![]() |
|
Battle Royale (reż. jakiś Japończyk) - Wersja do druku +- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl) +-- Dział: FILM i wszystko co z nim związane (https://forumkmf.pl/Forum-FILM-i-wszystko-co-z-nim-zwi%C4%85zane--3) +--- Dział: Filmy zagraniczne (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-zagraniczne--12) +--- Wątek: Battle Royale (reż. jakiś Japończyk) (/Thread-Battle-Royale-re%C5%BC-jaki%C5%9B-Japo%C5%84czyk--1437) Strony:
1
2
|
Battle Royale (reż. jakiś Japończyk) - Jakuzzi - 29-08-2009 Mental zaciekawiony lista ulubionych filmow Tarantino zarzucil na ruszt Audition, ja wybralem natomiast Battle Royale, nr 1 na liscie Kłentina, film, o ktorym rezyser ten powiedzial, ze zaluje, iz sam takiego dziela nie nakrecil, czy cos takiego. Przejdzmy moze do sedna (matka jest tylko jedna). Battle Royale to szajs. Juz sam pomysl filmu jest tak debilny, ze az zeby bola. W zwiazku z narastajaca fala przemocy wsrod mlodziezy oraz tym, ze mlodzi 'przestali szanowac starszych', rzad wprowadzil program Battle Royale. Program ten polega z grubsza na tym, ze pod przykrywka wycieczki szkolnej pakuje sie grupe kilkudziesieciu losowo wybranych dzieciakow do autobusu, wywozi na wyspe-poligon i oznajmia, ze od dzisiaj przez kolejne trzy dni dzieciaki beda musialy sie nawzajem zabijac. Tylko jedna osoba, o ile przetrwa, bedzie mogla wrocic do domu. Czaicie ten idiotyzm? Dzieciaki zrobily sie niegrzeczne, wiec rzad postanawia wyslac je na wyspe skazujac tym samym 99% z nich na smierc (pare z nich ginie przy tym z rak samego nauczyciela), by dzieki temu docenily wartosc zycia i zaczely szanowac doroslych. Byc moze niektorzy uznaja ten pomysl za odwazny, mnie on jednak powalil swoim debilizmem. Byc moze niektorzy podniosa, ze zamysl jest wbrew pozorom niebanalny, poniewaz pod pretekstem bezwstydnej sieczki przewiajaja sie przeciez refleksje o wartosci zycia, zaufania, porozumienia, przyjazni, milosci, itd. Rzecz w tym, ze wszystkie te refleksje oraz sposob ich przemycenia to poziom Zalogi G czy innej bajeczki dla dzieci. No wlasnie, sieczka. Film jest w gruncie rzeczy poltoragodzinna napierdalanka. Idiotyczny koncept fabularny posluzyl jako znakomity pretekst do ukazania szerokiego wachlarza wszelakich survivalowych potyczek i slasherowych mordow. Nie lubie takiego kina i generalnie machnalbym na taki film zwyczajnie reka, nie plodzac obszernych forumowych postow, gdyby nie to, iz rezyser usilnie probuje pokazac, ze Battle Royale to nie tylko dzika i bezmyslna rzeznia. Jego proby sa jedna strasznie toporne, niedolezne wrecz. Postepowanie bohaterow jest zazwyczaj glupie lub dziwaczne. Poza tym w toku filmu okazuje sie, ze wiekszosc dzieciakow czesto cos w przeszlosci laczylo: a to ta kochala go, a to ten kochal ja, ale wstydzil sie powiedziec, inna zas cudzolozyla z takim, ktorego kochala jeszcze inna. W zamierzeniu mialo to zapewne sluzyc zwiekszeniu dramatyzmu poszczegolnych zgonow, ale efekt jest tandetny, normalnie melodramatyzm najgorszej jakosci - niejednokrotnie bohaterowie naparzaja sie miedzy soba, a potem umierajac wyznaja sobie milosc lub wyglaszaja inne podniosle zwierzenia. Masakra. Jedynym plusem filmu jest kreacja Kitano jako Kitano - w swoim tradycyjnym, niewzruszonym, budzacym usmiech na twarzy stylu. Ale to zdecydowanie za malo, dlatego z calej sily odradzam.
