uczniów (i ta jej mina, gdy Mongkut mówi, że będzie musiała nauczyć jeszcze 67 dzieci nałożnic :D). I pierwszy raz zwracam na to jak ktoś odgrywa scenę płaczu i Kerr wypadła tu bardzo naturalnie.

Dopieszczona scenografia i nieliczne sceny w plenerze robią niesamowite wrażenie. Podobnie feria kostiumów i statuetki w kategoriach technicznych zasłużone. Ogólnie w 1956 roku oscarowe nominacje do scenografii i kostiumów były bardzo silne. Ale co mnie osobiście odrzuca, to yellowface. Oczywiście wiem, że wtedy Hollywood był jaki był, a całość idzie pod teatr, ale już mogli by dać jakaś charakteryzację, nie mówiąc że jednak odwzorowują realia XIX-wiecznego Syjamu, a inscenizacja Chaty wuja Toma też wiarygodnie pokazuje, jakby ją przedstawił tajski tradycyjny teatr. Przy czym yellowface dotyczy tych najbardziej wiodących ról i trzeba przyznać, że większość żon i dzieci, w tym następca tronu, są żółtej rasy (nie mówiąc o extrach).

Rok 1956 udowodnił po raz kolejny, że był to dobry rok Oscarowy.

8/10


Król i ja (1999) - czemu ja to sobie robię? Internetowi recenzenci przestrzegali przed tym, a sami spadkobiercy Rodgersa i Hammersteina byli tak zniesmaczeni efektem końcowym, iż zrezygnowali z planów animowanej Oklahomy i dali bana na rysunkowe wersje ich musicali. Ale czego się nie robi na materiały do prelekcji?

Jak pominie się te wszystkie tropiszcza z podrób Disneya, w większości to dość wierna adaptacja, zawierająca większość dialogów (w tym wtręt o niegodnej chrześcijance). I jestem zaskoczony, że Anna w wersji animowanej to dalej matka z dzieckiem, bo matki jako protagonistki w bajkach dla dzieci to jakieś tabu. I Louis (który ma większy udział w fabule) o dziwo nie jest idiotą, bo podczas sztormu ratując Abu z Temu, przywiązał się umocowaną liną. Co też muszę przyznać, to animacja jest śliczna, choć w paru momentach jest spadek jakości. I też był w paru momentach o dziwo wierniejszy historii - książę trenował muay thai i faktycznie to on był związany z Tuptim, a Mongkut miał dzikiego kota domowego. I w szoku byłem, gdy Louis przypadkiem walnął Liu Kanga, to temu poleciała ciemna jucha z nosa, bo to familiada, a na kopii TVP widniał zielony znaczek (i comic relief traci zęby trwale w brew komediowym kowenansom).

O reszcie nie mogę więcej dobrego powiedzieć. To kolejna animka mnożąca nieudolnie schematy z popularnej wówczas disneyowskiej formuły. O ile Księżniczka łabędzi tego samego reżysera miała ten urok (przy czym powinienem sobie ją powtórzyć, bo ostatni raz oglądałem z siostrą bodaj na przełomie gimbazy i licka), Król i ja to katorga. Każdy musi mieć zwierzęcego sidekicka - Louis, Tuptim, dzieci Mongkuta, sam Mongkut. A Kralahome (będący tu złym czarownikiem i knucicielem) też ma śmiesznego sidekicka, który zaskakująco ma vibe rasistowskiej karykatury (zwłaszcza patrząc kiedy ów film powstał). I nie korzysta z faktu, że to ma za medium animację, poza momentem jak Anna tańczy z wyobrażeniem swego zmarłego męża albo wizualizacja piosenki Tuptim i Liu Kanga (wiem, że królewicz ma inne imię, ale jest za długie i trudne do napisania, a gość wygląda jak Liu Kang). Jak jestem przy piosenkach, to Getting To Know You została zarznięta fatalnym montażem i faktem, że zamiast skupić się na kulturze Syjamu to skupia się na perypetiach comic reliefa. W ogóle całość ma słaby montaż. 

