Poza tymi dwiema paniami, to tylko głowa boli od oglądania.
11-03-2010, 02:18
|
Krótka piłka, czyli mini-recenzje
|
|
Jest jeszcze Sigourney:)
Poza tymi dwiema paniami, to tylko głowa boli od oglądania. 11-03-2010, 02:18
Do połowy było chyba OK. Potem zaczęło się robić słabo, jakaś bieganina, dziewczynka i jakieś głupotki... i zrobił się przeciętniak sensacyjniak.
11-03-2010, 02:34 Hannibal napisał(a):Jest jeszcze Sigourney:)Zapomniałem i o niej, ale racja Ripley jak zawsze w formie:P Craven napisał(a):jakieś głupotki..Oj, i to bardzo dużo głupotek:)
Terminator | Aliens | Terminator 2: Judgment Day | True Lies | Titanic | Avatar
Directed by James "THE KING" Cameron 11-03-2010, 02:39
The Countess - drugi film Delpy wykłada się dokładnie na tych samych elementach, co pierwszy. Znowu fajny pomysł wyjściowy (szaleństwo hrabiny Batory), ale brak koncepcji na jego sensowne przedstawienie. Znowu brak zdecydowania, co tak właściwie chce się kręcić. Znowu wiara w moc narracji offowej - z tym, że teraz dla pewności morał jest powtarzany jakieś trzy razy. Film jakoś specjalnie zły nie jest, jest po prostu kompletnie średni, nieangażujący i bez tzw. polotu. Poziom w kilku momentach podbija obsada, muzyka również zacna - ale ciągle to maks górne stany średnie. Nie polecam, ale i nie odradzam.
6/10
Why are you firing wallnuts at me?
11-03-2010, 21:48
The Wolfman - szybkie, przyjemnie kiczowate, nienudzące "widowisko" na niedzielne popołudnie. Jest sporo gore, świetny Weaving i naprawdę fajne (tylko bardzo ograniczone) efekty przeobrażania się w bestię. Reszta przeciętna, ale ogląda się bezboleśnie. Parę scen świetnych, reszta raczej standard. Podobało mi się to, że film nie próbował nawet udawać, że jest czymś więcej - ot prosty blockbuster o wilkołaku i tyle. Na minus fakt, że Blunt było mało i nie była choćby półnaga.
6/10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 12-03-2010, 01:24
nie podczas przeobrażenia
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 12-03-2010, 02:12
W czasie przeobrażenia były najgorsze - szczególnie ujęcie twarzy w przed jajogłowymi, CGI rozpacz.
12-03-2010, 10:52
L.A. Confidential- Ósemka. Taką ocenę wystawiam filmom perfekcyjnym realizacyjnie, świetnie zagranycch, świetnie napisanych, niosących jakąś ideę, filmom, które jednak nie porwały mnie, nie poruszyły do głębi. I tak właśnie tu jest. Klimat Miasta Aniołów z lat 50. rewelacyjnie zarysowany, muzyka b.dobra, zdjęcia, fabuła intrygująca i trzymająca w napięciu. Świetne jest też aktorstwo; Spacey-Pearce-Crowe; nazwiska mówią same za siebie. To co mnie kupiło, to fakt, że nikt z tej trójki nie jest ani dobry, ani zły. Cieszy mnie bardzo, że nie zrobiono tego schematycznie-nie potępiono Exleya, a White'a pokazali również jako furiata...Warto też odnotować występ Kim Basinger : )
Końcowa ocena 8.5/10 (to pół za Danny'ego DeVito) Przejdźmy jednak do arcydzieła, przy którym się zwyłem jak dziecko B R A V E H E A R T Po pierwsze- świetnie zagrany. -Sophie Marceau jako księżniczka- uroda i talent dały wysoce zadowalający efekt -śp.Patrick McGoohan jako Longshanks- miałem ochotę gościa rozszarpać gołymi rękami. Wspaniała rola. -Angus McFayden jako Robert Bruce--Brendan Gleeson jako Hamish; archetyp rubasznego przyjaciela, który zawsze sprowadza na ziemię głównego bohatera. -Catherine McCormack jako Murron-nic dziwnego, że William zrobił tyle by ją pomścić. Te oczy, te usta... Po drugie- muzyka Hornera-jeśli to nie jest