Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Zdecydowanie nie słuchałeś uważnie tego co mówił Kurtz i nie czytałeś co napisałem powyżej. Żadne cywilizowanie dzikich nie było zamiarem Kurtza. Jego celem było stworzenie idealnych żołnierzy, żeby tego dokonać skłonił się ku odhumanizowanym praktykom, co w efekcie go zgubiło, z czego zdawał sobie sprawę. Willard wcale nie miał przejąć po nim pałeczki (i jej nie przejął), miał być jego katem, osobą, która zakończy piekło jakie stworzył, ale na jego zasadach (Kurtza w sensie), czego w efekcie nie zrobił. Więcej o tym napisałem w powyższym tekście, jak ci się nie chce czytać całości, to sięgnij chociaż po ostatni, piąty rozdział, bo jest on poświęcony konfrontacji Kurtz-Willard.

Odpowiedz
Outlander - zaskakująco dobry, albo ja się szykowałem na straszną kupę. Sympatyczny film na niedzielne popołudnie. Głupiutki ale bez jakiegoś nadęcia, więc nadmiernie nie drażni. Bardzo dobra muzyka, kiepski Caviezel, fajny Ron Perlman (choć ma w sumie może z 5 minut na ekranie), udany design bestii, kiepszczasty finał. Ogólnie można obejrzeć, ale bez jakichkolwiek wymagań.

~6/10

Odpowiedz
Chyba jednak szykowałeś się na straszną kupę i dlatego Cię zaskoczył :wink:
Wall Street 2 - 5/10
Wall Street 7.5/10
Dla Niej wszystko 7/10
Zanim odejdą wody 6.5/10
Dochodzenie 7/10
Pozdrowienia z Paryża 3/10
Wyspa tajemnic 9/10
The Hurt Locker 7.5/10
Invictus 8/10
Droga 7/10

Odpowiedz
Tyler Durden - sorry, zupełnie mieszają mi się ksiązka i film. A tak swoją drogą to jak wg Ciebie jest z tą końcówką? Kurtz chciał, żeby go zabić i zniszczyć wszystko co stworzył, a Willard go zabija. Ostatnim ujęciem jest o ile pamiętam widok kapitana stojącego na miejscu Kurtza a tubylcy składają mu cześć? Piszesz, że Willard nie zrealizował planu Kurtza, ok, no ale wg mnie to wygląda tak jakby spodobała mu się ta własna armia i najprawdopodobniej będzie sobie nimi rządził. Coś wskazuje na to, że wsiądzie w łódz i wróci?

Odpowiedz
simek, nie wiem jak w pierwotnej wersji, ale w redux:
Tyler, pare błedów IMO popełniłes w tej analizie...
Im częściej na mnie kamieniem rzucicie,
sami złożycie stos - - stanę na szczycie.


Grastroskopia - Bortal dobrze wpływa na trawienie gier


Odpowiedz
simek napisał(a):Coś wskazuje na to, że wsiądzie w łódz i wróci?
Nic nie musi na to wskazywać, widać jak wsiada z Lancem na łódź i odpływają. Wzywa go jeszcze dowództwo przez radio ale nie odpowiada.

wujo444 napisał(a):Tyler, pare błedów IMO popełniłes w tej analizie...
A możesz wypowiedzieć się mniej enigmatycznie? Znaczy się co konkretnie :)

Odpowiedz
Wybacz, musiałem wyjśc, dlatego tak enigmatycznie ;)

Mniejsze błedy:
Cytat:Przystanek drugi:
Porucznik Kilgore wyraźnie odczuwa już skutki długotrwałego przebywania w głębinach. (...) Codzienna dawka rzezi, desanty powietrzne, zrzucanie napalmu na partyzantów w dżungli, jest dla niego czymś nierealnym. (...) To wszystko jest przykrym obowiązkiem, który wykonuje się jak najszybciej, żeby zdążyć na surfowanie o zmierzchu, przy którym raz jeszcze odpędzi się od siebie niewygodne myśli i palące sumienie.
wat? Większośc diagnozy pułk. Kilgore'a mija się z prawdą. Facet nie cierpi na za długi pobyt w Wietnamie - on sie tam mentalnie nigdy nie znalazł. Czuje się tym dobrym kowbojem z klasycznych westernów, który nie może zostać ranny, i wygrywa, bo tak mówi scenariusz. Ma tak zakuty łeb i tak niezachwianą pewność siebie, że nie dociera do niego to co się dzieje wokół niego. Kalifornia a Wietnam -bez różnicy, tylko fale gorsze.

