Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe
Thrash (2026) i inne wątpliwej jakości filmy o rekinach - Wersja do druku

+- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl)
+-- Dział: FILM i wszystko co z nim związane (https://forumkmf.pl/Forum-FILM-i-wszystko-co-z-nim-zwi%C4%85zane--3)
+--- Dział: Filmy zagraniczne (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-zagraniczne--12)
+---- Dział: Forum wewnętrzne: HORRORY, KINO WAMPIRYCZNE, GORE (https://forumkmf.pl/Forum-Forum-wewn%C4%99trzne-HORRORY-KINO-WAMPIRYCZNE-GORE--19)
+---- Wątek: Thrash (2026) i inne wątpliwej jakości filmy o rekinach (/Thread-Thrash-2026-i-inne-w%C4%85tpliwej-jako%C5%9Bci-filmy-o-rekinach--6734)



Thrash (2026) i inne wątpliwej jakości filmy o rekinach - slepy51 - 22-04-2026

"Thrash" (Morderczy żywioł), 2026.

[Obrazek: 5.jpg]

Obawiałem się trochę tego filmu i wskutek różnych okoliczności odwlekałem jego seans ale w końcu nadszedł ten dzień i nie był to z pewnością dzień, który dał mi pan - co to, to nie. Moje obawy dotyczyły przede wszystkim tego, że tytuł poniekąd może okazać się proroczy i niestety tak się stało, bo fabularnie obrazek Wirkoli miota się bezsensownie niczym ryba w sieci. Mieliśmy podobnych opowiastek od groma, że przypomnę tutaj choćby australijski "Bait" z 2012 roku o rekinie w zalanym wodą supermarkecie, bekowe "Sharkando" czy ostatnio opowiadający o aligatorach "Crawl", do którego "Thrash" jest nie wiedzieć czemu najczęściej porównywany a film Aji, choć go lubię to żadnym oryginalnym dziełem przecież nie jest i czerpał sporo z wcześniej przeze mnie wymienionych a także takich katastroficznych obrazków akcji jak na przykład "Hard Rain".

Nic, historia jest tutaj prosta - mamy nadmorskie miasteczko, zbliża się huragan, pada deszcz, miasteczko zostaje zalane, ludzie są atakowani przez rekiny - i naprawdę trzeba się bardzo postarać, żeby nie wykręcić z tego jakiegoś w miarę rozrywkowego przedstawiciela animal attack. Wirkoli jednak jakimś cudem się to udało i pomimo dosyć krótkiego czasu trwania (78 minut bez napisów) były takie momenty, że naprawdę srogo się nudziłem a powinno być inaczej bo zasadniczo filmy o rekinach lubię i jestem w stanie czerpać jakąś tam przyjemność nawet z największych o nich kasztanów. "Thrash" do tych najsłabszych bym może nie zaliczył ale nie jest to też produkcja, którą byłbym w stanie komukolwiek z czystym sercem polecić.

Zacznijmy może od wspomnianej historii i jej bohaterów, bo sam nie wiem co tutaj się wydarzyło - opowiastka wydawać by się mogło jakich wiele i wystarczy się przyłożyć, napisać ze dwóch fajnych protagonistów czy jak w tym przypadku protagonistki (wiadomo, w końcu to Netflix) i sprawa załatwiona. I początkowo wydaje się, że tak właśnie będzie bo bardzo szybko i sprawnie poznajemy te nasze dwie główne bohaterki - jedna samotna, z napadami lękowymi po śmierci matki lekomanka, druga, a jakże, także samotna, tyle że w zaawansowanej ciąży i porzucona przez swojego złego narzeczonego - Neflixowy szablon na pełnej można by rzec. Później oczywiście ich losy się ze sobą połączą i kobiety ramię w ramię będą musiały stawić czoła niebezpieczeństwu czyhającemu na nie gdzieś w stopniowo przybierającej wodzie. 

[Obrazek: 4.jpg]

I byłoby to wszystko całkiem niezłym pomysłem na film gdyby nie fakt, że Wirkola postanowił tutaj dorzucić nam jeszcze wujka jednej z pań (Djimon Hounsou w kuriozalnej roli chodzącej/pływającej encyklopedii o rekinach) i jego przydupasa a także trójki rodzeństwa "wychowywanego" a raczej głodzonego przez rodzinę zastępczą złych białych prepersów (serio, nie pozwalają im wchodzić do piwnicy, bo oprócz broni trzymają tam również w lodówce steki a dla dzieciaków przewidziany jest tylko i wyłącznie suchy chleb). Przypominam, że całość bez napisów to potężne 78 minut metrażu a mamy jeszcze obowiązkowe ataki rekinów i inne średniej jakości cyfrowe atrakcje - nie mam pojęcia, kto wpadł na pomysł, że śledzenie naprzemiennie aż trzech wątków będzie w tak krótkim filmie dobrym pomysłem ale tak jak można się było spodziewać, nie wypaliło to kompletnie, podpłynęło i ugryzło tego mądrego prosto w dupę, że sparafrazuję klasyka.

Dodatkowo wątek dzieciaków w żaden sposób nie łączy się finalnie z dwoma pozostałymi i został wciśnięty tylko po to żeby pokazać w sumie sam nie wiem co - że źli biali ludzie nie powinni być rodzicami zastępczymi bo głodzą dzieci i przeznaczone dla nich pieniądze przywłaszczają dla siebie? Nie wiem kompletnie jaki jest sens tego wątku ale w końcu to Netflix i raczej można się domyślić, że nie jest to wrzucone tam ot tak. No ale nie zagłębiajmy się w to, każdy inteligentny sam się domyśli o co tutaj chodzi i co to ma na celu.

Z perspektywy czysto filmowej najważniejsze jest bowiem to, że przez to, że śledzimy aż trzy wątki a czasu jest niewiele, żaden z nich nie wybrzmiewa należycie i kompletnie nie angażuje, przez co nie spełnia odpowiednio swojej roli - szczególnie kuriozalny jest wspomniany przeze mnie występ bodaj najbardziej znanego z całej obsady Djimona Hounsou, którego rola sprowadza się do przejścia z łodzi do domu, jazdy samochodem a później płynięcia łodzią i opowiadania nam o rekinach - ekspozycja w najczystszej postaci, dodatkowo totalnie zbędna dla fabuły filmu. Nie pomaga też to, że próbując w jakiś sposób usprawiedliwić jego obecność na ekranie i pogłębić postać, dano mu do wygłoszenia monolog w stylu Quinta (wiadomo, obowiązek w filmie o rekinach), w którym opowiada on jak to w Afryce został zaatakowany przez hipopotama ale przypadkiem uratowały go dwa żarłacze tępogłowe, które hipcia ukatrupiły i dlatego został ich badaczem i konserwatystą. Fantastyczna była to opowieść, wzruszyłem się na niej niesamowicie, szkoda tylko, że - po raz kolejny - wniosła tutaj okrągłe zero i tylko zabrała czas ekranowy, na którego nadmiar nie możemy narzekać. 

[Obrazek: 3.jpg]

Ton filmu również jest dziwaczny, gdyż całość niby jest zrobiona na poważnie i mamy się losem tych bohaterów przejąć ale raz na jakiś czas daje o sobie przypomnieć filmowy rodowód Wirkoli i jesteśmy świadkami typowych dla niego nie do końca poważnych scenek czy charakterystycznych zabaw montażowych. Reżysersko też nie jest to żadne cudo a już totalnie nie jestem w stanie wybaczyć absolutnego zmarnowania miejsca akcji i pływających po nim rekinów. W większości są to żarłacze tępogłowe powołane dożycia za pomocą efektów komputerowych znośnej jakości ale nic ciekawego z nimi nie zrobiono. Na doczepkę dorzucono jeszcze deus ex machinę pod postacią żarłacza białego, którego (a raczej której bo skoro Netflix to jest to samica) jedynym zadaniem jest uratowanie z opresji naszych dwóch bohaterek. Rekin najpierw pół filmu płynie, jego obecność jest podbudowywana i spodziewamy się jakichś związanych z nim fajnych atrakcji tymczasem to co ostatecznie otrzymujemy ciężko jest mi nawet nazwać mokrym pierdem - a jego finałowy wyskok, na etapie kolejnego filmu z rekinami będący totalną i pozbawioną wyobraźni sztampą uwidacznia przy okazji tylko braki jeśli chodzi o efekty wizualne, które przy blisko 50 milionowym budżecie raczej nie powinny mieć miejsca. 

