Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe
Krótka piłka: The Animated Series - Wersja do druku

+- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl)
+-- Dział: Działy tematyczne (https://forumkmf.pl/Forum-Dzia%C5%82y-tematyczne--5)
+--- Dział: Filmy i seriale animowane (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-i-seriale-animowane--23)
+--- Wątek: Krótka piłka: The Animated Series (/Thread-Kr%C3%B3tka-pi%C5%82ka-The-Animated-Series--6730)



Krótka piłka: The Animated Series - OGPUEE - 06-04-2026

Zakładam po sugestiach niektórych forumowiczów.

Mówiąc szczerze, wahałem się, bo w sumie animacja to jednak medium, a nie gatunek i po co rozdrabniać. No i dobija ta świadomość, że mógł być założony co najmniej 10 lat temu. Ewentualnie można przejrzeć całą krótką piłkę i przenieść do tematu. Ale po posłuchaniu się sugestii, to nie jest taki głupi pomysł.

No i więc zacznę dwiema pozycjami, które teraz obejrzałem.   

Koty nie tańczą - jak wcześniej mówiłem, robię prelekcję o podróbach Disneya na Śląskie Dni Fantastyki, więc oglądam/powtarzam, by wiedzieć o czym gadać. I korzystając z tego, że część z nich ma polski dubbing i teraz przyjechała siostra z jej rodziną na święta, to zamierzam wykorzystać siostrzeńca do wspólnych seansów (bo wtedy nie muszę, jak to ja, przerywać seansu jakimiś zabijaczami czasu). I na pierwszy ogień poszedł film, który ja i jego matka widzieliśmy w dzieciństwie (dokładnie na wypożyczonym VHSie z dubbingiem).

Co pierwsze uderza, to jak energiczny jest ten film. Co chwila się coś rusza, piosenka jedna za drugą, dość szybkie dialogi. Więc tempo odpowie obecnym dzieciakom. W każdym razie mój siostrzeniec powiedział, że fajny film. I kiwał głową w rytm pierwszej piosenki - ja tak samo, bo piosenki i oprawa muzyczna są naprawdę dobre. Ja z kolei już jako starszy pan dostrzegłem wiele odniesień i smaczków związanych ze Złotą Erą Hollywood. I z zaskoczeniem odkryłem, że pracował tu Gene Kelly.

W sumie korzysta z formuł Disneya, ale w ten dobry sposób i dając też od siebie. Chociażby styl graficzny przywodzący na myśl karykatury z lat 40. Fabuła może odgrzewana i to kolejna alegoria nt. segregacji rasowej, ale podana w bardzo dobrym sosie. Danny trochę jest cymbałem i naiwniakiem, a w zasadzie to jedyny poważniejszy minus, a i tak wypada znośnie,d. Dzieciak to postać, a nie jakiś avatar dla utożsamiania się z dzieckiem (i też nie krzyczy "Ajm kjut!") . Darla Dimple to jeden z najlepszych animowanych nie-disneyowskich złoczyńców. Głównie przez swą nietypowość - to po prostu słodka różowiutka dziewczynka (będąca jednocześnie diabłem wcielonym). Dzięki temu kontrastowi wyróżnia się wśród czarnych charakterów, a także była fajną satyrą na dziecięcych celebrytów, którym się w tyłkach przewraca. No i to całkiem komiczna postać. Zabawny był też jej pięciometrowy zakapior.

Oprócz muzyki także animacja okazała się znakomita - zwłaszcza, kreatywna czołówka. I te kolory! Zwłaszcza, że jak czytałem na TV Tropes film miał niski budżet, więc tym bardziej oklaski i wielka szkoda, że Turner po nim nie zrobił więcej animowanych pełnometrażówek. No i Warner skrzywdził film na rzecz Magicznego miecza i celowo zawalił promocję prowadząc do flopa (Dziwi mnie to? Niestety nie). 