najlepszy soundtrack wszech czasów, to nie wiem co już nim jest. Po trzecie-zdjęcia; czy to subtelne i intymne spotkania kochanków, czy to obrazujące piękno Szkocji, czy też te "małe" arcydzieła bitewne- Oscar zasłużony jak rzadko kiedy Po czwarte- opowieść o wartościach, które nikną w naszym świecie(wiem, patos. ale mówić o brejwhercie bez patosu? jak?) Po piąte Son of Scotland! I am William Wallace(...) and I see a whole army of my countrymen, here in defiance of tyranny. You've come to fight as free men... and free men you are. What will you do with that freedom? Will you fight?(...) Aye, fight and you may die. Run, and you'll live... at least a while. And dying in your beds, many years from now, would you be willin' to trade all the days, from this day to that, for one chance, just one chance, to come back here and tell our enemies that they may take our lives, but they'll never take... OUR FREEDOM! [/b] Gdybym był kobietą, to chyba bym się w Gibsonie zakochał. Ocena? Formalność 10+/10 13-03-2010, 21:16 Phlogiston2 napisał(a):Po drugie- muzyka Hornera-jeśli to nie jest najlepszy soundtrack wszech czasów, to nie wiem co już nim jest. Muza z "Ostatniego Mohikanina" ;] Zresztą jak oglądałem Braveheart, to miałem wrażenie, że choreograf scen bitewnych zapatrzył się mocno na film Manna, a Horner zasłuchał :)
fb.com/bart.poznaniak
14-03-2010, 10:58
Morderczy Afganistan (ĐŃганŃкиК ĐСНОП) 1990. Produkcja włosko-radziecka.
Kończy się wojna w Afganistanie. Rosjanie powoli wycofują swoje wojska. Dowództwu do tego stopnia zależy na ograniczeniu strat, że gdy zaatakowany zostaje jeden z patroli, zamiast przeprowadzić akcję odwetową, wolą zapłacić lokalnemu oddziałowi mudżahedinów mąką i bronią, aby ci dali im święty spokój. Jednocześnie na służbę przybywa młody żołnierz Steklov, syn jednego z prominentnych komunistycznych notabli. Chłopakowi marzy się trochę akcji, ale przede wszystkim liczy że przed odwrotem zdąży jeszcze kupić na czarnym rynku trochę amerykańskiego sprzętu RTV. Zostaje odesłany pod protekcję doświadczonego majora Bandury, dla którego z kolei powrót oznacza tylko tyle, że będzie musiał zostawić wszystko to co miał w Afganistanie i na nowo układać życie sprzed wojny. Gorzki film. Wszystkie pytania dotyczące (bez)sensu tej wojny, traumy itp. bohaterowie albo skrywają gdzieś w sobie, albo w ogóle się nad nimi nie zastanawiają. Daje to wszystko wyraz w rozmowach. Często gada się tutaj o niczym, jakby wszyscy bali się powiedzieć coś konkretnego. Wiele problemów próbuje się załatwić uspokajającymi sumienie banałami, co w końcu owocuje chyba najlepszym w filmie dialogiem, toczonym przez dowództwo przy suto zakrapianej alkoholem kolacji: Generał: Wojnę zaczynają politycy, a ginąć muszą żołnierze. Wojny bez ofiar nie ma i jeszcze ich przybędzie. My powinniśmy zrobić wszystko, żeby ich było jak najmniej. To wypijmy za tych, którzy nie wrócili. (Widzi że muzułmański oficer, Afgańczyk, nie wznosi toastu) A ty czego Dżalał? Przy kolacji to i w Ramadan można. Dżalał: A u mnie rodzina w Kandaharze. G: Jeszcze ich nie przewiozłeś? No to wieź ich do Kabulu. Dż: A z Kabulu dokąd? Bandura: A w Kabulu weźmiesz karabin i sam będziesz ich bronić. G: Co powiedziałeś majorze? B: Powiedziałem żeby wziął karabin i sam bronił swoją rodzinę. G: Wyjdź przewietrzyć się na zewnątrz majorze. Całość utrzymana jest w paradokumentalnym stylu, wprowadzanym konsekwentnie od pierwszej sceny, pokazującej rytualne obrzezanie