Muzyka totalnie do zapomnienia (szczerze to nawet nie pamiętam, czy jakaś była), aktorstwo akceptowalne ale sposób w jaki te postaci są napisane nie dał mi żadnej możliwości, żebym się mógł z nimi zżyć a już tym bardziej kibicować - no chyba, że miałbym trzymać kciuki nie za postaci jako takie a archetypy, bo wiadomo, że jak kobieta jest w zaawansowanej ciąży to będziemy podświadomie życzyć jej szczęśliwego rozwiązania i tego by wraz z dzieckiem przeżyła. Nie wiem, może za dużo wymagam od takiego obrazka ale boli mnie zmarnowanie okazji na pokazanie ludziom, że filmy spod znaku animal attack mogą być naprawdę godną i inteligentną rozrywką a nie tylko zapychaczem ramówki, który ogląda się nieźle po słynnym "wyłączeniu mózgu". Budżet był wysoki, wystarczyło tylko napisać nieprzekombinowany scenariusz z ciekawymi bohaterami i w jakiś interesujący sposób zagospodarować miejsce akcji. W "Crawl" udało się to całkiem nieźle, ba, nawet w tym wspomnianym australijskim "Bait", który choć żadnym dziełem nie jest i ma o wiele bardziej szalony pomysł na fabułę (przypomnę, rekin w zalanym wodą supermarkecie) wyszło to dużo sensowniej niż tutaj. 

A tak zamiast "Thrash" dostaliśmy niestety po raz kolejny zwykły filmowy "trash" i bardzo nad tym ubolewam, bo obrazek zdaje się bije rekordy popularności i raczej otrzymamy jego sequel (oczywiście, że jest scena go zapowiadająca), który niestety pewnie znów będzie zrobionym po linii najmniejszego oporu filmowym odpowiednikiem marnej jakości fast foodu, bo w algorytmach wszystko będzie się zgadzało.



Solidne 3/10


RE: Thrash (2026) i inne animale wątpliwej jakości - Pelivaron - 22-04-2026

@slepy normalnie czytasz w myślach, bo jestem świeżutko po seansie, skończyłem kilka minut temu i chciałem wrzucać swój komentar na krótką piłkę!

Rany doskie, takiego dziadostwa to ja się nie spodziewałem. I to jest takie prawdziwe DZIADOSTWO z krwi i kości, a nie żaden przedstawiciel filmu tak złego, że aż dobre. Nie jest to żaden wysryw od Asylum świadomy swojej chujowości. To film zrealizowany przez Sony Pictures, który chyba zlecono Wirkoli - ja pierdole, nakręcił to jeden z najlepszych europejskich reżyserów kina gatunkowego, koleś który dał nam dwie częsci "Zombie SS", "Złe dni" i "Dziką noc" - bez żadnego sprawdzenia co to w ogóle jest za film. Później, któryś garniturek to obejrzał i zobaczył co się odjaniepawliło i opchnęło Netflixowi coby mieli jakiś film z głóśnymi nazwiskami - w ogóle jednym z producentów jest... Adam McKay. LOL.

Ja też miałem dać 3/10 temu potworkowi, ale ostatnie 10 minut i trzy absolutnie wyborne sceny sprawiły, że jednak 2/10.