Cytat:Ten ostatni bez chwili wahania dokonuje egzekucji na Wietnamce. Działa z zimną krwią, wiedząc, że musi to zrobić dla dobra misji.
Trochę dla misji, trochę dla spokoju własnej dupy - gdyby przeżyła, i opowiedziała co jej zrobili Czyscioch i Lance dostaliby piekny wyrok od sądu wojenne.

Cytat:I w końcu kapitan statku.
Kapitan jest jedynym prawdziwym żółnierzem na łajbie, niczym wzorzec metra, do którego porównuje się resztę. Daje przykład, jak powinien sie zachowywać żołnierz według ludzi z Waszyngtonu, czyli antagonistycznie dla Willarda i Kurtza.

Cytat:Przystanek czwarty:
Most Do Lung, ostatni przystanek przed osiągnięciem celu wyprawy (...) Miejsce to wydaje się odbiegać od wszelkich norm logiki. Stacjonujący tam żołnierze zmuszeni zostali przez dowództwo do bezsensownej obrony mostu. Mostu, który każdego dnia na nowo odbudowują tylko po to, żeby po kilku godzinach został ponownie zniszczony przez oddziały Vietcongu.
Ten most, to taka miniaturka Wietnamu - świat szalony, chotyczny, bez dowództwa 9 bo to przecież siedzi w Waszyngtonie). USA buduje, Vietcong niszczy, i tak w koło Macieju.

Cytat:Uzbrojony w granatnik żołnierz w stanie silnego odurzenia posiada fenomenalny zmysł geolokalizacji za pomocą słuchu.
Facet po prostu wie, gdzie jest radiostacja, a nie zmienił się w nietoperza.

Do sedna:
Wybacz, ale punkt piąty strasznie zamotałeś, i już mi się pomieszała kolejność. Odniosę się do Kurtza - piszesz, że to szaleniec. Nie moge się z tym zgodzic, bo szaleniec podejmujący nieracjonalne, bezsensowne, nieopłacalne decyzje. Tymczasem pułkownik ma cel, jego decyzje się okrutne może i nieludzkie, ale jak najbardziej sensowne. Dla mnie, postawił sobie kiedyś pytanie, czy wojna jest złem? I odpowiedział twierdząco. Zapytać się trzeba jeszcze raz, czy zatem możliwe jest mniejsze zło? Nie, bo nie jest opłacalne. Trzeba wykorzystać wszystkie środki, by przeciwnika zniszczyć, zmiażdżyć, psychicznie i fizycznie, aby wygrać możliwie szybko i minimalizując straty własne.
Po pewnym czasie jednak zrewidował swoje poglądy, i uznał, że przesadził, że ta cała szopka to waractwo. Nie ógł jednak odkręcić toku wydarzeń - każda taks decyzja mogła być przyjeta jako oznaka słabości, i zrodzic potencjalnych przeciwnków, bardziej szalonych i odczłowieczonych. Musiał znaleźć człowieka, który bedzie umiał z jednej strony zajść dalej niż inni i zniszczyć obóz, z drugiej, nie tak daleko jak jego podwładni w szaleństwie i poznaniu zła. Mam wrażenie, że Willard, mimo zrozumienia Kurtza, nie posunął sie tak daleko, by wezwać bombowce.
Im częściej na mnie kamieniem rzucicie,
sami złożycie stos - - stanę na szczycie.


Grastroskopia - Bortal dobrze wpływa na trawienie gier


Odpowiedz
Ok, większość punktów to po prostu uzupełnienie tego co napisałem, napisanie tego samego nieco innymi słowami, bądź nieco inna ścieżka interpretacji (Kilgore) z którą nie będę polemizował, bo to ścieranie się o to czyja racja jest słuszniejsza, mojsza czy twojsza, akceptuje, że inaczej to odbierasz i tyle :)

wujo444 napisał(a):Odniosę się do Kurtza - piszesz, że to szaleniec. Nie moge się z tym zgodzic, bo szaleniec podejmujący nieracjonalne, bezsensowne, nieopłacalne decyzje. Tymczasem pułkownik ma cel, jego decyzje się okrutne może i nieludzkie, ale jak najbardziej sensowne.
A od kiedy to szaleństwo musi być jednoznaczne z niemożnością wykonywania racjonalnych decyzji i wykazywaniem się "normalnym" zachowaniem. Szaleństwo (bądź obłęd) może się czaić się w jądrze osobowości, decydować o wypaczonym, odhumanizowanym zachowaniu, a jednocześnie pozwalać na budowanie sensownym przemyśleń. Nazwij to osobowością psychopatyczną jeśli wolisz.

A cała reszta twojej wypowiedzi o nim to w zasadzie to samo co ja napisałem w analizie więc to w zasadzie tyle w tym temacie.

Odpowiedz
To i ja jeszcze dorzucę swoje trzy grosze:
Po pierwsze – postać Kurtza:
Warto przypomnieć, jaka była jej wymowa w opowiadaniu Conrada: Joseph Conrad był pisarzem, który nie miał złudzeń co do etycznej kondycji ludzkości, uważał, że ludzie są w większości źli, sprzedajni, pozbawieni honoru itd., często jednak ową niepiękną prawdę udaje się ukryć w warunkach ogłady cywilizacyjno-kulturowej, kiedy to człowiek nie zawsze jest prawdziwy, często za normami narzuconymi przez wychowanie, środowisko itd. ukrywa swoje własne „ja”. Prawdę o ludzkiej naturze może odkryć dopiero sytuacja ekstremalna, tzw. "sytuacja próby" – środek rozszalałego oceanu czy właśnie, jak w „Jądrze ciemności”, serce dżungli. Dopiero tam, po uwolnieniu od naleciałości cywilizacyjno-kulturowych, człowiek może w pełni pokazać swe człowieczeństwo (lub częściej – jego brak). Kurtz literacki znajduje się właśnie w modelowej, klasycznej „sytuacji próby” – okazuje się, że pomimo posiadanej charyzmy, wykształcenia, dobrych chęci, poczucia misji cywilizacyjnej itd. jego psychika jest jednak zbyt słaba, by sprostać sytuacji. Do głosu dochodzą najniższe, najprymitywniejsze instynkty – nadmierna ambicja, żądza władzy, chęć dominacji, przekonanie o wyższości przedstawiciela białej rasy nad dziczą itd. Kurtz staje się samozwańczym bogiem swego małego plemienia. Marlow (którego alter ego stanowi Willard) jest natomiast jednocześnie uzupełnieniem, jak i antytezą Kurtza. Kluczowe sformułowanie-tytuł, „Jądro ciemności” to jednocześnie w sensie dosłownym podróż do serca dżungli, jak i – w sensie metaforycznym – podróż w głąb własnego umysłu, eksploracja jego mrocznej strony. Kurtz się jej poddaje, Marlow zwycięża, wychodzi z ludzką twarzą z „sytuacji próby”.
Teraz film, który stanowi jednocześnie rozwinięcie powyższego (w wymiarze uniwersalnym), jak i odnosi się do konkretnego historycznego kontekstu wojny w Wietnamie. Znacząca zmiana tytułu, „Czas Apokalipsy” zamiast „Jądra ciemności” sugeruje, że Coppola największy nacisk położył na wymiar antywojenny, zaproponował widzom niemal metafizyczną, rozległą analizę wpływu wojny na ludzką psychikę. Najpierw Kilgore, bo on rzuca interesujące światło na postać Kurtza: to groteskowy bóg wojny, który jest groźny, lecz w swym szaleństwie niejako przewidywalny, kieruje się swoistym kodeksem honorowym, potrafi docenić wroga (przynajmniej na pokaz), a w jego postępowaniu można doszukać się pewnej logiki, co innego Kurtz, jego zasady polegają na przekraczaniu wszelkich norm, łamaniu wszystkich zasad, absolutnym uwolnieniu się od Dobra i Zła.
W tym kontekście Kurtz znajduje się na marginesie świata, ale jest jednocześnie kreatorem nowej rzeczywistości – wszechmogącym, niszczycielskim demiurgiem, którego dowódcy sił zbrojnych, będący na usługach rządu USA na własną zgubę powołali do istnienia. Willard zauważa, że tak naprawdę Kilgore i Kurtz to dwie strony tego samego medalu, jeden i drugi jest szaleńcem i mordercą, działalność jednego jest jednak usprawiedliwiona i nagradzana, podczas, gdy drugi ma zostać wyeliminowany, kapitan zaczyna rozumieć Kurtza prowadzącego własną wojnę, archanioła Apokalipsy spełnionej na końcu świata, jego dalsza podróż to również wędrówka w głąb własnego umysłu, zmierzenie się z wizjami i nie do końca uświadamianymi pragnieniami, dojrzewanie do decyzji...
Po drugie – ostatnie słowa Kurtza i wymowa zakończenia:
Podczas swej długiej podróży, Willard, naznaczany coraz bardziej piętnem unoszącego się w powietrzu szaleństwa, zaczyna wczuwać się w psychikę Kurtza, zaczyna go rozumieć i w pewnym sensie identyfikować się z jego poglądami (nawet jeżeli ma wątpliwości).
Staje przed bardzo trudnym i wcale nie jednoznacznym wyborem - czy dać się uwieść zbrodniczej, ale w pewnym sensie "czystej", pozbawionej zakłamania ideologii Kurtza (odrzucenie barier cywilizacyjnych Białego Człowieka, przedarcie się na drugą stronę sumienia, żadnych skrupułów, żadnych hamulców, totalna Wolność, uwolnienie nawet od pojęć Dobra i Zła, od odczuwania wyrzutów sumienia, walka dzika i prymitywna - bardzo ważne wspomnienie odciętych rączek, to w tej właśnie chwili Kurtz Uwolnił się i zarazem popadł w obłęd), zostać z nim, nie wracać do świata, czy też posłusznie wypełnić wolę dowódców, do końca będąc ich "chłopcem na posyłki"...
Ten wybór nie jest jednoznaczny, bowiem sam Kurtz (zmęczony, znudzony swym "szaleńczym królestwem") pragnie własnej śmierci, wie, że Willard chce go zabić i nie zamierza wcale mu w tym przeszkodzić, jest to jego końcowa manipulacja, ostatnia zabawa z duszą i umysłem Willarda i paradoksalnie, być może ofiarowanie mu szansy na odkupienie - Kurtz staje sie rytualną ofiarą, której złożenie jest warunkiem powrotu do normalności, cywilizacji...
[tyle mojej interpretacji]

Odpowiedz
Bękarty wojny: Nie myślałem, że kiedyś to powiem, ale świetnie się bawiłem na filmie Tarantino. Po absolutnie nieoglądalnych Kill Billach i Death Proof skreśliłem go całkowicie, a na film poszedłem tylko po to, żeby posłuchać akcentu Brada Pitta. Okazało się, że wyszła świetna, dająca kupę zabawy, niegłupia komedia. Brad Pitt świetnie bawi się rolą, a swoim włoskim wznosi się na wyżyny swojego aktorstwa. Myślę, że ta scena i ten akcent przejdą do historii.

8/10

Odpowiedz
Trzeci człowiek - Dobry film, niezłe kreacje aktorskie, kurcze ta muzyka-niby ładna, fajna ale jakoś mi nie pasowała do filmu... tak jakby wyjęta z jakiejś komedii-wojennej. Fajny kryminał, wciągając historia, ciekawi bohaterowie, dobre zakończenie. W tamtych latach na pewno mógł zadziwić. 7/10
Wall Street 2 - 5/10
Wall Street 7.5/10
Dla Niej wszystko 7/10
Zanim odejdą wody 6.5/10
Dochodzenie 7/10
Pozdrowienia z Paryża 3/10
Wyspa tajemnic 9/10
The Hurt Locker 7.5/10
Invictus 8/10
Droga 7/10

Odpowiedz
Don Vito napisał(a):niegłupia komedia.

Ale dlaczego komedia? Jakieś 90% filmu to może nie śmiertelna, ale jednak powaga. Czy na miano komedii film zasluguje dzięki tym pięciu zabawnym scenkom z Pittem? To w takim razie T2 dir cut jest komedią jeszcze większą, bo akcentów humorystycznych ma równie wiele.

Odpowiedz
TylerD napisał(a):Klasa - Oglądając ten film miałem wrażenie jakbym oglądał dokument lub przynajmniej dokument fabularyzowany.
No bo to jest taki pół-dokument właściwie, oprócz chłopaka wyrzuconego ze szkoły wszystkie dzieciaki grają siebie, naprawdę chodzą do jednej klasy, a większość sytuacji jest improwizowana
W ogóle ta francuska szkoła to jakaś padaka:)
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
ooo nie wiedziałem o tym :roll: dzięki za info. No trochę taka dziwna ta szkoła :smile:
Wall Street 2 - 5/10
Wall Street 7.5/10
Dla Niej wszystko 7/10
Zanim odejdą wody 6.5/10
Dochodzenie 7/10
Pozdrowienia z Paryża 3/10
Wyspa tajemnic 9/10
The Hurt Locker 7.5/10
Invictus 8/10
Droga 7/10

Odpowiedz
My Winnipeg - mockumentary, chwilami fajne, pomysłowe, wielce klimatyczne; chwilami nudnawe, męczące i trudno się zaangażować. Brand upon a brain daleko lepsza, a i o tym samym właściwie. 6/10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
To teraz dawaj jeszcze "Careful" z Gosią Dobrowolską, moim zdaniem obok "Brand upon a brain" najlepszy film Maddina (chwalą jeszcze "Saddest music in the World" ale tego jeszcze nie widziałem).

Odpowiedz
Thorgal vs. Predator, eee, tzn. Outlander - zupełnie nijaki film z dużym potencjałem. Fajna obsada, spory budżet, niezłe kostiumy itp., ale wykonanie jakieś takie bezjajeczne (pomijam parę debilizmów, bo w takim filmie można je przełknąć). Całość trochę rozwleczona i zimna. Kojarzy mi się z niektórymi B-klasowymi s-f z lat 80. Nie jest zbyt infantylnie, ale zbyt mądrze też nie. Szkoda. 5/10

[ Dodano: Wto Wrz 22, 2009 23:44 ]
Walk Hard - kilka gagów przednich, ale ogólnie film dość męczący. Jedzie na jednym pomyśle - bardzo dosłownym traktowaniu scenariuszy filmów muzycznych. Do Kac Vegas mu daleko, ba, nawet do Step Brothers, a co dopiero do Old School. 5/10

Odpowiedz
military napisał(a):Ale dlaczego komedia? Jakieś 90% filmu to może nie śmiertelna, ale jednak powaga. Czy na miano komedii film zasluguje dzięki tym pięciu zabawnym scenkom z Pittem?

A dlaczego nie? ;) Prawie wszystko w tym "Bękartach" jest zabawnie przerysowane, nawet jeśli jest to przedstawiane w poważnym tonie. Jeżeli chcesz ustalać ile procent filmu jest na poważnie, to bym powiedział że jakieś 50%

Odpowiedz
Vanilla Sky - Dobry film, nie mam się (poza Cruisem i Diaz) za bardzo do czego przyczepić, jest jednak jedno "ale": miałem po seansie to same wrażenie, co kiedyś przy Osadzie Shyamalana. Szkoda mianowicie, że punkt dojścia fabuły nie jest jej punktem wyjścia. Ten pomysł, którego nie zaspoiluję, jest IMO rewelacyjny i mógłby dać spore pole manewru jakiemuś zdolnemu scenarzyście. Tutaj jego potencjał ogranicza się jedynie do "twist in the end", a zamiast refleksji widz otrzymuje rosnące w postępie geometrycznym fabularne mindfucki. Szkoda, kurde. Nie wie ktoś, czy w hiszpańskim oryginale rozegrano to lepiej?
7/10
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
Hiszpański oryginał jest znacznie bardziej dosadny, mniej s-f a bardziej wejście w głąb umysłu głównego bohatera. Wiele scen się powtarza ale reżyseria jest całkiem inna.
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 242,967 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,789 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,197 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,446 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,743 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,345 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,712 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,155 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 324 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości