Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe
Trylogia dolara- TO dopiero jest najlepsza trylogia świata;) - Wersja do druku

+- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl)
+-- Dział: Działy tematyczne (https://forumkmf.pl/Forum-Dzia%C5%82y-tematyczne--5)
+--- Dział: Serie filmowe (https://forumkmf.pl/Forum-Serie-filmowe--21)
+--- Wątek: Trylogia dolara- TO dopiero jest najlepsza trylogia świata;) (/Thread-Trylogia-dolara-TO-dopiero-jest-najlepsza-trylogia-%C5%9Bwiata--309)

Strony: 1 2 3 4 5 6


Trylogia dolara- TO dopiero jest najlepsza trylogia świata;) - apone - 06-12-2006

Co jakiś czas jest tak, że jakiś temat w świecie filmowym trzeba odświeżyć, zrewolucjonizować lub po prostu wywrócić do góry nogami. Ostatnio miało to miejsce z serią o Bondzie czy Batmanie. Tarantino pokazał, że historia w filmie nie musi być opowiedziana od początku do końca w porządku chronologicznym. Jeszcze wcześniej Ridley Scott przeniósł gotycki horror w kosmos, a Stanley Kubrick wraz ze swoją "Odyseją kosmiczną" oświadczył, że kino science-fiction może być ambitne i skłaniające do myślenia. Jednak największą rewolucję przeżył western wraz z pojawieniem się na horyzoncie dwóch legend kina: Sergio Leone i dziś już prawie wiekowego Clinta Eastwooda. Na sam dźwięk tych nazwisk po karku przebiega mi zimny dreszcz, a ciśnienie samo rośnie w żyłach.
Trylogia dolara, lub jak kto woli dolarowa trylogia otworzyła nową erę w dziejach kina: erę spaghetti westernów (zabić tego kto wymyślił tą głupią nazwę). Wydała na świat takie gwiazdy jak wspomniany już wyżej Clint Eastwood, Lee van Cleef, Eli Wallach czy Klaus Kinski. Wszystko zaczęło się od tego, że Leone mozolnie wspinający się po szczeblach hierarchii na planie filmowym zapragnął nakręcić western. Miał już za sobą kilka wyreżyserowanych filmów więc nic nie stało na drodze. Ale, ale... Nie miał to być normalny western. Włoski reżyser chciał złożyć hołd filmowi "Yojimbo" i tworząc "Za garść dolarów" posłużył się scenariszem do filmu Kurosawy (samemu Kurosawie ten hołd się chyba nie niezbyt spodobał, gdyż później wytoczył proces Leone oskarżając go o plagiat). Między innymi właśnie tak narodziła się legenda...

[Obrazek: A%20Fistful%20of%20Dollars%20DVD.jpg]

Za garść dolarów
Pierwszy, najchętniej cytowany, choć nie najlepszy spaghetti western w historii. Wraz z pojawieniem się tego filmu na ekranach, umarł klasyczny Dziki Zachód. Szlachetni szeryfowie ustąpili miejsca bezimiennemu bohaterowi, który za niewielką garść dolarów gotów jest oczyścić miasteczko z dwóch rywalizujących ze sobą rodów. Leone dopiero próbował rozwinąć tu swoje skrzydła co widać po końcowym efekcie. Jednak sam obraz ogląda się niesamowicie przyjemnie, między innymi dzięki ilustracji muzycznej w wykonaniu Ennio Morricone. Było to pierwsze spotkanie kompozytora z reżyserem u którego tworzył swe najlepsze partytury.

