![]() |
|
The Duellists (1977, Ridley Scott) - Wersja do druku +- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl) +-- Dział: FILM i wszystko co z nim związane (https://forumkmf.pl/Forum-FILM-i-wszystko-co-z-nim-zwi%C4%85zane--3) +--- Dział: Filmy zagraniczne (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-zagraniczne--12) +---- Dział: Filmy Ridleya Scotta (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-Ridleya-Scotta--62) +---- Wątek: The Duellists (1977, Ridley Scott) (/Thread-The-Duellists-1977-Ridley-Scott--1479) |
The Duellists (1977, Ridley Scott) - Mental - 27-09-2009 debiut starszego ze Scottów. opowieść o honorze i wszelkich kuriozach z niego wynikających. majstersztyk reżyserii, operatorki i narracji. major Armand d'Hubert (Carradine) wypowiada w filmie kwestie, która zjeżyła mi wszystkie włosy na skórze. wezwany na pojedynek przez psychopatę Ferauda (Keitel w swoim żywiole) mówi do przyjaciela: Brak mi fanatyzmu, żeby wytrwać w tym absurdzie. to zdanie najlepiej podsumowuje cały film. ![]() a jest to film z gatunku takich, które mam w zwyczaju dopisywać do ulubionych po obejrzeniu raptem 10 minut. zero w nim pretensjonalnych, psychologicznych wycieczek w głąb ludzkiego umysłu. Scott postawił wszystko na jedną kartę, czyli klasyczny, nieomal archetypiczny pojedynek, charakteryzujący się tym, że obydwaj adwersarze zamiast mędrkować i pierdzieć w stołki, biorą się za bary z losem i działają. naprzeciwko siebie staje tu zatem dwóch facetów, z których pierwszy dąży do zabicia drugiego, a drugi chce uniknąć śmierci z rąk pierwszego. krótko mówiąc, Feraud chce umrzeć, d'Hubert chce żyć. dosłownością epatuje scena walki w stajni: obydwaj przeciwnicy zalani krwią, w potarganych koszulach próbują zadać sobie decydujące pchnięcie szpadą. na końcu padają wycieńczeni na glebę. ich walka ciągnie się latami równolegle z podbojami Napoleona, by dosięgnąć kresu w super dobrze pomyślanym finale, który pozostawił mnie z bardzo przyjemnym uczuciem zadumy nad tym, co właśnie zobaczyłem. film naprawdę niezwykły, o którym kolejny raz mogę powiedzieć - teraz już takich nie kręcą. przy okazji jest to dzieło pochodzące z najlepszych lat Scotta - z czasów Aliena, Blade Runnera i Legendy, zanim pan reżyser popadł w hollywoodzką manierę i stał się pospolitym wyrobnikiem, niewyróżniającym się zanadto z tłumu.
- SonnyCrockett - 27-09-2009 O tak film bardzo dobry i specyficzny, coś czego dziś nie zrobi nikt. I te pojedynki, można powiedzieć że nagrane jak dokument, goście nie machają cały czas szabelką jakby nigdy nic, każda rana krwawi boli, ogranicza, z czasem widać zmęczenie. Kto dziś da pojedynek dwóch wycieńczonych fizycznie bohaterów? Czy film nie ma tam "psychologicznych wycieczek w głąb ludzkiego umysłu"? Wg mnie są ale nie nachalne i bardziej pokazują postać Armanda d'Huberta. Ogólnie film ma dość nietypową jak na dzisiejsze kino konstrukcję narracyjną, niektórzy film uznają za nudny albo wytykają rwanie wydarzeń. Ale to tworzy klimat filmu, ten absurdalny pojedynek. Do tego Harvey Keitel, gość jest dla mnie mistrzem, uwielbiam aktora. I główny bohater grany przez Keitha Carradina, przyznam że gość przed tym filmem był dla mnie nieznany i raczej nie przypominam go sobie z innych produkcji a w "Pojedynku" zagrał rewelacyjnie. - simek - 27-09-2009 Scott dobrze prawi w jakimś dodatku do tego filmu o pojedynkach w tym filmie: "It's part of the drama. It's two characters in a dialogue scene with steel" Sceny ciachania się mieczem po prostu zmiatają widza z powierzchni ziemi - to jedyny film jaki znam w którym naprawde czuć, że jeśli ktoś trafi to nieszczęśliwiec ma po rączce - chyba trzeba być zawodowym szermierzem żeby dopatrzeć się tam zaplanowanych uderzeń i kontraataków. To również jeden z niewielu dowodów na to, że film może być lepszy od książkowego pierwowzoru - opowiadanie Conrada (którego średnio trawie) było dla mnie rozwleczone i mało konkretne, Ridley natomiast skroił z tego diabelnie dobry i intensywny film elegancko przedstawiający szaleństwo na punkcie wspomnianego przez Mentala absurdu. Pozatym moja wyobrażenia pojedynków podczas czytania wymiękają przy wizji Scotta, którego specjalnością na początku kariery było przerabianie co najwyżej dobrych książek na mega dobre filmy. O przepięknych kadrach nie ma sensu pisać - to po prostu Scott w najlepszej zdjęciowej formie, trzeba to zobaczyć. - jarod - 27-09-2009 Film z gatunku "wszyscy słyszeli, mało kto oglądał". Jak dla mnie, najmądrzejsze i najbardziej dojrzałe dzieło Scotta, które nie ustępuje w niczym Alienom czy innym Blade Runnerom. Rewelacyjne studium obsesji i wyniszczającej... powiedzmy: rywalizacji, bijące na łeb choćby podobny tematycznie Prestiż. Wspominana wyżej konstrukcja narracyjna jest wbrew pozorom przemyślana i diabelnie konsekwentna: Ridley nie kreśli tła historyczno -obyczajowego, nie skupia zbytnio się na losach bohaterów: fabuła ma konstrukcję epizodyczną, ukazując kluczowe momenty wieloletniej konfrontacji. Realizacja, chociaż momentami mocno teatralna (sceny w Rosji), jak najbardziej daje radę: zdjęcia są rewelacyjne, muzyka świeta. Role Carradine'a i Keitela genialne. Wspaniały film. - Mental - 27-09-2009 SonnyCrockett napisał(a):I główny bohater grany przez Keitha Carradina, przyznam że gość przed tym filmem był dla mnie nieznany i raczej nie przypominam go sobie z innych produkcji a w "Pojedynku" zagrał rewelacyjnie. Carradine w 'Deadwood' jako Wild Bill Hickok. też dał czadu, że ho-ho. - nowak - 14-11-2009 Ostatnio jak wymieniałem moją 1-szą piątkę Ridleya zapomniałem o tym dziele, (a widziałem to na AleKino już w 2000 roku) a, tak jak piszecie, jest to film wybitny i chyba należy mu się miejsce w tej piątce (ja np. cenię ten film bardziej niż Gladiatora), choć nie widziałem jeszcze KoH Specyficzność ówczesnej Francji (dla mnie najbardziej ciekawe narodowe 50-lecie w historii ludzkości) została na pewno w nim okazana, co zostało podkreslone właśnie przez świetna formę realizaatorską. Duelllist, Alien, T&L, Matchstick Men, American Gangster - moja 1-sza piątka Scotta (nie ująwszy KoH). RE: - Phlogiston2 - 14-12-2011 Serce się człowiekowi kraje, jak temat o tak zacnym filmie gnije w forumowych czeluściach, wiec pozwólcie że go odkopię. Cytując samego siebie z innego tematu: Cytat:To kosztowało milion zielonych?! Szok. Zdjęcia po prostu hipnotyzują i pod względem wizualnym stoją u mnie tylko jedno oczko niżej niż Barry Lyndon. Plenery, kostiumy, muzyka, aktorstwo - wszystko na wyśrubowanym, niedostępnym dla polskiej kinematografii, poziomie. RE: The Duellists (1977, Ridley Scott) - Craven - 14-12-2011 Chyba z drugi miesiąc czeka na seans... Ale łatwiej wprowadzić do organizmu 20 leciutkich minut "How I met your mother", niż w spokoju obejrzeć porządny film. RE: The Duellists (1977, Ridley Scott) - Craven - 17-12-2011 Obejrzane. Świetne. RE: The Duellists (1977, Ridley Scott) - SonnyCrockett - 17-12-2011 Mega film, na początku mojego zbieractwa płyt DVD chciałem to mieć razem z "Czarnym deszczem" w kolekcji ale polscy dystrybutorzy nie uznali filmów za godne wydania choćby z napisami... RE: The Duellists (1977, Ridley Scott) - Pelivaron - 07-05-2020 Strasznie wymęczył i zirytował mnie ten film. Absurdalny pojedynek trwający latami pomiędzy świrem i wydawać by się mogło racjonalnie myślącym kolesiem, którzy pod presją fałszywie pojętego honoru wojują ze sobą. Już sam fakt tej wojenki pomiędzy nimi jest bezsensowny, ale jeszcze bardziej irytowały mnie te spotkania po latach, które prowadziły do pojedynków. Ja chyba wolałbym nieco bardziej zagłębić się w sens owych pojedynków i samego rozumienia słowa "honor" przez bohaterów, bo dla mnie równie dobrze w rolach głównych mogłaby być dwójka dresiarzy albo kiboli, którzy spotykają się ze sobą i piorą po mordach, ponieważ mają inne szaliki Doceniam te wszystkie kwestie audiowizualne, bo to naprawdę ładny filmowy obrazek, ale fabularnie to jest dla mnie mielizna (no może z wyjątkiem ostatnich 20 minut). Forma przerosła niestety treść - 5/10. RE: The Duellists (1977, Ridley Scott) - Paszczak - 07-05-2020 Ależ sednem jest właśnie to, że te pojedynki nie miały żadnego sensu, cały mechanizm i stojący za nim kodeks jest absurdalny. O ile Feraud walczy, bo specyficznie rozumiany honor i jego nieustanna obrona nadają sens jego istnieniu, tak dla d'Huberta honor to ciężar, spod którego nie potrafi się uwolnić. Jego postawa wyrażona jest najlepiej w dialogu z sekundantami Ferauda (cytuję z pamięci): - Zapewniono nas, że jest pan człowiekiem honoru. - Jestem, niech was wszyscy diabli, jestem! Z kolei w wypaczonym umyśle Ferauda rzekoma obraza rozrasta się do monstrualnych rozmiarów, aby uzasadnić ciągłe prześladowanie przeciwnika ("obraził Cesarza!") RE: The Duellists (1977, Ridley Scott) - SonnyCrockett - 07-05-2020 (07-05-2020, 01:29)Pelivaron napisał(a): 5/10. A tak poważniej nie rozumiem zarzutów bo ten film jest bardzo klarowny. Film pokazany jest z perspektywy d'Huberta i pokazuje bardzo logicznie rozwój pojedynku. Początek wynika z różnicy klas. Feraud to prostaczek który walczy żeby zdobyć pozycję społeczną a d'Hubert pochodzący z arystokracji musi odpowiadać na jego zaczepki żeby nie stracić swojej pozycji w oczach innych. Po czasie staje się to już kwestia ambicjonalna. d'Hubert wie że to absurdalna sytuacja ale nie chce ustąpić już nie ze względu na postrzeganie przez innych tylko dla samego siebie. Honoru dotychczas jako wartości samej w sobie w tym mało. Dopiero ostatni pojedynek nazwałbym honorowym, nikogo on już nie interesuje poza główną dwójką a d'Hubert mógłby łatwo zakończyć to wydając przeciwnika władzom jednak nie robi już tego właśnie ze względów honorowych. RE: The Duellists (1977, Ridley Scott) - Dr Strangelove - 07-05-2020 (07-05-2020, 01:42)Paszczak napisał(a): Ależ sednem jest właśnie to, że te pojedynki nie miały żadnego sensu, cały mechanizm i stojący za nim kodeks jest absurdalny.Jak nie miały? Miały jak najbardziej. To może dla widza z XXI wieku nie mieć sensu, ale a tamtych warunkach jak najbardziej. Wystarczy popatrzeć na te wszystkie niesłychanie wymyślne mundury z epoki, żeby zobaczyć czym dla ówczesnych oficerów była armia i związany z nią honor oficerski posunięty aż do szaleństwa. Ocena 5/10 to oczywista prowokacja w stosunku do tego arcydzieła
RE: The Duellists (1977, Ridley Scott) - Paszczak - 07-05-2020 Oczywiście pisałem to z perspektywy współczesnej. Inna rzecz, że przyczyną całego konfliktu jest zniewaga istniejąca tylko w umyśle Keitela. A film to lekką ręką top 5 Scotta i tyle. RE: The Duellists (1977, Ridley Scott) - Pelivaron - 07-05-2020 (07-05-2020, 13:41)Dr Strangelove napisał(a): Ocena 5/10 to oczywista prowokacja w stosunku do tego arcydzieła Oczywiste to jest to, że nie podobało mi się tak, jak najwidoczniej miało się podobać (07-05-2020, 15:54)Paszczak napisał(a): A film to lekką ręką top 5 Scotta i tyle. Lekką rąsią naliczyłem u siebie osiem lepszych. RE: The Duellists (1977, Ridley Scott) - simek - 07-05-2020 Ułożenie topki Scotta to nie lada wyzwanie, Alien i Blade Runner na czele, a potem na metę wpada cały peleton, gdzie trzeba używać fotokomórki, żeby zobaczyć kto zajął 3 miejsce: The Duellists, Thelma & Loiuse, Black Hawk Down, Gladiator, Kingdom of Heaven, Black Rain, Counselor, American Gangster. RE: The Duellists (1977, Ridley Scott) - Pelivaron - 07-05-2020 No właśnie Ridley Scott to wybitny twórca i jego wielkość polega również na tym, że sprawdził się na tylu frontach i stworzył tyle zajebistych filmów, ze każdy znajdzie coś dla siebie. Mi osobiście "Pojedynek" nie podszedł, co nie oznacza, że inni nie mogą go chwalić
RE: The Duellists (1977, Ridley Scott) - Wyatt Earp - 07-05-2020 Scott z dobrym scenariuszem jest nie do zatrzymania, co wbrew pozorom wcale nie musi byc takie oczywiste. |