![]() |
|
Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Wersja do druku +- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl) +-- Dział: FILM i wszystko co z nim związane (https://forumkmf.pl/Forum-FILM-i-wszystko-co-z-nim-zwi%C4%85zane--3) +--- Dział: Ogólne dyskusje filmowe (https://forumkmf.pl/Forum-Og%C3%B3lne-dyskusje-filmowe--25) +--- Wątek: Krótka piłka, czyli mini-recenzje (/Thread-Kr%C3%B3tka-pi%C5%82ka-czyli-mini-recenzje--1192) Strony:
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
32
33
34
35
36
37
38
39
40
41
42
43
44
45
46
47
48
49
50
51
52
53
54
55
56
57
58
59
60
61
62
63
64
65
66
67
68
69
70
71
72
73
74
75
76
77
78
79
80
81
82
83
84
85
86
87
88
89
90
91
92
93
94
95
96
97
98
99
100
101
102
103
104
105
106
107
108
109
110
111
112
113
114
115
116
117
118
119
120
121
122
123
124
125
126
127
128
129
130
131
132
133
134
135
136
137
138
139
140
141
142
143
144
145
146
147
148
149
150
151
152
153
154
155
156
157
158
159
160
161
162
163
164
165
166
167
168
169
170
171
172
173
174
175
176
177
178
179
180
181
182
183
184
185
186
187
188
189
190
191
192
193
194
195
196
197
198
199
200
201
202
203
204
205
206
207
208
209
210
211
212
213
214
215
216
217
218
219
220
221
222
223
224
225
226
227
228
229
230
231
232
233
234
235
236
237
238
239
240
241
242
243
244
245
246
247
248
249
250
251
252
253
254
255
256
257
258
259
260
261
262
263
264
265
266
267
268
269
270
271
272
273
274
275
276
277
278
279
280
281
282
283
284
285
286
287
288
289
290
291
292
293
294
295
296
297
298
299
300
301
302
303
304
305
306
307
308
309
310
311
312
313
314
315
316
317
318
319
320
321
322
323
324
325
326
327
328
329
330
331
332
333
334
335
336
337
338
339
340
341
342
343
344
345
346
347
348
349
350
351
352
353
354
355
356
357
358
359
360
361
362
363
364
365
366
367
368
369
370
371
372
373
374
375
376
377
378
379
380
381
382
383
384
385
386
387
388
389
390
391
392
393
394
395
396
397
398
399
400
401
402
403
404
405
406
407
408
409
410
411
412
413
414
415
416
417
418
419
420
421
422
423
424
425
426
427
428
429
430
431
432
433
434
435
436
437
438
439
440
441
442
443
444
445
446
447
448
449
450
451
452
453
454
455
456
457
458
459
460
461
462
463
464
465
466
467
468
469
470
471
472
473
474
475
476
477
478
479
480
481
482
483
484
485
486
487
488
489
490
491
492
493
494
495
496
497
498
499
500
501
502
503
504
505
506
507
508
509
510
511
512
513
514
515
516
517
518
519
520
521
522
523
524
525
526
527
528
529
530
531
532
533
534
535
536
537
538
539
540
541
542
543
544
545
546
547
548
549
550
551
552
553
554
555
556
557
558
559
560
561
562
563
564
565
566
567
568
569
570
571
572
573
574
575
576
577
578
579
580
581
582
583
584
585
586
587
588
589
590
591
592
593
594
595
596
597
598
599
600
601
602
603
604
605
606
607
608
609
610
611
612
613
614
615
616
617
618
619
620
621
622
623
624
625
626
627
628
629
630
631
632
633
634
635
636
637
638
639
640
641
642
643
644
645
646
647
648
649
650
651
652
653
654
655
656
657
658
659
660
661
662
663
664
665
666
667
668
669
670
671
672
673
674
675
676
677
678
679
680
681
682
683
684
685
686
687
688
689
690
691
692
693
694
695
696
697
698
699
700
701
702
703
704
705
706
707
708
709
710
711
712
713
714
715
716
717
718
719
|
RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Kwasiboromir - 02-03-2026 Wiem, że miniserie nie miały wchodzić w grę, ale to była chyba produkcja z najmocniejszą obsadą (jeśli chodzi o nazwiska) od HBO. 2003 rok. RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Dr Strangelove - 03-03-2026 (02-03-2026, 19:25)simek napisał(a): Panowie, no możecie się kłóci o definicje, ale nie zmienia to faktu, że dopiero od kilkunastu lat jest tak, że pierwszoligowa gwiazda zgadza się zagrać pierwszy, czy drugi plan w zwykłym serialu. Nawet ten Sheen w West Wing jest kiepskim przypadkiem, bo kim właściwie gość był w 1999? Zagrał dwie dekady wcześniej w Czasie Apokalipsy i ćwierć wieku wcześniej u Malicka (którego status też był zupełnie inny niż teraz), w życiu nie dostał nominacji do Oscara czy chociażby Globa - no ni chuja nie była to pierwszoligowa gwiazda.Ekhem, ale ten podany przeze mnie Sheen to właśnie na poparcie ogólnej tezy, że kiedyś gwiazdy kina w telewizyjnych tasiemcach nie grały :D Bo szukasz i szukasz i szukasz i znajdujesz Martina Sheena, a nie Harrisona Forda czy w jego prajm tajmie. RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Bucho - 03-03-2026 Poza mini-seriami i jakimis specjalami tradycja bylo, ze telewizja to medium dla gwiazd z nizszej polki i ewentualnie tych juz mocno przebrzmialych, ktore kurczowo trzymaja sie tych resztek slawy. Telewizja to po prostu nie bylo to. I gdzies w latach 2000 (w 90 w sumie - Friends) wraz z HBO, a potem innymi zaczelo sie to zmieniac. Coraz wiecej goscinnych wystepow, wiekszych rol, w coraz lepiej pisanych seriach, gwiazdy tv porownywalne do tych z ekranow kin, to samo sie tyczy jakosci samych produkcjj i jestesmy tu gdzie jestesmy. Mefi jak to Mefi, przekorny dla samej zasady i do bolu, ale tu naprawde nie ma w zasadzie o czym dyskutowac. RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Mefisto - 03-03-2026 (03-03-2026, 01:05)Dr Strangelove napisał(a): Ekhem, ale ten podany przeze mnie Sheen to właśnie na poparcie ogólnej tezy, że kiedyś gwiazdy kina w telewizyjnych tasiemcach nie grały :D Czyli Martin Sheen nie był gwiazdą kina? Ani Roy Scheider? Obsada Dynastii pewnie też nie? (02-03-2026, 23:14)simek napisał(a): I w tej złotej erze HBO na początku wieku to które duże gwiazdy filmowe (mogą być nawet przebrzmiałe jak Hoffman i Hopkins) brały udział? Tak, brały - już Ci zresztą odpowiedziano. (02-03-2026, 21:10)michax napisał(a): Chodziło mi o seriale w ktorych gwiazdy kina z lat 80 i lat 90 grały główne role, a nie epizody czyli pojawialy się na parę minut w odcinku albo jeden cały odcinek zagrały. No przecież dokładnie taka sytuacja ma miejsce w Fallen Angels. Już nawet nie wspominam o tym, że patrzysz na tamtą obsadę przez obecny pryzmat, tymczasem w 93 roku, gros tej imponującej stawki to były albo nonamy albo już rozpoznawalne twarze, ale jeszcze nie gwiazdy. (03-03-2026, 01:13)Bucho napisał(a): Mefi jak to Mefi, przekorny dla samej zasady i do bolu, ale tu naprawde nie ma w zasadzie o czym dyskutowac. Mam już szczerze dość uwag odnośnie mojej osoby, więc dajcie sobie na wstrzymanie. Dwa razy zacytowałem zdanie, do którego piłem, a które jest fałszem biorąc pod uwagę historię ówczesnej telewizji. Ale wijcie się dalej. Bo w jednym poście może być miniseria, ale w kolejnym nie. Raz występ legend we współczesnych serialach to dowód na ich wyższość, ale w przeszłości podobne występy na małym ekranie już się nie liczą, bo "nie był w prajmie". Tylko, że jak ktoś jest A-klasową gwiazdą kina w prajmie, to z reguły zwyczajnie nie ma czasu na występy telewizyjne, bo zajęty jest kręceniem filmów i wypełnianiem kontraktów, a nie dlatego, że telewizja uwłacza. RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Dr Strangelove - 03-03-2026 (03-03-2026, 04:29)Mefisto napisał(a):Nie byli wielkimi gwiazdami kina.