[Obrazek: 200px-For_A_Few_Dollars_More_Poster.jpg]

Za kilka dolarów więcej
Prawie bezpośrednio związany z poprzednią częścią trylogii. Tym razem bezimienny (nazywany przez niektórych Manco, ze względu na to, że jest leworęczny) gotów jest za kilka dolarów więcej niż poprzednio zchwytać zbiegłego bandytę Indio. Jednak, że nie tylko on ma chrapkę na nagrodę za zbiega musi stanąć ramię w ramię z pułkownikiem Mortimerem. Film lepszy od swojego poprzednika. Pełniejszy, bardziej brutalny, jednak najmniej znany z całej serii. Widoczny już coraz bardziej rozwijający się styl reżysera. Kontrastujące ze sobą postacie, kierowane zemstą lub chęcią zysku zmierzają do końcowego pojedynku. Muzyka współgra niemal idealnie z obrazem, jednak jeszcze to nie jest to co duet Morricone- Leone zrobią później.



[Obrazek: 175-f.jpg]

Dobry, zły i brzydki
Baczność, bo oto jeden z najlepszych westernów jakie kiedykolwiek nakręcono. Perfekcja bije od tego filmu niemal w każdym calu. Nic też dziwnego, że sam Tarantino uważa ten film za najlepiej wyreżyserowany w historii. Oto mamy ze sobą już w pełni oszlifowany talent Leone. Trzy zupełnie odmienne postacie zmierzające po skarb ukryty na cmentarzu. Droga jednak nie jest łatwa i można dosłownie wpaść do grobu. Rewelacyjna muzyka, tutaj już idealnie współgra z tym co się dzieje na ekranie. Aktorstwo jak zwykle na bardzo wysokim poziomie i wcale nie mówię tu o Eastwoodzie czy Van Cleefie, bo tą dwójkę która grała pierwsze skrzypce w poprzednim filmie przyćmił Eli Wallach ze swoją kreacją małego, brzydkiego choć nie odpychającego łotrzyka. Tuco jest według mnie najciekawszą postacią w "Dobrym, złym i brzydkim" ze swoim aroganckim sposobem bycia. No i w tym krótkim opisie nie można zapomnieć o końcowym pojedynku. Jednym z najdłuższych, najlepszych i najbardziej szarpiącym nerwy jakie kiedykolwiek widziałem. Żeby coś takiego można było stworzyć, wszystko musiało grać jak w zegarku: muzyka, montaż, aktorstwo, ujęcia kamery. "Dobry, zły i brzydki" jest moim ulubionym filmem kowbojskim który niczym nie ustępuję kolejnemu westernowi Sergio Leone. Spocznij!


- Mental - 12-12-2006

Trzy arcydzieła, z czego każde kolejne lepsze od poprzedniego. Pamiętajmy, że po nakręceniu "dolarowej trylogii" Leone popełnił "Once upon a time in the West" - jeszcze większe arcydzieło.


- apone - 31-12-2006

Co do "Once Upon a Time in the West"- mam trochę dziwny stosunek do tego filmu. Niby jest lepszy od "Dobrego, złego i brzydkiego", wyraża całą tą tęsknotę reżysera za Dzikim Zachodem, z resztą bagażu emocjonalnego jaki ze sobą niesie etc... A niech to, powiem tak: według mnie jest najlepszym westernem Leone, jednak przyjemniej mi się ogląda "Il buono, il brutto, il cattivo", dlatego, że było tam więcej humoru, łatwiej mi się go trawi ot co. Nie chcę być malkontencki co do "OUATITW", uważam ten film za arcydzieło, ale bardziej odpowiada mi luźnie podejście do tematu jak to miało miejsce w "The Good, the Bad and the Ugly".


- Mental - 08-01-2007

Apone, coś niewiele osób wypowiada się na temat Trylogii Leone, nie sądzisz? Nie wiem, co się z ludźmi dzieje... Co do "Once Upon a Time..." - moment, gdy Henry Fonda zerka na słońce (scena ostatniego pojedynku) zadecydowała: NAJLEPSZY WESTERN, JAKI WIDZIAŁEM I JEDEN Z NAJLEPSZYCH FILMÓW W OGÓLE.