A jak dubbing? Oczywiście, że dobra obsada. Normalnie jestem za tym, żeby dzieci dubbingowały dzieci i w oryginale Darlę dubbinguje mała dziewczynka, ale tu przymknę oczy, ponieważ Beata Wyrąbkiewicz okazała się idealna plus znakomicie emuluje dziecięcy głos (lata grania Margolci się opłaciły). Z kolei momentami miałem problem ze zrozumieniem wokali czy czasem dialogów, choć nie wiem czy to kwestia dźwięku/kopii wziętej pewnie z VHSów (bo na cda wersja jest jakości z BDripa, ale w Polsce taki nie pojawił się).

9/10



Strach na Wróble (2000) - tym razem bez siostrzeńca, bo nie ma dubbingu czy lektora (a nie wiem czy jest wersja z niemieckim dubem). Za młodu widziałem tylko VHSa w koszu w realu, sądząc że to prequel ozowego Stracha (bo w TV widziałem takowy o Tchórzliwym Lwu). A potem dowiedziałem, że to na podst. jakiegoś opowiadania, i że robił to Richard Rich, ten od Księżniczki łabędzi. I dopiero teraz mam okazję w ramach przygotowań do ŚDF. przede wszystkim w szoku jestem, jak zajebiście wyszła animacja. Mówimy tu o filmie na rynek domowy, a wiadomo jak one wyglądały. Także 2D-sequele Księżniczki łabędzi, też kręcone przez Richa, miały słabszą jakość. A w Strachu… mam płynne ruchy postaci, kolorowe obrysy postaci, stosowanie rotoscopingu, dbanie o szczegóły jak odbicie w wypolerowanej podłodze. Strach na wróble chociażby ma jedną rękę normalną, a druga to plątanina patyków. Nie zdziwiłbym się, gdyby miało pójść jako kinówka. ale plany przeszkodziła klapa animowanego Król i ja.

Można jeszcze przymknąć oko na fakt, że bohaterowie tańczą układy, które zostaną wymyślone w XX wieku, tak nowoczesna muzyka gryząca się z czasami kolonialnej Ameryki. Strach bardziej zachowuje jak nastolatek z lat 90. i generalnie jest dietetycznym Aladynem z Disneya. I choć ma odpowiednik latającego dywana, to zamiast Abu jego zwierzęcym sidekickiem jest Iago, czyli zrzędliwa mysz grana przez Coreya Feldmana (BTW sądziłem, że gra go ktoś starszy). W sumie jakbym miałbym porównać, jak Księżniczka łabędzi była fabularnym rip-offem Śpiącej królewny, tak Strach na wróble to rip-off Aladyna.

Wróżka potrafi być zabawna i jednocześnie irytująca. Co innego złole – główny zły zachowujący się jak męska wersja Darli Dimple z w/w Koty nie tańczą (a gość jest w wieku mojej starszej siostry) i z wkurzającym głosem. Oraz Janusz Biznesu, u którego pracuje love interest, który ma jakiś nierozpoznany rak żołądka, bo bebzon ma jak dynia i żyjący własnym życiem. Ale pochwalę, że Janusz jest inteligentny, bo od razu łączy fakty, że Feathertop to magiczny strach na wróble. Plus fabuła nie jest jakaś fatalna i nieźle się to ogląda, a jest tam jakaś chemia między głównymi bohaterami. I trzeci akt dość poprowadzony po łebkach, ale przyznaję, że fejkowa śmierć jeszcze ma jakieś uzasadnienie, bo postać miała przesłanki, by zginąć.

Przeciętniaczek, ale zjadliwy.

6/10


RE: Krótka piłka: The Animated Series - al_jarid - 06-04-2026

(06-04-2026, 16:59)OGPUEE napisał(a): W sumie korzysta z formuł Disneya, ale w ten dobry sposób i dając też od siebie.