- Paszczak - 29-08-2009 Kurdę, no, napisałbym coś mądrego, ale tak się składa, że moja opinia jest identyczna. Pamiętam, że najbardziej rozbroiło mnie wprowadzenie dzieciaków przez Kitano w całą sytuację. Brzmiało to mniej więcej tak: "W Japonii jest źle, więc politycy zdecydowali, że macie siedzieć na tej wyspie i się mordować." Krotko i na temat, sztuka scenopisarska najwyższych lotów. Warto jeszcze wspomnieć o kuriozalności wszelkich potyczek między bohaterami. Najwyraźniej młodzi Japończycy są odporni na obrażenia jak T-800. W megabossa z przeciętnego FPS-a trzeba władować mniej ołowiu niż w uczniów z Battle Royale. Werdykt: podobnymi filmami Japończycy torturowali Chińczyków w czasie II wojny. - Craven - 29-08-2009 Oglądałem już jakiś czas temu, ale absolutnie nie miałem wrażenia, że film próbuje być czymś głębszym niż sieczką. Tło fabularne to dla mnie zwykłe bzdurne bleble typowe dla starych SF które oglądałem na VHSie więc dla mnie na plus. Dodam do tego, że jeśli dobrze pamiętam mówią tam, że Japonia stanęła na granicy katastrofy, bo bezrobocie sięgnęło 10%, co cholernie mnie ubawiło. Tak więc mi się film podobał bardzo bo nie miał jakiegoś niepotrzebnego zacięcia i zdecydowanie nie traktowałem go na serio. Konsekwentny seans sieczki w dobrym wydaniu ze złym orientalnym aktorstwem i świetnym Kitano jako Kitano. Nawiasem mówiąc gust Tarantino jest totalnie pokręcony i rozrzut jakościowy tej listy jest potworny. Czy dobrze pamiętam, że nie ma w niej Oldboy'a, którego wychwalał pod niebiosa? - Karaluch - 29-08-2009 He, he, jakiś Japończyk ;) Cytat:Czaicie ten idiotyzm? Nie większy, niż idiotyzm "Death Race 2000", "Death Race" czy innego "Uciekiniera". W BR mamy dzieciaki w fazie "burzy i naporu". To jakaś nowość. Nasza grupka, jakby nie miała dość problemów, musi się jeszcze pozabijać. Takie nieco ekstremalne wejście w dorosłość - koś resztę, albo zdechniesz, młody człowieku. Że niesprawiedliwe? Jeszcze jak! Tak to już bywa, jedni wylosują uzi, inni muszą się bronic patelnią. Po pierwszym oglądaniu BR miałem wrażenie, że to taka trochę egzystencjalna przypowiastka z dużą ilością juchy. Do tego, jak pisze Craven, raczej bezpretensjonalna. Jak ktoś chce, może zresztą się czegoś dokopać. Proponuję jeszcze przyjrzeć się temu filmowi pod kątem "zrealizowana fantazja psioczących na rozwydrzenie współczesnej młodzieży". Ja tam nie mam zastrzeżeń, najwyżej żal, że takich filmów się w Polsce nie kręci. - Azgaroth - 06-10-2009 Jakuzzi się nie zna :) Battle Royale to trochę taka japońska mentalność w krzywym zwierciadle. W mrocznej przyszłości Japonia stoi na granicy katastrofy czyli 15% bezrobocia i aż 8 tysięcy uczniów bojkotujących szkołę. Brak szacunku dla starszych ma drastyczne konsekwencje czyli walkę na śmierć i życie. Poza tym to po prostu dobra sieczka zrobiona w kiczowatym stylu przypominającym Kill Billa i to mi się bardzo podobało. Odbieranie tego filmu na poważnie jest błędne i może prowadzić tylko i wyłącznie do rozczarowania :) Mam nadzieję, że druga część jest równie dobra. - Karaluch - 06-10-2009 Niestety, nie jest. Wyłączyłem po kwadransie, zirytowany - sam już nie pamiętam czym. chyba idiotyzmem;) ewentualny seans na własną odpowiedzialność. - BezcelowyAlbatros - 07-10-2009 Azgaroth - w drugim odcinku ze wszystkich rzeczy, które wymieniasz, ostała się jeno sieczka. Efektowna, ale po pewnym czasie zniechęca widza przesytem siekowatości w sieczce :) Niektórym może się spodobać. - Wawrzyniec - 07-10-2009 Film niby opowiada o zepsutej młodzieży, ale tych naprawdę porąbanych jednostek jest zaledwie garstka. Prawda jest taka, że BR nie pokazuje łobuzów, tylko niewinne dzieciaki, które zostały wrzucone do jednego kotła z dwoma, czy trzema skrzywionymi jednostkami. Przecież, wnioskując na podstawie wprowadzenia, to powinny być w przeważającej większości małe szumowiny. - Craven - 07-10-2009 Wiesz, może w ich skali są :P W końcu tam 10% bezrobocia to krawędź totalnego kataklizmu państwa :D RE: Battle Royale (reż. jakiś Japończyk) - Mierzwiak - 28-11-2011 Gówno. Wybaczcie prymitywizm, ale to jedyne słowo jakie przychodzi mi do głowy na opisanie tej żenady, którą bardzo ładnie w poście otwierającym temat podsumował Jakuzzi. Hunger Games razi plastikiem i młodzieżowym klimatem, ale zapowiada się tysiąc razy lepiej od tej kultowej (sic!) produkcji. RE: Battle Royale (reż. jakiś Japończyk) - Bucho - 29-11-2011 Battle Royale widzialem piec lat temu, zaliczylem jakies 2-3 seanse pod rzad, zawsze mocno...wzruszony ;) Nie wiem jak zareagowalbym dzisiaj, ale recka Arrakin oddaje moje odczucia sprzed kilku lat: http://www.film.org.pl/prace/battle_royale.html RE: Battle Royale (reż. jakiś Japończyk) - Anielski_Pyl - 29-11-2011 Cytat:Odbieranie tego filmu na poważnie jest błędne Dokładnie. Mirzewu, w podobny sposób zjechałeś swego czasu Hobo with a Shotgun, w BR ponownie zabrakło Ci odpowiedniego podejścia i wczuwy ;) RE: Battle Royale (reż. jakiś Japończyk) - Mierzwiak - 29-11-2011 Cytat:Odbieranie tego filmu na poważnie jest błędneMusiałbym upaść na głowę by wziąć na poważnie film, którego punkt wyjścia jest tak debilny i urągający inteligencji widza, że wszystkie motywy z filmów Michaela Baya na czele z sikającymi robotami nie mają do niego startu. Zakładając jednak że mógłbym to kupić, zacząłbym się chyba drapać po głowie i zastanawiać czy reżyser naprawdę chce nam wmówić, że ci młodzi ludzie nigdy nie słyszeli o BR? A nawet gdybym wziął to na serio, na ziemię szybko sprowadziłyby mnie laseczki, które urządziły sobie w latarni morskiej kółeczko gospodyń wiejskich. Co tam walka o przetrwanie, it's spaghetti time! <facepalm> (29-11-2011, 02:55)Anielski_Pyl napisał(a): w BR ponownie zabrakło Ci odpowiedniego podejścia i wczuwy ;)Kto jeszcze uważa, że Mierzwiak nie zrozumiał filmu? Wpisujcie miasta! RE: Battle Royale (reż. jakiś Japończyk) - Azgaroth - 29-11-2011 (29-11-2011, 16:24)Mierzwiak napisał(a): Musiałbym upaść na głowę by wziąć na poważnie film, którego punkt wyjścia jest tak debilny i urągający inteligencji widza, że wszystkie motywy z filmów Michaela Baya na czele z sikającymi robotami nie mają do niego startu. To jest satyra. Z założenia fabuła miała być absurdalna. RE: Battle Royale (reż. jakiś Japończyk) - Anielski_Pyl - 29-11-2011 @ profesorze Mierzwiak ;) Nie mogłeś filmu nie zrozumieć, bo nic tutaj do rozumienia nie ma. W scenie, kiedy Kitano rzuca nożem w czoło pyskującego dzieciaka, powinieneś się zaśmiać. Jeśli nie, trzeba odpuścić. Mnie np. w ogóle nie bawią kabarety z TVP, ale nie wypisuję, jakie to ścierwa, bo wolę w ogóle nie oglądać... RE: Battle Royale (reż. jakiś Japończyk) - Mierzwiak - 29-11-2011 Ale dla mnie to jest ścierwo, i...? Powinienem zamilknąć, zachować to dla siebie bo wymyśliłeś sobie, że nie załapałem konwencji? Co to w ogóle za usprawiedliwienie dla filmu? Konwencja ani rzekomy fakt bycia satyrą nie usprawiedliwia poziomu dna w każdym aspekcie filmu. Napisałem "rzekomy fakt bycia satyrą", bo miałem (nie)przyjemność oglądać wersję reżyserską w której dodano jeszcze więcej nadętych, bełkotliwych, poważnych motywów. Albo reżyserowi zabrakło konsekwencji, albo to kino przerastające mnie intelektualnie. RE: Battle Royale (reż. jakiś Japończyk) - al_jarid - 03-07-2021 Trudno zaangażować się emocjonalnie w ten film. Normalnie pomyślałbym, że sytuacja, w której koledzy z klasy są zmuszeni nawzajem się pozabijać, powinna mnie jakoś ruszyć jako widza. Ale no nie, nie ma jak się przejąć, bo postaci jest ponad czterdzieści i prawie nic o nich nie wiemy. Tak że oglądałem ten film nieraz z podejściem: "O, zginął kolejny gostek. Ciekawe, kto to był." Przy czym te same osoby czasem są nazywane po imieniu, a czasem po nazwisku, co jeszcze bardziej mąci mi odbiór. Zabrakło lepszego zarysowania bohaterów i przedstawienia ich relacji, zanim rozpoczęła się krwawa jatka. A dodam, że oglądałem wersję reżyserką, w której to podobno więcej miejsca jest poświęcone na przybliżenie bohaterów. W internecie mignęło mi wiele opinii, jak to "Igrzyska śmierci" są zrzynką z "Battle Royale", spłyconą i przystosowaną do młodzieży. No niby faktycznie punkt wyjścia jest taki sam - bierzemy nastolatków, każemy im się zabijać i tylko jeden ma docelowo przeżyć. Ale po tych entuzjastycznych opiniach na temat "Battle Royale" nie spodziewałem się, że w porównaniu z "Igrzyskami śmierci" to właśnie japoński film okaże się, nazwijmy to, bardziej niedojrzały niż amerykański. Jasne, sceny śmierci u Japończyków są mocniejsze, ale pod innymi względami film jest bardziej dziecinny. Weźmy samo umotywowanie zabijanki. Może mi coś umknęło, ale nie ogarniam, czemu w "BR" każe się dzieciakom nawzajem zabijać. Że niby młodzież się rozbestwiła, straciła szacunek dla starszych, więc, żeby miała nauczkę, co jakiś czas losowo wybiera się klasę, która ma wziąć udział w krwawej rozgrywce, tak? Ale dla kogo ma to stanowić nauczkę? Dla tej jednej osoby, która przeżyje? Dlaczego po prostu nie wziąć tych uczniów i nie rozstrzelać? Po co bawić się w jakieś zawody w zabijaniu? W "Igrzyskach śmierci" ma to, powiedzmy, sens, bo robi się z tego show, transmitowany na cały kraj. Ale w "Battle Royale" nie ma słowa o tym, by zmagania uczniów były gdzieś transmitowane. Więc czemu to ma służyć? To ma być rozrywka dla nauczyciela i tej garstki żołnierzy na wyspie? Kolejną kwestią są postacie i przedstawienie dramatyzmu związanego z sytuacją, w jakiej się znalazły. W "Battle Royale" go po prostu nie czuć. Tak jakby bohaterowie sami nie ogarniali, jak dramatyczne rzeczy się dzieją. Tak jak Mierzwiak napisał wiele lat i kilka postów temu: "A nawet gdybym wziął to na serio, na ziemię szybko sprowadziłyby mnie laseczki, które urządziły sobie w latarni morskiej kółeczko gospodyń wiejskich. Co tam walka o przetrwanie, it's spaghetti time!" W "Igrzyskach..." jest położony pewien nacisk na kwestie moralne wypływające z tego, że bohaterka jest zmuszona zabijać, by przeżyć. Katniss nieraz musi pobrudzić sobie ręce, pod koniec serii zdarza jej się nawet zabijać cywilów i pogrążać w refleksji, jak nisko już upadła jako człowiek (no dobra, to bardziej w książkach niż w filmach). W "Battle Royale" natomiast fabuła jest tak skonstruowana, żeby para naszych głównych bohaterów właśnie nie brudziła sobie rąk i nie musiała nikogo zabijać. Żeby mogli pozostać czyści pod tym względem. To wypada dużo słabiej jeśli idzie o dramatyzm i po prostu zainteresowanie odbiorcy - postać znajdująca się w ekstremalnych warunkach nie musi tutaj się do nich dostosować. Bohaterka "Igrzysk śmierci" była niejednoznaczna, podczas gdy główne postacie "Battle Royale" pozostają kryształowe. I w ogóle postacie są w "Battle Royale" infantylne. Walka o przetrwanie, wszyscy muszą się nawzajem zabijać, a tymczasem japońskie nastolatki spędzają czas głównie na pogadankach o uczuciach. Ciągle tylko: "Zawsze cię kochałem", "Zawsze mi się podobałaś", "Zabiję cię, bo odbiłaś mi faceta", "Czy podobasz się uczennicy X? Czuję się zazdrosna!" Wszystko to w środku walki o życie! Jasny gwint, czy oni tak na serio? Ludzie zrzędzą na romans w "Igrzyskach śmierci", ale tam przynajmniej był umotywowany (był początkowo tylko grą pod publikę, by pozyskać sponsorów). A tutaj postacie na poważnie zajmują się swoimi błahymi miłostkami, gdy ich życie stale wisi na włosku! No i kwestia samych śmierci - też jest dziecinniej niż w "Igrzyskach" (choć brutalniej), niektóre postacie to jakieś roboty, co i po kilku wpakowanych w nie kulkach jeszcze wstaną. Zdarzają się i inne idiotyzmy. Na przykład jeden gostek odkrywa, że w obrożach, jakie noszą wszyscy uczestnicy krwawych zmagań, znajdują się mikrofony. A więc są wszyscy podsłuchiwani! Dlatego też ten gostek zamiast mówić do swoich kolegów, porozumiewa się z nimi pisemnie. No i pisze im: "Przynieście mi nawóz, pestycydy, węgiel drzewny, siarkę i naftę oczyszczoną". Pełna konspira - wszystko tylko na piśmie, więc oprawcy nic nie mogli podsłuchać. Ale co robią ci koledzy, gdy już wracają po zdobyciu wszystkich tych rzeczy (pomijam już niewyjaśnioną w filmie kwestię, gdzie im się udało to wszystko znaleźć)? Mówią NA GŁOS: "Mamy wszystko, co chciałeś. Nawóz, pestycydy, węgiel drzewny, siarkę i naftę oczyszczoną!" No debile :D RE: Battle Royale (reż. jakiś Japończyk) - Mefisto - 03-07-2021 (03-07-2021, 12:58)al_jarid napisał(a): Weźmy samo umotywowanie zabijanki. Może mi coś umknęło, ale nie ogarniam, czemu w "BR" każe się dzieciakom nawzajem zabijać. Że niby młodzież się rozbestwiła, straciła szacunek dla starszych, więc, żeby miała nauczkę, co jakiś czas losowo wybiera się klasę, która ma wziąć udział w krwawej rozgrywce, tak? W Japonii jest zupełnie inna kultura i jej specyfika, stąd wiele rzeczy jest dla nas niezrozumiałych lub dziwnych. Tutaj - pomijając fakt, iż całość jest oczywistą alegorią - mamy dokładnie taki przypadek. Innym jest dla mnie Oldboy, którego finał to czysta głupota z podobnych względów. RE: Battle Royale (reż. jakiś Japończyk) - shamar - 02-04-2025 Obejrzalem "dir cut". Coś czytalem, że to prekursor gównianych "Igrzysk Śmierci". Choc jak spojrzec wstecz to podobne filmy juz byly. Tyle, ze z doroslymi. No i tak. Prekursor gównianych "Igrzysk". Japoński więc można sie spodziewać, że nie będzie ckliwego pierdolenia sie z ratingami i poprawnością. Choć przesadnie krwawo nie jest. Nie przekroczono granicy dobrego smaku. Zdarzają się sceny świetna, jak ta W KUCHNII. Z jednej ultragroteskowa, z drugiej smutna. 7/10 RE: Battle Royale (reż. jakiś Japończyk) - Gieferg - 02-04-2025 Wspominam jako daremne cholera wie co, totalnie bez pomysłu na zakończenie (co akurat u japońców jest standardem, nawet gry, które niby bardzo lubiłem kończyły się zwykle jakimś z dupy wziętym nie wiadomo czym). Aczkolwiek mój drugi i ostatni seans, mający miejsce na jakiejś solidnie zakrapianej imprezie w sumie nie był zły... |