![]() |
|
Avengers: Infinity War (2018) - Wersja do druku +- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl) +-- Dział: Działy tematyczne (https://forumkmf.pl/Forum-Dzia%C5%82y-tematyczne--5) +--- Dział: Film a komiks (https://forumkmf.pl/Forum-Film-a-komiks--24) +---- Dział: MARVEL CINEMATIC UNIVERSE (MCU) (https://forumkmf.pl/Forum-MARVEL-CINEMATIC-UNIVERSE-MCU--54) +---- Wątek: Avengers: Infinity War (2018) (/Thread-Avengers-Infinity-War-2018--4513) Strony:
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
32
33
34
35
36
37
38
39
40
41
42
43
44
45
46
47
48
49
50
51
52
53
54
55
56
57
58
59
60
61
62
63
64
65
66
67
68
69
70
71
72
73
74
75
76
77
78
79
80
81
82
83
84
85
86
87
88
89
90
91
92
93
94
95
96
97
98
99
100
101
102
103
104
105
106
107
108
|
RE: Avengers: Infinity War (2018) - yacajackowski - 01-05-2018 Nie byli godni podziękowań od Boga? RE: Avengers: Infinity War (2018) - Lawrence - 01-05-2018 Nie dziwię się mu :) Tylko no właśnie kiedyś to można było uznać za przyjacielksą konkurencję, a teraz w sumie to tak Disney gratuluje samemu sobie. I wiem, wiem Lucasfilm i Marvel to niby dwie inny rzeczy, ale obie należą do Disney'a. Tak też miło, że tradycja jest podtrzymywana, ale w tym wypadku to akurat trochę dziwnie wygląda :) RE: Avengers: Infinity War (2018) - Szaman - 01-05-2018 Nie tylko Cameron nie odnosił się do tej tradycji, nie ma na przykład grafik między rekordowymi weekendami otwarcia w latach 1997-2011. RE: Avengers: Infinity War (2018) - Juby - 01-05-2018 No ale przy weekendzie otwarcia pierwszy raz zrobiono coś takiego dopiero w 2015 roku, gdy Kevin Feige pogratulował na swoim twitterze twórcom Jurassic World. Wcześniej tradycja ta dotyczyła wyniku ogólnego w USA, którego od 1998 roku Jim nie miał komu przekazać (chyba że samemu sobie w 2010). Więc z jednej strony tylko on się wyłamał, z drugiej - tyle czekali na przebicie filmów Camerona, że zaczęli sobie gratulować czegoś innego, a to go już nie dotyczy = nie musiał. PS Bodajże na łamach Variety, Warner Bros. opublikowało też fajne plansze z rekordem weekendu otwarcia Batmana w czerwcu 1989 (zdaje się z jednym błędem). :) RE: Avengers: Infinity War (2018) - Szaman - 01-05-2018 Ok, dzięki za sprostowanie. RE: Avengers: Infinity War (2018) - temat spoilerowy - nawrocki - 01-05-2018
RE: Avengers: Infinity War (2018) - Lawrence - 01-05-2018 Gdyż swego czasu to i tak nie była taka zdrowa konkurencja i zabawa między Lucasem i Spielbergiem, których filmy wtedy i tak dominowały Box-Office. Teraz rzeczywiście bardziej Disney może zrobić konkurencję, który dział więcej zarobi. Jakby co animacje muszą się postarać :) RE: Avengers: Infinity War (2018) - temat spoilerowy - Badus - 01-05-2018 W sumie to bym się zgodził - z ostatnim na pewno ;D RE: Avengers: Infinity War (2018) - temat spoilerowy - Kuba - 01-05-2018 Ale Wandę to bym jednak awansował :( I Wong w sumie jako jedyny wpadł na mądry pomysł. RE: Avengers: Infinity War (2018) - werter - 01-05-2018 Czepiliście się mojego słówka z nazwą, a Russo mówili, że to są dwie autonomiczne historie. Dlatego dla mnie Infnity War wypada słabo jako autonomiczna historia. Lubicie cliffingery w kinie? Spoko, to lubcie. Dla mnie to jest tanie zagranie, a świetny villain to za mało bym wyszedł z kina usatysfakcjonowany. To niestety kolejny, typowy film superbohaterski, który robi ten sam błąd co "Batman v Superman: Dawn of Justice", czyli opiera swoją "fajność" na tym, co dopiero będzie. RE: Avengers: Infinity War (2018) - Kuba - 01-05-2018 Co? Oczywiście, że to będą dwie zupełnie oddzielne historie. IW masz wojnę z Thanosem, to nie jest żadne preledium, to regularna nakurwianka na pełnym gazie która kończy się BvS całe sobą zapowiadało uniwersum, pierdyliard niepotrzebnych epizodów, z dupy wizja Batmana, scena z Luthorem - wszystko. A IW jest zamkniętą historią którą interesuje tylko ona sama, ma swój finał jak każda historia i nie jest to finał urwany w połowie czy na początku. A film nie skupia się na tym by nam powiedzieć, że "Za parę lat to ujrzycie to i to" więc porównanie do BvS z dupy. RE: Avengers: Infinity War (2018) - Bradesinarus - 01-05-2018 Ze wszystkich stron słychać opinię, że "Avengers Infinity War" wypada kiepściutko. Dlatego też choć w tym momencie wyglądam jakbym robił bieda-cosplay Zimowego Zolnierza (mam bowiem prawą rękę w gipsie aż do ramienia) jednak z ciekawości poszedłem do kina zobaczyć jak bardzo można było zepsuć taki potencjał. No cóż! Muszę powiedzieć, że jest znacznie gorzej niż się spodziewałem. Na ekranie panuje totalny chaos, bohaterowie nie mają osobowości i włóczą się bez celu jak zombie gubiąc się w plątaninie wątków a całość przeładowana jest z jednej strony przesadnym patosem, z drugiej zaś klozetowym wręcz humorem. W rezultacie mimo najszczerszych chęci nie mogę tej produkcji wystawić wyższej oceny niż bardzo naciągane 3/10 No dobra! Tak naprawdę to nie! Tak naprawdę to, podobnie jak cała reszta świata, jestem zachwycony i absolutnie usatysfakcjonowany tym, czego miałem okazję doświadczyć. Uważam bowiem, że bracia Russo doskonale wykonali swoje zadanie, gdyż nie tylko potrafili pogodzić fakt posiadania pod swoimi skrzydłami prawdziwej aktorskiej śmietanki z opowiedzeniem koherentnej historii, ale w dodatku zadbali o coś, na czym, mimo mojej osobistej sympatii do tych filmów, wykładają się konkurenci z DCU. Mam tu oczywiście na myśli zachowanie właściwych proporcji między powagą a humorem. W rezultacie dostałem film zawierający wszystko, czego po takiej produkcji można było oczekiwać czyli widowiskowe sceny akcji, świetne interakcje między bohaterami, niespodziewane zwroty akcji oraz kilka odważnych decyzji, przy których to wszystko co zaserwował Rian Johnson w "The Last Jedi" wydaje się być dziecinną igraszką i nieudanym żartem. Wyżej wymienione elementy sprawiają, iż "Infinity War" to film, który na długo pozostanie w mojej pamięci. To produkcja, która wywołuje prawdziwe emocje, posiada momenty które chwytają za serce (Przez tyle lat zdążyliśmy się bowiem do tego stopnia zżyć z bohaterami, że traktujemy ich jak naszych przyjaciół. Tak więc nie może chyba dziwić, że fakt, iż dzieje im się jakaś krzywda dotyka nas na niemalże osobistym poziomie). Dodajmy do tego także zawrotne tempo akcji, absorbujące naszą uwagę do tego stopnia, iż kompletnie nie zwraca się uwagi na upływający czas, gdyż zamiast co chwila patrzeć na zegarek jesteśmy zajęci obserwowaniem wydarzeń dziejących się na ekranie, oraz zakończenie, które wbija w fotel i sprawia, że z wielką niecierpliwością oczekiwać będę na kontynuację ponieważ na prawdę chcę wiedzieć co będzie dalej i jak się potoczy opowiadana nam przez braci Russo historia. Mam tylko nadzieję, że w kolejnej części szokujący wydźwięk finału (Może delikatnie przesadzam, ale prawdą jest, iż chyba jeszcze nigdy nie byłem świadkiem tego, by po pokazie blockbustera na twarzach widzów wyraźnie dostrzegalna była konsternacja. Do tej pory z czymś podobnym zetknąłem się na genialnym "Czarnym łabędziu") nie zostanie całkowicie podważony i nie okaże się, iż w sumie była to tylko "drobna niedogodność", która z łatwością może zostać naprawiona. Bo choć ja akurat bardzo lubię, kiedy zakończenie mnie psychicznie "sponiewiera" to jednak moje gusta są dość specyficzne. Większość ludzi preferuje raczej happy endy, więc biorąc pod uwagę, że nie mówimy tu o filmie Larsa von Triera czy Gaspara Noe tylko wysokobudżetowym widowisku Disneya obawiam się, iż już teraz można z dużą dozą prawdopodobieństwa powiedzieć, że bardziej prawdopodobna jest niestety druga opcja. Warto też wspomnieć znakomicie zarysowanego villaina. Josh Brolin udowodnił bowiem, że jest naprawdę kapitalnym aktorem i z pomocą scenarzystów stworzył jednego z najciekawszych czarnych charakterów, jacy kiedykolwiek pojawili się na ekranie. Thanos jawi się bowiem jako postać wielowymiarowa i niezaprzeczalnie fascynująca. Nie tylko można łatwo zrozumieć motywację stojącą za jego nikczemnymi działaniami, to w dodatku w pewnym momencie łapiemy się na tym, iż zaczynamy mu współczuć a nawet w pewnym sensie mu kibicować. Mi osobiście do pełni szczęścia zabrakło jedynie większej roli Scarlet Witch czyli mojej ulubionej mścicielki (Wielka w tym zasługa przeuroczej Elizabeth Olsen). Jasne! Nie mogę zaprzeczyć temu, iż związany z jej postacią wątek miał kluczowe znaczenie w zaserwowanej nam przez braci Russo historii. Po prostu chciałbym ją częściej oglądać na ekranie. Tak na marginesie to kiedy weźmiemy pod uwagę fakt, iż jest Scarlet Witch jest bez wątpienia jednym z najpotężniejszych bohaterów jakimi Avengers dysponują (o czym zresztą mieliśmy się okazję przekonać nawet w tym filmie, kiedy przez dłuższą chwilę w pojedynkę stawiała czoła samemu Thanosowi) rodzi się pytanie: Skoro Wanda jest tak silna to dlaczego w MCU jest sprowadzana wyłącznie do roli postaci góra drugoplanowej, zamiast brać czynny udział w przedstawianych wydarzeniach? Przecież chyba nikt o zdrowych zmysłach nie zaprzeczy temu, iż na polu bitwy jej moc byłaby dużo bardziej przydatna od takiej dajmy na to Black Widow. RE: Avengers: Infinity War (2018) - temat spoilerowy - Mierzwiak - 01-05-2018 Po drugim seansie: - Teraz mogę z czystym sumieniem dać 10/10 - Ten film trwa 2,5h?! Zlatuje jak doskonale skrojony 90-minutowiec - Bitwa w Wakandzie podobała mi się o wiele bardziej, choćby dlatego że skupilem się na jej świetnych momentach a tych jest więcej niż zapamiętałem - Lepiej odebrałem też Black Order, chociaż Ebony Maw jako jedyny z nich naprawdę wymiata Na ten moment jedyne czego mi bardzo w tym filmie brakuje to chociaż jednej krótkiej sceny między Bannerem i Wdową. Wanda i Vis (słodkie) dostali całkiem sporo czasu jak na tak wypakowany po brzegi film, po Ultronie Wdowa i Banner zaslugiwali na więcej niż przywitanie się i to bez przytulasa :/ Avengers: Infinity War (2018) - temat spoilerowy - srebrnik - 01-05-2018 No cóż, Quill :-( Cały ten zabieg z nim jest dość ciekawy swoją drogą. Z jednej strony to taki scenariuszowy wygibas - napisali bohaterom niezły plan, pozwolili go zrealizować i w zasadzie poskromić wroga, ale jednak wyłamaniem jednego z uczestników zamknęli sprawę i sukcesu nie było, dzięki czemu mamy ciąg dalszy z wygraną "złego". Z drugiej to takie po prostu życiowe i zgodne z charakterem postaci. Quill się załamał, miał już wszystko w dupie, zawalił, nie dał rady emocjonalnie. Fajne i trochę gorzkie. Swoją drogą, co znaczy "based af" w tej tabelce? RE: Avengers: Infinity War (2018) - temat spoilerowy - Dr Strangelove - 01-05-2018 Ciekawe jak będzie żył z brzemieniem połowy Wszechświata na karku? Szybko się otrząśnie mam nadzieję :D RE: Avengers: Infinity War (2018) - temat spoilerowy - Mierzwiak - 01-05-2018 @srebrnik, Wszystko co stało się na Tytanie było częścią planu, myślisz że Strange nie widział że Quill przeszkodzi w zdjęciu rękawicy w wizji przyszłości? :) RE: Avengers: Infinity War (2018) - temat spoilerowy - Arahan - 01-05-2018 Dokładnie :) widział to dużo wcześniej. Avengers: Infinity War (2018) - temat spoilerowy - srebrnik - 01-05-2018 To to swoją drogą. Słuszna uwaga A otrząsnąć to się nie ma jak, bo nie żyje:-D RE: Avengers: Infinity War (2018) - temat spoilerowy - Kuba - 01-05-2018 (01-05-2018, 21:54)Dr Strangelove napisał(a): Ciekawe jak będzie żył z brzemieniem połowy Wszechświata na karku? Chyba średnio u niego z tym życiem :) Strange pewnie nawet ataki wziął z wizji przyszłości. Wszystko idealnie wyliczone. RE: Avengers: Infinity War (2018) - temat spoilerowy - Dr Strangelove - 01-05-2018 No tak. Znów zapomniałem kogo tam uśmiercili losowo. Szkoda, to byłby fajny wątek jakby się umartwiał nad sobą :) |