Bo ja wiem? Może faktycznie, przez wątek bohatera idealisty, który odstaje od reszty i, nie dając się pokonać przeciwnościom, wytrwale dąży do spełnienia swoich marzeń. Jednak ogólnie film bardziej mi się kojarzy ze stylem kreskówek Warner Bros (czyli prawidłowo, biorąc pod uwagę producenta) niż z Disneyem. Pewnie ze względu na antropomorficzne zwierzaki, bardziej "kreskówkową" animację - może to sformułowanie nie ma sensu, ale ważne, że ja wiem, o co mi chodzi ;) - i tę szaloną energiczność. Dla mnie film niesie przede wszystkim kapitalna Darla, no i Sawyer - mam poczucie, że jest tu najlepiej zanimowana.

Warto nadmienić, że reżyserował gostek, który później dał nam "Nowe szaty króla" (a potem "Kurczaka Małego", ale to akurat wolałbym wyrzucić z pamięci) - widać tu podobny, energiczny zwariowany styl.


RE: Krótka piłka: The Animated Series - OGPUEE - 10-04-2026

Łabędzie nutki - jak widać Richard Rich lubi kontynuować tematykę łabędzią, bo ekranizuje kolejne IP związane z tymi ptakami, bo od E.B. White'a. Ktoś chyba pomylił drogę dystrybucyjną. Miał premierę w kinach, a animacja słabsza, bardziej jak do telewizji. Nawet czcionka w napisach końcowych jest dość uboga. Muzyka czasem przypomina jak wstęp piosenek z późnych lat 90. i wczesnych 2000s.

I choć film jest krótszy do poprzedniego Stracha na wróble, to ma gorsze tempo i sprawia wrażenie dłuższego metrażu. Fabuła równie słaba będąca zlepkiem różnych kawałków i motywów, w większości to bezbarwny romans. A złoczyńcą jest ten każdy dupek-jock/panicz z komedii romantycznych, grany przez Setha Greena. I jego postać ma mieć najlepszy wokal, co w praktyce źle, ponieważ Seth Green to nie Violetta Villas. Przynajmniej rodzina i otoczenie nie jebie głównego bohatera za bycie niemym. O właśnie, mimo, że główny bohater to niemowa, to jednak słychać jego myśli niczym w pierwszym animowanym Garfieldzie, bo widocznie uznano bohater niemowa nie pociągnie widowni. Też niezbyt lotny, bo chcąc zarobić, wchodzi w spółkę z jakimś obtartusem, po którym widać że to oczywisty szuler (i sam to dostrzega!). Aha, chce zarobić, bo jego ojciec ma doła, że ukradł trąbkę dla syna (mimo, że ptaki raczej nie rozumieją konceptu kradzieży, zwłaszcza tych innych dwunogów, a raczej właściciel nie będzie wzywał bagiet czy RDOŚ).

Zdecydowani najsłabszy film Richa (CGI-sequeli Księżniczki łabędzi nie widziałem, ale nie będę tracić czasu na oczywisty chłam). Król i ja to przynajmniej był jakiś. A to jest tak mdłe i bezbarwne, że aż do zapomnienia.

2,5/10


Once Upon a Forest - widziałem ze dwa razy w życiu za dzieciaka. Wpierw na niemieckiej TV, potem na polskiej TV. Polskiego dubbingu nie ma, bo każdy VHS nie będący Warnerem/Disneyem dawał z lenistwa lektora, a Polsat też ubóstwiał lektora.

Na pewno pochwalę, że przesłanie ekologiczne jest wyważone. Za katastrofę nie odpowiada przerysowany kapitalista, tylko to był wypadek i ludzie odrazy chcą naprawić syf, który wywołali. I nikt nie robi ze złej woli, tylko zwykłego niedbalstwa. Stawiam dlatego, że u współproducentem była Wielka Brytania. I też faktycznie dzieje się w Europie, bo w USA borsuki wyglądają inaczej i są tu wiewiórki rude, więc nie ma przypadku, że Amerykanie wykażą się ignorancją powodującą wkurw u Europejczyków :).

