![]() |
|
Gry - Wersja do druku +- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl) +-- Dział: Działy tematyczne (https://forumkmf.pl/Forum-Dzia%C5%82y-tematyczne--5) +--- Dział: Film a gry komputerowe (https://forumkmf.pl/Forum-Film-a-gry-komputerowe--27) +--- Wątek: Gry (/Thread-Gry--95) Strony:
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
32
33
34
35
36
37
38
39
40
41
42
43
44
45
46
47
48
49
50
51
52
53
54
55
56
57
58
59
60
61
62
63
64
65
66
67
68
69
70
71
72
73
74
75
76
77
78
79
80
81
82
83
84
85
86
87
88
89
90
91
92
93
94
95
96
97
98
99
100
101
102
103
104
105
106
107
108
109
110
111
112
113
114
115
116
117
118
119
120
121
122
123
124
125
126
127
128
129
130
131
132
133
134
135
136
137
138
139
140
141
142
143
144
145
146
147
148
149
150
151
152
153
154
155
156
157
158
159
160
161
162
163
164
165
166
167
168
169
170
171
172
173
174
175
176
177
178
179
180
181
182
183
184
185
186
187
188
189
190
191
192
193
194
195
196
197
198
199
200
201
202
203
204
205
206
207
208
209
210
211
212
213
214
215
216
217
218
219
220
221
222
223
224
225
226
227
228
229
230
231
232
233
234
235
236
237
238
239
240
241
242
243
244
245
246
247
248
249
250
251
252
253
254
255
256
257
258
259
260
261
262
263
264
265
266
267
268
269
270
271
272
273
274
275
276
277
278
279
280
281
282
283
284
285
286
287
288
289
290
291
292
293
294
295
296
297
298
299
300
301
302
303
304
305
306
307
308
309
310
311
312
313
314
315
316
317
318
319
320
321
322
323
324
325
326
327
328
329
330
331
332
333
334
335
336
337
338
339
340
341
342
343
344
345
346
347
348
349
350
351
352
353
354
355
356
357
358
359
360
361
362
363
364
365
366
367
368
369
370
371
372
373
374
375
376
377
378
379
380
381
382
383
384
385
386
387
388
389
390
391
392
393
394
395
396
397
398
399
400
401
402
403
|
- Hitch - 03-01-2010 Hm, wybuchające lasery kontra najemnicy przebrani za sprzątaczy. Masz rację, MP1 wygrywa. - Gal Anonim - 03-01-2010 military napisał(a):Uważacie że fabuła MP2 jest poważna? Raczycie żartować?:) Kiedy na scenie pojawia się taki Woden, albo komiksowa Mona Sax, robi się bardziej niż żenująco.Spuścizna po jedynce. Największy minus drugiego Maxa to pierwsza część. :) - Hitch - 03-01-2010 Amen :) Co do 12 komandosów na większej powierzchni, to oczywiście też przesada. Więcej jak 6 ich tam nie ma. - military - 03-01-2010 Jedynka miała taką zaletę, że całe to kiczowate rozbuchanie było wprowadzane stopniowo, przez co łatwiej (mnie) je przełknąć. W dwójce zaczynamy od tego że płatni supertajni mordercy chcą zabić Maxa którego ratuje supermorderczyni która jest na tropie armii najemników którzy od lat śledzą Maxa... bla bla bla. I to wszystko atakuje gracza w pierwszych minutach. To tak jak drugie Transformery (tzn. tak przypuszczam, nie oglądałem, wszyscy tutaj tak jednak mówią) - za dużo tam wszystkiego, żadnego stopniowania napięcia, po prostu można utonąć w natłoku... wszystkiego.:P - Hitch - 03-01-2010 Nie próbują go zamordować ot tak sobie, tylko wpada on na ich trop. Vlad wielokrotnie mówił, że nie chce go zabijać. Kiedy cała akcja w magazynie na początku doprowadza do wszczęcia śledztwa, wtedy postanawiają zabić Maxa. Skierował na ich operację za dużo uwagi, nie tylko swojej ale policji w ogóle. Sami komandosi byli wynajęci do pozbycia się konkurencji z mafii i dobicia resztki Wewnętrznego Kręgu (:)), która nie zginęła w *doskonałej* pierwszej części. Wszystko wiąże się ze śmiercią żony Maxa i ci najemnicy byli na "w razie czego", gdyby nie udało się przeprowadzić całej akcji po cichu, bez jego zainteresowania. Wszystko na co narzekasz, to efekty ciągnięcia dalej debilnych elementów z jedynki. - military - 03-01-2010 Masz rację. Ale to nie jest ŻADNE usprawiedliwienie. Przecież mogli nie ciągnąć tych wątków. I co to za argument za obroną fabuły, że jest zła tylko dlatego, że kontynuuje wątki z jedynki? Właśnie dlatego jest GORSZA, bo to, co tam zostało liźnięte, tu jest pogłębiane do granic absurdu. Jedynka nie była idealna fabularnie, ale dwójka jest koszmarna - bo bierze błędy pierwowzoru i mnoży je dwudziestokrotnie. - Wawrzyniec - 03-01-2010 Zgodzę się z Militarym. Max Payne 2 ma tylko jedną poważną zaletę względem części pierwszej - działająca fizyka i wynikające z tego faktu miodniejsze strzelaniny. Co mi się w sequelu najbardziej nie podoba, to główny bohater. W jedynce na każdym kroku czuło się, że to jest badass do kwadratu, i że najmocniejszy czarny charakter może mu co najwyżej po kawę skoczyć. I mi się to cholernie podobało. Natomiast dwójka to bohater bardziej "zwykły". Do tego stopnia, że gość nie powinien nazywać się Max Payne, bo to się gryzie jak cholera. Mogłem w sequelu zabić i 24 niemilców, a i tak twardziela w Maxie było tyle, co kot napłakał. W ogóle nie czuć, że główny hero to siła z którą należy się liczyć, a raczej gość, który w każdym momencie może przeżyć załamanie, położyć się na ziemi, wsadzić kciuka do japy i łkać aż ktoś litościwie wpakuje mu kulkę w łeb. Może moje nastawienie wynika z tego, że stawiam wyżej VHSowe akcyjniaki nad rozwodnione dramaty akcyjniaki udające. "Dwójka" to po prostu za mało Maxa w Maxie. - military - 03-01-2010 Poza tym w jedynce fabuła była bardzo przyjemnie prosta. Max odkrywał, kto zabił jego żonę, a potem partnera - bo odkryli eksperymenty z narkotykiem. Robiła to jakaś konspira, ale mniejsza z tym. Trzyma się kupy. W dwójce Max odkrywa że nagle chcą go zabić bo nastąpił rozłam w konspirze, ale zamiast go zabić śledzą go przez całe lata, a to dlatego że jego kumpel okazuje się byłym konspiratorem i nie chce go zabić, ale jednak chce go zabić, więc sprzymierza się z morderczynią-kochanką którą też chcą zabić, a która w zasadzie nie ma powodu by pojawiać się w grze, a nie spieprzyć do ciepłych krajów, a w tle jest jeszcze mafiozo, który konkuruje ze sprzątaczami i się z nimi zabija, ale to jednak nie on zabija, tylko sam konspirator zabija własnych ludzi (tego nie czaję - po co Vlad najechał własny magazyn i zabił swoich ludzi? W tak brutalny i niepotrzebnie skomplikowany sposób?)... To wszystko jest pokręcone dla zwykłego pokręcenia, i tak jak w Surogatach - jeśli przeanalizować plan od początku do końca i nawet przymknąć oko na tandetne konspiracje, to to wszystko nie ma sensu. A w jedynce ma. - Hitch - 03-01-2010 Nie śledzili go przez całe lata! Zbunkrowali się w mieszkaniu w sąsiednim bloku i cyknęli mu parę fotek. O, kurde! Rzeczywiście niesamowicie to niemożliwe i nielogiczne. Szczególnie w porównaniu z podziemnymi bazami rodem z "Gwiezdnych Wojen", gdzie na każdym kroku są wybuchające lasery. Dwójka, w przeciwieństwie do jedynki, jest sensowna, konsekwentna, poważna, mroczna, wulgarna i brutalna. To niemal cud, że postanawiając kontynuować wątki z wcześniejszej odsłony zrobili coś tak świetnego. - Gal Anonim - 03-01-2010 military napisał(a):Masz rację. Ale to nie jest ŻADNE usprawiedliwienie. Przecież mogli nie ciągnąć tych wątków.Wtedy na forum KMF czytalibyśmy taki post military'ego: Fabuła jest rewelacyjna, gra się wyśmienicie, ale... po co nazywać to "Max Payne 2"? Bohater nie jest już kukłą rodem z VHSu z zatwardzeniem wypisanym na twarzy, postacie przestały przypominać wyjęte z taniego komiksu, a debilnej fabuły o mega-tajnym stowarzyszeniu nawet tu nie wspomniano! O co tu chodzi? Mogli to przecież nazwać "Peter Hurte", a nie promować tę grę poprzednim tytułem! :) Cytat:I co to za argument za obroną fabuły, że jest zła tylko dlatego, że kontynuuje wątki z jedynki? Właśnie dlatego jest GORSZA, bo to, co tam zostało liźnięte, tu jest pogłębiane do granic absurdu.Widać twórcy zasugerowali się faktem, że to kontynuacja i skoro stworzyli taki, a nie inny świat w poprzedniej części to musieli wątek kontynuować i zgłebić. - Hej, ludzie! Nasza gra się świetnie sprzedaje! - Z taką głupią fabułą? - Jest 2001 rok! Filmy robią się coraz głupsze to i gry mogą! - Okej... - Robimy sequel! - Co? Z taką głupią fabułą? Chciałem napisać teraz coś poważnego... - To napisz poważnie o tych debilizmach! - Okej! I tak powstał scenariusz Max Payne 2. Wawrzyniec napisał(a):W jedynce na każdym kroku czuło się, że to jest badass do kwadratuA w czym ta badassowość się przejawiała? Pytam poważnie, bo ja żadnej badassowości bohatera pierwszego Maxa nie czułem. Do tego wyglądał jak pipa po kuracji botoksem. - Hitch - 03-01-2010 Przy oprychach, którzy zamiast motherfucker mówią mother lovin' bastard nawet Kevin sam w domu jest badass :) - military - 03-01-2010 Pierwszy Max wyglądał, zachowywał się i brzmiał jak rasowy psychol, z którym nie chciałbyś spotkać się w ciemnej uliczce. Drugi Max to tatuś zabierający co niedziela rodzinkę na lody. Taka jest różnica. Co do fabuły: zaślepienie i bezmyślna złośliwość nie służą logicznemu rozumowaniu, Crov. Bo oczywiście wykluczasz możliwość wprowadzenia nowego przeciwnika, np. - pierwszy przykład z dupy - bad guya jednoczącego uliczne gangi, przekupującego nieuczciwych gliniarzy i zabijającego uczciwych? Oczywiście taka opcja nie jest możliwa, bo... bo co? Bo to nie byłby Max Payne? Ja tam nie mam nic przeciwko przeniesieniu akcji do Afryki (czy gdzieśtam) w MP3. Lepsze to niż robić trzeci raz tę samą grę, ale jeszcze gorzej. Inner Circle i Cleaners to dwie najgorsze rzeczy, jakie spotkały MP. Tylko że w MP1 była jedna z nich, a w MP2 są obie. I mają dużo więcej czasu ekranowego. Można było spokojnie przyjąć, że pierwsze 2/3 MP1 to doskonała gra. Tego samego nie można powiedzieć nawet o 1/10 MP2. Hicz: co ty z tymi wybuchającymi laserami? Przecież to są zwykłe miny z fotokomórką, to nie laser wybucha. Takie urządzenia, wyobraź sobie, istnieją, nawet możesz jedno zrobić w domu: http://www.instructables.com/id/Laser-Trip-Mine/ - Gal Anonim - 03-01-2010 military napisał(a):Pierwszy Max wyglądał, zachowywał się i brzmiał jak rasowy psychol, z którym nie chciałbyś spotkać się w ciemnej uliczce.Ale co to były za zachowania i teksty, że brzmiał jak psychol? Że miał noirową narrację? Zachowań nie przypominam sobie jakichś szczególnych, wyróżniających go z pośród ton bohaterów kina akcji. Cytat:Co do fabuły: zaślepienie i bezmyślna złośliwość nie służą logicznemu rozumowaniu, Crov.Bo oczywiście wykluczasz możliwość wprowadzenia nowego przeciwnikaWykluczam, bo sequel to zazwyczaj synonim słów "więcej" i "bardziej". Twórcy dostali polecenie: Zróbcie sequel. Ma być więcej i bardziej., więc uznali, że i fabularnie ma być więcej i bardziej. A że scenarzysta podrósł i przestał oglądać w kółko filmy na VHSie to razem z dizajnerem postanowił zrobić grę, która będzie bardziej powagą niż pastiszem. Poza tym podejrzewam, że polubili postacie, które zrobili, a skoro dostali taką możliwość to postanowili opowiedzieć o nich w ramach stworzonego świata, co za tym idzie więcej tajnego stowarzyszenia, ale mroczniej. - military - 03-01-2010 Crov napisał(a):Zróbcie sequel. Ma być więcej i bardziej Czyli sequele Brudnego Harry'ego, Zabójczej broni, tych kryminałów z Freemanem itp. nie mają racji bytu, a ich sukces to dzieło przypadku. Ok. I w ogóle mnie tam MP2 śmierdzi pastiszem tak ze 3x bardziej niż oryginał. Postać Bravury to coś przerysowanego do bólu, tak samo jak Vlada - jednej z głównych osób dramatu. Mona stała się 10x bardziej komiksowa, więcej czasu poświęcono naiwnym organizacjom, takie levele jak wesołe miasteczko wzorowane na tym serialu a la Twin Peaks to kompletny brecht z poważnego kina sensacyjnego... Po prostu nie mogę MP2 brać na poważnie, kiedy przy MP1 jeszcze jakoś to wychodzi. MP2 wygląda mi jak komedia NIEZAMIERZONA, a to najgorszy grzech każdego utworu. - Hitch - 03-01-2010 Miltonie, nie chodziło mi o miny, tylko latające po ścianie lasery, który jak dotkniesz wybuchają. Trzeba było nad nimi skakać i kucać żeby je przejść. A MP2 to przykład sequela, gdzie wszystkiego jest mniej. Mnie akcji, mniej przeciwników, mniej bzdur, mniej humoru, itd. Naprawdę, mając za punkt wyjścia koniec pierwszej części - niesamowicie debilnej i dziecinnej akcji rodem z Hong Kongu, twórcy i tak spisali się na medal, że ciąg dalszy uczynili czymś diametralnie innym i o kilka klas wyższym. Na serio, nie wiem jak można tego nie dostrzec. Ta giera jest tak zajebiaszcza, że znam ją cała na pamięć. - military - 03-01-2010 Kino akcji z Hong Kongu zmieniło się w tandetną love story, bezsensowną i rozbuchaną jak współczesne hollywoodzkie blockbustery. Akcja jest tak wybuchowa i tak szybka, że nie chciało mi się jej śledzić - ot, szedłem do kolejnego pokoju i strzelałem, nie za bardzo przejmując się, co i jak. Na próżno szukać tu tylu klimatycznych lokacji co w jedynce. Ostatni boss to zaś powtórzenie zabawy z poprzedniej części, tylko że tam było to bardziej dramatyczne i po prostu fajniejsze. A co do tego, że jest mniej humoru: taaaa. Zwłaszcza eskorta Vinniego przebranego za postać z komiksu, a także cała strzelanka w jego domu pełnym kolekcjonerskich gadżetów. To coś, czego nie było w poprzedniej części: oparcie całej misji na założeniach humorystycznych. Poza tym jest tu sto razy więcej zabawnych dialogów przestępców niż w jedynce. I aż TRZY seriale które można śledzić w znajdowanych telewizorach. Nie no, w pełni poważna gra... Wasze zachwyty nad głębią fabuły, powagą itp. przypominają mi zachwyty nad MGS - grą tak bezgranicznie grafomańską pod względem fabuły, że aż w zębach zgrzyta. Scenariusze obu tytułów to wypociny licealisty wyobrażającego sobie własny film sensacyjny. Jedynka idealna nie była, ale stała o klasę wyżej nad sequelem. Mnie MP2 wymęczył, ale jednak trzymał na tyle, bym dotarł do końca. Tylko że już do niego nie wrócę. A do jedynki wracam regularnie. MP1 - 9/10 MP2 - po zaliczeniu calości - 5/10 Co z tego, że w grze jest fizyka i headshoty, skoro rozgrywka mnie tak nie bawi jak laserowe miny? - Jakuzzi - 03-01-2010 Nie pamietam juz dokladnie fabul obu czesci, pamietam jednak, ze dwojka miala wyzsza grywalnosc - lepsza grafa, system walki i ogolnie byla duzo bardziej dopracowana. Na minus natomiast zaliczylbym lokacje, w jedynce byly chyba bardziej ciekawe, pomyslowe i klimatyczne. - Gal Anonim - 04-01-2010 Obsidian podał więcej informacji na temat swojego Fallout: New Vegas. Co prawda projekt już odkąd słowa "Obsidian" i "Nowy Fallout 3.5" pojawiły się w jednym zdaniu jest miliard razy lepszy niż sam Fallout 3, ale te informacje sprawiaja, ze tylko czekam na tę grę jeszcze bardziej: http://gamecorner.pl/gamecorner/1,86013,7417772,Fallout__New_Vegas_bedzie_jak_Dragon_Age.html Jedyna obawa? Że Obsidianowi wyrwą grę przed zakończeniem testowania i właściwej produkcji, a my dostaniemy kopię z błędami (jak to było w z drugim KOTORem na przykład). - Wawrzyniec - 07-01-2010 Halo 3 - nigdy nie wiedziałem co ludzie widzą w tym FPS'ie (w sumie moje "niewidzenie" można podciągnąć pod całą serię). Graficznie ta giera wysiada, jeśli ją porównać do większości innych strzelanek na Xklocka360 (paskudne ząbki, w które obfitują tekstury, czasami naprawdę dawały się we znaki). Zero inwencji jeśli chodzi o mechanikę rozgrywki (jedynka mogła się pochwalić oddzielnym przyciskiem do rzucania granatów, sequel wprowadził dzierżenie dwóch broni jednocześnie, a Halo 3 usuwanie stacjonarnych wieżyczek ze stanowisk i używanie ich w walce. W skrócie - bez szału). Przeciwnicy bywają śmieszni (jeśli o design chodzi) i rzucają głupimi tekstami ("Zabiłeś mojego przyjaciela!" wykrzyczane cieniutkim głosem przez najmniejszego żołnierza Covenant raczej powagi tej grze nie dodaje). Cała gra jest czasami nazbyt kolorowa, zupełnie inna od bardziej ciemnych, dajmy na to, Gears of War czy Bioshock (chociaż ten ostatni raczej standardowym FPS nie jest). Więc czemu tak cholernie dobrze się w to gra? Czemu gracz dopiero pod groźbą wyjebania z roboty jest w stanie oderwać się od monitora/telewizora? Może to doskonale pomyślane AI, które idealnie dostosowuje się do naszych działań. Może to też być zasługą szerokiego asortymentu uzbrojenia, którego na początku nie daje się ogarnąć. Być może to przemiodne używanie pojazdów, zarówno naziemnych, jak i powietrznych. A może kapitalna, chociaż prosta historia (którą musiałem zgłębić, i mówię tu o części pierwszej i drugiej, zanim zdobyłem się na mój pierwszy kontakt z Halo) i bohaterowie, a właściwie bohater, Master Chief, ze swoim zajebistym głosem, niewielką ilością tekstu i charyzmą (pomimo faktu, że przez całą grę nie dane nam będzie ujrzeć jego twarzy. Na początku naprawdę chciałem zobaczyć tę gębę, ale później oczywiście nie miało to znaczenia). Nie można też nie wspomnieć o epickich nieraz bitwach, podczas których przygrywa muza tak drąca suty, że momentami dosłownie przechodziły mnie dreszcze. Czegokolwiek byłaby to zasługa, Halo to jedyna gra, która ze swoimi wadami dosłownie wystawia się na strzał Sony fanboyom i jest jednocześnie produkcją maksymalnie solidną, nieziemsko grywalną i starczająca na całe lata za sprawą świetnego multiplayera. Nareszcie zdaję sobie sprawę z zajebistości tej gry, ale dalej do końca nie wiem z jakiego konkretnego powodu jest taka dobra ;). - military - 07-01-2010 Wawrzyniec napisał(a):Przeciwnicy bywają śmieszni (jeśli o design chodzi) i rzucają głupimi tekstami ("Zabiłeś mojego przyjaciela!" wykrzyczane cieniutkim głosem przez najmniejszego żołnierza Covenant raczej powagi tej grze nie dodaje). Cała gra jest czasami nazbyt kolorowa, zupełnie inna od bardziej ciemnych, dajmy na to, Gears of War czy Bioshock (chociaż ten ostatni raczej standardowym FPS nie jest). I to jest absolutnie zajebiste. A to ryj Master Chiefa:
|