![]() |
|
Dreamcatcher - Wersja do druku +- Forum KMF - internetowe cwaniaki i snoby filmowe (https://forumkmf.pl) +-- Dział: FILM i wszystko co z nim związane (https://forumkmf.pl/Forum-FILM-i-wszystko-co-z-nim-zwi%C4%85zane--3) +--- Dział: Filmy zagraniczne (https://forumkmf.pl/Forum-Filmy-zagraniczne--12) +--- Wątek: Dreamcatcher (/Thread-Dreamcatcher--965) |
Dreamcatcher - military - 08-09-2008 ![]() Zanim przejdziemy do rzeczy, wyjaśnijmy sobie jedno: jakkolwiek Stephen King (bo to na podstawie jego książki powstał film) znany jest z tego, że czego by nie napisał, to wyjdzie mu horror, tak Łowca Snów nie ma z horrorem nic wspólnego. To s-f, którego bardziej można by oczekiwać po Dicku albo Fosterze, i jeśli ktoś oczekuje klasycznego Kinga, to się niestety zawiedzie. Natomiast jeśli ktoś nie ma oczekiwań, to podchodząc do książki, zetknie się z jedną z najlepszych powieści s-f (przynajmniej w opinii niżej podpisanego). Cóż, przynajmniej jedną z najbardziej pomysłowych. Dreamcatcher (książka) to w zasadzie popis znajomości gatunku. King odwołuje się do dziesiątek utworów s-f, choć nie tylko; czerpie także z własnej twórczości, wrzucając pomiędzy wiersze masę zmyślnych nawiązań. I choć poszczególne elementy fabuły mogą wydać się wtórne, to główny wątek, czyli inwazja z kosmosu, jest odświeżająco pomysłowy. Nigdy dotąd bowiem nie spotkałem się w literaturze z obcymi, którzy dosłownie przejmują władzę nad ludźmi. W "Inwazji porywaczy ciał" na przykład ludzkość była zastępowana przez wybrakowane odpowiedniki, zupełnie inne, nowe istoty; w Dreamcatcherze zaś główny bohater walczy wewnątrz własnego umysłu z najeźdźcą, który próbuje przejąć jego osobowość, jednocześnie - wbrew sobie - powoli się uczłowieczając. Gigantyczny potencjał tej idei został przez Kinga wykorzystany. Przed obejrzeniem filmu zastanawiałem się, jak można przenieść taką treść na filmową taśmę. Okazuje się, że można, i to z całkiem niezłym skutkiem. Zacznijmy od spraw technicznych. Dreamcatcher to uczta dla oczu. Scenografia (głównie pokryty śniegiem las) oraz zdjęcia i efekty specjalne - nie tylko ich wykonanie, ale także sama koncepcja i kompozycja - tworzą wspaniałą mieszankę. Jeśli o FX chodzi, często nie wiedziałem, czy patrzę na pracę lalkarzy czy efekty komputerowe. Muzyka jest dość nietypowa jak na taką produkcję, ale sprawdza się bardzo dobrze. Rzemiosło aktorów może nie zachwyca, ale i nie przeszkadza, a reżyseria stoi na zadowalającym poziomie. Fabularnie film jest w miarę wierną adaptacją, a co za tym idzie, czasem sięga do iście surrealistycznych rozwiązań. Można to akceptować lub nie; jak widać po ocenach w serwisach filmowych, większość widzów nie kupiła wizji Lawrence'a Kasdana. Ja jednak jestem zachwycony - otrzymałem bowiem coś nowego, czego nawet dziś nie widzi się w filmach zbyt często. Zmagania bohatera opanowanego przez kosmitę są tak abstrakcyjne, że czasem (zamierzenie) śmieszą - choć w końcowym rozrachunku elementy humorystyczne z pierwowzoru zostały bardzo stonowane. Szkoda. Rozumiem jednak, że stało się tak z przyczyn czasowych, bowiem pozostawienie niektórych wątków wymagałoby dodatkowych paru godzin projekcji. I, cholera, szkoda że filmu nie podzielono na dwie części. Pod koniec bowiem akcja dostaje takiego kopa, że nie wiadomo skąd nagle pojawiają się napisy końcowe. Kolejne sceny są krótkie a cięcie goni cięcie, choć wcale nie mamy do czynienia ze scenami akcji. Często miałem wrażenie, że nakręcono dużo więcej materiału, ale studio kazało zmontować zaledwie dwugodzinną wersję. Dotyczy to ostatnich trzydziestu minut i bardzo przeszkadza. Zwłaszcza, że jedyny aktor naprawdę brylujący w obsadzie - nie, jak można by było obstawiać, Morgan Freeman, a mało znany Damian Lewis - dostał niewiele czasu na odegranie jednej z ciekawszych ról w kinie s-f w ogóle. Końcówka również nie zachwyca, znacznie odmienna od książkowej i dopowiadająca to, co powinno zostać niedopowiedziane. Końcowy produkt to półtorej godziny znakomitego filmu plus pól godziny chaotycznego żonglowania wątkami, wszystko to w przepięknej oprawie i z doskonałym występem Lewisa jako wisienką na szczycie całkiem smacznego tortu. Jasne, mogło być lepiej - gdyby tylko studia w Hollywood nie zachowywały się jak studia w Hollywood i pozwoliły reżyserowi pokazać całość wizji. Doceniam jednak to, co powstało, gdyż nieczęsto zdarza się obejrzeć równie pomysłowy, niegłupi, zabawny i łamiący wiele reguł film s-f. Ocena: :D - Mefisto - 09-09-2008 cóż, książki nie znam, ale oglądając film przez całe dwie godziny (no, półtorej, bo początek był naprawdę niezły i wkręcający) nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że oglądam gówno - Mental - 09-09-2008 jedna rzecz zapamiętałem z dreamcatchera. ta rzeczą byl kompromitujący występ morgana freemana (choć zastrzegam, iz nie oglądałem jeszcze Wanted). zaraz, momencik, w zasadzie to zapamiętałem dwie rzeczy. ta druga rzeczą było idiotyczne zakończenie. film pod wieloma względami przypomina dwie inne ekranizacje Kinga - TO i Langoliery. na początku super, w środku tak se, a pod koniec farsa. scena w kiblu wyznacza umowną cezurę. - Mierzwiak - 09-09-2008 Zaczyna się całkiem nieźle, a później gdy akcja przenosi się na zaśnieżone zadupie jest całkiem klimatycznie (kilka ładnych ujęć). Niestety w momencie wkroczenia na scenę obcych zaczyna się ostra jazda po równi pochyłej, zakończona bolesnym upadkiem na samo dno. Innymi słowy typowy film na podstawie Kinga. 2/10 - desjudi - 09-09-2008 klimatyczna scena ze zwierzątkami w lesie. Ogólnie - zima to bardzo filmowa pora roku. Film za to odtwórczy, głupi i schematyczny. I taki, który mógłby nigdy nie powstać. Bo co on wniósł? Gdyby Wojskowy nie przypomniał, to by mi znikł definitywnie z pamięci 8) - Artemis - 09-09-2008 ksiazka koszmarna, jedna z gorszych kinga, jakby temat przyjazni grupki dzieciakow wyczerpal mu sie na arcygenialnym tym, haslo ssdd ok, ale reszta to meczarnia. film mnie troche smieszyl, ale przede wszystkim nudzil - a donnie wahlberg (zabojca sami-wiecie-kogo z szostego zmyslu, potem ponoc w pile gral:) tworzy parodie postaci dudditsa. - Jakuzzi - 09-09-2008 Idealny przyklad kina klasy B, czyli kolejna ekranizacja Kinga, ktora z marszu mozna zaliczyc do grupy gorszych. - Tyler Durden - 09-09-2008 Wchodzę w temat, czytam wstęp o książce i myślę: "ooo, czyżby jakiś King za którego warto się zabrać" czytam dalej i myśle: "ooo, czyżby jakiś film na podstawie Kinga którym warto się zainteresować", przechodzę do czytania pozostałych wpisów i przypominam sobie dlaczego zawsze obchodziłem ten film łukiem... :) - Mental - 09-09-2008 Des napisał(a):Bo co on wniósł? Des, nie za dużo wymagasz od filmów? co on wniósł? pewnie nic i chwała mu za to, bo gdyby reżyser chciał cos wnieść, to wyszłaby jeszcze większa padaczka. problem dreamcatchera jest taki, ze w wielu miejscach pozostaje wierny durnym wymysłom Kinga, a ten jak wiadomo bywa bardzo konsekwentny w niszczeniu własnych, co tu dużo gadać - genialnych pomysłów jednym pociągnięciem pióra (Bastion, Komorka, To, 5 i 6 cześć Mrocznej wieży). King jest niezrównany w krótkich formach narracyjnych (oraz epizodach powieściowych, niezwiązanych bezpośrednio z głównym wątkiem fabularnym). w ogóle uważam, iż książkowy horror swą najpełniejszą, doskonale przerażającą postać przybiera tylko w miniaturach. najbardziej wmordojebne opowieści Lovecrafta nigdy nie przekraczają 50 stron (wyjątek stanowi Widmo nad Innsmouth, liczące 70 stron z okładem). krótko: chcesz nakręcić dobry film na bazie prozy Kinga? wywal z niej, ile się da - na pewno się nie pomylisz. w najgorszym wypadku wskoczysz na pierwsze miejsce listy imdb, w najlepszym - przejdziesz do historii kina (a jak będziesz miał szczęście, chwycisz dwie sroki za ogon:)). - desjudi - 10-09-2008 noooo może i wymagam więcej od kina, ale czy to źle? Czy oczekiwanie, że film jest dobrze poprowadzony, zaskakujący i pobudzający - to za dużo? 8) co do Kinga - masz całkowitą rację. W sierpniu wymęczyłem "Bastion" i "Sklepik z marzeniami", w których King za szybko pędzi do przodu, nie oglądając się przy tym na strony dotychczas napisane. "Łowcy snów" to w ogóle padaka z tego co pamiętam, ale i z tego mogło wyjść całkiem niezłe filmidło, gdyby reżyser nie uczepił się tak mocno do Stefana i gdyby zadał sobie proste pytanie: o czym do cholery chce zrobić film? - BezcelowyAlbatros - 11-09-2008 Z ekranizacjami Kinga jest niezupełnie tak tragicznie, jak to tutaj powyżej coponiektórzy piszą - wystarczy wspomnieć "Zieloną Milę", która jest wierną kropka w kropkę adaptacją filmową a przy okazji świetnym filmem, niedawną "Mgłę", czy - skoro już jesteśmy przy klimatach zimowych - genialny mini-serial "Sztorm stulecia". Tym, którzy nie oglądali ww. polecam! A co do "Łowcy Snów" - książka początkowo mi się podobała, ale to tylko przez nostalgię po przewspaniałym "Tym", ale im dalej w las tym gorsze to-to było. Ludzie uwięzieni w jakimś "centrum dowodzenia" w swoich umysłach, jakies dźwigienki, przesuwanie wspomnień itp. Śmieszne to-to było. Film, niestety, słabuje ale głównie z powodu kiepskiego oryginału książkowego, któremu pozostaje generalnie wierny. Jakkolwiek przyznać trzeba, że twórcy ekranizacji zakończenie bardziej jeszcze spieprzyli niż sam "miszczu", niestety. Ponadto istnieje jeszcze inne, alternatywne zakończenie, w którym to dzieją się cuda rodem z Power Rangers, czy innej Godzilli :) - Mierzwiak - 11-09-2008 BezcelowyAlbatros napisał(a):Z ekranizacjami Kinga jest niezupełnie tak tragicznie, jak to tutaj powyżej coponiektórzy pisząWymieniłeś dwa filmy + miniserial - przekonałeś mnie! - Gwahlur - 11-09-2008 BezcelowyAlbatros napisał(a):Z ekranizacjami Kinga jest niezupełnie tak tragicznie, jak to tutaj powyżej coponiektórzy piszą - wystarczy wspomnieć "Zieloną Milę", która jest wierną kropka w kropkę adaptacją filmową a przy okazji świetnym filmem, niedawną "Mgłę", czy - skoro już jesteśmy przy klimatach zimowych - genialny mini-serial "Sztorm stulecia". Tym, którzy nie oglądali ww. polecam!A "Skazani na Shawshank" na podstawie ksiazki Kinga? :) ps nr.1 imdb. - BezcelowyAlbatros - 11-09-2008 Gwahlur napisał(a):A "Skazani na Shawshank" na podstawie ksiazki Kinga? :) "Skazani na Shawshank" powstało na bazie opowiadania, czy jak kto woli, nowelki i nie jest dokładną adaptacją a przedmiotem sprawy, jak mi się wydawało, było to, że odtwórcze ekranizacje prozy Kinga z góry skazane są na porażkę. Mierzwiak napisał(a):Wymieniłeś dwa filmy + miniserial - przekonałeś mnie! Wymieniłem dwa, co nie znaczy, że więcej wiernych i dobrych adaptacji kingowych nie ma. Ot, po prostu te dwie przyszły mi do głowy tak od razu. Po krótkim zastanowiniu dodałbym do tej listy wspaniały film "Stand by me" (na podstawie noweli "Ciało"), doskonałe "Serca Atlantów", oraz całkiem dobre "Sekretne okno" z Deppem w roli głównej. - military - 11-09-2008 Mgła też jest na podstawie opowiadania. Poza tym nie wiem jak wam, ale mnie się bardzo podobał telewizyjny Bastion. Co do Dreamcatchera - osobliwie wkurwiajace jest czytanie wypowiedzi typu "bylo fajnie, dopoki nie pojawili sie kosmici". Nosz jasny czlonek, to przeciez jest ksiazka o inwazji z kosmosu! Tak samo mozna powiedziec - Wojna swiatow bylaby super, gdyby nie bylo w niej kosmitow. A Park Jurajski to material na genialny film, gdyby wyciac z niego dinozaury. - Mierzwiak - 11-09-2008 Ale żeś wymyślił... Czy w momencie pojawienia się dinozaurów JP robi się gównem? Nie. Za to Dreamcatcher - tak [wraz z pojawieniem się kosmitów, nie dinozaurów ;)]. Stąd stwierdzenie, że "było fajnie, dopóki nie pojawili się kosmici". Nikt tu nie ma pretensji o to że w filmie o kosmitach są kosmici, tylko o poziom tej części filmu. Czytanie ze zrozumieniem się kłania. - military - 11-09-2008 Pisanie ze zrozumieniem też jest przydatne. Piszecie w taki sposób, że można wywnioskować, że film jest zły bo są w nim kosmici. Zresztą jak na razie tylko Mental podał jedyny argument w całej dyskusji - nie podobała mu się kreacja Freemana. Pozostałe wypowiedzi to tylko "gówno, syf, nie lubię". Nawet nie ma z kim pogadać. :) - Mierzwiak - 11-09-2008 Chcesz argument? Nie podobał mi się ten film :) A występ Freemana w Wanted nie jest wcale gorszy; w ogóle to jeden z niewielu aktorów którzy potrafią dobrze zagrać mając do dyspozycji fatalne dialogi, co udowodnił również w omawianym tu filmie. - Mental - 11-09-2008 military napisał(a):Wojna swiatow bylaby super, gdyby nie bylo w niej kosmitow. otóż to. nie jest przecież tajemnicą, że tuż po zejściu kosmitów do piwnicy Ogilvy'ego siada cały klimat filmu Spielberga i robi się durnota. jak zobaczyłem ufoka, bawiącego sie kołem od roweru, to z miejsca straciłem zapał do oglądania i resztę zaliczyłem już tylko silą inercji. w 9 na 10 przypadków pokazanie kosmity wprost rozwala najlepiej rokujące przedsięwzięcie. a jeśli ów kosmita przypomina wytwory fantazji Ericha von Danikena AKA George'a Lucasa to porażka artystyczna murowana. nie ma nic głupszego niż ufoludek z wielkimi gałami i wodogłowiem. taka wizualizacja plasuje się gdzieś na poziomie czytanek dla pierwszoklasistów w rodzaju "Ala ma kota". BezcelowyAlbatros napisał(a):genialny mini-serial "Sztorm stulecia". potwierdzam. rzecz jest wybitna. obok 'Skazanych na Shawshank' moj ulubiony filmowy King. takiej atmosfery ze świecą szukać. - Jakuzzi - 11-09-2008 military napisał(a):Zresztą jak na razie tylko Mental podał jedyny argument w całej dyskusji - nie podobała mu się kreacja Freemana. To nie jest argument, tylko opinia. ;p |