Chociaż nie, przyczepię się złośliwie. Pomijam, że borsuki chętnie polują na gryzonie i inną zwierzęcą drobnicę. Przede wszystkim w tym filmie są tego samego rozmiaru co myszy, krety i jeże, gdy wiadomo że borsuki są sto razy większe. I też ironiczne, że najbardziej antagonistycznym gryzoniem jest rdzenna wiewiórka ruda, która w UK jest zagrożona przez inwazyjną wiewiórkę szarą :) (przynajmniej nie jest szczur). Przynajmniej sowa to potwór, zamiast być nobliwym mędrcem jest jak w naturze, czyli to praktycznie odpowiednik mordercy ze slashera. Choć tutaj widzę niekonsekwencję - wszystkie zwierzaki są zantropomorfizowane, noszą ludzkie ubrania i fryzura i nie ma barier językowych, a płomykówka to realistyczny zwierz bez ubrania i zdolności mowy. I dałoby się przymknąć oko, gdyby nie fakt, że są tu antropomorficzne strzyżyki. I też twórcy zrobili jedną nieumyślność. Strzyżyki są kodowane jako afroamerykańskie. I są na tyle głupie, że jak jakiś nieszczęśnik siedzi jedynie po kostki w bagnie, to nikt wpadnie, że można osobnika odratować przy pomocy prostej dźwigni. I na to wpadają gryzonie. A i sowa jest pokazana jako tępa, bo nabrała się na łatwy trik.
[Obrazek: 57904c299f543dcb0669c492385e3aa8.jpg]

Fabuła prosta, ale ujdzie. Dobrze poprowadzeni bohaterowie dziecięcy i dobrze są zagrani. Najwięcej osobowości ma Abigail i jest pisana tak, że mogłaby być dowolnej płci. A także potrafił być ryzykowny i uśmiercić pewne postacie. Animacja całkiem ładna, aczkolwiek od momentu starcia z płomykówką animacja staje jakaś się jakaś gorsza - dziwne ruchy, mniejsza płynność itd. Czytałem, że oryginalnie miało iść jako film telewizyjny, stąd pewnie nie konsekwencja w jakości (jak i relatywny krótki czas trwania). Może wtedy nie bombnął by w kinach.

7/10


Dolina paproci - pierwsze co muszę pochwalić to prześliczna animacja. Z bogatymi tłami, płynnymi ruchami, ładną kreską (te wszystkie fotorealistyczne zwierzęta!) czy subtelnym użyciem CGI, przez co pod tym względem film tak się nie starzeje jak np. Aladyn z tego samego roku. I tym bardziej to dobre, gdyż nie robiła tego większa wytwórnia czy tytan pokroju Blutha, a jakaś niezależna firma. Dobrze wydane dolary. Z koeli piosenki na jedno kopyto i taka dobra, to ta głównego złego. Szkoda, że do tej pory nie wypłynął polski dubbing z Canal+, bo na pewno był dobry. A fabuła? Cóż, przesłanie ekologiczne tu jest dość ciężką ręką przekazane, że wycinka w australijskie Białowieży jest zła i w ogóle, ale też nie portretuje ludzi jako złych. Drwale po prostu wykonują swoją pracę i jedynie winni są ignorancji. Wszak główną postacią ludzką jest robol, który nie ma świadomości ekologicznej, ale generalnie jest spoko ziomkiem i hip-cool extreme studenciakiem. A jego współpracownicy to komediowe spoko-głąby. Co muszę też przyznać, to że dochody przeznaczyli na ochronę środowiska.

Odnośnie jeszcze fabuły, nie jest w sumie powiedziane kim jest rudy wróżek grany przez Christiana Slatera dla Crysty, chłopakiem, bratem, gejowskim kumplem? Crysty. Nie wiadomo. Ale z drugiej strony też pochwalę, że to kolejny film z liar revealed, bez tej całej żenady charakteryzującą ową kliszę. Kłamstwo jest sprzedane jako wiarygodne i dano dobry powód do jego zastosowani, a osoby zranione (które i tak były uprzedzone) tak szybko nie przebaczają. I nie ma jakiegoś 10-minutowego fillera jak to kłamcy jest przykro (a kłamca zamiast tego od razu działa, by wypić nawarzone piwo) i gdy trzeba pokonać to obie strony bez ceregieli ze sobą współpracują.

