![]() |
|
RAZORBACK - Russell Mulcahy - 1984 - Wersja do druku +- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl) +-- Dział: FILM i wszystko co z nim związane (https://forumkmf.pl/Forum-FILM-i-wszystko-co-z-nim-zwi%C4%85zane--3) +--- Dział: Filmy zagraniczne (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-zagraniczne--12) +---- Dział: Forum wewnętrzne: HORRORY, KINO WAMPIRYCZNE, GORE (https://forumkmf.pl/Forum-Forum-wewn%C4%99trzne-HORRORY-KINO-WAMPIRYCZNE-GORE--19) +---- Wątek: RAZORBACK - Russell Mulcahy - 1984 (/Thread-RAZORBACK-Russell-Mulcahy-1984--1252) |
RAZORBACK - Russell Mulcahy - 1984 - slepy51 - 04-05-2009 Śledząc forum KMF-u nieśmiało zauważyłem, że oldskul jest tutaj w cenie, a wśród niektórych użytkowników także osoba Russella Mulcahy'ego, typa, który najbardziej dał się poznać jako reżyser teledysków (Duran Duran, Billy Joel i inne) no i kultowym, acz średnio wg mnie zjadliwym "Highlanderem". Tutaj chciałbym przybliżyć debiut gościa - film o wielkim, krwiożerczym świniaku! :-) Jasne, może się toto wydawać głupie w ciul i tak denne, że aż śmieszne - otóż, nic z tych rzeczy. Ilu jest tutaj fanów "Jaws" i "Mad Max'a"? To wyobraźcie sobie połączenie tych dwóch dzieł w jedno, a w ramach bonusa dorzućcie tego typu klimatowe obrazki: O treści bez spoilerów się nie da, więc SPOILERY Fabularnie w sumie prosto w ciul, choć obficie w różne wątki - dzik zjada bobasa rozpieprzając w pył chatę i jego kołyskę a podejrzewany o mord na noworodku dziadzio poprzysięga knurowi zemstę; baba jedzie do Australii kręcić reportaż o kłusownikach i prawie zostaje zgwałcona przez okolicznych pojebów-kłusoli - z opresji "ratuje" ją tutułowy dzik, po czym baba ginie pożarta przez owego wieprza; mąż baby jedzie na kontynent, by ją odnaleźć - jego losy skrzyżują się tak z pojebami-kłusolami jak i dziadkiem "dzik jesteś mój" i oczywiście z tytułowym Razorbackiem. Dalej można czytać ;-) Prosta suma zapodanych przeze mnie przed opisem fabułki elemntów daje "Razorbacka" - kapitalne kino spod znaku animal attack ze świetnym, animatronicznym wieprzem wielkości nosorożca pożerającym napotkanych na australijskim zadupiu ludzi. Dobre granie, kapitalne zdjęcia, mistrzowski klimat całości i mimo durnego wydawać by się mogło głównego założenia fabularnego - typowe dla 8ties podejście do przedstawianego tematu. Łowcy kultowców powinni koniecznie rzucić okiem, a nuż będa mieli kolejny film z przebogatej kolekcji lat 80-tych, który im się spodoba na tyle, by mogli powiedzieć, że "kiedyś to się kręciło", reszta powinna się zaznajomić choćby dla pięknej strony wizualnej i kapitalnych zdjęć filmu. Ze swojej strony tak jednym jak i drugim gorąco polecam ten co by nie mówić, mimo wszystko dosyć zapomniany klasyk australijskiej kinematografii. - The_Bitcher - 04-05-2009 Film oglądałem (na co niemały wpływ miała twoja recka na AnimalAttack <ok> ) i pozostaje mi się tylko zgodzić. Kult przez duże k. Klimat australijskiego zadupia jest tak gęsty, że niemal czuć smród zasyfionych rzeźni. Gra aktorska (szczególnie braci- psycholi, choć dziadzio ze swą manią też zapadał w pamięć), zdjęcia eksponujące każdy obskurny detal, no i oczywiście porządny animatroniczny dzik (nie wspominając już nawet o paru surrealistycznych sekwencjach) czynią dzieło, na jakie można się napotkać chyba tylko w kraju kangurów (w końcu to stamtąd biorą się takie wypasy jak "Long Weekend"). - Mental - 04-05-2009 slepy51, zwolnij ino tempo, bo nie nadążam z oglądaniem:) a na serio to narobiłeś mi takiego smaka jak dawno nikt: najpierw skandynawski survival, a teraz australijski animal -- Cytat:ze świetnym, animatronicznym wieprzem wielkości nosorożca pożerającym napotkanych na australijskim zadupiu ludzi. to mnie zabiło:) ludność gadająca po angielsku ma jednak niezgłębioną wyobraźnię. - Hannibal - 20-07-2009 Nie wiele mogę dodać, bo najważniejsze elementy zostały już wymienione, ale warto wykopać temat coby przypomnieć o filmie. Przede wszystkim miażdży tu klimat i strona wizualna, czego próbkę można zobaczyć w poście otwierającym. Wyeksponowanie tych zapyziałych i syfiastych zadupi Australii sprawia że w gardle czuje się piasek. Poziom syfiastości i zlasowania mózgów niektórych bohaterów przez cały czas przypominał mi Alien 3. Slepy51 słusznie zauważył że to tak jakby połączyć Szczęki i Mad Maxa. W dodatku, co jest sporym walorem, gra tu ta słodka blondyneczka z Mad Maxa 2. Dobre! - Mental - 22-07-2009 rozorback z miejsca awansował go grona moich ulubionych horrorów. wizualnie wywala człowieka z siodła. mamy tu szerokie kąty, malownicze widoczki, ale to wszystko bardzo tymczasowe, bo w następnym ujęciu nurzamy się w takim syfie, że można się porzygać. chyba tylko na przełomie lat 70/80 brud i zgnilizna wyglądały gorzej niż w rzeczywistości. fabryka, w której szlachtuje się świnie, ociekające krwią półtusze wiszące na rzeźnickich hakach, bajorko, w którym spasione knury zażywały kąpieli błotnych - w dzisiejszym pseudo-brutalnym mainstreamowym horrorze utrzymanym w stylistyce mtv i filmowanym na taśmie 35mm czegoś takiego po prostu nie zobaczymy. unikat. fajnym motywem jest również to, że reżyser nie epatuje widokiem animatronicznego dzika (kolejna bezcenna zaleta epoki analogowej - dawkowanie efektów specjalnych), zwierzę pojawia się kilka razy, sieje zniszczenie (mega dobra scena w nocy w samochodzie - dwóch rednecków spycha laskę z szosy, chcą ją zgwałcić, a tu nagle rozpędzony rozroback uderza w samochód, bo wyniuchał zapach świeżego mięso). reasumując: film trzyma klimat konsekwentnie do samego końca - z jednej strony jest to toksyczny i ohydny horror, który ani przez ułamek sekundy nie troszczy się o bycie fajnym i cool, z drugiej okraszony bajecznymi kadrami poemat australijski dziczy. do tego dochodzą full pro realizacja, aktorstwo na dobrym poziomie i typowa ciężka i niewygodna w słuchaniu muza. jak dla mnie, duże zaskoczenie, bo spodziewałem się filmu max przyzwoitego, a dostałem coś, co można spokojnie ustawić obok mad maxa i dust devila. 