[Obrazek: 1ps3.png]


- apone - 09-01-2007

Cytat:Apone, coś niewiele osób wypowiada się na temat Trylogii Leone, nie sądzisz? Nie wiem, co się z ludźmi dzieje...

Yup, świat schodzi na psy... 8)

Zmieniłem zdanie. Najwspanialszym momentem OUATITW jest ten ułamek sekundy w którym Harmonica uśmiecha się na widok Franka (podczas pojedynku). Cudo :)


- Azgaroth - 03-07-2007

Obejrzałem wczoraj Za garść dolarów. Wszystko byłoby fajnie gdyby nie to, że wcześniej obejrzałem Ostatniego Sprawiedliwego z Brucem Willisem, który jest niemal identycznym filmem :? Do tego przeszkadzały mi teatralne upadki po trafieniu z rewolweru i słabe udźwiękowienie (chyba, że TV4 ma kiepską kopie ;) ). Nadal nie kocham westernów ;)


- Glut - 27-11-2007

Jestem po seansie Dobrego, Złego i Brzydkiego. I mam pytanie do koksów - westernowców (czyli raczej do ciebie Mental, Apone coś nie zagląda ostatnio) czy to że w nazwie pliku stoi Extended a sam film trwa 2:58 oznacza że jest to naprawdę wersja rozszerzona? Teraz wrażenia:

Świetne kino, zabawne, kiedy trzeba bezkompromisowe a kiedy nie trzeba to nie. Żadna tam walka na śmierć i życie co prawda, a wielka niezwykła przygoda, gdybym ten film zobaczył za młodu bawiłbym się w Dziki Zachód non stop. Jeżeli jakiś pojeb wpadnie na pomysł rimejku to jedynym aktorem nadającym się do roli Tuco jest Joe Pesci. Nawet głos podobny. Aha, końcowy pojedynek niszczy i miażdży wszystko co jest do zniszczenia i zmiażdżenia. Szukałem tapetki zeń, ale nie znalazłem.


- Mental - 27-11-2007

tak, to wersja rozszerzona. dużo nowych scen, zwłaszcza z pakerem Lee Van Cleefem w roli głównej. naprawdę warto.


- Glut - 27-11-2007

Lee Van Cleef ma cholernie chudą twarz. Ten koleś to fizycznie idealny materiał na filmowego diabła/demona. Aktorsko też.


- Mental - 27-11-2007

wiesz, co powiedział o nim Leone? że jego oczy wypalają dziury w ekranie. a wiesz, co powiedział na temat Eastwooda? powiedział: "Aktorstwo Eastwooda sprowadza się do gry z kapeluszem i bez kapelusza". Wielki człowiek ten Leone.


- Hannibal - 27-11-2007

No to ładnie Clinta podsumował :)
W życiu nie widziałem nikogo kto by się lepiej prezentował i lepiej grał w kapeluszu niż Clint 8)

A tak swoją drogą to jakie sceny dodano ? Nigdy nie widziałem wersji nierozszerzonej więc nie wiem.
Hmm, Glut pisze o 2:58 a u mnie na DVD trwa 2:51, co to za ściema z tymi czasami ?


- Glut - 27-11-2007

Film ssałem z torrentów więc nie jest to żadne pewne źródło, chociaż z drugiej strony - też nie wiem co by mogło te 7 minut więcej dodać. Może inny współczynnik fps? Ktoś wie czy to możliwe?


- apone - 27-11-2007

Glut napisał(a):Lee Van Cleef ma cholernie chudą twarz. Ten koleś to fizycznie idealny materiał na filmowego diabła/demona. Aktorsko też.

Van Cleef miał genialną rolę w "Ucieczce z Nowego Jorku". Cholernie podoba mi się ten jego gest w momencie kiedy mówi o mikroskopijnym wybuchu który rozerwie obie tętnice Snake'a.