(03-03-2026, 01:05)Dr Strangelove napisał(a): Ekhem, ale ten podany przeze mnie Sheen to właśnie na poparcie ogólnej tezy, że kiedyś gwiazdy kina w telewizyjnych tasiemcach nie grały :D Słuchaj Mefisto. Albo zresztą... RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Pelivaron - 03-03-2026 Panowie - przeniesieście tę gorącą dyskusję do odpowiedniego tematu. Którego? Nie wiem. Może tutaj -> https://forumkmf.pl/Thread-To-on-w-tym-wyst%C4%99powa%C5%82--4483?pid=882927#pid882927 RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - shamar - 03-03-2026 Anaconda (2025) Nie wiem kto wpadł na pomysl takiego scenariusza. Tym bardziej, że moze sie to udać. A juz totalnie, że warto bylo wylożyć 45 melonow. To jest w założeniu meta-sreta komedia przygodowa. Ale nic tu wlasciwie nie dziala. Ani przygoda, ani komedia. Wyjątkowo NUŻĄCA rzecz. Chcialem temu dać 3/10 ale przypomnialem sobie, ze tyle dalem ostatnio "Scream 7", ktory mimo, że kiepski to ogladalo sie lepiej. "OK, niech by bylo i 3/10" myslę, "inne gatunki przecie". Ale wtedy wjechał "żart" z SIKANIEM. To rozwialo watpliwosci. Sprawdzilem box i maly szox. Film zrobił 132 melony. 2+/10 RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Mefisto - 03-03-2026 (03-03-2026, 09:17)Dr Strangelove napisał(a): Nie byli wielkimi gwiazdami kina. Nie byli/nie są nimi także Ed Harris, Jude Law, Woody Harrelson czy ta kosmos obsada z Fallen Angels. Handluj z tym. Bo albo uznamy, że przed 2010 rokiem głośne i uznane nazwiska pojawiały się w TV i nie było to nic niespotykanego, nawet jeśli miało to miejsce rzadziej i cieszyło się mniejszą estymą niż obecnie (bo w tv mniej się inwestowało pod tym względem, także budżetowo). Albo de facto nic się nie zmieniło i głośne, uznane nazwiska w TV pojawiają się w momencie, gdy stają się w kinie przebrzmiałe i po prajmie. No chyba, że Cruise, Pitt, Robbie, Chalamet, Gosling grają obecnie w jakichś tasiemcach, a ja nic nie wiem (to tak względem użycia tego Forda w starciu z Sheenem) :) Poza tym tak - dyskusję można przenieść, najlepiej do działu seriali po prostu. RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - simek - 03-03-2026 Mam deja vu :D Cała dyskusja w takim razie sprowadza się w gruncie rzeczy do klasyfikacji aktorów do poszczególnych klas - kto jest, kto był i kiedy na samym topie, kto jest prawie na szycie, kto dopiero puka do pierwszej ligi, a kto kiedyś był na szczycie, ale już tylko odcina kupony i gra w byle gównie :) RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - OGPUEE - 03-03-2026 Król i ja (1956) - od lat się przymierzałem i wreszcie mam za sobą. Jak na musical to są gigantyczne przerwy między piosenkami i tych w sumie nie musiało być. Pewnie dzisiaj ktoś napisze o kolonialnej perspektywie, ale ignorant nie wyczułem tego. Faktycznie Mongkut jest oczytany i każe słuchać się zagranicznych nauczycieli, nawet jeśli mówią nieprawdopodobne rzeczy. A także logiczny, bo wg niego Mojżesz (patrząc na obsadę, to znów jako ignorant stwierdzam, że to pstryk w Dziesięcioro przykazań :)) to głupek, bo myślał, że w 6 dni świat się utworzył, gdy takie coś zajmuje wieki. I często Anna przegrywa z jego impertynencją i długo, długo się nie dogadują. I też nie ma zabawy w romans, i jakimś uczuciu można mówić w samej końcówce i to też niejednoznacznie, bo wciąż można mówić o przyjaźni dwojgu. Zresztą jak ktoś chce jawny wątek miłosny, to będzie usatysfakcjonowany, bo otrzyma cukierkowy romans Tuptim i Lun Tha z ich wersją Na dłużej niż na zawsze (i na plus brak happy endu). Sporo też komizmu