Myślę, że nikt tego nie obejrzy oprócz mnie i ślepego (i shamara za 13 lat), ale mimo wszystko wrzucam spoiler". Ale ostrzegam - PEREŁECZKI PROSTO Z DNA ZALANEGO MIASTA:

NA WSTĘPIE ZAZNACZAM, ŻE NASZYMI VILLAINAMI W TYM FILMIE SĄ ŻARŁACZE TĘPOGŁOWE.

[Obrazek: images?q=tbn:ANd9GcR3k8aVx-SXNvmHvxq_nnZ...vERd0XTQ&s]
Wszystko te sceny miały miejsce 10 minut przed końcem :D


RE: Thrash (2026) i inne wątpliwej jakości filmy o rekinach - slepy51 - 09-05-2026

Asylum bierze się już nawet za "hity" ze streamingu:



:)


RE: Thrash (2026) i inne wątpliwej jakości filmy o rekinach - Pelivaron - 09-05-2026

Dziwne bo oryginał wyglądał jak film od nich :)


RE: Thrash (2026) i inne wątpliwej jakości filmy o rekinach - slepy51 - 18-05-2026

AI wjeżdża na pełnej także do niskobudżetowego rekinowa:



A sam film wygląda jak jakaś bieda wersja australijskiego "Dangerous Animals" z zeszłego roku. Btw, skoro jest temat to przeklejam swoją miro reckę tego obrazka z krótkiej piłki:

"Dangerous Animals" (2025), reż. Sean Byrne.

[Obrazek: 1.jpg]

Ciekawy australijski reżyser ("The Loved Ones" super, "The Devil's Candy" już wyraźnie słabszy ale miał swoje momenty), tematyka spoko i bardzo w moim klimacie, czyli seryjniak plus rekiny a efekt końcowy niestety mocno przeciętny i rozczarowujący. Fabuła bez cudów ale sam motyw interesujący i w miarę oryginalny (coś trochę podobnego było w słabiutkim "Shark Night 3D"), spokojnie można było wycisnąć z tego dużo więcej.

I choć w sumie wszystko jest niby na swoim miejscu to sporo rzeczy mi tutaj nie do końca zagrało - być może całość jest zbyt oklepana i pomimo tego ciekawego pomysłu wyjściowego za bardzo bazująca na totalnych schematach i głupocie bohaterów. Na pewno rażą różne zagrywki typu - killer leży bez ruchu a bohaterka zamiast go ubić ucieka, choć nie ma za bardzo gdzie i inne tego typu kwiatki, końcowe sceny też raczej wywołujące uśmiech politowania i zażenowania, nie pomaga kiepskie momentami CGI (ujęcie wyskakującego z wody żarłacza białego spokojnie do kolekcji najgorszych scen tego roku).

[Obrazek: DANGEROUS-ANIMALS-Still-10.jpg]

Klimatu też tyle tutaj co kot napłakał i choć aktorzy starają się jak mogą (szczególnie Jai Courtney wypada zadziwiająco spoko jako seryjniak ale znana z "Yellowstone" Hassie Harrison wcale nie ustępuje mu kroku) to jednak nie mają zbytnio z czym tutaj poszaleć. Za bardzo to wszystko zachowawcze, momentami jakby ugrzecznione - w szczególności sceny ataku rekinów są bardzo rozczarowujące. Ogólnie nie ma ich tutaj zbyt dużo i jest to zdecydowanie bardziej film "o seryjnym mordercy" niż "film o rekinach", ale tym bardziej te nieliczne momenty z nimi powinny robić dużo większe wrażenie.

Koniec końców dostajemy obrazek, który można obejrzeć bez większego bólu i zgrzytania zębami ale tylko wtedy, gdy przymkniemy oko na niezbyt rozgarnięte zachowania bohaterów. Potencjał był sporo większy ale zachowawczość mocno tutaj zabija jakiekolwiek ciekawe pomysły czy próby wyjścia poza schemat i całość niestety tonie w morzu przeciętności.



5/10