![]() |
|
127 hours - Wersja do druku +- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl) +-- Dział: FILM i wszystko co z nim związane (https://forumkmf.pl/Forum-FILM-i-wszystko-co-z-nim-zwi%C4%85zane--3) +--- Dział: Filmy zagraniczne (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-zagraniczne--12) +--- Wątek: 127 hours (/Thread-127-hours--1947) |
127 hours - Monika - 21-10-2010 Kiedyś oglądałam film w podobnym stylu. Nie pamiętam niestety ani jakiej był produkcji ani jaki miał tytuł. Prawdopodobnie również oparty był na prawdziwej historii. Mężczyzna prowadząc samochód wpadł w poślizg. Samochód stoczył się ze skarpy w dól doliny więżąc mężczyznę w swoim wnętrzu. Nieborak przez pierwsze dni żywił się wpełzającymi robakami do samochodu a jak miał szczęście czasami udało mu się złapać ciekawskiego ptaka, którego pożerał na surowo. - Arahan - 21-10-2010 Generalnie zbiera mi się na widok informacji - oparte na faktach, ale jeżeli bierze się za to taki reżyser i angażuje dobrego (choć nieco niedocenianego) aktora to pozostaje tylko czekać. Monia, ale to nie byli Zawieszeni na drzewie, nie ? ;) (żart) - simek - 21-10-2010 Cytat:bierze się za to taki reżyserAle kim jest kurde Doyle. Serio, co on nakręcił takiego, żeby mieć jakąś wielką renomę i nie móc doczekać się jego filmów. Trainspotting i Sunshine rozumiem, że bardzo dobre filmy, ale reszta to przecież takie ciepłe kluchy, chyba że ja nie widziałem jego największego dzieła, które mnie olśni. - Arahan - 21-10-2010 Napisałem to trochę pod siebie, ale póki co ani jeden jego film, który widziałem mnie nie rozczarował. Płytki Grób, Trainspotting, Niebiańska plaża (mimo, że dla niektórych beznadziejna), 28 dni później, Sunshine i w końcu Slumdog. Każdy z tych filmów w pewien sposób zawładnął moją wyobraźnią i mnie wciągnął. Dlatego czekam na kolejne filmy tego reżysera z niecierpliwością, a historia takiego kolesia jak Ralston to praktycznie samograj. - Snuffer - 21-10-2010 Simek napisał(a):Ale kim jest kurde Doyle. Doyle to nie wiem, ale Boyle to spoko koleś z tego co wiem ; ) - Snappik - 21-10-2010 Franco musi się przełamać. Wcześniej albo miał role cienkie (Spidermany, Anapolis), albo sztucznie przeszarżowane (Pineapple Express) albo wszyscy dookoła mówili, że jest gejem i musiał się bronić w jakimś talk show :) U Boyle'a może rozegrać partię życia. - Guzeppe - 21-10-2010 Mi to strasznie pachnie obrazem w stylu Touching the Void. Nie jest to wada, bo takie filmy to dobra odskocznia od komet uderzających w Ziemię, fal tsunami oraz faceta w czerwono-niebieskiej piżamie chodzącego po budynkach. Mam nadzieję na trzymającą w napięciu historię, chociaż obawiam się, że w zwiastunie pokazano trochę za dużo. Boję się też, że nie zobaczymy tego filmu w polskich kinach- jest to rodzaj kina, który nie gwarantuje pewnych zysków (bo jest możliwość, że widz wcale nie musi wyjść z kina uśmiechniety i zadowolony, a przecież wiadomo, że lepiej wprowadzić czerstwą komedię, na którą i tak pójdą tłumy, niż coś, co może nie być szlagierem). - Danus - 21-10-2010 Snappik napisał(a):Franco musi się przełamać. Wcześniej albo miał role cienkieKurcze odkąd pamiętam Franco był moim ulubionym aktorem. Film obejrzę tylko dlatego, że pierwsze skrzypce gra właśnie on. Historia ciekawa, niosąca niesamowity ładunek emocji. Ciekawe jak wypadnie w tej roli i czy udźwignie ciężar, jakby nie patrzeć trudnej roli. - Rodia - 22-10-2010 Guzeppe napisał(a):Boję się też, że nie zobaczymy tego filmu w polskich kinach- jest to rodzaj kina, który nie gwarantuje pewnych zysków (bo jest możliwość, że widz wcale nie musi wyjść z kina uśmiechniety i zadowolony, a przecież wiadomo, że lepiej wprowadzić czerstwą komedię, na którą i tak pójdą tłumy, niż coś, co może nie być szlagierem).Spoko, szkoda tylko, że już jest nasza data premiery :P 18 lutego 2011, czyli jeszcze przed Oscarami się wyrobi. Zresztą 127 Godzin to jeden z najbardziej wyczekiwanych filmów 2010 r. w USA i 2011 r. u nas i jakiś tam faworyt do wszelkiego rodzaju nagród. Sam chciałem założyć ten topic, ale wiedziałem, że prędzej czy później i tak ktoś to zrobi za mnie :) - Hitch - 22-10-2010 Guzeppe napisał(a):nie zobaczymy tego filmu w polskich kinach- jest to rodzaj kina, który nie gwarantuje pewnych zysków (bo jest możliwość, że widz wcale nie musi wyjść z kina uśmiechniety i zadowolonyI dlatego kręci się u nas same dramaty o wdowach bez nóg, z długami i piątką dzieci? :) - simek - 22-10-2010 Cytat:jakiś tam faworyt do wszelkiego rodzaju nagród.Ale z drugiej strony to teraz śmiało można stawiać duże pieniądze na to, że najwazniejszych oscarów ten film nie dostanie - za krótka przerwa od Slumdoga. - Tyler Durden - 22-10-2010 Danus napisał(a):Kurcze odkąd pamiętam Franco był moim ulubionym aktorem.A ja odkąd pamiętam uważałem go za skończone aktorskie drewno (oczywiście głównie za sprawą Spider-manów) i dopiero od "Pineapple Express" zmieniłem o nim zdanie i z coraz większym uznaniem patrzyłem na jego kolejne aktorskie wybory. A co do filmu, to ja jeszcze raz zapodam linka do wywiadu z Aronem Ralstonem, który to już wrzucałem w temacie ze zwiastunami: Gość jest niesamowity. - Rodia - 22-10-2010 Franco ma jeszcze fajne cameo w Nocnej Randce, która - abstrahując od tego jednego faktu - sama jest bardzo średnim filmem. Ale jak pojawia się na ekranie i cytuje de Niro z Heat to poziom momentalnie skacze o parę pięter :) - Jakuzzi - 22-10-2010 Cytat:A ja odkąd pamiętam uważałem go za skończone aktorskie drewno (oczywiście głównie za sprawą Spider-manów) i dopiero od "Pineapple Express" zmieniłem o nim zdanie i z coraz większym uznaniem patrzyłem na jego kolejne aktorskie wybory. A ja caly czas uwazam go za aktorskie drewno. Facet potrafi grac tylko na dwa sposoby: strapiona mina w repertuarze dramatycznym (vide Spidermany) i trawkowe luzactwo w repertuarze komediowym (vide PE czy Freaks & Geeks). Rola ze 127 hours wydaje sie byc polaczeniem obu powyzszych, co moze stanowic bardziej wymagajace zadanie dla takiego aktora, stad pewnie zachwyty dotyczace kreacji. - Bogdan - 09-01-2011 Moc! Fantastyczny, bardzo angażujący film, z kapitalną rolą Franco i niesamowitym pokładem emocji. Technicznie rewelacyjny - cudne zdjęcia, montaż (fajny myk z podziałem ekranu na trzy części w niektórych scenach), wielce sugestywne przedstawienie wszelkich halucynacji Arona. Super jest to, że przez większość czasu oglądamy faceta stojącego przy głazie, a mimo to nie.sposób.się.znudzić, a niektóre sceny to po prostu perełki ("talk-show" Arona, mistrzostwo). Wkręca. Wiadoma scena? Faktycznie dość, hm, rzetelnie przedstawiona i można się wzdrygnąć (te dźwięki...), tym bardziej, że ma się świadomość, że facet naprawdę musiał sobie zrobić takie coś. No i mimika Franco też robi swoje. A i sympatyczna końcówka. Plus, miło było usłyszeć Dido. No świetny film. - und3r - 09-01-2011 Potwierdzam to co napisał kolega wyżej, jeno osobiście okrasiłbym to mniejszą ilością ochów i achów ;) "Fantastyczny" zamieniłbym na "bardzo solidny", "cudne zdjęcia" na "dobre zdjęcia", a pod resztą mogę się podpisać. Chociaż z drugiej strony, ten film to takie lepiej nakręcone i zagrane I Shouldn't Be Alive (cykl dokumentalny). Touching the Void nie przebił. 7.5/10 - nawrocki - 09-01-2011 Dobry film, po prostu. Żadna rewelacja. Fajny prolog, który kontrastuje z resztą filmu. Niezły Franco, udźwignął ciężar bardzo trudnej roli. Świetny montaż, bardzo dobre zdjęcia. A teraz wady: film mnie nie zaangażował, co już odejmuje mu dwa punkty od oceny. Przede wszystkim, Boyle nakręcił film zbytnio efekciarski. Ten szybki montaż, to przeplatanie wizji z realnym życiem...Wiem, że to było potrzebne, bo materiału zostałoby na godzinę. Ale lepiej filmowi by zrobiło, gdyby był wykonany w bardziej surowej konwencji, zero efektownych ujęć, zero efektownego montażu, a scenę amputacji powinno się nakręcić tak, by widz syczał z niesmakiem, a tak nie jest (najwyżej drobne ciarki). Aha, i humor też raczej zbędny. Psujący klaustrofobiczny klimat. Podsumowując, to powinno być surowe, pełne emocji i dramatyzmu kino, Boyle nie zdołał tego uchwycić. 6/10. - und3r - 09-01-2011 nawrocki napisał(a):Aha, i humor też raczej zbędny. Psujący klaustrofobiczny klimat.To akurat było celowe, moim zdaniem. Co do przeplatania wizji z realnym życiem, to po pierwsze, gdyby tego zabrakło, film niczym nie różniłby się do dokumentalnego cyklu wspomnianego przeze mnie wyżej, a po drugie, jest to imo bardzo realistyczne. Podejrzewam, że w analogicznej sytuacji mózg płata takie figle. Poza tym, na pewno sam zainteresowany opisał to reżyserowi, nie sądzę, aby pierwowzór głównego bohatera zostawił Boyle'owi całkowicie wolną rękę. - Sana - 09-01-2011 Słabizna, która irytuje w zasadzie wszystkim. Nawrocki ma racje piszac, ze Boyle tym razem nie udzwignal tematu. Dostajecie oczojebny montaz, uchojebna muzyke (poczatek), wizje zapychajace dziury czasowe i cienkiego aktora jakim jest Franco. Dla mnie niestrawne. Re: 127 hours - B2Ka - 10-01-2011 Arahan napisał(a):W końcu liczę na to, że po wyjściu z kina w moich myślach będzie dominowało jedno - wola przetrwania. Pomijając już fakt jak durnie brzmi to zdanie, to nie rozumiem dlaczego liczysz na to, że będzie dominowała wola przetrwania? Wola przetrwania czego? Tego filmu? Bo nie wiem jak można domagać się woli przetrwania siedząc za przeproszeniem z tyłkiem w ciepłym domu, gdzie nie brak ci niczego? Może po prostu jesteś skrajnym witalistą i liczysz na jakiś pean na cześć życia i przetrwania. Naprawdę nie ogarniam tego zdania i krew mnie zalewa jak czytam takie głupoty. Co do filmu, nie oczekuje niczego wybitnego. Boyle'a widziałem tylko dwa filmy i żaden mi się nie podobał - ani Slumdog Millionaire, ani Trainspotting. |