małego afgańskiego chłopca. Niestety batalistyka w wielu momentach kuleje, realizacyjnie ocierając się wręcz o tandetę. Czasem ktoś, kto niby dostał postrzał, zamiast normalnie upaść na ziemię, po prostu ostrożnie się na niej kładzie. Zresztą widać to w pewnym momencie na tym (zawiera spoilery, ale świetnie odzwierciedla klimat filmu). Na szczęście nie ma tego dużo i obecne jest głównie w środkowej części filmu. Finał został dużo lepiej dopracowany. Większość obsady spisała się przyzwoicie. Nie ma może tutaj jakiś wybitnych kreacji, ale postacie są wiarygodne, więc wystarczy. Ze znanych aktorów obecny jest tutaj tylko Michele Placido grający Bandurę. Rzecz godna uwagi, choć daleko jej do amerykańskiego mainstreamu. 14-03-2010, 19:42
Crank - Gamera tych samych reżyserów z czystym sumieniem i bez żadnych wątpliwości mogłem uznać za gówno - w tym przypadku tak prosto już nie jest. Crank ujął mnie bezpretensjonalnością i ciągłym wciskaniem gazu do dechy, bez zwracania uwagi na takie pierdoły jak dobry smak, logika czy wreszcie polityczna poprawność. Twórcy widać mieli możliwości i w kilku momentach pojechali naprawdę ostro, ale ani razu (przynajmniej w moim przypadku) nie przekroczyli tej granicy, za którą banan na gębie zamienia się w facepalma. Kilka pojedynczych patentów, na czele ze sceną w windzie, uznałbym wręcz za bardzo dobre. Obejrzeć powinni ci, których jarało urządzanie masowej rozwałki w miastach GTA, unikać powinni Mental, Hitch itp.
6/10
Why are you firing wallnuts at me?
14-03-2010, 20:30
Der Knochenmann (The Bone Man, Kostucha) - fantastyczny film! Po tym, jak wszyscy zostaliśmy zarzuceni reklamami "polskiego Fargo", wziąłem na tapetę film nazywany przez recenzentów "austriackim Fargo. Pewne podobieństwo do zarówno Coenów, jak i Smarzowskiego rzeczywiście jest zauważalne. Chociaż wiadomo też, że wszystkie tego typu porównania często zaciemniają rzeczywistość. Mnie podczas oglądania tego filmu najbardziej objawiał się duch A. Bałabanova. Generalnie jeśli ktoś lubi kino bez trzymanki (włącznie z przedstawionymi z rzeźnicką dokładnością morderstwami), wątek kryminalny absurdem podszyty, cokolwiek osobliwe wątki romantyczne i austriacką prowincję, która ma na nas taki wpływ, że czekamy aż nam Josef Fritzl wyskoczy z piwnicy (jest i piwica...) Poza tym wizualnie i muzycznie też jest w dechę. Jeszcze wam mało? Całość zostaje zwieńczona psychodelicznym balem maskowym. Zdecydowanie jeden z najlepszych filmów zeszłego roku, a już na pewno dla miłośników gatunku, Smarzowski to przy tym betka :)
14-03-2010, 20:54
Frisco Kid - bardzo przyjemny film w sam raz na niedzielne popołudnie. Rabin z Polski wyrusza do San Francisco, gdzie oczekuje go grupa Żydów. Po kilku przygodach spotyka młodego rabusia Tommiego. Kilka śmiesznych sytuacji i dialogów, a do tego niezła muzyka i aktorstwo Wildera i młodziutkiego Harrisona Forda. Bardzo fajnie się to ogląda.
7/10 Mumia Powraca - lubię pierwszą część, a dwójka jest równie dobra. Jak to w seuelach wszystkiego jest więcej i szybciej, ale obraz tylko na tym zyskuje. Znani i lubiani bohaterowie, bardzo dobre efekty specjalne, niezła muzyka i kilka śmiesznych onelinerów (głównie za sprawą Jonathana). Przyjemne kino przygodowo-fantastyczne. 7/10 14-03-2010, 23:56
Descent 2 - Oboże, dawno żaden sequel tak mnie nie wymęczył. Właściwie wszystko tutaj jest bezcelowe - kolejne postaci poświęcają się dla innych tylko po to, żeby te i tak zginęły w idiotyczny sposób.
