pernikovy tatko
Liczba postów: 3,354
Liczba wątków: 30
Co do Zohana to po cżęści się zgodzę.
Owszem, nimfomania i obleśność głównego bohatera mnie odrzucały, ale było też parę plusów (kapitalna scena jak "cywile" wyciągają znikąd broń; np kamizelka kuloodporna w rolce folii, granty w frytkownicy-cudo!).
Co jeszcze było dobre?
Akcent Sandlera.
Nieirytujący (!) Rob Schneider i niezły Turturro.
Pierwsze mycie klientki ( przynajmniej nie było tak wulgarne jak pozostałe sceny j...)
3,5, w porywach 4/10
16-09-2009, 23:31
Nowy
Liczba postów: 354
Liczba wątków: 0
Klasa - Oglądając ten film miałem wrażenie jakbym oglądał dokument lub przynajmniej dokument fabularyzowany. Ciekawy temat, wciąga, w sumie chyba w ogóle się nie nudziłem a momentami czułem się nawet jakbym był w tytułowej klasie:) Warto zobaczyć. 7/10
Wall Street 2 - 5/10
Wall Street 7.5/10
Dla Niej wszystko 7/10
Zanim odejdą wody 6.5/10
Dochodzenie 7/10
Pozdrowienia z Paryża 3/10
Wyspa tajemnic 9/10
The Hurt Locker 7.5/10
Invictus 8/10
Droga 7/10
18-09-2009, 09:26
pernikovy tatko
Liczba postów: 3,354
Liczba wątków: 30
Kurtlar Vardisi- dolina wilków.- krótko o treści- Dzielni tureccy agenci i cnotliwa muzułumanka ścigają po Iraku wrednego Amerykańskiego generała(wcale niezły Billy Zane). Film jest kiczowaty, propagandowy i miejscami niemiłosiernie głupi, ale przy odrobinie dobrej woli można przymknąć oko na to, odpalić piwa i rechotać się. :smile:
Czuć w nim nutkę oldskullu...No i jest nakręcony lepiej niż większość polskich filmów...
Hmmm, właściwie to 6/10, ale będzie oczko niżej za to, że w te bzdury wierzy parę milionów muzułumanów...
Turecki 007
18-09-2009, 23:03
Stały bywalec
Liczba postów: 1,636
Liczba wątków: 8
Hitch napisał(a):Czy to nie w Zohanie Sandler na każdym kroku ruchał matkę swojego kumpla? I swoje klientki? I nie prawił ciągle dennych tekstów o seksie? A tak w ogóle ten film to gówno, 0/10.
Owszem, były i takie momenty, ale ja tam pamiętam z tego filmu inne rzeczy.
A tak w ogóle to uwielbiam pełne nienawiści odpowiedzi Hitcha, 0/10.
Porównując Step Brothers i Zohana popełniłem błąd. Step Brothers jest 300 tyś. razy lepszy.
Aktualnie rządzi: ja
19-09-2009, 12:02
Stały bywalec
Liczba postów: 3,030
Liczba wątków: 36
Jak dla mnie to są dwie, warte siebie, denne komedie :)
19-09-2009, 12:22
Stały bywalec
Liczba postów: 3,408
Liczba wątków: 23
Stranger Than Fiction - padaka. Kolejny dowód na to, ze Forster potrafi spirprzyć absolutnie wszystko, czego się dotknie. Pomysł wyjściowy jest fajny, ale kompletnie niewykorzystany. Primo, scenarzysta nie starał się nawet w jakikolwiek sposób uwiarygodnić swojej kocepcji, wszystko się dzieje "bo tak". Secundo, samego przemieszania życia ze sztuką jest może z 5 minut, cała reszta to zdarte do cna dowcipy z szufladek "frajer tydzien przed śmiercią" i "słyszę głosy". Aktorsko niby ok, ale zachowania postaci (zwłaszcza pani Wielkiej Artystki) są, mówiąc delikatnie, moralnie dziwne (ma szansę ocalić ludzkie życie i się zastanawia???). Scenarzysta nie miał nawet odwagi by pójść na całość i pociągnąć najbardziej obiecujący motyw do końca, zamiast tego wrzucił bezpieczny happy end. Rada do producentów: chcecie porządny film w klimatach "sztuka kreuje rzeczywistość" - zekranizujcie Krainę Chichów Carrolla.
Chociaż po namyśle - lepiej jednak nie.
4/10
Why are you firing wallnuts at me?
