![]() |
|
Filmowe guilty pleasure - Wersja do druku +- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl) +-- Dział: FILM i wszystko co z nim związane (https://forumkmf.pl/Forum-FILM-i-wszystko-co-z-nim-zwi%C4%85zane--3) +--- Dział: Ogólne dyskusje filmowe (https://forumkmf.pl/Forum-Og%C3%B3lne-dyskusje-filmowe--25) +--- Wątek: Filmowe guilty pleasure (/Thread-Filmowe-guilty-pleasure--5085) |
Filmowe guilty pleasure - Maćko - 18-12-2018 Czyli filmy złe, słabe i takie, których wad jesteśmy świadomi w 100%, ale pomimo tego oglądanie ich sprawia nam dużą przyjemność. Mieliście tak kiedyś ? ;) Przyznam, że do tego wątku zainspirowało mnie obejrzenie Interstellar na Netfilxie - filmu w którym z marszu jestem w stanie wymienić kilkadziesiąt wad, głupot czy wyśmiać pokazane przesłanie, ale... jak siadam do sensu to jakoś ciężko mi odejść sprzed ekranu. Naiwne to i głupie miejscami, ale widocznie jestem wrażliwy na takie bzdety. Oglądałem to dzisiaj chyba 4 albo 5 raz - i znowu z przyjemnością. Z takich oczywistych przypadków to za guilty pleasure uznaję całą serię Godzilla i inne filmy tego typu, które bardzo lubię nadrabiać pomimo ich wątpliwych wartości artystycznych. Dlaczego? Pewnie głównie dlatego, że bawi mnie kreatywność twórców próbując wysokobudżetowy film z minimalnym budżetem. Lubię się zastanawiać w jaki sposób filmowcy musieli kombinować, aby pokazać zaplanowane przez siebie sceny. Ot, "polecam" tutaj chodzi dzieła z serii Ultraman - rzućcie choćby okiem na różne transformacje bohatera w ogromnego robota . Ileż dziwnych sztuczek tutaj musiało być! Prawda, że piękne? ;) Z innych pozycji dorzucam jeszcze "Wodny Świat" z Costnerem - film dostał bęcki od krytków, ale ja ogromnie doceniam cały wysiłek w kreacji świata i aranżacji tych wszystkich kosztogennych scen. Przypomina mi ten film taką zakurzoną książkę, która w treści rozłazi się na wszystkie strony, ale ma zajebistą okładkę od której nie można oderwać wzroku. A już zawsze rozpierdziela mnie scena z tym dziadkiem, który całe życie spędza w absolutnej ciemności zbiornika na paliwo. P. S. Jak jest taki temat, to proszę o kasację, ale nie mogłem znaleźć. ;) RE: Filmowe guilty pleasure - Gieferg - 18-12-2018 Znalazłoby się parę filmów, które są uważane za gnioty, a ja lubie do nich wracać, ale zazwyczaj (choć nie zawsze) takich filmów sam nie oceniam jako gniotów - jakby mi się nie podobały to bym do nich nie wracał. - Street Fighter (z Van Dammem) - Super Mario Bros - Judge Dredd z Sly'em (wkurwia mnie na różne sposoby ale i tak ciągle do niego wracam) - Conan z 2011 - 47 Ronin - G.I.Joe Rise of Cobra & Retaliation - wczesne filmy Dolpha Lundgrena od He-Mana po Joshua Tree - Robot Jox - The Crow: City of Angels - Highlander II i III - Project Shadowchaser - Wiedźmin RE: Filmowe guilty pleasure - Kluski - 19-12-2018 (18-12-2018, 21:32)Maćko napisał(a): Z innych pozycji dorzucam jeszcze "Wodny Świat" z Costnerem - film dostał bęcki od krytków, ale ja ogromnie doceniam cały wysiłek w kreacji świata i aranżacji tych wszystkich kosztogennych scen. Mi też Wodny świat sprawia przyjemność, ale nie odczuwam z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia, ani