Zakończenie to już w ogóle splunięcie w twarz widza, scenarzystę i reżysera (byli tacy?) powinno się zamknąć w jakiejś jaskini i nie wypuszczać. Poza tym za jasno, zbyt przewidywanie i całe szczęście, że europejska wersja pierwszego filmu ma takie, a nie inne zakończenie, przez co sequel można kompletnie olać. 3/10 - głównie za muzykę, zdjęcia i odrobinę klimatu na początku. 15-03-2010, 12:57 Phlogiston2 napisał(a):Po drugie- muzyka Hornera-jeśli to nie jest najlepszy soundtrack wszech czasów, to nie wiem co już nim jest. Imperium kontratakuje nestora Johna Williamsa, to przecież oczywiste :) 15-03-2010, 18:41
Big Nothing - można obejrzeć i nawet się pośmiać. czarna komedia o nieudolnym szantażowaniu zboczonego klechy i mega nieudolnej próbie wyłudzenia od niego 200 tys $. grają same gwiazdy: kolo z Friends, kolo z tej sławnej parodii kina o zombich, jakaś laska, Mimi Rogers i inni. najbardziej ubawiła mnie scena, w której skuty kajdankami gliniarz ześlizgnął się z kibla i uderzył głową o sedes, skręcając sobie kark. motyw z plączącą figurką matki boskiej też w dechę!
15-03-2010, 22:45
The Blind Side- bardzo przyjemny film, choć nieco naiwny. Sandra Bullock niezła, ale żeby zaraz Oscar?Lepiej zagrane role widywałam.Film dobrze się ogląda, ale wielkie dzieło to raczej nie jest.8/10.
16-03-2010, 21:13
As w rękawie - średnio ciekawa, komiksowa sensacja z kiepskim scenariuszem, nudną akcją i nieciekawymi postaciami. Jedyne rozsądne wytłumaczenie faktu, że wyreżyserował to twórca Narc to ciężki uraz głowy.
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2
16-03-2010, 23:32
Stare wygi - całkiem zgrabna komedia z Travoltą i Williamsem w rolach głównych. Humor sytuacyjny, ale momentami naprawdę śmieszny, kilka razy podczas seansu śmiałem się na głos, a w jednej sytuacji poleciała nawet łza ze śmiechu :). Produkcja Disneya, więc wszystko grzecznie i wzorowo poprowadzone, a na końcu happy end, ale w tym przypadku jest to zaleta :)
7/10 Power Rangers: The Movie - jako dziecko oglądałem pierwszą serię lecącą na Polsacie na potęgę, miałem figurki i komiksy, a nawet jakieś karty. Film wywarł wtedy na mnie ogromne wrażenie, a teraz ? Wiadomo, ogląda się z uśmiechem politowania i lekką żenadą, ale w sumie sentyment pozostał :) Kiczowate efekty, sztywne dialogi i szczątkowa gra aktorska, ale jak już mówiłem sentyment pozostał i to właśnie ze względu na wspomnienia obejrzałem do końca i znów poczułem się jak 9 latek ;) 4/10 (naciągane straszliwie) 18-03-2010, 00:22 |
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach | Mierzwiak | 1,244 | 243,258 |
14-04-2026, 18:15 Ostatni post: shamar |
|
| Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach | Craven | 91 | 23,927 |
07-08-2025, 14:13 Ostatni post: shamar |
|
| Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz | military | 77 | 28,259 |
04-03-2017, 00:43 Ostatni post: Juby |
|
| Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków | wika | 3 | 4,453 |
02-12-2013, 19:10 Ostatni post: Bucho |
|
| Prawdziwy film, czyli istota kina | Bodzio | 22 | 8,752 |
07-08-2011, 20:23 Ostatni post: MauZ |
|
| Starocie filmowe, czyli trochę klasyki | Eorath | 44 | 17,426 |
20-12-2010, 19:03 Ostatni post: szopman |
|
| Krótka piłka, czyli mini-recenzje | military | 6,447 | 723,057 |
11-04-2009, 16:35 Ostatni post: Negrin |
|
| Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) | Mental | 167 | 31,309 |
26-03-2008, 09:55 Ostatni post: D'mooN |
|
| [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje | 0 | 326 |
Mniej niż 1 minutę temu Ostatni post: |
||
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 3 gości |