I jestem zaskoczony, że w oryginalnej wersji językowej wystąpiło tylko dwóch Azjatów. I dużo więcej Azjatów jest dopiero w napisach końcowych. Co prawda, w animacji race-swap nie ma znaczenia jak w live action, ale czasy zrobiły się bardziej progresywne. Oczywiście jako patriota wziąłem nasz dubbing. Znowu nie ma co się przyczepić, bo każdy wypada dobrze w swych rolach. Agnieszka Kunikowska praktycznie tylko teraz odgrywa role matek, więc pasuje. Hycnar jako ten romantyczny młodzik czy Suszyński jako złol. Steciuka wzięli pewnie, by od razu mieć głos wokalny, a Mongkuta (chyba jego imię nie padło w filmie) wyobrażałem z bardziej tubalnym, dostojnym głosem (taki miał Brynner), ale daje się przyzwyczaić. No i trochę wybija inna barwa aktorów wokalnych od tych dialogowych, ale macham ręką, bo to norma. I dość interesująco lektor czyta listę płac dopiero jak jest melodia, gdy już mija piosenka Barbry Streisand. Ale był tu jeden szok. Otóż dubbing jest autorstwa TVP, i w nim dziecko gra jednak dziecko (dokładnie syna Anny). Co to za wolta pani Kawęcka?! 

3/10


RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Mefisto - 04-03-2026

(22-02-2026, 08:31)Rozgdz napisał(a): Jade (1995) reż William Fredkin

Eeech.. słabo pamiętałem ten film gdzieś z młodszych lat, że to coś w rodzaju "Nagiego Instynktu".. uch. Od razu - ten film z całą pewnością nie jest wersją oryginalną (bo to widać), udało mi się znaleźć że istnieje wersja reżyserska (ale nie wydana na nośnikach) dłuższa o 12 minut i z innym zakończeniem. Jeśli ktoś ją widział niech rzuci kilka słów.

Rewolucji nie ma, ale na pewno te dodatkowe sceny trochę dopinają poszczególne wątki czy relacje (są to wszak głównie rozmowy). Nieco dłuższe jest śledztwo, inne jest też zakończenie - ma więcej sensu od tego kinowego, choć nie zmienia jakoś diametralnie optyki. Oczywiście jest też więcej seksu. IMO w tej wersji to jest takie delikatne 6/10, czyli daleko od ideału, ale rzecz zdecydowanie nie zasłużyła na swoją reputację, a po mocno topornym początku seans daje całkiem sporo frajdy. Inna sprawa, że najchętniej przeczytałbym oryginalny scenariusz, zanim dopadł go niego Friedkin.

(03-03-2026, 18:15)simek napisał(a): Mam deja vu

I byłeś z tym u lekarza?


RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Pelivaron - 05-03-2026

Północ – Północny zachód / North by Northwest

Jeden z tych klasyków Hitchcocka, który leżał na kupce wstydu. Do dzisiaj, ponieważ zdecydowałem się nadrobić i szczerze mówiąc dawno się tak dobrze nie bawiłem oglądając jakikolwiek film. To jest bardzo, bardzo nawine kino, które dzisiaj trąci w wielu momentach myszką, ale nie zmienia to faktu, że pod względem filmowego doświadczenia zdaje egzamin w stu procentach. Momentami bawi jak najlepsza komedia, innym razem trzyma w napięciu jak czołowe thrillery Hitchcocka. Charyzma Cary’'go Granta też robi robotę i nawet jeśli zaczyna bardzo powoli to pod koniec filmu jest świetny dialog z Eve Kendall (graną przez śliczną Evę Marie Saint - pierwszy raz ją widziałem w czymkolwiek chyba), która pyta się go dlaczego rozwiózł się zdwoma żonami, a on na to, że miały do niego pretensje o to, że wiedzie zbyt spokojne życie. Humor zaskakujący, którego totalnie się nie spodziewałem przed seansem. Super muzyka Bernarda Herrmanna, dobre tempo z ikoniczną sceną z samolotem (durna cholernie), wyrazisty antagonista, kilka świetnym zagrań kamerą (jak np. jeden z bohaterów mówi do drugiego, że pójda na górę i nagle kamera idzie nad ich głowy) i ujęć. No i najważniejszy punkt - ten film bardzo mocno wpynął na kino szpiegowskie, to mogłaby być spokojnie parodia kinowego Jamesa Bonda jeszcze przed powstaniem Jamesa Bonda!

Podoba mi się też precyzja scenariusza (np. scena w pociągu gdy Grant ponownie spotyka Eve i kelner zaprowadza go do jej stolika. Ja mam wtedy takie - ja pierdole, serio? co to za oczywisty zbieg okoliczności, ale po chwili Eve dodaje, że zapłaciła kelnerowi, żeby go przyprowadził jak się pojawi - mała rzecz a doceniam!), która jednocześnie miesza się z jakimiś totalnymi durnotami. Np. wspomniana scena z samolotem jest super, czy ta sekwencja finałowa na górze Rushmore - nakręcone to wszystko jest spektakularnie jak na lata 50., ale jednocześnie jest to wszystko co by nie mówić głupiutkie. Finał niestety tez jakiś taki nagły i przyspieszony. No i pierwsza godzina względem drugiej nieco powolna, ale to taki malutki minus.