związanego z różnicami kulturowymi (np. jak Anna ma wypisanego focha, gdy proszą Buddę, by błogosławił tę niegodną chrześcijankę :)). Czy interpretacja Chaty wuja Toma chamsko przedstawia sytuację Tuptim w Syjamie :). Najjaśniej aktorsko wypada król Syjamu o dość silnej osobowości. Także jest surowy i wymagający posłuchu, ale z drugie strony nie jest przemocowy. I też każde z dzieciaków ma inny charakter i reakcje adekwatne do wieku, co widać po różnych mowach ciał podczas prezentacji Annie. A ich ojciec często reaguje z dziecięcą naiwnością czy radością, co kontrastuje z innymi rolami Brynnera. BTW nigdy nie potrafiłem zarejestrować śpiewającego Brynnera, którego kojarzę bardziej z ról stoickich badassów (Mongkut też takowym jest, bo nawet na łożu śmierci to chad). Wiem, że Yul grał Mongkuta w oryginalnym musicalu i dobrze śpiewa, ale i tak mi ciężko to zarejestrować. Nie ustępuje ,i na krok również Kerr próbująca ogarnąć co niektórych nadprogramowych uczniów (i ta jej mina, gdy Mongkut mówi, że będzie musiała nauczyć jeszcze 67 dzieci nałożnic :D). I pierwszy raz zwracam na to jak ktoś odgrywa scenę płaczu i Kerr wypadła tu bardzo naturalnie. Dopieszczona scenografia i nieliczne sceny w plenerze robią niesamowite wrażenie. Podobnie feria kostiumów i statuetki w kategoriach technicznych zasłużone. Ogólnie w 1956 roku oscarowe nominacje do scenografii i kostiumów były bardzo silne. Ale co mnie osobiście odrzuca, to yellowface. Oczywiście wiem, że wtedy Hollywood był jaki był, a całość idzie pod teatr, ale już mogli by dać jakaś charakteryzację, nie mówiąc że jednak odwzorowują realia XIX-wiecznego Syjamu, a inscenizacja Chaty wuja Toma też wiarygodnie pokazuje, jakby ją przedstawił tajski tradycyjny teatr. Przy czym yellowface dotyczy tych najbardziej wiodących ról i trzeba przyznać, że większość żon i dzieci, w tym następca tronu, są żółtej rasy (nie mówiąc o extrach). Rok 1956 udowodnił po raz kolejny, że był to dobry rok Oscarowy. 8/10 Król i ja (1999) - czemu ja to sobie robię? Internetowi recenzenci przestrzegali przed tym, a sami spadkobiercy Rodgersa i Hammersteina byli tak zniesmaczeni efektem końcowym, iż zrezygnowali z planów animowanej Oklahomy i dali bana na rysunkowe wersje ich musicali. Ale czego się nie robi na materiały do prelekcji? Jak pominie się te wszystkie tropiszcza z podrób Disneya, w większości to dość wierna adaptacja, zawierająca większość dialogów (w tym wtręt o niegodnej chrześcijance). I jestem zaskoczony, że Anna w wersji animowanej to dalej matka z dzieckiem, bo matki jako protagonistki w bajkach dla dzieci to jakieś tabu. I Louis (który ma większy udział w fabule) o dziwo nie jest idiotą, bo podczas sztormu ratując Abu z Temu, przywiązał się umocowaną liną. Co też muszę przyznać, to animacja jest śliczna, choć w paru momentach jest spadek jakości. I też był w paru momentach o dziwo wierniejszy historii - książę trenował muay thai i faktycznie to on był związany z Tuptim, a Mongkut miał dzikiego kota domowego. I w szoku byłem, gdy Louis przypadkiem walnął Liu Kanga, to temu poleciała ciemna jucha z nosa, bo to familiada, a na kopii TVP widniał zielony znaczek (i comic relief traci zęby trwale w brew komediowym kowenansom). O reszcie nie mogę więcej dobrego powiedzieć. To kolejna animka mnożąca nieudolnie schematy z popularnej wówczas disneyowskiej formuły. O ile Księżniczka łabędzi tego samego reżysera miała ten urok (przy czym powinienem sobie ją powtórzyć, bo ostatni raz oglądałem z siostrą bodaj na przełomie gimbazy i licka), Król i ja to katorga. Każdy musi mieć zwierzęcego sidekicka - Louis, Tuptim, dzieci Mongkuta, sam Mongkut. A Kralahome (będący tu złym czarownikiem i knucicielem) też ma śmiesznego sidekicka, który zaskakująco ma vibe rasistowskiej karykatury (zwłaszcza patrząc kiedy ów film powstał). I nie korzysta z faktu, że to ma za medium animację, poza momentem jak Anna tańczy z wyobrażeniem swego zmarłego męża albo wizualizacja piosenki Tuptim i Liu Kanga (wiem, że królewicz ma inne imię, ale jest za długie i trudne do napisania, a gość wygląda jak Liu Kang). Jak jestem przy piosenkach, to Getting To Know You została zarznięta fatalnym montażem i faktem, że zamiast skupić się na kulturze Syjamu to skupia się na perypetiach comic reliefa. W ogóle całość ma słaby montaż. I jestem zaskoczony, że w oryginalnej wersji językowej wystąpiło tylko dwóch Azjatów. I dużo więcej Azjatów jest dopiero w napisach końcowych. Co prawda, w animacji race-swap nie ma znaczenia jak w live action, ale czasy zrobiły się bardziej progresywne. Oczywiście jako patriota wziąłem nasz dubbing. Znowu nie ma co się przyczepić, bo każdy wypada dobrze w swych rolach. Agnieszka Kunikowska praktycznie tylko teraz odgrywa role matek, więc pasuje. Hycnar jako ten romantyczny młodzik czy Suszyński jako złol. Steciuka wzięli pewnie, by od razu mieć głos wokalny, a Mongkuta (chyba jego imię nie padło w filmie) wyobrażałem z bardziej tubalnym, dostojnym głosem (taki miał Brynner), ale daje się przyzwyczaić. No i trochę wybija inna barwa aktorów wokalnych od tych dialogowych, ale macham ręką, bo to norma. I dość interesująco lektor czyta listę płac dopiero jak jest melodia, gdy już mija piosenka Barbry Streisand. Ale był tu jeden szok. Otóż dubbing jest autorstwa TVP, i w nim dziecko gra jednak dziecko (dokładnie syna Anny). Co to za wolta pani Kawęcka?! 3/10 RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Mefisto - 04-03-2026 (22-02-2026, 08:31)Rozgdz napisał(a): Jade (1995) reż William Fredkin Rewolucji nie ma, ale na pewno te dodatkowe sceny trochę dopinają poszczególne wątki czy relacje (są to wszak głównie rozmowy). Nieco dłuższe jest śledztwo, inne jest też zakończenie - ma więcej sensu od tego kinowego, choć nie zmienia jakoś diametralnie optyki. Oczywiście jest też więcej seksu. IMO w tej wersji to jest takie delikatne 6/10, czyli daleko od ideału, ale rzecz zdecydowanie nie zasłużyła na swoją reputację, a po mocno topornym początku seans daje całkiem sporo frajdy. Inna sprawa, że najchętniej przeczytałbym oryginalny scenariusz, zanim dopadł go niego Friedkin. (03-03-2026, 18:15)simek napisał(a): Mam deja vu I byłeś z tym u lekarza? RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Pelivaron - 05-03-2026 Północ – Północny zachód / North by Northwest Jeden z tych klasyków Hitchcocka, który leżał na kupce wstydu. Do dzisiaj, ponieważ zdecydowałem się nadrobić i szczerze mówiąc dawno się tak dobrze nie bawiłem oglądając jakikolwiek film. To jest bardzo, bardzo nawine kino, które dzisiaj trąci w wielu momentach myszką, ale nie zmienia to faktu, że pod względem filmowego doświadczenia zdaje egzamin w stu procentach. Momentami bawi jak najlepsza komedia, innym razem trzyma w napięciu jak czołowe thrillery Hitchcocka. Charyzma Cary’'go Granta też robi robotę i nawet jeśli zaczyna bardzo powoli to pod koniec filmu jest świetny dialog z Eve Kendall (graną przez śliczną Evę Marie Saint - pierwszy raz ją widziałem w czymkolwiek chyba), która pyta się go dlaczego rozwiózł się zdwoma żonami, a on na to, że miały do niego pretensje o to, że wiedzie zbyt spokojne życie. Humor zaskakujący, którego totalnie się nie spodziewałem przed seansem. Super muzyka Bernarda Herrmanna, dobre tempo z ikoniczną sceną z samolotem (durna cholernie), wyrazisty antagonista, kilka świetnym zagrań kamerą (jak np. jeden z bohaterów mówi do drugiego, że pójda na górę i nagle kamera idzie nad ich głowy) i ujęć. No i najważniejszy punkt - ten film bardzo mocno wpynął na kino szpiegowskie, to mogłaby być spokojnie parodia kinowego Jamesa Bonda jeszcze przed powstaniem Jamesa Bonda! Podoba mi się też precyzja scenariusza (np. scena w pociągu gdy Grant ponownie spotyka Eve i kelner zaprowadza go do jej stolika. Ja mam wtedy takie - ja pierdole, serio? co to za oczywisty zbieg okoliczności, ale po chwili Eve dodaje, że zapłaciła kelnerowi, żeby go przyprowadził jak się pojawi - mała rzecz a doceniam!), która jednocześnie miesza się z jakimiś totalnymi durnotami. Np. wspomniana scena z samolotem jest super, czy ta sekwencja finałowa na górze Rushmore - nakręcone to wszystko jest spektakularnie jak na lata 50., ale jednocześnie jest to wszystko co by nie mówić głupiutkie. Finał niestety tez jakiś taki nagły i przyspieszony. No i pierwsza godzina względem drugiej nieco powolna, ale to taki malutki minus. Możliwe, że kiedyś jeszcze wrócę, chetnie na dużym ekranie bym to zobaczył. Mocne 8/10 :) RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Pelivaron - 06-03-2026 Winchester '73 (1950) Moja pierwsza styczność z niejakim panem Anthonym Mannem i nie będę ukrywał, ale bawiłem się przednio. Przede wszystkim byłem zaskoczony sposobem, jak ta historia jest opowiedziana - historia, w której głównym bohaterem jest w zasadzie tytułowy karabin przechodzacy z rąk do rąk, dzięki czemu co chwila mamy do czynienia z innym epizodem. Nowe postacie, nowa opowieśc - jak jakaś serialowa antologia złożona z minihistoryjek na Dzikim Zachodzie, bomba! Wiadomo, ma to swoje minusy, ale generalnie dzięki wysokiemu tempu w trakcie seansu nie sposób się zastanawiać nad chociażby spójnością całości. Oczywiście scenariusz działa najlepiej tam, gdzie skupia się na konflikcie między głównym bohaterem, a antagonistą - w latach 50. finałowy twist pewnie był sporym zaskoczeniem. Oglądając ten film i mając w głowie fakt, że to kino początku lat 50. byłem w szoku jak to jest nakręcone. Pięknie się patrzy na te wszystkie pustynne krajobrazy i prawdziwe lokacje - ech, kiedyś to było kino, a teraz to nie ma. Solidny i całkiem dynamiczny western z ciekawą konstrukcją, nieoczywistą jak na tamte czasy. Warto się zaznajomić. RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - simek - 06-03-2026 (19-02-2023, 10:06)simek napisał(a): Chciałbym film jak najdokładniej przedstawiający temat XVIII - XIX wiecznej emigracji z Europy do Ameryki. Kojarzę trochę filmów o drugiej części takiego doświadczenia, czyli już o nowo przybyłych do USA ludziach, takich wątków jest sporo, ale czy są niezłe filmy będące jak najbliżej schematu: klepiemy biedę na zapadłej polskiej, włoskiej czy irlandzkiej wsi, podejmujemy decyzję żeby płynąć do Stanów, zbieramy kasę, pakujemy się, jedziemy, docieramy?Przez przypadek znalazłem film dosyć dobrze pasujący do mojego dawnego pytania: America, America - miałem ochotę na jakiegoś czarno-białego behemota (167 minut) i znalazłem autobiograficzny późny film Eli Kazana, czyli emigracja turecka z przełomu XIX/XX wieku. Zaczyna się na zapadłej tureckiej wsi, a do Nowego Jorku docieramy w ostatnich minutach filmu. Świetnie się to oglądało kompletnie nie wiedząc czego się spodziewać: nie miałem pojęcia czy ta Turcja to tylko prolog i będzie to film o Ameryce, czy może równie dobrze całość rozgrywa się w Turcji, a Ameryka jest tylko niespełnionym marzeniem. Okazało się, że coś pośrodku. Bardzo mi się podobało, cudownie naturalistycznie jest to nakręcone - jeden z tych filmów, gdzie właściwie nie czujesz, aby cokolwiek było zrobione w studio, masz wrażenie, że naprawdę cofnąłeś się w czasie do Imperium Osmańskiego sprzed I WŚ - 100% zasłużony Oscar za scenografię. Ogólnie uwielbiam takie bogate fabularnie filmy, a tutaj wątków jest mnóstwo, do tego sporo zapadających w pamięć postaci oraz kilka naprawdę chwytających za gardło scen - miałem wrażenie jakbym obejrzał sezon serialu, a nie jeden film. Reżysersko również zacnie: czuć rękę mistrza. Może tylko ten główny bohater zagrany dosyć dziwnie i sztywno, no ale niby taka jest jego postać. W każdym razie świetny film: mocne 8/10 RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Rozgdz - 06-03-2026 (04-03-2026, 00:24)Mefisto napisał(a):(22-02-2026, 08:31)Rozgdz napisał(a): Jade (1995) reż William Fredkin Dziękować :) RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Paszczak - 06-03-2026 'Pelivaron napisał(a):Winchester '73 (1950)Mann to bez wątpienia jeden z królów gatunku. Ja najbardziej lubię Man of the West, wyjątkowo bez Stewarta, za to z Garym Cooperem. Starcie w miasteczku widmo to jedna z najlepszych strzelanin w klasycznym westernie. RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Mefisto - 06-03-2026 Man of the West obowiązkowo - zwłaszcza, gdy komuś przypadł do gustu Wincherster. Poza tym Człowiek z Laramie, Naga ostroga i Gwiazda szeryfa, a jak ktoś miałby ochotę na trochę inny western, bardziej w stylu Przeminęło z wiatrem, to polecam Furie. No i w ogóle był to bardzo dobry reżyser, także poza gatunkiem. RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Pelivaron - 06-03-2026 Naga ostrogę już mam nabytą tu i tam. Może dzisiaj zarzuce sobie :) RE: Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Scheckley - 06-03-2026 (06-03-2026, 11:27)Pelivaron napisał(a): Winchester '73 (1950) W l. 90-tych był serial oparty na podobnym koncepcie, nawet leciał u nas na dwójce: https://en.wikipedia.org/wiki/Dead_Man%27s_Gun Krótka piłka, czyli mini-recenzje - Pitero - 07-03-2026 Panna młoda! Za tydzień prawdopodobnie Jessie Buckley odbierze swojego pierwszego Oscara za rolę żony Szekspira. Ale nie obraziłbym się jakby dostała go też za rolę Narzeczonej Frankensteina. Jest w tym filmie tak samo wybitna jak w "Hamnecie", a oo rany, jak to zupełnie inna rola i jak kompletnie inaczej grana. Buckley krzyczy, tańczy, cały ekran zagarnia dla siebie, a jednak nie przeszarżowuje i nie popada w śmieszność ani na sekundę. Naprawdę, Jessie Buckley to GWIAZDA. I choć film nie dowozi całkowicie, zawodzi trochę bo przewidywalny i narracja też szwankuje w połowie filmu, to dla roli Buckley warto poświęcić wypad do kina. Lubiłem podczas oglądania wyobrażać sobie, że to sequel "Frankensteina" Del Toro bo w sumie czemu miałby nim nie być? Czasowo się zgadza, a Bale gra i wygląda podobnie jak Elordi. Co do reszty obsady to wszyscy właściwie nikną bo cały film należy do Buckley. Wyróżnia się tylko Penelope Cruz w roli pani detektyw, bo Saarsgard i Gyllenhaal to chyba zagrali dla uprzejmości z wiadomych względów. Ocena 7+/10. Plusik za genialną scenę tańca w klubie, szkoda, że taką krótką. Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka |