Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe
Książki - Wersja do druku

+- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl)
+-- Dział: Działy tematyczne (https://forumkmf.pl/Forum-Dzia%C5%82y-tematyczne--5)
+--- Dział: Książki (https://forumkmf.pl/Forum-Ksi%C4%85%C5%BCki--38)
+--- Wątek: Książki (/Thread-Ksi%C4%85%C5%BCki--70)



RE: Książki - Pelivaron - 28-07-2021

(30-05-2021, 20:30)nawrocki napisał(a): Pieśń bogini Kali - debiutancka książka Dana Simmonsa.

Powieść imponuje przede wszystkim sugestywnym, plastycznie odmalowanym klimatem mrocznych zakątków Kalkuty - miasta-molocha, pełnego brudu, ubóstwa i przemocy. Wszelkie opisy religijnych obrzędów, unosząca się nad historią poety Dasa tajemnica, porozsiewane tu i ówdzie niepokojące elementy, wiążące się z postacią tytułowej bogini tworzą gęstą, nieprzyjemną atmosferę. Sama fabuła wydaje się być jednak nieco zbyt pretekstowa, zupełnie jakby Simmons trochę za bardzo skupił się na dekoracjach. Brakuje tutaj czegoś więcej, czegoś, co znamionuje jego pożniejsze, znakomite powieści. Niemniej, jak na debiut, rzecz dojrzała literacko, solidnie skonstruowana i zapewniająca kilka godzin godziwej rozrywki, a do tego - standardowo - przepięknie wydana przez Vesper, z nowym przekładem Janusza Ochaba (stare podobno było fatalne).

Właśnie skończyłem czytać i w sumie nie wiem co myśleć po finale.

Z jednej strony czuję lekki niedosyt, ale z drugiej cieszę się, że autor nie poszedł w jakąś nadmierną hollywoodzkość. A była przecież ku temu sposobność w finałowym akcie. Cała fabuła, albo inaczej, cała intryga faktycznie bardzo pretekstowa i chyba Simmonsowi bardziej zależało na pokazaniu Kalkuty, jako obskurnego miejsca, gdzie nikt nigdy nie chciałby trafić. I to mu się udaje, bo jego opisy robią wrażenie i czytając ma się przekonanie, że to miejsce jest zwykłym ściekiem.

Tak jak napisałeś, dobra rozrywka w nieco egzotycznych klimatach :)


RE: Książki - nawrocki - 02-08-2021

"Pop. 1280" Jima Thompsona, czyli powieść, którą swego czasu ekranizować miał Lanthimos (ten projekt jeszcze żyje?), zostanie wydana po polsku jako "Pottsville". Premiera 11 sierpnia.

[Obrazek: 2699906769926.jpg]


RE: Książki - Bucho - 02-08-2021

(25-04-2021, 18:56)Scheckley napisał(a): [Obrazek: comment_1619369335Tu3cjmsYxh18Qdy115QBpU.jpg]

Skończyłem czytać książkę Adama Zamoyskiego „Napoleon. Człowiek i mit”. Zamoyski sprawnie włada piórem, więc pomimo znacznej objętości lektura nie była nużącą – oczywiście sam temat to samograj, więc trudno opisać go w nudny sposób. Siłą biografii Zamoyskiego jest jednak koncentracja nie na militarnym aspekcie historii, a na Napoleonie jako człowieku przez umiejscowienie go na tle swojej epoki i przybliżenie korzeni stworzonego przez niego systemu. Sam byłem zdziwiony jak bardzo decyzje polityczne Napoleona były podyktowane przez konieczność legitymizacji swojej władzy tak by stworzony przez niego system przetrwał pokolenia.  Można chyba powiedzieć, że Napoleon stał się ofiarą własnego sukcesu. Stworzona przez niego struktura państwowa okazała się wysoce odporna na wstrząsy wewnętrzne i przetrwała kolejne rewolucje i ustroje. Państwo francuskie do tej pory korzysta z położonych przez niego fundamentów, co więcej korzystają z nich również inne kraje Starego Kontynentu. Niemniej zastanawiające jest to, jak to właśnie przypadek Napoleona potwierdził, że nowoczesne państwo o silnych instytucjach niższego i średniego szczebla w swej istocie jest obojętne na ustrój – republikę czy monarchię, którą nim zarządza z wyższych szczebli. Kiedy doszło do oddzielenia interesów Francji – państwa z osobistymi interesami Napoleona, ta była w stanie pozbyć się go. Wydaje mi się, że te swoiste podzwonne nie stało się lekcją dla europejskich monarchów. Po stu latach gdy stali się oni zbędną wydmuszką, nowoczesne państwa pozbyły się ich bez sentymentów.

Zamiast postaci z pomników mamy tutaj rasowego polityka. Geniusza w swoim fachu a jednak osobę wciąż zdolną do błędów a pod koniec swej kariery do zwykłego chciejstwa. Nie umniejsza to osobie Napoleona jako jednej z ostatnich postaci na firmamencie historii, która był wiernym antycznym ideałom dążenia do wielkości. Współczesne czasy nie sprzyjają takim postawom, które swój grób znalazły we flandryjskich błotach przed blisko stu laty.  Obecny rozwój techniki i przemiany społeczne sprawiły, że napoleońska kariera jest w istocie niemożliwa, skazując nas na życie pod władzą bezbarwnych (ale również zabójczych – tylko w inny sposób) technokratów.

Co do napoleońskiego stosunku do Polaków to nie było w nim nic specjalnego – kiedy byli mu użyteczni łasił się do nich, gotów był jednak w każdej chwili złożyć ich na ołtarzu racji stanu.

W Witebsku został powitany przez miejscowych polskich patriotów, ale unikał ich pytań dotyczących jego intencji, piętrząc obraźliwe zarzuty pod adresem Poniatowskiego i rzekomego tchórzostwa polskich żołnierzy, ponoszących jego zdaniem lwią część winy za to, że Bagration zdołał się wymknąć z pułapki. „Wasz książę jest po prostu pizdą” – warknął do jednego z polskich oficerów.

Zdecydowanie tego rodzaju cytatów próżno szukać u czołowego polskiego bonapartysty Łysiaka. Swoją drogą to ciekawe jak ten inteligentny człowiek łyka od kilkudziesięciu lat napoleońską propagandę sprzed dwustu lat – myślę jednak, że to już bardziej cechy charakterologiczne Łysiaka o tym decydują.

„Nie był ani dobry, ani zły, ani sprawiedliwy, ani niesprawiedliwy, ani skąpy, ani hojny, ani okrutny, ani wielkoduszny; był całkowicie polityczny” – pisał Louis Matthieu Mole, który przez lata blisko z nim współpracował.

Powyższe to chyba najlepsze podsumowanie Napoleona w historii.


Swietna recenzja, dodane do listy zakupow (ok)


RE: Książki - Dr Strangelove - 02-08-2021

Też się przymierzam bo okres uwielbiam i właśnie ten aspekt militarny (który uwielbiam) zwykle dominuje.
Jakby ktoś był chętny na trochę inne spojrzenie na epokę napoleońską to polecam "Napoleon i jago marszałkowie" Macdonella. To w sumie taki zbiór anegdot i historyjek o marszałkach, ale dla mnie jedna z tych książek, które mogę otworzyć w dowolnym miejscu i po prostu poczytać 10 czy 40 stron, prawie znając na pamięć.


RE: Książki - Bucho - 02-08-2021

Dzieki za info, rzuce okiem.


RE: Książki - Scheckley - 03-08-2021

[Obrazek: 778782-352x500.jpg]

Po przeczytaniu „Burzy” Jamesa Ellroya, mogę stwierdzić, że „II kwartet LA” to dobry powrót autora do Los Angeles sprzed kilkudziesięciu lat. Niestety tylko dobry, co i tak stawia go o lata świetlne przed innymi pisarzami.
            
Podobnie jak w „Perfidii” mamy do czynienia z piętrowymi, nachodzącymi na siebie intrygami oraz interesami poszczególnych bohaterów.  Muszę przyznać, że gąszcz szczegółów, imion, nazwisk, miejsc i czynów stworzony przez Ellroya jest męczący. Męczący jednak w dobrym znaczeniu tego słowa, bowiem zmusza czytelnika do myślenia razem ze śledzonymi przez niego postaciami. Czasami wpada się na dobre tropy, a czasami jest się zwodzonym do ślepego zaułka.
            
Galeria bohaterów jest dosyć szeroka, na czele z sierżantem policji Los Angeles Dudleyem Smithem, który nadal usiłuje zarobić na wojennych spekulacjach, jego rywalem ambitnym kapitanem policji Billem H. Parkerem czy idealistycznie nastawioną młodą kobietą Kay Lake. Nie odkryję tutaj koła, gdy stwierdzę, że Ellroy potrafi tworzyć skomplikowane postacie, unurzane w otaczającym je bagnie. Czasami sam łapałem się na tym, że miałem dość tej całej degrengolady i robiłem sobie przerwy od lektury, by jednak po jakimś czasie do niej wrócić. W moim odczuciu, czytaniu Ellroya nie towarzyszy, jakaś katharsis a po prostu czysta ulga, że jakoś przebrnęliśmy przez te bagno ludzkiego występku.
            
Wśród postaci wyróżnia się na pewno Joan Conville – młoda porucznik marynarki Stanów Zjednoczonych, która na skutek splotu różnorodnych okoliczności wpada w sidła Smitha i Parkera, i trafia do policji Los Angeles. Napisana z werwą bohaterka, praktycznie ciągnie na swoich plecach dwie trzecie powieści, wprowadzając element chaosu do świata nakreślonego w „Perfidii”. Jak przyznał Ellroy była ona częściowo wzorowana na jego matce, z którą łączyła go dość burzliwa relacja, której kres przyniosło zamordowanie jej przez nieznanego sprawcę, gdy James miał dziesięć lat. Niestety wraz
akcja ulega stagnacji – pionki zostały już rozstawione, czekamy na ostatni ruch, który sprawia wrażenie nieco wysilonego. Upatruje korzeni tego wrażenia w tym, że Ellroy chciał nam dać wielkoskalową historię w stylu „Amerykańskiego spisku”, którą jednak musiał upchać siłą rzeczy lokalizując akcję w Los Angeles. Wypady do Meksyku rozciągają nieco perspektywę, jednak aż trudno uwierzyć w serwowane przez Ellroya rewelację – faszystowsko-komunistyczny spisek mający na celu ustawienie jego uczestników po wojnie dzięki złotu zdobytemu w czasie napadu w 1931 r., na pociąg przewożący je z mennicy w San Francisco do LA.
            
Co ciekawe Ellroy dokonuje tutaj ostatecznej wiwisekcji postaci Dudleya Smitha, którą uznaje za swojego ulubionego stworzonego przez siebie „bohatera”. Tutaj Smith jest młodszy niż w „I kwartecie LA”, zdaje się porywać na okazję, którym wbrew własnym przekonaniom nie jest w stanie sprostać. Przekonany o własnej nieomylności i sile w pewnym momencie staje się marionetką w spisku, którego zdaje się nie dostrzegać przez większość akcji powieści by na jej koniec wrócić do status quo – Smith musi wymyśleć się na nowo by przetrwać.
            
            
Podsumowując, powieść jest warta przeczytania. Obowiązkowa pozycja dla fanów Ellroya i miłośników Ameryki l. czterdziestych dwudziestego wieku.


RE: Książki - Pelivaron - 05-08-2021

Szczęki (Peter Benchley)

W pytkę książka. Dawno nic mi się tak dobrze nie czytało. Są co prawda dwa słabsze wątki, które w sumie są niepotrzebne (otóż wątek mafijny i romansowy), ale reszta jest kapitalna. Już nie pamiętam dokładnie, ale Spielberg chyba z nich zrezygnował w filmie (w weekend mam zamiar sobie przypomnieć) i wyszło to na dobre.

Tak czy siak, jak debiutować to właśnie w takim stylu jak Peter Benchley. Przygoda pełną gębą z dwoma fantastycznymi postaciami - Brodym i Quintem. Aż szkoda, że ta druga postać pojawia się tak późno w tej opowieści bo w pewnym momencie kradnie całe show. Najlepsze są jednak opisy ataków rekina, niestety nie jest ich tak wiele, jakbym chciał, ale jak już się pojawiają to jest to dynamiczne i mięsiste. Zapominam o wątku mafijnym i romantycznym, w pamięci zostawiam sobie rekina i jego iście slasherowe wejścia oraz finałowy pojedynek.

Nie czytałem nigdy żadnej książki z gatunku animal attack, ale jakbyście mieli coś fajnego do polecenia to dawać :)


RE: Książki - nawrocki - 05-08-2021

"Cujo" Kinga.

A jak lubisz książkową c-klasę, to Guy N. Smith napisał o morderczych krabach jakieś 450 książek. :)


RE: Książki - Pelivaron - 05-08-2021

O właśnie, Cujo. Muszę w końcu nadrobić. Przy kolejnym zamówieniu na pewno wrzucę do koszyka :)


RE: Książki - Paszczak - 05-08-2021

Martin Cruz Smith (ten od Parku Gorkiego) napisał niezłą powieść o morderczych nietoperzach - Skrzydła Nocy.
Jak lubisz c-klasę ale nie chcesz zniżyć się do poziomu Smitha (który jest, bądźmy szczerzy, koszmarny) to Ślimaki Shauna Hutsona. Nawet film był.
Cujo oczywiście obowiązkowy, top 3 Kinga, top 1 powieści podpisanych nazwiskiem Kinga.


RE: Książki - Danus - 05-08-2021

"Bestia" tego samego autora czyli Petera Benchleya.
Tylko tutaj zamiast rekina mamy Kalamarnice Olbrzymia.


RE: Książki - Pelivaron - 06-08-2021

Dzięki za polecajki.

(05-08-2021, 17:04)Danus napisał(a): "Bestia" tego samego autora czyli Petera Benchleya.
Tylko tutaj zamiast rekina mamy Kalamarnice Olbrzymia.

Problem z książkami Benchleya jest taki, że poza "Szczękami" są nie do dostania w polskim przekładzie, a już a pewno nie w dobrym stanie. Niestety mój fetysz czytelnika jest taki, że muszę mieć nową książkę.

Chciałem jego "Głębię", ale dopóki nie będzie wznowienia to nie przeczytam :D Fajnie, jakby Vesper się zainteresowało tym autorem ;)


RE: Książki - yacajackowski - 06-08-2021

(06-08-2021, 07:39)Pelivaron napisał(a): Niestety mój fetysz czytelnika jest taki, że muszę mieć nową książkę.

Uff... Nie tylko ja jestem dziwny


RE: Książki - nawrocki - 06-08-2021

Mam tak samo. Co więcej, nadal czytam tylko i wyłącznie w papierze. :)


RE: Książki - Pelivaron - 06-08-2021

"Gambit królowej" oraz "Człowieka, który spadł na ziemię" przeczytałem w formie e-booka na tablecie. Chciałem zrobić test przed decyzją o zakupie Kindle'a. Raz zdarzyło mi się przesłuchać audiobooka.

Nie dla mnie, wolę jednak trzymać cegłę w ręce.


RE: Książki - yacajackowski - 06-08-2021

Nie ma to jak papier. Przeczytałem World War Z na tablecie i nigdy więcej.

Ebook nigdy żadnego nie "miałem w rękach".


RE: Książki - Kluski - 06-08-2021

No to u mnie odwrotnie, słucham głównie audiobooków a czytam w pracy na kompie.


RE: Książki - nawrocki - 06-08-2021

Próbowałem zarówno czytników, jak i audiobooków - nope, zdecdydowanie nie dla mnie, raczej nigdy nie dam rady się przestawić na taką formę. Poza tym nie mniejszą radość od przeczytania jakiejś książki sprawia mi jej widok na półce. Nawet ładnie wydany gniot jakoś mniej boli (choć dzięki dobrej selekcji przez lata udawało się generalnie takowych unikać) :)


RE: Książki - Kluski - 06-08-2021

Tracicie dużo czasu w drodze do/z pracy, na przystankach itp. ;) Audiobooki są świetne, o ile nie słuchasz naprawdę wymagającej literatury. Ja teraz nie potrafię sobie wyobrazić podróży bez lektora, który mi czyta różne historyjki w międzyczasie. Czasem jak odwiedzam jakieś miejsce w którym już byłem przypominają mi się różne fragmenty książek, których tam słuchałem.


RE: Książki - nawrocki - 06-08-2021

Jedyne książki, jakie przesłuchałem w audiobookach to wszystkie tomy Harry'ego Pottera - kiedyś włączałem sobie do poduszki. Nie zliczę, ile razy wybudził mnie z półsnu drący ryja Fronczewski, ale mimo to dobrze wspominam. :) Potem kilkukrotnie próbowałem poznawać w ten sposób inne książki, nie dałem rady więcej niż parę rozdziałów. E-booków kilka przeczytałem, ale to były książki a) na które szkoda było pieniędzy b) nie wydane w Polsce c) trudno dostępne w Polsce, bo mały nakład i żadnych dodruków. Ale i tak odczuwałem irracjonalny dyskomfort, nie mogąc przewracać kartek. :) Na szczęście obecnie rynek trochę się rozrósł i wszystko co mnie interesuje predzej czy pozniej ukazuje się na papierze.