![]() |
|
Street Kings - Wersja do druku +- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl) +-- Dział: FILM i wszystko co z nim związane (https://forumkmf.pl/Forum-FILM-i-wszystko-co-z-nim-zwi%C4%85zane--3) +--- Dział: Filmy zagraniczne (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-zagraniczne--12) +--- Wątek: Street Kings (/Thread-Street-Kings--911) Strony:
1
2
|
Street Kings - Guzeppe - 25-05-2008 ![]() Fabuła (MOŻE ZAWIERAĆ SPOILERY ODNOŚNIE POCZĄTKU FILMU): Tom Ludlow (Reeves) to niegrzeczny chłopiec z tajniackich oddziałów policji i jednocześnie człowiek od mokrej roboty- załatwia sprawy i ludzi, których prawo nie może sięgnąć, przy czym robi to w "swoim stylu". Uchodzi mu to płazem, bo kryje go jego szef kapitan Wander. Jednakże w pewnym momencie Ludlowem zaczyna się interesować wydział wewnętrzny, który czerpie informacje od byłego partnera głównego bohatera. Ludlow chce "pogadać" z byłym kumplem, ale dwóch bandziorów zabija "wtyczkę" na oczach Toma. W imię starej przyjaźni, nie odpuści, dopóki nie znajdzie sprawców. Moje wrażenia: Po tym filmie (a szczególnie filmie z Keanu R) nie spodziewałem się nic nadzwyczajnego. Zostałem mile zaskoczony, bo otrzymałem kawał dobrze zrealizowanego kina policyjnego. Niegłupia fabuła, chociaż nie zaskoczy takich wyjadaczy, jakimi są bywalcy forum kmf ;), pozwala wczuć się w klimat filmu. A klimat jest niezły- najbliżej mu chyba do Training Day, chociaż tam mamy jeszcze gęstszą atmosferę. Dialogi są dobrze napisane, czasami ironiczne i zabawne, a gdy aktorzy je wypowiadają, nie mamy wrażenia, że udają cool-twardzieli z amerykańskiej policji. Są oczywiście czasami filmowo-bajeranckie, ale w takim dobrym, starym stylu. Chyba właśnie to jest kwintesencją tego filmu- jest rozpisany i nakręcony po bożemu tak, jak kręciło się filmy w czasach starych Die Hard. Mniej tu hollywoodzkich cool ujęć. Nie czuć, że na film wydano miliony $. Kiedy oglądałem "American Gangster" miałem cały czas wrażenie, że oglądam film- film dobry, a nawet bardzo dobry, ale coś mi mówiło, że to widowisko za grubą kasę. W American Gangster mieliśmy historię pierwszego czarnego bossa mafii. Gra toczyła się o wysoką stawkę- nietuzinkowa, przełomowa sprawa. Taka jest już dziś moda, że wszystko musi być wielkie, niesamowite, wyjątkowe, pierwsze, dotykające dużej części narodu (handel dragami na skalę kraju) itd itd. W Street Kings mamy sprawę, która dzieje się gdzieś w USA, która dotyka tylko wąskiego grona zainteresowanych, jest przez to trochę bardziej hermetyczna, widz łatwiej wczuwa się w przedstawiony półświatek przestępczy. To mi się podobało, że w czasach , gdy John McClane ratuje cały naród albo jeden policjant z antynarkotykowego rozpracowuje największego importera dragów do USA, znajduje się też miejsce na historię o niegrzecznym glinie, który chce dorwać zabójców swojego znajomego. Należy jeszcze wspomnieć, że Keanu jest prawie tak samo drewniany jak zawsze, ale jakoś da się to przełknąć- ma na tyle zgrabnie napisane kwestie, że nawet on je wypowiada znośnie. A teraz uwaga końcowa- dla Mentala i miłośników R. W filmie jest krew, są brzydkie słowa i nie występują tylko po to, by pokazać, że film jest cool (tak jak cool są motherfuckery w ultra-niegrzecznej wersji reżyserskiej Die Hard 4.0). Są po prostu integralną częścią obrazu, co dodatkowo pozytywnie wpływa na odbiór filmu. Po pierwszym oglądnięciu mogę wystawić coś pomiędzy 7/10 a 8/10, bo na więcej nie pozwala przyzwoitość. Może jeśli oglądnę film jeszcze raz, to utwierdzę się przy 8 lub dam nieco więcej. Kawał dobrego kina, które na pewno wzbogaci moją kolekcję DVD. - Sana - 25-05-2008 przerzuce moje wczesniejsze przemyslenia nt tego filmu, to sie ladnie skloca z twoja recka (: SPOJLERY Zle dobrana obsada - drewniany Reeves, groteskowy Whitaker (trochę jakby do ról owczarków niemieckich zaangażować dwa spaniele), za wyjątkiem reszty ciemnoskórych aktorów oraz Hugha Lauriego, którzy spisali się naprawdę znakomicie. Naciąganie/ niewiarygodność/ bzdurność - Ludlow robiący w pojedynkę rozpierduche w melinie Koreańczyków czy chociażby kapitan Wander i jego ściana po brzegi wypchana szmalem. A propos Wandera, facet pod koniec zachowuje się jak obłąkany. Co jeszcze można zarzucić temu filmowi? Wtórność. Ile to już razy okazywało się, że zdrajcą/ami byli najbliżsi. W miarę jak Keanu rozwala kolejnych podejrzanych, widz już się domyśla, kto został na deser. Podsumowując, słaba trója. - Mental - 25-05-2008 Guzeppe napisał(a):A teraz uwaga końcowa- dla Mentala i miłośników R. W filmie jest krew, są brzydkie słowa i nie występują tylko po to, by pokazać, że film jest cool . nie wyobrazam sobie: a) filmu sensacyjnego w PG13; b) filmu policyjnego w PG13; c) ekranizacji furiackich opowiadan Jamesa Ellroya w PG13. wszystkim milosnikom (ja sie do nich bezwzglednie zaliczam) tworczosci pana Ellroya polecam arcydzielo filmowego kryminalu L.A. Confidential oraz caly pisarski dorobek autora, na czele z Biala goraczka. - Mierzwiak - 25-05-2008 Masz amnezję czy trylogia Bourne'a była tak traumatycznym przeżyciem, że wyparłeś ją ze świadomości? :roll: - Mental - 25-05-2008 to drugie. poza tym trylogia Matta Damona to wspolczesne grzeczne kino akcji, a kino akcji stalo sie juz gatunkiem dla dzieci, wiec PG13 wcale mnie nie dziwi. - Mierzwiak - 25-05-2008 To prawda, dzisiaj nie powstają filmy sensacyjne w takim znaczeniu co kiedyś. - Don Vito - 25-05-2008 Współczesne filmy sensacyjne PG-13 są lepsze od współczesnych filmów sensacyjnych z R. Przykład: Bourne i Death Sentence ;) - Mental - 25-05-2008 zajebista alternatywa. - Guzeppe - 25-05-2008 Co do zarzutu Sany odnośnie bzdurności filmu (Keanu sam rozwala trzech Koreańczyków): przecież to jest film sensacyjny. Czy ktoś zarzucał McClane'owi, że ten biegał po wierzowcu, po tym jak wdepnął w szkło i dodatkowo rozwalił parunastu bandziorów? Kino policyjne/sensacyjne != dokument o pracy policji. Ludlow miał być twardzielem popijającym mini-wódkę podczas jazdy autem, a nie przykładnym gliną, który wzywa S.W.A.T., aby ci wykonali za niego brudną robotę. - Sana - 25-05-2008 dla mnie dobry film policyjny oznacza autentyczność. bosego McClane'a zaliczam do tego samego gatunku co Indiane Jonesa - widowiskowych bzdurek (: - Hitch - 25-05-2008 W gwoli scislosci, McClane wdepnal w szklo na koncu filmu, co wplynelo bardzo ujemnie na jego zdolnosci motoryczne. Terrorystow bylo tylko 12 i w momencie zranienia stop wiekszosc juz nie zyla, a zabijal ich praktycznie pojedynczo, w odstepach czasowych. - BezcelowyAlbatros - 26-05-2008 Film może i ogląda się (momentami) nieźle, jakkolwiek potwierdzam to, co o obsadzie napisał Sana: absolutnie fatalnie dobrana, wręcz mistrzostwo świata w dziedzinie nie trafiania aktorami w postaci :) SPOJLERY Jeszcze pół biedy, kiedy kumple z wydziału Ludlowa