P.S.
Co prawda ostatnio nie mam czasu, ale na bieżąco przeglądam forum, nie martw się Glucie :wink:


- Glut - 27-11-2007

Wlałeś radość w me serce. ;) Właśnie mi uświadomiłeś fakt 'bycia' Cleefa w 'Ucieczce ...', rzeczywiście fajowa rola, chociaż samego filmu nie darzę takim uwielbieniem jak co poniektórzy.


- Mefisto - 27-11-2007

hannibal napisał(a):A tak swoją drogą to jakie sceny dodano ? Nigdy nie widziałem wersji nierozszerzonej więc nie wiem.
Hmm, Glut pisze o 2:58 a u mnie na DVD trwa 2:51, co to za ściema z tymi czasami ?

też mam 2:51. A co dodano? Właściwie rozszerzono to, o czym wspomniał Mental i nic poza tym. Poza tym znacznie poprawiono całość przy tej wersji


- Hannibal - 27-11-2007

Obiło mi się o uszy że rozszerzono scenę w której Anielskie Oczko przesłuchuje Tuco.

Glut napisał(a):Właśnie mi uświadomiłeś fakt 'bycia' Cleefa w 'Ucieczce...',

Czytałem kiedyś że to właśnie z powodu jego obecności Kurt Russell mówił w filmie głosem podobnym do Clinta Eastwooda z czasów Trylogii.


- simek - 27-11-2007

Niestety nie miałem okazji wsłuchiwania się w głos Clinta w "Za garść dolarów" bo oglądałem z lektorem w tv. Jednak nawet bez oryginalnych głosów film jest świetny, pięknie zobaczyć bandziorów robionych w konia przez Eastwooda, genialna historia, w którą jakoś nie mogłem "wejść" w "Straży przybocznej", to pewnie przez różnicę kulturową, bo strasznie ciężko mi się ogląda Kurosawę, jedynie "Siedmiu samurajów" mi się podobało. Filmy Leone warto oglądać dla samych postaci, zupełnie realnych, a mimo tego niezwykle ciekawych, charakterystycznych, ale nie groteskowych, co jest bolączką wielu, wielu filmów, w których bohaterowie albo są nudni, albo się z nich robi ucieleśnienie jednej przejaskrawionej cechy.


- Mefisto - 27-11-2007

simek napisał(a):Niestety nie miałem okazji wsłuchiwania się w głos Clinta w "Za garść dolarów" bo oglądałem z lektorem w tv. Jednak nawet bez oryginalnych głosów film jest świetny

trudno powiedzieć, że głosy były oryginalne, skoro każdy aktor mówił w takim języku, w jakim potrafił, a potem to i tak zdubingowano na włoski bądź angielski :D Przykładowo scena spotkania Tuco z bratem. Tuco mówił po angielsku, brat nawijał po włosku :D


- simek - 28-11-2007

:x serio?? To troche dziwna sprawa, ale nie do końca rozumiem, to w końcu dubingowali wszystkich na jeden język czy zostało tak, że jeden po włosku, drugi po angielsku? Jak jest na DVD, albo jak było to wyświetlane w kinach? Włoscy reżyserzy kręcący w Stanach, albo Angli zawsze mają problemy z głosami. Taki Antonioni, w "Powiększeniu", które dzieje się na wyspach, mówią w jednych wersjach po angielsku, w innych po włosku, tak samo "Zabriskie Point". Ciekawe jak byłaby udźwiękowiona wersja reżyserska, no bo wiadomo, że ta wyświetlana w Stanach będzie miała angielski, a we włoszech włoski dźwięk.


- Mefisto - 28-11-2007

czemu dziwna? jeden aktor potrafił mówić tylko po włosku, inny tylko po angielsku - reżyser tak nimi pokierował, że nie było zgrzytów. A film zdubbingowano odpowiednio do kin amerykańskich i włoskich (czyli np eastwood został we włoszech zdubbingowany, a w stanach nie).