![]() |
|
Bikiniarze/Stilyagi - Wersja do druku +- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl) +-- Dział: FILM i wszystko co z nim związane (https://forumkmf.pl/Forum-FILM-i-wszystko-co-z-nim-zwi%C4%85zane--3) +--- Dział: Filmy zagraniczne (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-zagraniczne--12) +--- Wątek: Bikiniarze/Stilyagi (/Thread-Bikiniarze-Stilyagi--1950) |
Bikiniarze/Stilyagi - Azgaroth - 24-10-2010 Bikiniarze to subkultura, która jako jedna z niewielu nie była importem z zachodu. Ta kolorowa subkultura miała stać w opozycji do szarej rzeczywistości komunizmu. Rosyjski musical w reżyserii Todorowskiego przedstawia losy moskiewskich Bikiniarzy. Fabuła wielce odkrywcza nie jest. Głównym bohaterem jest Mels, dawniej prześladował bikiniarzy, ale po spotkaniu Polzy zakochuje się w niej i postanawia sam dołączyć do bikiniarzy. Film jest jak sama subkultura, głośny, kolorowy i wypełniony po brzegi muzyką. Można by wręcz dojść do wniosku, że komunizm to była sama radość. Piosenki są bardzo dobre i przyjemnie się ich słucha. Wszystkie szczegóły stylu bycia bikiniarzy zostały pieczołowicie odwzorowane, tak więc można sporo dowiedzieć się o samej subkulturze. Całość wykonana na bardzo wysokim poziomie. Seans jest bardzo przyjemny i mogę szczerze polecić ten film. Ps. Żeby nie było, że jestem taki fajny i znajduje fajne filmy Bikiniarzy polecił mi jarod :) - jarod - 24-10-2010 Bardzo, bardzo dobry musical który na głowę bije produkcje amerykańskie pokroju Nine czy (tfu!) Mamma Mia. Rzecz jest faktycznie dość radosna i kolorowa, przepełniona w pewnym stopniu optymizmem i właśnie taką radością życia. Reżyser jednak ciągle w pojedynczych scenach pokazuje, że w ZSRR nawet dla bikiniarzy nie było tak fajnie - bieda i różnice klasowe (warto zwrócić uwagę, że prowadyrem moskiewskich bikiniarzy jest rozpuszczony synek dyplomaty, urządzający imprezy u siebie na chacie i dzwoniący do ojca w razie kłopotów z władzami), konieczność ciągłego pilnowania się (do ciupy można trafić choćby za uśmiech w rocznicę śmierci Stalina, już nie mówiąc o np. kontaktach z czarnym rynkiem), absurdalne przepisy, ciągła inwigilacja itp. Zresztą sama subkultura bikiniarzy jest tu przedstawiona z pewną nostalgią, jako bastion walki młodości z Systemem (reprezentowanym tu przez komsomołowców obcinającym "buntownikom" włosy). Reżyser jednak naiwny nie jest i nie próbuje ubarwiać rzeczywistości - w drugiej połowie filmu bohaterowie muszą nagle dorosnąć, podjąć pewne trudne decyzje, i dowiadują się przy okazji, że ich kolorowe fatałaszki i bujanie się w rytm swojskich podróbek jazzu nie ma jednak z wymarzoną Ameryką wiele wspólnego. Realizacyjnie jest to poziom światowy - rewelacyjne montaż i zdjęcia, świetne piosenki, mnóstwo pomysłowych myków inscenizacyjnych. fabuła niby prosta, ale oferuje jednak kilka zaskoczeń, a pomimo ogólnie luzackiego tonu reżyser wstawił kilka naprawdę świetnych scen typowo dramatycznych - obcinanie włosów choćby. Końcówka również świetnie pomyślana, bardzo metaforyczna ale bez pretensjonalności. U mnie film ma ocenę 9/10 i znak jakości "jarod poleca". [youtube]http://www.youtube.com/watch?v=0Mt0--JSe88&feature=player_embedded[/youtube] - desjudi - 03-11-2010 Rosyjski musical w epoce głębokiego stalinizmu? Oh yeah 8) To przede wszystkim znakomicie zrealizowany film - dopracowane kadry, ruch kamery, montaż, choreografia, kostiumy. I te piosenki - dobre, naprawdę dobre rosyjskie kawałki, niebanalnie zaśpiewane i świetnie zaaranżowane (nie jako śpiew sam dla siebie, a rodzaj dialogu, komentarza, prezentacji bohaterów). Kawał dobrego, oryginalnego musicalu w nastroju sentymentalnym nieukrywającym brudu, ale nie skupiającym się zanadto na nim. Przyjemny seans, choć szkoda, że nastrój siada tak w 3/4. 7 - BezcelowyAlbatros - 06-11-2010 Nie znam się na musicalach i rzekłbym, że nawet za nimi nie przepadam, ale jako zadeklarowany fan rosyjskojęzycznego rocka i okolic, a zachęcony, może trochę na wyrost, kojarzącym mi się z "The Wall" kawałkiem zapodanym przez jaroda (dużą rolę odegrała też jej śliczna wykonawczyni, którą wolałbym widzieć raczej w tej pozytywnej roli, bo dużo ładniejsza od Polly), postanowiłem sięgnąć po "Bikiniarzy". I... cóż mogę dodać? Wspaniała, kolorowa, roztańczona i rozśpiewana, i - pokuszę się o stwierdzenie - jakby swojska podróż do świata, którego chyba nikt z nas poznać nie miał okazji, a tu przedstawionego z dużą finezją i polotem. Bikiniarze, jak świetnie pokazuje końcówka, to nie tylko obrazek z minionej epoki, ale swoista alegoria i dowód, że świat kołem się toczy. Bikiniarze, punkowcy, subkultura hip-hopowa..., czyż wszystko to nie gra na podobnych uczuciach, podobnej nucie, takim samej potrzebie buntu przeciwko szarej rzeczywistości? Cóż, film ma i swoje minusy, do których zaliczam motyw z dzieckiem (nieco przegiety). No i nie wiem, czy wynika to z rosyjskiej natury bohaterów, ale czasami ich negatywne reakcje wydawały mi się przeszarżowane (zwłaszcza, kiedy Mel drze japę na Polly w klubie). Tak, czy owak - świetne kino, które szczerze wszystkim polecam! P.S. jarod "zapodał" piosenkę z filmu, więc i ja sobie pozwolę przypomnieć (bo prezentowałem ją już w temacie "...czego słuchamy...") genialny utwór zespołu Brigada S (tak, tak... to nie Fred śpiewał :) ) zatytułowany Playboy: [youtube]http://www.youtube.com/watch?v=GR4_EtbnhEo[/youtube] |