Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe
Spoorloos (1988) - Wersja do druku

+- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl)
+-- Dział: FILM i wszystko co z nim związane (https://forumkmf.pl/Forum-FILM-i-wszystko-co-z-nim-zwi%C4%85zane--3)
+--- Dział: Filmy zagraniczne (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-zagraniczne--12)
+--- Wątek: Spoorloos (1988) (/Thread-Spoorloos-1988--1739)

Strony: 1 2


Spoorloos (1988) - Glut - 28-03-2010

[Obrazek: 1zfj3gk.jpg]

Produkcję Francusko/Holenderskiego kolabo obejrzałem już trochę temu, ale sam film nie daje mi spokoju i postanowiłem się uzewnętrznić.

Nie chciałbym za wiele pisać po fabule, bo głupio byłoby komuś zepsuć seans. Powiem tyle, że Zniknięcie to cholernie niepokojąca, utrzymana w dusznym, letnim, klimacie historia pewnego, no cóż, zniknięcia. Historia jest prowadzona przez dłuższy czas bez wyjaśnień, ot - obserwujemy i próbujemy rozgryźć co się mogło wydarzyć/co się wydarzyło. Wypadałoby wspomnieć o świetnej muzyce, nietypowe połączenie instrumentów (bas i syntezator?) daje naprawdę świetny efekt i podkreśla dziwny klimat.

Ze Spoorloos problem jest tego typu, że samo oglądanie do najfajniejszych nie należy. W drugiej połowie już lecą konkrety, ale jeżeli ktoś nie ma smaka na takie klimaty i niezbyt rajcuje go skupianie się na obrazie to pierwsza połowa może go trochę wymęczyć. Uroki kina europejskiego, jednakoż: Film pozostaje w pamięci i po obejrzeniu, kiedy człowiek próbuje sobie wszystko poukładać rośnie obraz czegoś naprawdę przerażającego.

Wybaczcie lakoniczny wstępniak, ale trudno coś wydusić bez spoilera.


- Mefisto - 29-03-2010

czy to ten film na podstawie którego zrobili potem Vanishing z Bridgesem?


- Tyler Durden - 29-03-2010

Tak, tylko, że oryginał miał lepszy finał, bo
. Oglądałem to za szczeniaka w telewizji razem z całą rodziną i zakończenie wywarło na wszystkich ogromne wrażenie. Kilka lat później bezskutecznie próbowałem sobie przypomnieć tytuł, żeby drugi raz obejrzeć ten film i jak już myślałem, że to przegrana sprawa, trafiłem w reklamach przed jakiś filmem na VHS trailer amerykańskiego remake'u, o którym ówcześnie nie wiedziałem, że to remake, bo aktorów z oryginału już zupełnie nie pamiętałem. Dorwałem w końcu przy jakiejś okazji "Vanishing" i wszystko było spoko do momentu zobaczenia finału...


- Glut - 29-03-2010

Tyler - aua. ; )

Mefi - tak, to to. Warty jest coś ten rimejk?


- Mefisto - 29-03-2010

Mi się podobał - ale jak napisał Tyler, zakończenie zwalone na amen


- Glut - 29-03-2010




- Stanisław - 30-03-2010

To niesamowicie intrygujący, nietuzinkowy film. Dobrze, że na tym forum ktoś poruszył jego temat.


- jarod - 03-04-2010

Dzięki wielkie za zwrócenie uwagi na ten film. Emocjonalna miazga po prostu. Najgorsze jest to, że wydawało mi się gdzieś w połowie, że przejrzałem grę reżysera/scenarzysty i potrafię przewidzieć twista - a tu żadnej gry nie było i końcówka, w połączeniu z minimalistycznym stylem reżyserii, robi piorunujące wrażenie.
Podobał mi się bardzo ten "europejski" styl narracji, skupienie uwagi na drobnych przedmiotach, detalach, rytuałach - owady, termos, monety, klucze, itp. Ciekawy pomysł z dualizmem wielu elementów fabuły, powtarzaniem spotkań, skoków, prób, itp.
10/10


- Glut - 03-04-2010

Pokazywane rytuały to genialny pomysł. Siedziałem i zachodziłem w głowę co on kombinuje.


- jarod - 03-04-2010

Zaopatruję się właśnie w amerykański remake. Aż mnie ciekawi, jak bardzo to spieprzyli :-)


- Albertino - 05-04-2010

Najzabawniejsze jest to, że remake nakręcił ten sam facet co oryginał. Generalnie wszystko oprócz Bridgesa jest tam do dupy:) Niestety miałem wielkie nieszczęście oglądać najpierw remake właśnie.


- Tomek - 09-04-2010

"Spoorloos" snuje zapis dramatu bez kropli krwi. To zupełnie zdumiewające, ale w tym filmie większe wrażenie od wypływających z rozciętego brzucha trzewi, robi widok rozlanej na ulicy kawy i kopanych potem kubków. Rzecz jasna, gdy się zna kontekst. "Spoorloos" został świetnie skomponowany. Cholera, został sklecony kunsztownie!!

Świetna rekomendacja!!


- nexus - 11-04-2010

Miałem coś mądrego napisać o tym filmie ale doszedłem do wniosku że to banały więc.. Dzięki Glut za zwrócenie uwagi na ten urokliwy obrazek :)


- Crash - 11-04-2010

Filmem, który bardzo przypomina mi "Spoorloos" jest "Gra wstępna" (Audition) Takashi Miike. Nie chcę za dużo zdradzać tym którzy filmu nie widzieli.
Tam również całość opiera się na całkiem wiarygodnym obrazku obyczajowym - u Miike czterdziestokilkuletni facet chce znaleźć dla siebie młodą żonę, ustawia kasting, wybiera kandydatkę, szybko się w niej zakochuje. Wszystkie niuanse i poboczne wątki (nastoletni syn, sekretarka) budują podskórne napięcie, mimo, że nic się tak naprawdę nie dzieje. Ot, nieco romantyczna, miejscami zabawna opowieść o dwójce zakochanych. Mija jednak jakieś 40 minut filmu, dostajemy sygnały, że z wybranką jest coś nie tak. A gdy odkrywamy tajemnicę - jeden wielki szok! Zakończenia "Gry wstępnej" jest równie porażające, co w dziele Sluizera. Oba filmy są zresztą bardzo spokojnie opowiedziane, na długich ujęciach, montażu wręcz nie odczuwamy. Jednak u Miike mamy krwawe momenty, choć dostajemy je dopiero w ostatnich 30 minutach. Nie pokazuje nam on wszystkiego, ale trwa to na tyle długo, żeby i widzowi mogli odczuć ten ból.
Gorąco polecam oba tytuły. Jedne z najlepszych thrillerów psychologicznych, jakie w życiu widziałem.


- jarod - 11-04-2010

Dzięki, dzięki. Obada się.


- Glut - 11-04-2010

nexus napisał(a):Dzięki Glut za zwrócenie uwagi na ten urokliwy obrazek

Nie ma za co, cieszę się że jest odzew i że się podoba. : )


- Mental - 11-04-2010

jarod napisał(a):Dzięki, dzięki. Obada się.

tu masz rekomendacje od samego Mentala, wielkiego stratega, wodza i geniusza szachowego!


- jarod - 11-04-2010

Mówię przecież, że obadam. A Spoorloos widziałeś? W sumie ciekaw jestem Twojej opinii.


- Mental - 11-04-2010

spoorloos nie widziałem, aczkolwiek noszę się z zamiarem obejrzenia, ale idzie mi to jak krew z nosa tudzież ropa z wrzodu.


RE: Spoorloos (1988) - desjudi - 25-09-2012


To w ramach inspiracji rankingiem filmów lat 80.
Znakomite kino, oj, osadzające się głęboko w wyobraźni - i nie są to miłe wizje. Nagłe zniknięcie osoby najbliższej, kompletna pustka, jeśli chodzi o odpowiedzi na pytanie "co", "jak", "dlaczego" - to dość przerażająca sprawa. A jeśli film poprowadzony jest nieśpiesznie, bardzo skromnie, przyziemnie, to... Uderza mocniej niż cokolwiek.
Tym bardziej, że fabuła jest pełna niedopowiedzeń, niejednoznacznych scen. I ten motyw z porywaczem siedzącym tuż obok, przyglądającym się z balkonu - tutaj bad guy jest również głównym bohaterem, co jest genialnym patentem intensyfikującym emocje.
Świetny film!