20-09-2009, 00:37
Nowy
Liczba postów: 268
Liczba wątków: 5
No i pięknie. Mnie też zastanawia co niektórzy widzą w tym filmie z wybrakowanymi dialogami. Masz rację ;)
20-09-2009, 01:46
Nowy
Liczba postów: 354
Liczba wątków: 0
A bo to taka fajna bajeczka jest :wink:
Wall Street 2 - 5/10
Wall Street 7.5/10
Dla Niej wszystko 7/10
Zanim odejdą wody 6.5/10
Dochodzenie 7/10
Pozdrowienia z Paryża 3/10
Wyspa tajemnic 9/10
The Hurt Locker 7.5/10
Invictus 8/10
Droga 7/10
20-09-2009, 09:39
Stały bywalec
Liczba postów: 3,030
Liczba wątków: 36
E tam, "Stranger than fiction" to całkiem spoko film, przede wszystkim świetny jest motyw wyjściowy, rodzi trochę zabawnych scen i rozbudza zainteresowanie u widza co będzie dalej. Fajnie poprowadzony jest też wątek miłosny, głównie za sprawą pełnokrwistej postaci Maggie Gyllenhaal. Will Ferrell wiadomo, na kolana nie powala ale zważając na to, że za nim nie przepadam, to fakt, że tutaj mnie w ogóle nie irytował jest znaczący. No a na dodatek mamy przecież Dustina Hoffmana, który jest aktorem z najwyższej półki i nawet jak się specjalnie nie wysila to i tak sprawia pozytywne wrażenie. W sumie gdyby nie totalnie spieprzony ostatni akt, któremu zabrakło bezkompromisowości i odwagi w zaserwowaniu jakiegoś mocniejszego finału (ewentualnie pomysłu na jakieś inne, zgrabniejsze zakończenie całości) mielibyśmy naprawdę dobry film, a tak przeciętniak (ale naprawdę oglądalny) o niewykorzystanym potencjale, ale marne 4/10 to moim zdaniem przesada.
20-09-2009, 10:37
Hannibal: Po drugiej stronie maski - z braku laku obejrzałem i w sumie nie żałuję. Nawet wciąga. Młodość Lectera jest pokazana całkiem sprawnie. Pokazano jak doświadczenia wojenne zmieniły go w potwora, można się przyczepić, że wszystko to pokazano nieco łopatologicznie i w dużym uproszczeniu, ale ogląda się to naprawdę dobrze.
Co do aktorstwa to jest takie sobie, nie mniej Gaspard Ulliel gra całkiem nieźle. Gdy trzeba potrafi być niepokojący i przerażający. Do tego piękne zdjęcia i niezła muzyka. Mimo, że bez Hopkinsa to warto zobaczyć jak rodziła się legenda. Potrafi wciągnąć.
7/10
20-09-2009, 12:15
Stały bywalec
Liczba postów: 3,030
Liczba wątków: 36
Ja uważam dokładnie tak samo, tyle że na odwrót. Przeraźliwie słaby to film, zdecydowanie najgorszy z całej serii o kanibalu-Hannibalu. Rozpoczyna się sielską scenką nad jeziorem rodem z prologu "Powrotu króla", z tą różnicą, że tutaj nikt nie ginie, następnie wchodzą w równie sielski sposób napisy tytułowe i już wiadomo, że mrocznego klimatu to tutaj trzeba będzie ze świecą szukać. Aktor wcielający się w główną rolę najwyraźniej nie mógł się zdecydować, czy bardziej chce się inspirować Wishawem z "Pachnidła" czy też swoim zacnym poprzednikiem Hopkinsem i w efekcie stworzył niezamierzenie parodystyczny mix tych dwóch kreacji, śmieszący sposobem bycia, akcentem, artykulacją. Sam film niby da się oglądać bezboleśnie i bez większego znużenia, ale w sumie to strasznie mdłe filmidło, nie oferujące specjalnych poruszeń i dramaturgii, przewidywalne od samego początku. Obejrzałem kilka miesięcy temu głównie dlatego, żeby mieć go już w końcu z głowy i nie zaprzątać jej więcej tym tytułem.
20-09-2009, 12:27
To, że film najgorszy z całej serii to nie podlega w ogóle wątpliwości, nie mniej oglądało mi się to dobrze, mimo późnej godziny i zmęczenia oglądałem. Byłem ciekawy dalszych losów Lectera. Co do aktora grał dziwnie, masz rację próbował pomieszać te dwie postacie o których wspomniałeś, ale wg. mnie wyszło mu to całkiem nieźle.
W sumie to chyba też po części oglądałem z tego samego powodu co Ty. Żeby obejrzeć i mieć zaliczoną całą serię.