9/10 - Hitch - 22-07-2009 Chyba zostalem kupiony tym kadrem :) - Hannibal - 22-07-2009 Kult księżyca wymiata przez cały film:) - novaq - 22-11-2009 Nigdy w życiu bym się nie spodziewał, że film o morderczym dziku na kółkach może się okazać jednym z najlepszych australijskich filmów w ogóle. Lepszych "pocztówek" z krainy kangurów nie widziałem, klimat faktycznie totalnie staroszkolny ;) zdjęcia z rzeźni dorównują Alienowi 3. Prawdziwa perła wśród wieprzy, zdecydowanie zasługuję na większą popularność. - slepy51 - 22-11-2009 W sumie to dziwne, że tak niewiele osób (sądząc po wpisach w temacie) sięgnęło po ten trochę zakurzony, ale mimo wszystko, klasyk australijskiej kinematografii. Dziś, jeśli miałbym wymienić perły w koronie tego kontynentu jeśli chodzi o AA, to właśnie "Razorback", oryginalny "Long Weekend" i ubiegłoroczny "Rogue" razem okupywałyby podium. Poza tymi tytułami, fanom krokodyli polecam oczywiscie bardziej znany "Black Water" i kompletnie nieznany (a szkoda, bo to swietny film) "Dark Age". Australia skrywa przed Wami mega skarby, warto je odkryć ;-) - novaq - 23-11-2009 "Long Weekend" świetny klimat wakacyjnej przygody i zakazanego lasu. Rewelacyjne zakończenie takie trochę w stylu Polańskiego, cały czas wyczuwa się podskórnie, że gdzieś w krzakach czai się zło w czystej abstrakcyjnej postaci, no i piękny portret aroganckiej rasy ludzkiej. "Rogue" imponuje poziomem realizacji, dla fanów gatunku pozycja na pewno obowiązkowa, gadzina naprawdę dopieszczona ;) nocne ujęcia mega klimatyczne. Dzikość Australii czuć na każdym kroku (podobnie zresztą jak i w "Long Weekend") Żeby nie było całkowitego offtopa to znalazłem takie coś: ![]() Koreański film z 2009r. pt. "Chaw" dzisiaj sobie może go zapodam, z Rzaorbackiem łączy go postać głównego bohatera ;) - slepy51 - 23-11-2009 novaq napisał(a):Koreański film z 2009r. pt. "Chaw"Jakby Cię interesowało, na AA od jakiegoś czasu wisi moja recka tego filmiku. Ostatnio wyszedł też "Pig Hunt" Isaaca, też o wielkim wieprzu pożerającym ludzi, tyle że tamto to już raczej taka jazda bez trzymanki i silenie się na film kultowy - a to jakieś redneki-pojeby jeżdżący wynalazkami ala "Mad Max", a to cycate lasie hodujące w głębi lasu marihuanę czy wielki murzyn ganiający z maczetą. Ogólnie to taki trochę groch z kapustą i filmik na pewno nie dla każdego, mi szczerze mówiąc średnio przypadł do gustu, w odróżnieniu od koreańskiego dzika, który spokojnie daje radę, choć klasa "Razorbacka" to to nie jest, bo i podejście do tematu trochę inne. - Mental - 23-11-2009 a ja moze powiem, że od momentu pierwszego obejrzenia filmu o krwiożerczym animatronicznym dziku, mordującym kogo popadnie na australijskim zadupiu, widziałem ten film jeszcze dwukrotnie i jest to dzieło "bez skazy". od czasu premiery rozorbacka IQ na planecie ziemia musiało spaść chyba o jakieś 100 pkt, a jaja reżyserów zmniejszyć się do rozmiarów draży chińskich, bo takiej epy i takiego klimatu to ze świeca dzisiaj szukać. - novaq - 24-11-2009 slepy51 napisał(a):Jakby Cię interesowało, na AA od jakiegoś czasu wisi moja recka tego filmiku. Jak dla mnie wątki komediowe jednak przeważyły co nie oznacza, że jest to zły film. Mnóstwo nawiązań do innych dzieł: oprócz Jaws, dopatrzyłem się ujęć m.in. z Jurassic Park, Alien'a (zbliżenie na "uśmiech" dzika i kapiącą ślinę mega śmieszne), Ôdishon, nawet z Batmana ;) Fajna przygaszona kolorystyka filmu, komputerowe zwierzę też daje radę chociaż poruszą się trochę nierealistycznie jak dla mnie. Oprócz pastiszowych wątków jest tu całkiem sporo wartkiej akcji i dość ciekawie nakreślone postacie. Generalnie pozycja dość egzotyczna, ale nie dziwota skoro to koreański film ;) Na pewno warto obejrzeć. A jeszcze odnośnie Australii i świńskiej tematyki to przypomniałem sobie o filmie pt. "Babe" AKA "Babe, the Gallant Pig", oczywiście z Razorbackiem nie ma nic wspólnego ale w kategorii bezpretensjonalna komedia familijna jedna z lepszych pozycji, no i producentem tego czegoś był nikt inny jak George Miller - twórca Mad Maxa ;) - Hannibal - 24-11-2009 novaq napisał(a):no i producentem tego czegoś był nikt inny jak George MillerWeź nawet o tym nie wspominaj... [ Dodano: Wto Lis 24, 2009 20:23 ] P.S. Tzn. nie żebym miał coś przeciwko temu filmowi o tej małej śwince, ale czemu zajmuje się takimi pierdołami twórca Mad Maxa? W dodatku wyreżyserował drugą część przygód świnki. Fajnie że dostał niedawno Oscara, ale czemu za bajkę o pingwinach? P.S. 2 Byłem w kinie na "Babe - świnka z klasą" :) - Phlogiston2 - 25-11-2009 Offtop To tak jak ja : ) A razorback da się obejrzeć w internecie? - Hannibal - 25-11-2009 Nie wiem czy w Internecie, ale na pewno da się obejrzeć na komputerze:) Napisałbym Ci jak, ale nie wiem czy wolno:) - slepy51 - 26-11-2009 Za grosze można sobie sprowadzić z zagranicy DVD od Umbrelli ze zremasterowanym dźwiękiem i całkiem pokaźną liczbą materiałow dodatkowych, m.in. 70-cio minutowym making of'em zatytułowanym "Jaws On Trotters", scenami usuniętymi czy wywiadem z Gregorym Harrisonem. - Phlogiston2 - 27-11-2009 Dzięki slepy za zapodanie. Te krajobrazy, ta rzeźnia, ta ostra psychodelka na pustynii, te rednecki, te wszechobecne wieprze i ich kwik, ten guziec...w pewnym momencie sam zaczynałem mieć schizę na punkcie świń :smile: Z aktorów najbardziej podobał mi się dziadek, dwaj bracia-rednecki i ten spaślak, któremu guziec rozwalił chałupę. Reszta robiła za tło dla Razora. Oh my cangaroo! A minusy? Drobne pierdoły. 9/10 - Artemis - 28-11-2009 novaq napisał(a):A jeszcze odnośnie Australii i świńskiej tematyki to przypomniałem sobie o filmie pt. "Babe" AKA "Babe, the Gallant Pig", oczywiście z Razorbackiem nie ma nic wspólnego ale w kategorii bezpretensjonalna komedia familijna jedna z lepszych pozycji, no i producentem tego czegoś był nikt inny jak George Miller - twórca Mad Maxa ;)Pozostając w temacie syfu, to w inspirowanym TCM epizodzie Archiwum pt. Home (ulubiony odcinek kolegi Bartka) Scully przyznaje się do gruntownego zaznajomienia z Babe (bratanek, te sprawy). Kwik, kwik! Przepraszam - nie mogłam się powstrzymać:) - military - 28-11-2009 Rewelacyjny film! Przez większość czasu. Dwie sceny jednak zawodzą. Pierwsza - z kwestią "ten dzik zniszczył jego życie". No kurczę, wiem że w kontekście fabuły to ma sens, ale i tak mi uśmiech pojawił się na gębie. Druga - scena śmierci bodajże Dicko czy Benny'ego - no tego gorszego z braci (swoją drogą gość zagrał rewelacyjnie). Zmontowali to jakby nie mieli wystarczająco dużo materiału, a nie mogli dokręcić więcej. Reszta - rewelacja, zdjęcia powalają, a film jest tak naturalistyczny i brudny, że nie wyobrażam sobie, by coś podobnego powstało dzisiaj. Sami porównajcie razorback z remakiem tcm, też z dzikiem: ![]() ![]() Czemu dziś nie można zrobić takiego ujęcia, które jednak nie będzie ewidentnym planem filmowym? Kwestia oświetlenia (efektownego, ale sztucznego jak cholera), tego że bohater ma wydepilowaną klatę, czy czego? |