Odnośnie jeszcze fabuły, skoro to Australia, a elfy są tu rodzime (fajny myk, że żyjąc z dala od ludzi, traktują ich jako istoty z bajek), to na logikę powinny być czarnoskóre. No chyba, że u istot magicznych też były jakieś wiksy z kolonializmem czy zsyłaniem na karne wyspy i film woli o tym nie wspominać ze względu na docelową widownię ;).

I przyznam ciekawsze są kulisy i nieczyste zagrywki ze strony Disneya, a właściwie Katzenberga, który chciał wyperswadować Robinowi Williamsowi udział w tym (bo w tym samym roku wychodził w/w Aladyn). A Williams pokazał mu faka, ponieważ urzekło go przesłanie, plus podminowało wydymanie przez marketing Disneya. A jak jeszcze mówię o Myszy, z zaskoczeniem odkryłem, że Król lew nie jest pierwszym animowany projektem Eltona Johna.

Jakby trochę zmniejszyć nachalność przesłania, to byłby bardzo dobry film. Bo w przeciwieństwie do innych nie-disneyowskich filmów zarobił przyzwoite pieniądze (i co za tym idzie dostał obligatoryjny słaby sequel na VHSa). A tak to jest znośny, ale przyzwoity.

6/10


RE: Krótka piłka: The Animated Series - OGPUEE - 17-04-2026

Prelekcja za mną i okazała się sukcesem, zarówno frekwencyjnym jak i jakościowym, bo zmieściłem się w 45 minutach mimo rozległego materiału (i znajoma też była zaskoczona, że mi udało). No i w międzyczasie obejrzałem jeszcze kilka pozycji, by wiedzieć o czym gadać i czy się kwalifikuje. Tym razem na własny rachunek, bo siostrzeniec miał inne rozrywki na mieście, a ja z kolei byłem w pracy.

Dyl Sowizdrzał - pamiętam na Super RTL reklamy (heh, teraz i ten film jest "stary"). I tyle. Potem, gdy pojawił emul, to ściągnąłem, ale ostatecznie nie obejrzałem. I potem zdziwienie, że jednak było to w Polsce. I to nawet z dubbingiem (choć tu mniej się dziwię, bo odkąd się upowszechniło DVD, to już każda animacja, nie będąca anime, otrzymywała polski dubbing). I na Wikipedii ma tylko polską (!) stronę.

Okazuje się, że to nie jest knock-off Disneya, bo choć bajkowa kreska i moooże popkulturowe wtręty Czarodziejskiego Lustra to nie ma jakichś widocznych tropów, to raczej standardowy film familijny, który by i dzisiaj przeszedł - wykonanie jakiegoś questu, gadający zwierzęcy sidekick, trochę komedii. Wyróżnia się głównym bohaterem. Dyl to rubaszny jajcarz, który przez większość czasu nie traktuje zdarzeń poważnie. Też sprawnie jest wykonany scenariusz. Animacja ładna, choć bardziej to lepsza budżetowa animacja telewizyjna, mimo że z 2004 roku.

Polski dubbing średni i aktorzy jadą głównie na autopilocie. Boberek kompletnie nie wykorzystał swego potencjału i pamiętam fragmenty z niemieckiej wersji, to Benedikt Weber wypadł znacznie lepiej i oddał energiczność i głupawkę Dyla (gościa kojarzę z takiego spoko programu Art Attack, też na Super RTL). Najlepiej wypadła Dorota Lanton jako główna antagonistka i wielka szkoda, że zrezygnowała z dubbingu.