20-09-2009, 13:16
Stały bywalec
Liczba postów: 3,408
Liczba wątków: 23
Cronos - seanse hiszpańskojezycznych filmów del Toro zawsze były dla mnie wielce inspirującymi doświadczeniami i skłamałbym mówiąc, ze tym razem było inaczej. Tym niemniej debiut Guillermo to najgorszy z jego "poważnych" filmów ( twórczość hollywoodzką litościwie przemilczę). Całość moich zarzutów dotyczy fabuły która nie dość, że na kilometr wali Cronenberghiem, to jeszcze ma dziury logiczne wielkości stodoły. Tym niemniej cała reszta to już klasa dla siebie. Wizualia, muzyka, specyficzne, smoliście czarne poczucie humoru, niebanalne przesłanie - Cronos zawiera w sobie wszystko to, co cenię sobiie w twórczości meksykańskiego reżysera. Jednak to dopiero rozgrzewka przed arcydziełem pt. Kręgosłup Diabła.
7/10
Why are you firing wallnuts at me?
20-09-2009, 22:06
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Blade Runner - przez długi czas nie doceniałem tego filmu, ale wreszcie zacząłem. Genialna wizja przyszłości, hipnotyzujący film... Z paroma błędami (skąd, do cholery, Batty nagle wytrzasnął gołębia? nieudolny montaż - biegnie za Deckardem, cięcie, Deckard ucieka, cięcie, nagle Batty stoi z gołębiem). Jednak na miano najlepszego s-f nie zasługuje.
Po pierwsze - jest całkiem sprytny i świetnie zrobiony, ale brakuje tu emocji. Po drugie - to nie jest film szczególnie głeboki, a fakt stosowania długich ujęć nie nadaje mu głębi. To całkiem prosta opowieść s-f, w której - przynajmniej w wersji final cut - nie ma niedopowiedzeń. Jasne, porusza takie tematy jak umiłowanie życia, ale one są widoczne w tych kilku świetnych dialogach (lub monologach) replikantów. Reszta to otoczka. Dochodzi niemal do przerostu formy nad treścią, ale jednak całość się broni.
Słowem - płycizna maskowana stylistyką. To, co mnie jednak uwiodło, to przedstawienie świata: można w nim utonąć. Każdy budynek wygląda na zamieszkały, każda ulica tętni życiem. Rewelacja. 9/10
20-09-2009, 22:23
.
Liczba postów: 27,536
Liczba wątków: 60
Kurcze, coraz ciekawszych rzeczy się o filmach dowiaduje z tego tematu, a zwłaszcza o ich głębi. Ze dwie strony temu ktoś pisał, że Czas Apokalipsy to wydmuszka, teraz military, że Blade Runner to płycizna. Co jest? Co jak co, ale akurat te filmy niosą ze sobą jakąś konkretną, dosyć obszerną myśl, pełne są symboli, odniesień, bla bla bla - po prostu mają wszystko co zdaje mi się powinien zawierać film głęboki(aha, odróżnić trzeba głębię od mądrości bijącej od filmu, którą każdy rozumianej inaczej). Nie chodzi mi o ocenę filmu jako takiego, bo oba bardziej cenię niż lubię, nie mówię też, że to najmądrzejsze filmy na świecie, tylko sprzeciwiam się mówieniu że to filmowe wydmuszki. Bo co wtedy powiedzieć o prawdziwych wydmuszkach?
21-09-2009, 00:10
Lord Snow
Liczba postów: 2,983
Liczba wątków: 8
Źle mnie zrozumiałeś - nie mówię, że całość filmu to wydmuszka, tylko że ten genialny poniekąd Kurtz wypowiada 4 zdania o... cholera wie o czym. Właśnie o niczym. Rozumiem większość filmu, sprzeczności wojny, podróż w głąb siebie kapitana, tylko celem jest spotkanie z Kurtzem, który, mając być źródłem oświecenie, świeci jedynie łysiną. Nie wiem, może to wersja Redux coś zmieniła, ale nie łapię w ogóle gościa. Może nie łapię tych symboli, ale nie ten przekaz jest chyba tak rozległy, że nie ma w nim konkretu.
21-09-2009, 00:47
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,151
Liczba wątków: 67
Wag the Dog - bardzo miły był ten powtórny seans po latach. Rewelacyjne to wciąż filmidło, które nic się nie zestarzało. Kapitalny Hoffman, niezły, choć bez rewelacji De Niro i irytująca, acz pozytywne Heche plus m.in. genialny w epizodzie Harrelson. Na minus jakiś większy odzew ze strony Albanii - wszystko dzieje się niemal tylko i wyłącznie na ekranie telewizora. Na plus wszystko pozostałe. Kto jeszcze nie widział, to powinien. 9/10
21-09-2009, 01:59
.
Liczba postów: 27,536
Liczba wątków: 60
wujo444 napisał(a):genialny poniekąd Kurtz wypowiada 4 zdania o... cholera wie o czym. Właśnie o niczym.
A nie pomyślałeś że tak samo rozczarowany mógłbyć Willard? To on spodziewał się tego oświecenia o którym piszesz, ale gdy już dotarł do celu swojej misji spotkał tylko zgorzkniałego, pobratanego ze złem i okrucieństwem łysego faceta. On też powinien powiedzieć, że eee, do dupy to życie i ten Kurtz - taki banalny i pieprzy o niczym?
21-09-2009, 08:16
Stały bywalec
Liczba postów: 3,030
Liczba wątków: 36
Jak to cztery zdania o niczym? Jak to rozczarowany Willard? No co wy! :)
Napisałem swego czasu analizę "Czasu Apokalipsy":
http://www.ofilmie.pl/varia/analiza_apocalypse_now_tyler_durden.html
A w ramach preview i nawiązania do tego o czym mówicie przytoczę fragment poświęcony finałowemu rozdziałowi historii:
Kapitan Willard jest słabym odbiciem Kurtza, uosobieniem jego ideałów z początków życiowej misji. Uzależniony od eskapad w głąb dżungli, jest gotów do okrucieństwa, jeżeli tylko wymagają tego okoliczności, kwestionuje politykę amerykańskiej armii i dostrzega dualizm moralny nią kierujący. Z drugiej strony zachowuje trzeźwość osądu, nie przekracza za bardzo cienkiej granicy dzielącej obłęd od chwil niestabilności psychicznej, nieuchronnie pojawiających się w tej sytuacji. Kurtz zachowuje go przy życiu, gdyż chce powierzyć mu misję bardzo szczególną â uczynić swoim własnym oprawcą. Zanim to jednak nastąpi, ofiara musi się upewnić, że zostanie zrozumiana przez swego kata. Bez trudu może odejść w niesławie jako psychopata i sadysta, który pogubił się w apokaliptycznym świecie wojny. Do tego wystarczyłoby popełnić samobójstwo, generalicja przeszłaby nad tym do porządku dziennego, o sprawie szybko by zapomniano, a przypadek Kurtza stałby się kolejnym niewygodnym tematem zamiecionym pod dywan historii i znanym jedynie wąskiemu gronu wtajemniczonych ludzi. Pułkownik pragnie jednak czegoś więcej, chce być zrozumiany, pragnie wytłumaczyć swe idee komuś, kto pod wpływem jego osobowości nie popadnie w obłęd jak to było z fotoreporterem, czy też poprzednim zamachowcem wysłanym przez rząd. Wydaje się, że Willard posiada odpowiednio silny kręgosłup moralny, żeby pojąć pełnię wizji Kurtza, a jednocześnie nie załamać się psychicznie pod wpływem tego doświadczenia ani też nie podążyć krwawym śladem zbrodni.
Przetrzymywanie w niewoli, konfrontowanie z najgorszą stroną osobowości pułkownika (podrzucenie obciętej głowy âLe Chefaâ), dyskusje na temat przyświecających mu idei i ich genezy są rodzajem testu mającego na celu sprawdzenie, czy Willard jest w stanie unieść brzemię odpowiedzialności i przekazać światu spuściznę po Kurtzu. Całkiem prawdopodobne, że i jego poprzednik wysłany przez rząd w tym samym celu, przeszedł podobną drogę, oblewając końcowy egzamin i stając się kolejną ofiarą pułkownika.
(...)
21-09-2009, 11:03
.
Liczba postów: 27,536
Liczba wątków: 60
Znaczy to rozczarowanie jest takie nieoczywiste według mnie. Bo ja to tak widzę, że Willard płynie w głąb diczy z przekonaniem, że Kurtz to musi być ktoś zajebiście mądry, że tyle ludzi przekręcił na swoją stronę, a tu okazuje się, że mając nawet dobre zamiary(ucywilizowania dzikich) takie działania stają się nieuchronnym gwałtem na lokalnych wierzeniach i obyczajach. Ale to nic, najciekawsze jest to, że Willard pomimo tego, że to rozumie przejmuje schede po Kurtzu.
21-09-2009, 11:16
|