nie czuję się winny :) Oddałbym wszystkie filmy Marvela za jeden taki film, zrobiony w stylu Wodnego świata, kiedy kino miało jeszcze duszę ;) Jeśli chodzi o guilty, to chyba większość filmów z zombiakami, a jak jeszcze biegają, zamiast się snuć, to z automatu idzie +1 do oceny filmu. RE: Filmowe guilty pleasure - zdzichon - 19-12-2018 Punisher z Lundgrenem, chociaż ja akurat dalej uważam, że to najlepsze oddanie postaci nie licząc Dirty Laundry :) +1 dla Dredda ze Sly'em mam tak samo jak Gieferg RE: Filmowe guilty pleasure - Maćko - 19-12-2018 Dredd ze Stallonem jest tak nieświadomie karykaturalny miejscami, że aż piękny. No i ma fajnego robota-napierdalacza. Ta jego szczena robi robotę. :D
RE: Filmowe guilty pleasure - zdzichon - 19-12-2018 Waaaaaar :) To jest strasznie nierówny film przede wszystkim. Zawsze mam wrażenie, że część zespołu kumała prześmiewczy klimat komiksu i ciągnęła w jego stronę, a druga (stawiam na Sly'a i producentów) w drugą. Dzięki temu mamy z jednej genialnie oddaną rodzinę Angelów i ogólnie design świata, a z drugiej Roba Schneidera. RE: Filmowe guilty pleasure - Huntersky - 19-12-2018 Dobrze myślę, że Judge Dredd to jeden z ostatnich blockbusterów zrobionych "po bożemu" bez większej ilości CGI? RE: Filmowe guilty pleasure - Gieferg - 19-12-2018 Z Dreddem mam taki problem, że ostatnie pół godziny (począwszy od wykończenia Angel Family) to ustawiczne i przeprowadzane na szybko odjebywanie kolejnych postaci strzałem/ciosem w plecy. Do samego, qrva, końca. Wygląda jakby im brakło zarówno pomysłów jak i kasy (tu szczególnie motyw z klonami). Nie wspominam już o tym, że Dredd jest Dreddem tylko przez pierwsze 20 minut. No ale jest fajnie pokazany świat, dobre efekty, mimo wszystko pasujący do roli Sly i GE-NIA-LNA muzyka Silvestriego. RE: Filmowe guilty pleasure - zdzichon - 19-12-2018 Ano, Silvestri zrobił prawie tak dobry OST jak do Predatora. RE: Filmowe guilty pleasure - OGPUEE - 19-12-2018 Na ten moment przychodzi mi do głowy King Kong Lives. Głupi jak cholera, większość scen pasuje do komedii (mój ulubiony moment, gdy KOng zgniata samochód jakiegoś chłopaczka i ten najbardziej sie martwi, że stary go zabije :D) i ma durny set-up, ale nie przyjemnie się to ogląda, ma sporo zarąbistych tekstów i bardziej mi się podoba niż za dziecika. RE: Filmowe guilty pleasure - Corn - 19-12-2018 Wszystkie filmy z Seagalem po 2001 roku, mniej więcej od "Dyptyku Polskiego"; slashery i ogólnie kino, które z kumplami wchodzi jak złoto, ale samemu to nie włączysz bo i po co? Ostatnio przemieliliśmy dwie części Delta Force i trylogię Zaginionego w akcji. Wspaniałe odkrycia filmowe. Zdecydowanie bardziej doceniam kinowe szroty bez budżetów w których widzę serce jakie włożyli w nie twórcy, od tych którzy próbowali romansować z dużą ilością zer, ale im nie wyszło (jak wyżej wspomniany Dredd) RE: Filmowe guilty pleasure - Krismeister - 19-12-2018 Zdecydowanie "Batman Forever" i "Batman i Robin". RE: Filmowe guilty pleasure - szopman - 19-12-2018 Terminator 3; swego czasu (laaata temu) film The Clone Wars, odkąd zamieniłem na fanedita to już cięzko nazwać to gp; gdybym odświeżał serię "Rocky" to pewnie takim GP byłaby 4. część; wszelkie fillery DBZ, DBS, pierwsze 16 odcinków DBGT; Święci z Bostonu 2 RE: Filmowe guilty pleasure - Mierzwiak - 27-12-2018 Kiedyś zdarzało mi się używać tego określenia (choć nie pamiętam kiedy / w przypadku jakich filmów), dzisiaj uważam je za przestarzałe i pretensjonalne. Niby z jakiego powodu miałbym czuć się "winny" że film X mi się podoba? Film jak film, są lepsze i gorsze, ale bez przesady. Mam wrażenie że obecnie to takie asekuracyjne określenie, no wiecie, podobało mi się, ale hola hola, nie myślcie że ja lubię takie filmy, co to, to nie. Pffff. RE: Filmowe guilty pleasure - Gieferg - 27-12-2018 DLatego ja tu się odnoszę do filmów, które wiem, że nie są lubiane, ale sam je lubię. Winny się nigdy nie czuję, nawet gdy biorę z półki i odpalam to: "Guilty pleasure" w swoim oryginalnym znaczeniu to określenie do cieniasów, którzy się wstydzą tego, co lubią. RE: Filmowe guilty pleasure - shamar - 27-12-2018 Nie wiem na ile to się obecnie sprawdzi (bo nie oglądałem tych filmów dawno temu) ale (na krótkiej liście): Żółwie 2 Robocop 3 Super Mario Bros Terminator Salvation Howard the Duck The Crow Spawn (27-12-2018, 00:47)Mierzwiak napisał(a): Mam wrażenie że obecnie to takie asekuracyjne określenie, no wiecie, podobało mi się, ale hola hola, nie myślcie że ja lubię takie filmy, co to, to nie. Dupa tam. Są filmy złe o których się wie ale np. sentyment powoduje, że lubi się do nich wracać. Mam tak z koszmarnym "Robocopem 3". Powtrazam go bo nie wierzę, że tak można było to spierdolić, na wszystkich chyba płaszczyznach. RE: Filmowe guilty pleasure - simek - 27-12-2018 (27-12-2018, 00:47)Mierzwiak napisał(a): Kiedyś zdarzało mi się używać tego określenia, dzisiaj uważam je za przestarzałe i pretensjonalne. Niby z jakiego powodu miałbym czuć się "winny" że film X mi się podoba?W tym określeniu jest trochę przesady, bo chyba nikt, tak na serio, nie ma poczucia winy, że jakiś film mu się podoba, ale ma sporo sensu, bo jest to analogia do znanego chyba każdemu mechanizmu psychologicznego, gdy czujemy winę podczas przyjemnych czynności (obżeramy się, jest przyjemnie, ale również poczucie winy, że przytyjemy, albo uprawiamy seks, jest przyjemnie, ale również poczucie winy, bo to przecież przed ślubem i tak nie wolno). Przy filmach chodzi tylko o to, że podoba nam się coś, wobec czego równocześnie zdajemy sobie sprawę, że jest złe, więc jest w nas pewien konflikt - według moich zasad oceniania film jest zły, ale jednak mi się podoba i to może rodzić pewnego rodzaju dyskomfort i właśnie to uczucie określamy jako guilty pleasure. Pewnie jest sporo osób, które stwierdzą, że tak w ogóle nie mają, bo jak się podoba, to się podoba i koniec dyskusji, ale ja podchodzę do filmów trochę bardziej analitycznie i często mam tak, że czuję, że film jest słaby i nie powinien mi się podobać, a jednak go lubię. U mnie najbardziej jaskrawy przykład to prequele Star Wars (oprócz Zemsty Sithów, bo to zwyczajnie dobry film) - każde dziecko na Ziemi wie, że jest tam masa wad i głupot, ja też to widzę, ale kocham każdą ich sekundę i jara mnie wizja kolejnej powtórki :) RE: Filmowe guilty pleasure - szopman - 27-12-2018 simek dobrze prawi ;) |