Możliwe, że kiedyś jeszcze wrócę, chetnie na dużym ekranie bym to zobaczył. Mocne 8/10 :)


RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Pelivaron - 06-03-2026

Winchester '73 (1950)

Moja pierwsza styczność z niejakim panem Anthonym Mannem i nie będę ukrywał, ale bawiłem się przednio. Przede wszystkim byłem zaskoczony sposobem, jak ta historia jest opowiedziana - historia, w której głównym bohaterem jest w zasadzie tytułowy karabin przechodzacy z rąk do rąk, dzięki czemu co chwila mamy do czynienia z innym epizodem. Nowe postacie, nowa opowieśc - jak jakaś serialowa antologia złożona z minihistoryjek na Dzikim Zachodzie, bomba! Wiadomo, ma to swoje minusy, ale generalnie dzięki wysokiemu tempu w trakcie seansu nie sposób się zastanawiać nad chociażby spójnością całości. Oczywiście scenariusz działa najlepiej tam, gdzie skupia się na konflikcie między głównym bohaterem, a antagonistą - w latach 50. finałowy twist pewnie był sporym zaskoczeniem.

Oglądając ten film i mając w głowie fakt, że to kino początku lat 50. byłem w szoku jak to jest nakręcone. Pięknie się patrzy na te wszystkie pustynne krajobrazy i prawdziwe lokacje - ech, kiedyś to było kino, a teraz to nie ma.

Solidny i całkiem dynamiczny western z ciekawą konstrukcją, nieoczywistą jak na tamte czasy. Warto się zaznajomić.


RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - simek - 06-03-2026

(19-02-2023, 10:06)simek napisał(a): Chciałbym film jak najdokładniej przedstawiający temat XVIII - XIX wiecznej emigracji z Europy do Ameryki. Kojarzę trochę filmów o drugiej części takiego doświadczenia, czyli już o nowo przybyłych do USA ludziach, takich wątków jest sporo, ale czy są niezłe filmy będące jak najbliżej schematu: klepiemy biedę na zapadłej polskiej, włoskiej czy irlandzkiej wsi, podejmujemy decyzję żeby płynąć do Stanów, zbieramy kasę, pakujemy się, jedziemy, docieramy?
Przez przypadek znalazłem film dosyć dobrze pasujący do mojego dawnego pytania:
America, America - miałem ochotę na jakiegoś czarno-białego behemota (167 minut) i znalazłem autobiograficzny późny film Eli Kazana, czyli emigracja turecka z przełomu XIX/XX wieku. Zaczyna się na zapadłej tureckiej wsi, a do Nowego Jorku docieramy w ostatnich minutach filmu.
Świetnie się to oglądało kompletnie nie wiedząc czego się spodziewać: nie miałem pojęcia czy ta Turcja to tylko prolog i będzie to film o Ameryce, czy może równie dobrze całość rozgrywa się w Turcji, a Ameryka jest tylko niespełnionym marzeniem. Okazało się, że coś pośrodku.
Bardzo mi się podobało, cudownie naturalistycznie jest to nakręcone - jeden z tych filmów, gdzie właściwie nie czujesz, aby cokolwiek było zrobione w studio, masz wrażenie, że naprawdę cofnąłeś się w czasie do Imperium Osmańskiego sprzed I WŚ - 100% zasłużony Oscar za scenografię. Ogólnie uwielbiam takie bogate fabularnie filmy, a tutaj wątków jest mnóstwo, do tego sporo zapadających w pamięć postaci oraz kilka naprawdę chwytających za gardło scen - miałem wrażenie jakbym obejrzał sezon serialu, a nie jeden film. Reżysersko również zacnie: czuć rękę mistrza. Może tylko ten główny bohater zagrany dosyć dziwnie i sztywno, no ale niby taka jest jego postać.
W każdym razie świetny film: mocne 8/10


RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Rozgdz - 06-03-2026

(04-03-2026, 00:24)Mefisto napisał(a):
(22-02-2026, 08:31)Rozgdz napisał(a): Jade (1995) reż William Fredkin

Eeech.. słabo pamiętałem ten film gdzieś z młodszych lat, że to coś w rodzaju "Nagiego Instynktu".. uch. Od razu - ten film z całą pewnością nie jest wersją oryginalną (bo to widać), udało mi się znaleźć że istnieje wersja reżyserska (ale nie wydana na nośnikach) dłuższa o 12 minut i z innym zakończeniem. Jeśli ktoś ją widział niech rzuci kilka słów.

Rewolucji nie ma, ale na pewno te dodatkowe sceny trochę dopinają poszczególne wątki czy relacje (są to wszak głównie rozmowy). Nieco dłuższe jest śledztwo, inne jest też zakończenie - ma więcej sensu od tego kinowego, choć nie zmienia jakoś diametralnie optyki. Oczywiście jest też więcej seksu. IMO w tej wersji to jest takie delikatne 6/10, czyli daleko od ideału, ale rzecz zdecydowanie nie zasłużyła na swoją reputację, a po mocno topornym początku seans daje całkiem sporo frajdy. Inna sprawa, że najchętniej przeczytałbym oryginalny scenariusz, zanim dopadł go niego Friedkin.

Dziękować :)


RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Paszczak - 06-03-2026

'Pelivaron napisał(a):Winchester '73 (1950)

Moja pierwsza styczność z niejakim panem Anthonym Mannem
Mann to bez wątpienia jeden z królów gatunku. Ja najbardziej lubię Man of the West, wyjątkowo bez Stewarta, za to z Garym Cooperem. Starcie w miasteczku widmo to jedna z najlepszych strzelanin w klasycznym westernie.


RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Mefisto - 06-03-2026

Man of the West obowiązkowo - zwłaszcza, gdy komuś przypadł do gustu Wincherster. Poza tym Człowiek z Laramie, Naga ostroga i Gwiazda szeryfa, a jak ktoś miałby ochotę na trochę inny western, bardziej w stylu Przeminęło z wiatrem, to polecam Furie. No i w ogóle był to bardzo dobry reżyser, także poza gatunkiem.


RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Pelivaron - 06-03-2026

Naga ostrogę już mam nabytą tu i tam. Może dzisiaj zarzuce sobie :)


RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Scheckley - 06-03-2026

(06-03-2026, 11:27)Pelivaron napisał(a): Winchester '73 (1950)

Moja pierwsza styczność z niejakim panem Anthonym Mannem i nie będę ukrywał, ale bawiłem się przednio. Przede wszystkim byłem zaskoczony sposobem, jak ta historia jest opowiedziana - historia, w której głównym bohaterem jest w zasadzie tytułowy karabin przechodzacy z rąk do rąk, dzięki czemu co chwila mamy do czynienia z innym epizodem. Nowe postacie, nowa opowieśc - jak jakaś serialowa antologia złożona z minihistoryjek na Dzikim Zachodzie, bomba! Wiadomo, ma to swoje minusy, ale generalnie dzięki wysokiemu tempu w trakcie seansu nie sposób się zastanawiać nad chociażby spójnością całości. Oczywiście scenariusz działa najlepiej tam, gdzie skupia się na konflikcie między głównym bohaterem, a antagonistą - w latach 50. finałowy twist pewnie był sporym zaskoczeniem.

W l. 90-tych był serial oparty na podobnym koncepcie, nawet leciał u nas na dwójce:



https://en.wikipedia.org/wiki/Dead_Man%27s_Gun


Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Pitero - 07-03-2026

Panna młoda!

Za tydzień prawdopodobnie Jessie Buckley odbierze swojego pierwszego Oscara za rolę żony Szekspira. Ale nie obraziłbym się jakby dostała go też za rolę Narzeczonej Frankensteina. Jest w tym filmie tak samo wybitna jak w "Hamnecie", a oo rany, jak to zupełnie inna rola i jak kompletnie inaczej grana. Buckley krzyczy, tańczy, cały ekran zagarnia dla siebie, a jednak nie przeszarżowuje i nie popada w śmieszność ani na sekundę. Naprawdę, Jessie Buckley to GWIAZDA.

I choć film nie dowozi całkowicie, zawodzi trochę bo przewidywalny i narracja też szwankuje w połowie filmu, to dla roli Buckley warto poświęcić wypad do kina.

Lubiłem podczas oglądania wyobrażać sobie, że to sequel "Frankensteina" Del Toro bo w sumie czemu miałby nim nie być? Czasowo się zgadza, a Bale gra i wygląda podobnie jak Elordi. Co do reszty obsady to wszyscy właściwie nikną bo cały film należy do Buckley. Wyróżnia się tylko Penelope Cruz w roli pani detektyw, bo Saarsgard i Gyllenhaal to chyba zagrali dla uprzejmości z wiadomych względów.

Ocena 7+/10. Plusik za genialną scenę tańca w klubie, szkoda, że taką krótką.

Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka