- jarod - 04-02-2010
Ja mam taką teorię:
Bomba wybucha. Tworzą się dwie linie czasowe: jedna, w której rozbitkowie trafiają na wyspę i druga, w której wyspa w jakiś sposób trafia na dno oceanu, a pasażerowie Oceanic lądują na lotnisku w Los Angeles. W pierwszym przypadku chyba wszystko jest zrozumiałe: Jack i reszta ekipy przenoszą się z powrotem do swoich czasów, Dharma w latach '70 buduje zabezpieczenie na wypadek ponownej aktywacji tego całego pola magnetycznego.
W drugim przypadku rzeczy się komplikują. Wyspa lod 30 lat eży sobie na dnie oceanu, więc zmienia to losy ludzi, którzy wcześniej w jakiś sposób mieli z nią styczność. Hurley nie jest przeklęty. Widmore zginął w tym tajemniczym kataklizmie, nigdy więc nie było Penny, a co za tym idzie - Desmond nie spotkał się z Jackiem podczas joggingu, a jego obecność w samolocie była typowo lostowym przypadkiem łączenia losów kluczowych postaci.
- Hitch - 04-02-2010
Cóż, według pani Hawking, co się ma wydarzyć to się wydarzy, więc wszystkie postacie, jakie żyły w 2004 roku muszą w nim żyć. Tak więc wszechświat na pewno ocalił jakoś Widmore'a i matkę Faradaya, gdyż jego też by nie było, a jak jego to i incydentu z bombą.
No i oryginalny incydent bez gości z przyszłości nie zatopił wcale Wyspy. A motyw z bombą miał jeszcze zmniejszyć jego zakres, poprzez rozproszenie tej całej energii. Myślę, że Wyspa zatonie od wydarzeń w Świątyni i dalszych, a sceny w samolocie i w LA, to swego rodzaju flashforward."
- jarod - 04-02-2010
No dobra. Teraz zabiłeś mi klina.
- elilhrairrah - 04-02-2010
Pozostaje tutaj trochę nie logiczności. Z jednej strony w Lost jest pewnego rodzaju konsekwencja, z początku retrospekcje, potem futurospekcje, by w piątym sezonie przedstawiać akcję tak, że czas akcji w ogóle trudno czasami określić.
A teraz pojawia się "alterspekcja". Czemu nie. Nawet mogę łyknąć, że pomimo, że zmienili(?) bieg wydarzeń 30 lat wcześniej, akcja rozpoczyna się lotem 815. Łykam także dlatego, że właściwie nie wiadomo jeszcze jak na to cudo patrzeć:) I tylko dlaczego wszechświat nie miał się rozwarstwiać przy każdym skoku(a może tak było!) i czy te dwie rzeczywistości mogą się połączyć? Na teraz wydają się być całkiem rozdzielne, jak osobno pisane scenariusze.
Wiadomo już kim jest Locke. Czarny dymek, zdaje mi się, od początku poszukiwał drogi do domu(cokolwiek tym domem dla niego jest) i wybierał właściwych albo ich ubijał. Pozostają jeszcze ciekawostki, czemu wcześniej nie przybierał tak samo realnej postaci jak teraz. Co poczną porwany Richard, Ilana i reszta spod stopy. Plus oczywiście zupełnie do teraz nieznani mieszkańcy świątyni.
Zresztą te nielogiczności jestem sobie w stanie jakoś wytłumaczyć albo zrzucić na jakieś przyszłe objaśnienie. Na razie jest świetnie.
- Snuffer - 04-02-2010
Cytat: Pozostają jeszcze ciekawostki, czemu wcześniej nie przybierał tak samo realnej postaci jak teraz.
Pewnie nie miał ciała do tego. Wcześniej używał Christiana, ale wiadomo że nim nie wzbudziłby zaufania Bena.
- Hitch - 04-02-2010
Ja bym w ogóle zrezygnował z "alterospekcji". Faraday mówił, że czas jest jak ulica - można poruszać się w przód, tył, bok. Ale nie można zrobić nowej.
- jarod - 04-02-2010
Hitch - a gdyby tak zjechać na drugi pas? :-) Jeśli dobrze Cię zrozumiałem, te samolotowe perypetie to takie "gdybanie", tak?
- Hitch - 04-02-2010
Nie. Samolot i LA to ciąg dalszy wydarzeń, które dzieją się cały czas teraz na Wyspie. Faraday mówił o jednopasmowej jezdni, upraszczając :)
- elilhrairrah - 04-02-2010
No tak, "zgarnijąc" takiego Locke'a, dostał parę punktów ekstra :) Tylko czy nie mógłby teraz przeistoczyć się w Jacoba? Nie wiem też, na czym ma polegać władza Potwora nad umarłymi. Może jest ograniczony tylko do tych zeskanowanych, jednak o Locku wie wszystko.
A wcześniej przecież rzeczywiście mieliśmy do czynienia z Christianem, można by powiedzieć, że przyjmował jego postać równie łatwo jak teraz Lockea. To jednak wokół Lockea wyrósł mit, że jest kimś wybranym, nowym liderem.
- Predator895 - 04-02-2010
A ja myślę że powinniście wybrać się wszyscy do psychiatry <ok> Jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie aby snuć byle z domysłów jakieś dziwne teorie. Odcinek sam w sobie bardzo dobry :)
- jarod - 04-02-2010
Hitch - Jakoś w to wątpię. Raz, ze powtarzano znowu te same dialogi przed turbulencją. Dwa - Charlie i Boone żyją. Trzy - to musiałaby być mocno złożona operacja, począwszy od czyszczenia pamięci rozbitków. No i nie chce mi się wierzyć, że siły za to odpowiedzialne zrekonstruowałyby zegarek, pieniądze itp. - a zapomniano by o walizce z nożami. Ale z drugiej strony, jednak te braki noży i trumny zastanawiające są. Podobnie jak nieobecność niektórych denatów czy fryzura Jacka. elilhrairrah - Dymek przejmował ciała i wspomnienia ludzi, których zwłoki znajdowały się na wyspie (Christiam, brat Eko, Lock, córka Bena). Zastanawia mnie tylko jedno: jakim cudem przejął postać Walta?
- BezcelowyAlbatros - 04-02-2010
SPOJLERY 6x01 & 6x02
Jak bardzo by to zagmatwane nie było, to jeśli chcielibyśmy przyjąć, że wydarzenia, z nazwanych roboczo "alterspekcji" są konsekwencją tego, co dzieje teraz na Wyspie (pisząc "teraz" mam na myśli wydarzenia wyspiarskie pokazane w tych dwóch odcinkach), należy zakładać, że Wyspa znajduje się przynajmniej w czasie o kilka lat poprzedzających datę katastrofy 815.
Czyli, prawdopodobnie Wyspa nie znajduje się w roku 2004 a to, co - załóżmy - zapobiegnie rozbiciu samolotu i - chyba - przyczyni się do zatopienia Wyspy dopiero nastąpi. Jednak Łabędź jest zniszczony, prawda? Pytanie, czy w ogóle powstał? Czy ten lej to aby nie po wybuchu Jugheada?
Trochę nie pasują mi do tego słowa ducha (?) Juliet, która twierdziła, że "Udało się!".
Ogólnie w alterspekcjach podoba mi się "dwuznaczność" co drugiej kwestii wypowiadanej przez bohaterów. Każda wypowiedź ma dwie strony, jak moneta: wspomniane tu słowa Charliego po ocuceniu, tekst Boona, o rozbiciu i trzymaniu się Locka, w razie czego, itp. Założę się, że długo będziemy zachodzić w głowę, czy to, co dana postać powiedziała wynika z tego, czy pamięta coś z Wyspy czy, ot tak, coś palnęła :)
Bardzo dobry początek sezonu, choć nie kopie tak jak początek piątego. Chociaż w sumie w piątym też się wszyscy domyślali podróży w czasie i to zaskoczeniem nie było, ale ciekawe było to, jak się wszystko później potoczyło. Liczę, że w sprawie "alterspekcji" jeszcze nie powiedziano ostatniego słowa, i póki co to takie mydlenie oczu na zasadzie: "myślicie, że nas złapaliście na oczywistej oczywistości? tak się Wam tylko wydaje" :)
No, czekam na ciąg dalszy...
- patyczak - 04-02-2010
"Udało się!", bo w jednej linii czasowej samolot się nie rozbił:D Juliet będąc już prawie po drugiej stronie udało się to zobaczyć:D
Ps. Nie alterspekcja, tylko flash sidewaye:P
- krasnal - 04-02-2010
Spojlery!!!
Bardzo dobre rozpoczęcie. Tyle że, znów pojawia się masa pytań. Ciekawym zabiegiem jest wprowadzenie drugiej linii, która pokazuje jednoznacznie, że przeznaczenia nie można zmienić (no dobra, może nie jednoznacznie). Ale sami pomyślcie - na wyspie Jack uratował życie Charliego, kiedy ten został powieszony = uratowanie przed zadławieniem. Lock odzyskał nagle władzę w nogach na wyspie = (teoretycznie) Lock będzie chodził dzięki operacji. Czy aby twórcy nie idą w stronę potwierdzenia słów, że nie można zmienić przyszłości?
- BezcelowyAlbatros - 04-02-2010
SPOJLERY
A ja znowu odniosłem wrażenie, że alterspekcje (hehe) służą temu, żeby pokazać, iż poza Wyspą życie bohaterów byłoby jeszcze bardziej tragiczne, a w niektórych przypadkach pozbawione sensu, czy też celu. Charliego zapuszkowali, Kate znowu jest "ścigana", Lock jest kaleką (i wątpię, czy cudowne ręce Jacka go mogą uratować - facet ma zdruzgotany kręgosłup)...
A'propos, jak sądzicie, czy Hugo mówiąc o swoim niesłychanym szczęściu mówił ironicznie? Są takie domysły, ale z drugiej strony wciąż jest właścicielem "kurczakowego" biznesu, więc tym razem, zdaje się, meteor go nie trafił :)
- patyczak - 04-02-2010
Moim zdaniem mówił na serio.
- jarod - 04-02-2010
Teoria z "alterospekcjami" też dobra. Ale po kiego grzyba pokazywaliby wtedy zatopioną wyspę? I o co chodzi z trumną, nożami i raną? Nadal obstaję przy swojej teorii, tyle, że już nie mam pomysłu, o co chodzi z Desmondem.
A co do Hugo - rozwalenie jednego baru nie oznacza przecież zniszczenia całej ich sieci.
- patyczak - 04-02-2010
Po jakiego grzyba pokazywali zatopioną wyspę?
To fragment wywiadu z producentami:
"W ciągu pierwszych pięciu minut premierowego odcinka widzicie dwie rzeczy których nikt się nie spodziewał. Pierwsza to to, że Desmond jest na pokładzie samolotu. Druga, to to, że widzimy że wyspa jest zatopiona. Tym samym chcemy powiedzieć wam "Boże błogosław rozbitków z lotu 815, są tacy samolubni, że myśleli że jedynym skutkiem detonacji bomby będzie to, że ich samolot się nie rozbije. Nie mogą przestać myśleć "Jeśli zrobiliśmy to w 1977, co będzie tego skutkiem?". Ich życie może radykalnie się zmienić. Miejcie oczy otwarte, wypatrujcie różnic których się nie spodziewacie. Niektórzy bohaterowie byli w Australii, ale niektórzy nie. Shannon nie było w samolocie. Boone powiedział, że próbował ją sprowadzić. Jest więcej osób, których nie widzieliśmy. Gdzie jest Libby? Gdzie jest Ana Lucia? Gdzie jest Eko? Musicie nad tym się zastanawiać. Gdy nasi bohaterowie założyli wersję "Co jeśli?" zapomnieli pomyśleć o innych skutkach zmiany czasu. My te rzeczy pokazujemy. "
Tu jest cały http://zagubieni.pl/content/view/1216/90/
- jarod - 04-02-2010
A to takie buty... w takim razie uśmiałbym się, gdyby okazało się, że
- BezcelowyAlbatros - 04-02-2010
jarod napisał(a):Christian żyje
To wracamy do pytania - kto był w trumnie, która zaginęła? ;) Zresztą powiedziane jest jasno, pod koniec, w trakcie rozmowy Locke'a z Jackiem, że chodzilo o Christiana (chyba, że w tej wersji rzeczywistości Christian nie jest jego ojcem :) ).
A co do Desmonda - skoro Wyspa zatonęła, a on nawet wziął udział w tych regatach, to siłą rzeczy nie mógł się na niej rozbić, i zgodnie z deus ex machina tego serialu, mógł się spotkać z Jackiem w 815, bo czemu nie? :)
|