Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe
Scott Pilgrim vs. the World (2010) - Wersja do druku

+- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl)
+-- Dział: Działy tematyczne (https://forumkmf.pl/Forum-Dzia%C5%82y-tematyczne--5)
+--- Dział: Film a komiks (https://forumkmf.pl/Forum-Film-a-komiks--24)
+--- Wątek: Scott Pilgrim vs. the World (2010) (/Thread-Scott-Pilgrim-vs-the-World-2010--1965)

Strony: 1 2 3


Scott Pilgrim vs. the World (2010) - Azgaroth - 05-11-2010

[Obrazek: 1282841967_scott_pilgrim_vs_the_world_ver2.jpg]

Scott Pilgrim nie jest złym filmem. Można by nawet stwierdzić, że jest całkiem udanie zrealizowany. Mimo wszystko film mnie nie zachwycił, a wręcz miejscami odrzucał.

Zacznę od plusów czyli od reżyserii i realizacji. Pod tym względem film jest rewelacyjny. Film jest dynamiczny, kolorowy i oryginalnie sfilmowany. Podobały mi się wszystkie stylizacje na grę konsolową. Świetnie pokazano wszelkie pojedynki, które są najlepszymi momentami filmu (moim ulubionym jest pojedynek z japońskimi bliźniakami). Od strony realizacyjnej w zasadzie trudno się do czego przyczepić i warto obejrzeć film choćby tylko z tego powodu.

Tak więc czemu mi się film nie podobał? Bo poza świetnymi pojedynkami bohaterowie niestety jeszcze się odzywają :) Bohaterowie są największym minusem tego filmu. Ja wiem, że pewnie było to zamierzone i tacy powinni być, ale nie mogłem na nich patrzeć i ich słuchać. Najgorszy jest tytułowy Pilgrim. Postać, która ma ponad 20 lat, a zachowuje się jak 15 latek. Nadwrażliwy chłopiec w różowej koszulce, który panikuje na wspomnienie o swojej fryzurze. Do tego dialogi wymawiane z entuzjazmem neurotyka. Do tego całe otoczenie grzecznych dzieci żyjących chyba na innej planecie niż reszta świata. Trudno wczuć się w opowiadaną historię jeżeli nie polubiło się głównego bohatera (ani bohaterów drugo i trzecio planowych). Dodatkowo odrzucały mnie wszystkie cool młodzieżowe dialogi oraz kompletny brak emocji.

Tak więc realizacja super, cała reszta mocno średnia. Daję 5/10.


- Mierzwiak - 05-11-2010

Dla mnie czadowy film, ale przyznaję, że trudny. Rewelacyjny zwiastun od razu mnie chwycił i oczywiście wiedziałem czego się spodziewać, niemniej zajęło mi dobrych kilkanaście minut wejście w ten świat i pełne oswojenie się z konwencją, którą zastosował Wright, a ta, choć nie jest niczym nowatorskim, wymaga jednak sporo od widza.

Scott Pilgrim to jak dla mnie kino do wielokrotnego użytku i tak jak w pełni załapałem Hot Fuzz bodajże za pierwszym razem, tak tutaj będzie chyba tak samo, bo owszem, podobało mi się bardzo, ale mam wrażenie że nie do końca SP odkrył przede mną wszystkie swoje karty a co najważniejsze, mam ochotę go jeszcze zobaczyć.

Obsada włącznie z Cerą jest dobrana rewelacyjnie (Culkin kradnie prawie każdą scenę w której się pojawia), pojedynki zabawne i świetnie zainscenizowane, a humor owszem, z gatunku cool młodzieżowych, ale wszystko to jest celowym zabiegiem, bo przecież głównymi bohaterami jest cool młodzież. Zresztą gdy Pilgrim pojawia się na ekranie po raz pierwszy, towarzyszy mu rameczka z informacjami:

Cytat:SCOTT PILGRIM
22 YEAR OLD
RATRING: AWESOME
; )

Specyficzne, ale oryginalne, zabawne i szalone kino ze sporą dawką świeżości. Mocne 8/10

Azgaroth napisał(a):Do tego całe otoczenie grzecznych dzieci żyjących chyba na innej planecie niż reszta świata.
Azg, no błagam, mówimy o filmie w którym ludzie staczają konsolowe pojedynki, w trakcie których przeciwnik może wykonać numer rodem z Bollywood. To jest nasza planeta, ale rzeczywistość zdecydowanie nie nasza : )


- Azgaroth - 05-11-2010

Mierzwiak napisał(a):Azg, no błagam, mówimy o filmie w którym ludzie staczają konsolowe pojedynki, w trakcie których przeciwnik może wykonać numer rodem z Bollywood.

Ale także o zwykłych ludziach mających zwyczajne problemy, pojedynki to tylko dodatek.


- Mierzwiak - 05-11-2010

No tak, ale tłumaczę ci, że sposób w jaki Pilgrim i cała reszta jest przedstawiona i w jaki się zachowuje determinuje świat w którym te postacie funkcjonują.

Konieczność pokonania Seven Evil Exes to też jest zwyczajny problem? : )


- Azgaroth - 05-11-2010

Jeżeli spojrzymy na to jako na metaforę poradzenia sobie z przeszłymi związkami to tak, jest to zwyczajny problem.


- Mierzwiak - 05-11-2010

Nie dopisuj proszę ideologii do filmu który tego nie potrzebuje.


- EL-Kal - 05-11-2010

A ja, Mierzwiak, nie uciekałbym przed taką interpretacją; film wg mnie opowiada o podobnych sprawach, co "W pogoni za Amy", bo mimo że słabo widać na poziomie dialogów to godzenie się z faktem, że eks-laska miała więcej penisów w sobie niż Lady Gaga, to jednak solówki z różnymi cool gościami może oznaczać, że w życiu Scotta z kilkoma "prawdami" powalczyć trzeba.

Pisałem, że świetny film epoki młodzieży nintendocore'owej, hipsterskiej i indie-rockowej? To piszę. 8/10.


- Danus - 06-11-2010

Świetnie zrealizowany, lecz strasznie nudny, przeszarżowany i nudny. Tak naprawdę wyłączyłem po połowie, gdzieś po walce z Evansem nie wytrzymałem. Taka stylistyka zupełnie do mnie nie trafia i najzupełniej w świecie nudzi.
3/10 za realizację i obsadę.


- Azgaroth - 06-11-2010

Mierzwiak napisał(a):Nie dopisuj proszę ideologii do filmu który tego nie potrzebuje.

Ale ten film potrzebuje ideologii. Jak będziemy brać fabułę dosłownie to dostaniemy kolorową wydmuszkę o napierdalającym się kolesiu.


- Snuffer - 06-11-2010

Dla mnie bomba.


- Azgaroth - 06-11-2010

To się Snuffer wysiliłeś z opinią :)


- Snuffer - 06-11-2010

To nie jest opinia, ją już pisałem w krótkiej piłce.
Mówię o tym że film nie potrzebuje ideologii i jako kolorowa wydmuszka sprawdza się całkiem dobrze, tak, to jet film o 'napierdalającym się kolesiu' jak to ładnie ująłeś.


- Azgaroth - 06-11-2010

Jeżeli tak postrzegać ten film to już lepiej sobie włączyć Mortal Kombat, a nie Scotta Pilgrima.


- Snuffer - 06-11-2010

Mortal Kombat nie ma nawet połowy uroku Scotta Pilgrima ;)


- Azgaroth - 06-11-2010

Scott Pilgrim nie ma nawet połowy brutalności MK. Tak przerzucajmy się bezsensownymi argumentami :)


- Jakuzzi - 06-11-2010

Snuffer napisał(a):Mówię o tym że film nie potrzebuje ideologii i jako kolorowa wydmuszka sprawdza się całkiem dobrze, tak, to jet film o 'napierdalającym się kolesiu' jak to ładnie ująłeś.

Bzdura. To, ze film ma wyrozniajaca sie forme nie oznacza, ze jest pozbawiony tresci. Przeciez glownym tematem tego filmu sa zwiazki, a w szczegolnosci byle zwiazki - jak ciezko sie od nich uwolnic i jak latwo poprzez nie wyrobic sobie o kims ocene. Przeciez kiedy np. Ramona opowiada Scottowi o swoich bylych, to nie tylko po to, aby ulatwic mu ich pokonanie. Zadziwiajace jak bajerancka forma moze przyslonic niektorym oczywistosci. Inna rzecz, ze tworcy, choc ciekawie rozwiaja temat zwiazkow, to serwuja banalny, rozczarowujacy final - wystarczy powiedziec przepraszam i bedzie ok, wszystkie dlugo konserwowane urazy wnet odchodza w niepamiec.

Oczywiscie Pilgrima nie oglada sie po to, zeby dowiedziec sie czegos o zwiazkach. Film rozwala pomyslowymi efektami i energiczna, dowcipna i blyskotliwa narracja. Nie pojmuje jak mozna sie na tym filmie nudzic - Scott Pilgrim smiga niczym teledysk mimo prawie dwugodzinnego metrazu.


- Gieferg - 06-11-2010

Cytat:(moim ulubionym jest pojedynek z japońskimi bliźniakami)

Najbardziej daremna scena w całym filmie moim zdaniem :P


Cytat:Tak naprawdę wyłączyłem p połowie, gdzieś po walce Evansem nie wytrzymałem.

Niewiele straciłeś prawdę mówiąc. Dalej już nie ma prawie nic wartego uwagi.

S.P to bardzo, ale to bardzo nierówny film.

Sięgnąłem po niego po zapoznaniu się ze zwiastunami oraz opiniami na forum, forma filmu nie była więc dla mnie zaskoczeniem. Pierwsza połowa bardzo dobra, zabawna, zgrabnie sklecona, wciągająca, uśmiałem się nieźle, zwłaszcza że częśc tekstów była bardzo trafna (ten o czasie żałoby np) Niestety z każdą kolejną walką było coraz gorzej, a mniej więcej od połowy filmu (powiedzmy że po tym jak pojawił się Jane) zaczęło się robić cholernie nudno: co pięć minut sprawdzałem ile zostało do końca. Pod sam koniec z trudem walczyłem z sennością, cały finał był toporny, nieciekawy i zupełnie bez polotu.

Z pewnością drugi raz po to nie sięgnę. Lepiej sobie wlączyć Mortal Kombat ;)

5/10 głownie za naprawdę niezły ubaw w pierwszej połowie filmu.


PS. wyróżnienie dla Evansa <ok> Epizod w S.P. przekonał mnie że jest idealny do roli Capa.


- Craven - 07-11-2010

Ja trzymam stronę Snuffa. Ten film nie potrzebuje ideologii, to o czym mówi Jakuzzi to nie treść, tylko zapełniacz, dzięki któremu film może nas przepchnąć przez kolejne sekwencje. Więc to nie jest film o związkach od których ciężko się uwolnić. To film, który jest zabawą w 16-bitową gierkę w filmie z żywymi aktorami. Ten koncept przyświeca mu od początku do końca i jest w tym bardzo konsekwentny. I to właśnie lubię w filmach. Pieczołowicie zrealizowano ten pomysł bez napinania pośladów czy skakania wyżej własnego tyłka.

Zgadzam się z niektórymi zarzutami - czegoś zabrakło. Trochę za mało śmiechu, czasami traci tempo, jednak nie zepsuło mi to ogólnego wrażenia. Jest świetnie, ale nie rewelacyjnie. Szkoda, bo jak film jest tak dobry, że jakby go lekko doładować wyszła by naprawdę kapitalna jazda...

Evans ma występ krótki, ale wyśmienicie przerysowany. Samo jego wyjście w rytm fanfar Universal to wypasik. A aktora lubię, do tego stopnia, że chętnie obadam Kapitana w jego wykonaniu (szczególnie, że dowiedziałem się dopiero niedawno, że Hugo zagra Red Skulla).


- Snappik - 18-12-2010

Cholera, sam nie wiem czy mi się to podobało, czy nie. Na pewno jest tak, jak wspomniał Mierzwiak - film przez pierwsze 30 minut jest ciężkim przeżyciem :) Albo się kupuje konwencję konsolowej napierdalanki ala Street Fighter, albo nie. Dlatego rozumiem hejterów Scotta, przez pierwsze 10 minut trzymałem z wami:) Ale z biegiem czasu o dziwo jest coraz lepiej, wszystko się rozkręca i całość się chłonie się jak przyjemny film rozrywkowy. Zgadzam się również, że Pilgrim nie potrzebuje jakiejś ideologii. Jeśli rozpatrujemy go pod kątem "ex-związków" to jest to porażka, bo bohaterowie - oprócz ex-chłopaków Ramony - są denni i mało charyzmatyczni, a za całą filozofię filmu robią dorysowane animki/napisy/emotki/whatever. Nienawidzę Cery, jego pizdusiowatej postawy, na szczęście tu został zdominowany przez uroczą Winestead oraz Azjatkę, której nazwiska nie pamiętam (stawiam na Lee, Chang lub Wong). Pojedynki wykonane na pełnym wypasie, efekty doskonałe, wpasowujące się w tą gierkową otoczkę. Jasne, że film fabularnie mógł być lepszy, śmieszniejszy (przede wszystkim!), ale nie uznaję go za porażkę czy stratę 2h życia.

6,5/10


- Gieferg - 18-12-2010

Cytat:Ale z biegiem czasu o dziwo jest coraz lepiej

No nie wiem :P Pierwsze pół godziny jest fajne i całkiem zabawne, ostatnie pół godziny to już pukanie w dno od spodu. To co pomiędzy to stopniowe przechodenie z jednego stadium w drugie.