6/10


Księżniczka na ziarnku grochu - pamiętam, że jak wchodziła do kin w 2005 roku, to sprawiała wrażenie odświeżenia na tle CGI-"dekonstruujących" komedii dla starszych z popkulturowymi odniesieniami dla popkulturowych odniesień i knock-offów Shreka. Filmu nie widziałem, aż do teraz i słyszałem o średnich recenzjach.

No i ujrzałem na lewych serwisach. Cóż, nie jest knock-off Shreka. To knock-off Renesansu Disneya. W dodatku to film, który powstał o dekadę za późno. Już nawet Disney za swego renesansu aż tak nie afiszował z musicalowością i baśniowością. Mamy bezpłciową laskę kumplującą z gatunkiem zwierząt, które nigdy w bajkach nie dostaną statusu villaina. I to ją Książę Czaruś musi wybrać, choć ja na jego miejscu wziąłbym ta jajcarkę, bo na chociaż osobowość. Ci dobrzy są prawi i sprawiedliwi do porzygu, a ci źli są wstrętni i ohydni, i mamy stereotypowy podział na dobre i złe zwierzątka. Chociaż nie. Kruk jest jako ten dobry. Przy okazji jak ów kruk umyka jastrzębiowi Alfreda mówi coś w stylu "Pozbyłem się tego padlinożercy"; powiedział ten, co z mięsa głównie je padlinę :P. 

Przede wszystkim to - delikatnie mówiąc - karkołomny pomysł, by zrobić w trójaktowy film na podst. baśni, która zajmuje ledwie półtorej kartki A5. Baśni najwyżej nadaje się na 10 minutowy odcinek (znowu do znudzenia przywołam Pan Andersen opowiada, gdzie adaptacja stanowi 10-minutowy odcinek). A tu jest jakaś wielka przepowiednia, z zamianą niemowląt i dworskimi intrygami. Księżniczka łabędzi była bez sensu? To tu mamy motyw, że ten kto pierwszy zjawi się w dzień przekazania tronu, ten go otrzymuje nawet jeśli nie był ćwiczony do władania krajem.

Stronę techniczną robiła Pannónia Films, więc wiadomo że o jakość nie ma się co martwić. Piosenka otwierająca bardzo melodyjna. Reszta do zapomnienia. I cóż - tu kolejny objawiają się słowa Dona Blutha, że przede wszystkim o wszystkim decyduje scenariusz.

4/10


Czterech wspaniałych - tą ekranizację Muzykantów z Bremy wcześniej znałem z internetowych recenzji i szczerze się zdziwiłem, że nie dość że miał polską dystrybucję, to jeszcze polski dubbing. Myślałem, że uda mi się go zobaczyć z siostrzeńcem, bo na jutubie jest oryginalna wersja niemiecka (a polska też jest, ale jej jakość jest godna politowania). Ale ten miał inne rozrywki na mieście, a ja z kolei byłem w pracy. Dla odmiany knock-off Renesansu Disneya, który jest OK. Choć to też adaptacja króciutkiej bajki przerobiona w coś większego. Ale w przeciwieństwie do Księżniczki na ziarnku grochu to rozwinięcie fabuły wydaje się bardziej naturalne. Choć i tu można złapać się za głowę. Otóż gdy zwierzęcy kwartet dociera do Bremy, to ta okazuje się być technodyktaturą zarządzaną przez wielomackowy koncern mięsny, którego szefem jest żydowski (ma spiczasty nos, więc na pewno jest Żydem) doktorek grany przez niemieckiego Dżina z Aladyna. I owi muzykanci muszą dla niego robić dżingle reklamowe. A z kolei osioł zostaje zwolniony na rzecz robo-centaura.