grają właśnie... kumpli, takich od serca, co jeden drugiego własną piersią by obronił, ale normalnie to razem na piwo chadzają, grilla i imprezy przy basenie. Gorzej jednak, kiedy zmieniają się w tych skurwysynów w końcówce. W ogóle dziwne to jakieś, wszyscy nagle stali się totalnie źli i do szczętu zepsuci (teksty o dymaniu dziewczyny po zabiciu Ludlowa i to strzelanie dla zabawy). Głupie to było strasznie i absolutnie niewiarygodne. W ogóle masa różnych śmiesznych (w znaczeniu: głupich) rozwiązań fabularnych kładzie totalnie ten film. Weźmy chociażby akcję, kiedy Ludlow ratuje dwie dziewczynki z rąk zboczonych kitajców a potem media relacjonują jego bohaterską akcję a facjata Ludlowa w każdym dzienniku się pojawia. To, ja się pytam, jakim cudem, kiedy chciał dorwać morderców Washingtona to robił za tajniaka :) Na co on, kurde, liczył? Że go nikt nie pozna? ;) Inny głupi motyw, jaki mi do głowy przyszedł, to ten z SMS'em od Wandera, w końcówce. W sumie skąd Ludlow wiedział, że ów SMS'a wyśle a nie, na przykład, zadzwoni? Na dobrą sensację to to za nudne było, twist banalny i oklepany (żywcem chyba z "Negocjatora" ściągnięty?), zakończenie patetyczne. Ogólnie 4/10. :) - Jakuzzi - 26-05-2008 Film zaczyna sie obiecujaco, ale niestety dosc szybko spada na poziom zaledwie niezlego. Przyczynami tego sa przede wszystkim jego przewidywalnosc (kryminaly generalnie autentycznie zaskakuja bardzo rzadko, w tym jednak przypadku cala intryge mozna w myslach przewidziec z duzym wyprzedzeniem i niemalze co do najdrobniejszego szczegolu), wspomniane wyzej nienajlepsze aktorstwo (zwlaszcza Reeves wypadl tutaj fatalnie; jedynie Laurie wychodzi obronna reka) oraz wspomniane wyzej ulomnosci fabularne (jak to mozliwe, ze tak lebski glina dal sie w tak prosty sposob zmanipulowac?). Calosc oceniam mimo wszystko nieco poblazliwiej niz Sana czy Albatros. Byc moze to zasluga poziomu znakomitej wiekszosci wspolczesnych kryminalow, przy ktorych Street Kings prezentuje sie wcale nienajgorzej? Albo Elroya, ktorego bardzo lubie, a ktorego reke czuc tutaj bardzo wyraznie. Chociaz wolalbym, zeby bardziej przykladal sie do adaptacji wlasnych powiesci. Na marginesie, Street Kings imponuje obsada. Czyzby aktorzy spodziewali sie sukcesu na miare L.A. Confidential? - desjudi - 26-05-2008 Jakuzzi napisał(a):zwlaszcza Reeves wypadl tutaj fatalnie; jedynie Laurie wychodzi obronna reka) oooo. Laurie aka Gregory House?! To teraz wypadałoby zobaczyć. - Jakuzzi - 26-05-2008 Ten sam. ;) Swoja droga pierwszy moment jego pojawienia sie na ekranie wydaje sie byc nawiazaniem do serialu. - Gladius - 10-07-2008 Naprawdę dawno w kinie nie widziałem, tak dobrego kryminału, co w zasadzie świadczy o poziomie takowych filmów, bo ten idealny niestety nie jest. Najgorzej wypada aktorstwo - Keanu jeszcze nigdy mnie tak nie wkurzał swoją drewnianą grą, a Forest zwyczajnie przeszarżował ze swoją postacią. Jako, że obydwaij grają główne role obniża to znacznie jakość filmu. Laurie był za to świetny, podobała mi się też gra Chrisa Evansa, który już wcześniej zwrócił moją uwagę na siebie filmem 'W stronę Słońca'. Generalnie drugi plan daje radę. Cała techniczna otoczka stoi natomiast na perfekcyjnym poziomie, do scenariusza można mieć trochę zastrzeżeń - głównie jeśli idzie o jego przewidywalność, ale najważniejsze jest to że w miarę trzyam się kupy. 8/10 Cytat:Inny głupi motyw, jaki mi do głowy przyszedł, to ten z SMS'em od Wandera, w końcówce. W sumie skąd Ludlow wiedział, że ów SMS'a wyśle a nie, na przykład, zadzwoni? Twierdzisz, że powinien zadzwonić i przy Ludlowie powiedzieć: "On tu jest, przyjedź i go rozwal." ? :wink: A jeszcze a propos akcji z 'kitajcami' - podchodził do nich też jako tajniak, a same mediai cała reszte ferajny zrobili z tego aferę PO samej akcji. - BezcelowyAlbatros - 16-07-2008 Gladius napisał(a):Cytat:Inny głupi motyw, jaki mi do głowy przyszedł, to ten z SMS'em od Wandera, w końcówce. W sumie skąd Ludlow wiedział, że ów SMS'a wyśle a nie, na przykład, zadzwoni? To Ty mnie chyba nie zrozumiales. Ludlow oparl swoj sposob sprawdzenia Wandera, za pomoca komorki. Przeciez Wander chcial wezwac dla siebie pomoc, i rownie dobrze mogl zadzwonić i cos tam posciemniac do komorki, tak, zeby Ludlow sie nie domyslil a ci po drugiej stronie pewnie by skapowali, ze Król ma klopoty. W ogole ten motyw z komórka strasznie glupi byl... Gladius napisał(a):A jeszcze a propos akcji z 'kitajcami' - podchodził do nich też jako tajniak, a same mediai cała resztę ferajny zrobili z tego aferę PO samej akcji. Owszem, ale pozniej jako tajniak rozpracowuje sprawe mordercow Washingtona, tymczasem jego bohaterska mordę pokazywali wczesniej w wiadomosciach. RE: Street Kings - Mental - 29-01-2012 Nie miałem żadnych oczekiwań względem tego filmu, obejrzałem go z doskoku i być może dlatego uważam, że był mega solidny. James Ellroy wyraźnie odcisnął na nim swoje piętno, nawet pomimo faktu, że ponoć materiał wyjściowy stanowi potężnie okrojoną wersję tego, co rzeczywiście nakręcono. Otóż mamy tutaj przede wszystkim znak jakości Ellroya - gline z przeszłością, olewającego papierki i gówniane procedury, za to lubującego się w samotnych wypadach na dzielnice, rozwalaniu zbirów bez mrugnięcia okiem i podkładaniu dowodów. Mamy także totalnie skorumpowane środowisko policyjne, które da facto rządzi miastem, mamy bohatera (Dr House), który z początku jawi się jako niefajny gbur, rzucający kłody pod nogi naszemu hero, by pod koniec przeistoczyć się w jego sprzymierzeńca i anioła stróża; mamy również mega dobre role w epizodach, wulgarno-obsceniczny język, dużo przemocy oraz pomarańczowe słoneczko, będące wizytówką LA, bez którego ta metropolia traci jakieś 80% klimatu. Co do Neo, to gra poprawnie, choć na jego miejscu chętnie zobaczyłbym kogoś innego. Generalnie film podobał mi się. 7/10 RE: Street Kings - Perfik - 29-01-2012 Oglądałem zaraz po premierze i zapamiętałem jako niesamowicie kiepsko zagranego (tu szczególne brawa dla Reevesa i Whitakera) stolca. Na plus tylko Evans. Fabuły nie pamiętam, więc się nie wypowiadam. EDIT: O znalazłem swój stary post na temat tego filmu: Cieszę się, że zobaczyłem ten film, bo stanowi dla mnie kolejny dowód na to, że Forest Whitaker jest BEZNADZIEJNYM aktorem, a ?Ostatni król Szkocji?, to tylko wypadek przy pracy. Co do samego filmu, to jest nudy, fatalnie zagrany (wybija się tylko Chris Evans, ale nieznacznie) i ma tak złe dialogi, że aż śmieszne. Jeśli ktoś z was kiedykolwiek czytał lub oglądał coś w czym palce maczał James Ellroy może zapomnieć o jakimkolwiek zaskoczeniu na koniec. Serdecznie nie polecam. 3/10 RE: Street Kings - Mental - 29-01-2012 Cytat:Forest Whitaker jest BEZNADZIEJNYM aktorem, a ?Ostatni król Szkocji?, to tylko wypadek przy pracy. Lepiej obejrzyj 5-6 sezon The Shield. Whitaker niszczy tam system. |