Większość wątków jest, choć płasko wypadł Tortellini (kogut) ograniczający się do bycia comic reliefa. W dodatku ma najmniej do śpiewania, więc angaż Zucchero do angielskiego dubu (a u nas Andrzeja Dąbrowskiego) mija się nieco z celem i niemiecki oryginał był mądrzejszy, dając w tym przypadku regularnego aktora głosowego. Gdy reszta kwartetu ma celebrytów jak Mario Adorf. O, na rynek międzynarodowy wzorem Niekończącej się opowieści poszła skrócona wersja pod Amerykanów. Ale gdy w przypadku Niekończącej się opowieści skrócenia były nieistotne, tak tu pod nóż poszły całe sceny. Czytałem, że dlatego bo Amerykańce uznali je za zbyt niewłaściwe dla filmu familijnego. Aha. Akurat sobie porównałem i znowu dowód, że Amerykanie to zawsze były przewrażliwione pizdy. Np. końcowe świętowanie, gdy bohaterowie mają kieliszki białego wina (a równie mogła być to woda). Może jak Gwendolyn kręci pupą przed Platinim w dość prowokacyjny sposób mógłby zapalić lampkę, ale widać że robiono to dla śmiechu i to nie poziom Powrotu Batmana. A zostawilli sceny jak pies obsikuje pogardliwie samochód złego barona (zresztą w oryginale ten sam pies mówi "Scheiße", co jest odpowiednikiem naszej "kurwy". A Family Picture :)).

Bez wątpienia była to najlepiej zanimowana niemiecka animacja w tamtym czasie. Głównie dlatego, że sąsiedzi nasi robili to pod rynek amerykański. I udało się, bo z powodzeniem emuluje ówczesnych animacji. Także dużo używane CGI, choć widoczne i stare, to działa w kontekście historii, bo głównie wykorzystano ją do pojazdów, obiektów koncernu i postaci mechanicznych, więc ten nieprzyjemny vibe działa. Też najważniejszy element, czyli muzyka, daje radę - do tje pory jestem w stanie zanucić parę piosenek. Polski dubbing oczywiście, że jest dobry, no ale Jerzy Dominik był standardem jakości. Przy czym zamieniłbym głosy wokalne Tortelliniego i Bustera, bo wtedy by lepiej pasowały barwą głosową.

6/10


RE: Krótka piłka: The Animated Series - Mefisto - 17-04-2026

No nie, Scheiße to shit i tyle, do kurwy trochę daleko.


RE: Krótka piłka: The Animated Series - slepy51 - 18-04-2026

No właśnie tak - jasne, w dosłownym tłumaczeniu to "gówno" ale w mowie potocznej to jest właśnie niemiecki odpowiednik naszej rodzimej "kurwy" używanej jako przecinek w gadce. A skąd to wiem? Trzy lata mieszkałem w Niemczech, zdawałem maturę z tego języka a mój brachol od ponad 20 lat uczy go w szkole :)


RE: Krótka piłka: The Animated Series - Mefisto - 18-04-2026

Chodziło mi raczej o wagę słowa. Nie każdy przecinek jest sobie równy. W tym wypadku porównałbym to raczej do naszej "cholery" niż "kurwy".


RE: Krótka piłka: The Animated Series - slepy51 - 18-04-2026

Nie wiem jakie to słowo miało wagę w tej przytoczonej wyżej animacji bo jej zwyczajnie nie widziałem, a "scheiße!" może też być tłumaczone jako "cholera!" (choć w tym wypadku dużo bardziej pasuje też często używane w Helmutowie "verdammt!"), tak ogólnie jest to właśnie tamtejszy odpowiednik naszego "kurwa!" czy "kurwa mać!". Także OGPUEE jak najbardziej miał rację.


RE: Krótka piłka: The Animated Series - Mefisto - 18-04-2026

Co teraz, wysoki sądzie? :)


RE: Krótka piłka: The Animated Series - slepy51 - 18-04-2026

No nic, parafrazując znany i lubiany kiedyś teleturniej dla dzieci i młodzieży "Szalone liczby" można spokojnie napisać, że OGPUEE ma rację a Mefisto blefuje :)


RE: Krótka piłka: The Animated Series - Bucho - 20-04-2026

Mnie tez sie szajse, poza gownem, kojarzylo z cholera wlasnie, ale sie okazuje, ze cholera to bardziej "mist".

Tako rzecze ej aj.