^^
Liczba postów: 5,286
Liczba wątków: 73
Buntownicy neonowego boga - czyli moje drugie podejście do twórczości Ming-liang Tsaia. Film z początków kariery reżysera dzięki czemu jest najbardziej przystępny (dialogi co kilka minut, a nie kilkanaście :) ) i najbardziej klasycznie nakręcony. Głównymi bohaterami są złodziej Ah-tze oraz Hsiao-kang. Ten drugi śledzi z zafascynowaniem życie Ah-tze. To on jest tytułowym buntownikiem, jednak jest to bunt pozorny polegający na odizolowaniu się od otoczenia. Ciekawy portret psychiki głównego bohatera, powolna narracja i klimat Taipei. Jak komuś nie straszne ambitne kino azjatyckie to polecam :)
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2
19-07-2010, 17:10
Dużo pisze
Liczba postów: 516
Liczba wątków: 6
Siostry Bronte (1979) - najnudniejszy film jaki widziałem. Z filmu wynika, że siostry Bronte były wiecznie smutne, powolne, sztywne, bezbarwne, pozbawione poczucia humoru i napisały po jednej książce, w której użalały się nad losem kobiet w tamtych czasach. Wybitne francuskie aktorki, Isabelle Adjani i Isabelle Huppert oraz mniej wybitna Marie-France Pisier marnują się w tym filmie, reżyser i scenarzysta nie dali im żadnego pola do popisu. Nie znam twórczości sióstr Bronte i ten film mnie nie zachęcił do sięgnięcia po ich książki, z filmu się nie dowiedziałem dlaczego pisarki były popularne i czy ich twórczość czymś się wyróżniała. Jeśli pisarki były tak pozbawione uroku i charyzmy jak zostały pokazane w tym filmie to znaczy, że pewnie ich literatura była tak samo pozbawiona uroku. Możliwe, że losy sióstr nie były zbyt ciekawe, ale film biograficzny to nie film dokumentalny i nie musi być w stu procentach zgodny z prawdą. Nie sądzę, żeby film się spodobał nawet wielbicielom twórczości sióstr Bronte, bo jest po prostu nudny, nieciekawy i zrobiony bez żadnego pomysłu.
19-07-2010, 20:00
Nowy
Liczba postów: 2,172
Liczba wątków: 13
Better tomorrow: Czyli pierwsze eksperymenty Johna Woo z kinem gangsterskim. Fabuła prosta, ale nie banalna. Relacje między braćmi, męska przyjaźń, rozpoczęcie życia od nowa. Bardzo fajnie się to ogląda. No i oczywiście bardzo dobre sceny akcji, za które kocham azjatyckie filmy Woo. Jeśli podobało CI się "Hard Boiled", do to i na "Better Tomorrow" nie będziesz narzekał :)
8/10
19-07-2010, 22:05
Stały bywalec
Liczba postów: 1,858
Liczba wątków: 48
Jedynka była dla mnie jeszcze średnia, dwójka za to wymiotła, zwłaszcza ostatnią strzelaniną. Od trójki radzę trzymać się najdalej jak tylko można.
19-07-2010, 22:49
Nowy
Liczba postów: 2,172
Liczba wątków: 13
Dwójka się ścią... jest w trakcie dostawy :P
19-07-2010, 23:04
Uzurpator
Liczba postów: 1,489
Liczba wątków: 7
Piknik pod Wisząca Skałą - po raz drugi. juz za pierwszym razem zrobil na mnie ogromne wrazenie i od razu wskoczyl do listy moich ulubionych filmow, ale o dziwo za drugim razem film wstrzasnal mna jeszcze mocniej. naprawde bylo pare takich scen, w ktorych czulem autentyczne przerazenie. moze przesadzam ale dla mnie to cos wiecej niz tylkko film, to rodzaj jakiegos dziwnego doswiadczenia. az pokusze sie o swoja interpretacje paru rzeczy, ominietych w analizie, bo wyciagnalem pare ciekawych wnioskow:
oprocz tego mistycznego tropu, swietnie opisanego w analizie na stronie, znalazlem jeszcze inny. mianowicie w ubraniu irmy nie znaleziono gorsetu, jakby dziewczyny w dalszym etapie wedrowki pozbyly sie wszelkich dreczacych je ograniczen i zahamowan i poszly w swiat. koles, ktory rucha sobie na boku ta pokojowke z internatu, minnie, mowi ogrodnikowi o tym, ze w stodole lezacej o mile od skaly widziano jakies swiatla. moze dziewczyny, tylko czekaly na jakas szanse do ucieczki i pod oslona nocy uciekly ze skaly i przenocowaly w pobliskiej stodole?
jest jeszcze motyw snu, ktory przysnil sie albertowi i michaelowi. w snie michael widzi patrzaca na niego mirande, ktora zaraz znika, tak samo jak albert, tyle ze w jego snie widzi swoja siostre Sare, ktora takze znika - i niedlugo potem dokonuje samobojstwa skaczac z okna. w dalszej czesci snu michael obserwuje labedzia, ktory po chwili odlatuje - wydaje mi sie, ze jest to nawiazanie do tego co powiedziala miranda - ze wszystko zaczyna sie i konczy, tak jak piekno labedzia, po ktorym zostaje tylko slad na wodzie wsrod rusalek.
sam michael to ciekawa postac. romantyk, zdesperowany na tyle, ze decyduje sie zostac na noc na skale byle tylko odnalezc dziewczyny. Skala jakby docenia jego trud i pozwala mu dowiedziec sie paru szczegolow (scena kiedy zasypia na głazie). albert znajduje w jego reku skrawek ubrania jednej z dziewczyn, zakladam ze irmy, ktora w koncu odnajduje nieprzytomna. okazuje sie, ze po tygodniu na Skale wszystko z nia dobrze - jedynie jej glowa jest strasznie poobijana. czemu akurat glowa? tego jakos nie moge zrozumiec. oprocz tego jest nienaruszona, jakby czas sie dla niej zatrzymal. i tu tez mam teorie. u podnoza skaly woznicy staje zegarek. moze w glebi Skaly istanieje jakis tunel czasowy, do ktorego na koncu wedrowki dotarly dziewczyny. wiem, ze to troche nadinterpretacja, ale musialem sie tym podzielic ;d
a swoja droga, czemu nie ma na forum tematu o tym genialnym filmie?
Youniverse
20-07-2010, 00:33
VIP
Liczba postów: 7,127
Liczba wątków: 292
więc dlaczego go nie założysz?
20-07-2010, 05:36
Nowy
Liczba postów: 54
Liczba wątków: 0
Co do dłużyzn we Wściekłych Psach.
military napisał(a):- wszystkie sceny w biurze Joego
Z punktu widzenia scenariusza to jest istotna scena, gdyż tłumaczy motywacje uczestników końcowej strzelaniny. W tym przypadku relacja Eddie - Vic.
military napisał(a):- przygotowania pana Orange do odegrania roli i niepotrzebna, zbyt długa, nieśmieszna, przekombinowana opowieść o policjantach w kiblu, która ma na celu tylko pokazanie, jaki to fajny miał Q. pomysł na pokazanie czegoś takiego
Bardzo lubię tę scenę. Pomijając już to, że jest świetnie rozpisana, to przedstawia wycinek wysiłku jak włożyć musiał Roth, żeby mógł zostać do grupy przygarnięty. Jakoś to trzeba było zaakcentować.
military napisał(a):- sceny z panikującym Rothem
Nie bardzo rozumiem o jakie sceny z panikującym Rothem ci chodzi. Bo jeśli o tą w samochodzie po napadzie to pełni podobną funkcję ta w biurze Joego. Wtedy zbudowano zażyłość między panem Orange i White'em, przez co też bardziej dramatyczny wymiar miało zakończenie.
"I'm in a world of shit... yes. But I am alive. And I am not afraid"
20-07-2010, 12:20
Dużo pisze
Liczba postów: 516
Liczba wątków: 6
Apropo Wściekłych psów dorzucę swoje "trzy grosze", nie związane jednak z powyższą wypowiedzią casuala:
W czołówce filmu zastosowano niezłą zmyłkę, kiedy to Tim Roth został wpisany na samym końcu. Kiedy więc w następnej scenie widzimy go zakrwawionego w samochodzie możemy się domyślać, że długo nie pożyje. Okazuje się jednak ważną postacią.
20-07-2010, 15:22
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Re-Animator - klasyka. Całkiem niezgorzej potraktowano tu pomysły Lovecrafta, choć oczywiście tandeta wylewa się w każdym ujęciu (głównie przez beznadziejną scenografię). Genialny muzyczny motyw przewodni i naprawdę niezłe stopniowanie napięcia sprawiają, że film ogląda się mimo wszystko dobrze. Sympatyczny, klimatyczny tani horrorek. 7/10
From Beyond - czyli niemal cała ekipa Re-Animatora znowu bierze się za Lovecrafta, tym razem z nieco większym budżetem. I znów wyszło sympatycznie, choć chwilami mocno żenująco. Brak temu filmowi twórczego entuzjazmu, który sprawił, że R-A mimo mikroskopijnego budżetu miał w sobie "to coś", ale nadal warto obejrzeć - efekty charakteryzatorskie momentami są czadowe. Szkoda tylko, że film jest zbyt rozwleczony (choć trwa tylko 82 minuty). W zasadzie amatorka, ale z tych fajnych. 6/10
20-07-2010, 22:17
Dużo pisze
Liczba postów: 516
Liczba wątków: 6
Ostrzegam o spojlerach.
Blueberry (2004) - "Zwierzęta to bestie, a ludzie to potwory" - ten cytat z filmu wiele mówi na temat jego bohaterów. Ludzie zabijają bez powodu, dokonują zemsty w wyniku której zabijają ludzi, szukają skarbu, by się wzbogacić i po trupach dążą do celu. Mógł z tego powstać całkiem niezły "krótki film o zabijaniu" w stylu antywesternów Sama Peckinpaha, ale "ambitny" francuski reżyser wolał być oryginalny i wprowadził elementy niespotykane wcześniej w westernach, jak animowane wstawki, przedstawiające narkotyczne wizje. Sporo jest zbliżeń twarzy, a kamera dostaje drgawek najczęściej w scenach akcji, i chociaż widać co się dzieje na ekranie to odczuwa się ból głowy i rozczarowanie. Jednak o niskiej ocenie filmu zadecydowały finałowe sekwencje - zamiast pojedynku lub jakiejś większej strzelaniny obserwujemy jakieś niezrozumiałe pseudoartystyczne, narkotyczne halucynacje. Gdyby te wizje były znacznie krótsze to by tak bardzo nie irytowały, ale niestety reżyser postanowił wypróbować cierpliwość widza i przesadził. Zabrakło także jakiejś porządnej finałowej akcji pomiędzy Casselem i Madsenem. Od początku filmu czeka się na ten pojedynek i te oczekiwania nie zostają spełnione.
W obsadzie obok wspomnianego Vincenta Cassela i Michaela Madsena są także m.in. Juliette Lewis oraz bliski 90-tki Ernest Borgnine, który karierę zaczynał jeszcze w latach 50.
Omijać ten film z daleka.
21-07-2010, 11:42
Nowy
Liczba postów: 2,172
Liczba wątków: 13
Luter: Standardowa filmowa biografia. Niezwykle ciekawa historia człowieka, który, myślę że można śmiało stwierdzić, zmienił świat, została spłycona do poziomu filmu edukacyjnego puszczanego na lekcjach protestanckiej religii. Marcin Luter to chodzący ideał, jest tak krystalicznie czysty, że można się w nim przejrzeć. Twórcy zrobili z Lutrem to, co dzisiaj się robi z Janem Pawłem II - chodzący wzór i autorytet, człowiek-ideał. Wszystkie wątki z biografii tych dwóch Panów, które mogłyby spowodować rysę na ich krystalicznych wizerunkach, zostały przemilczane. Niestety, ale Lutra należy stawić na tą samą półkę, co "Invictusa" i oba "Karole".
4/10
22-07-2010, 15:43
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,524
Liczba wątków: 374
Hitch napisał(a):Wróg Publiczny
Klawa sensacja. Jest parę buraków scenariuszowych, które się tłumaczy działającymi zapewne na magię elfów gadżetami, a sceny analiz trącą taką wiochą, że żal dupsko ściska. Jednak poważne potraktowanie całości poza tymi momentami (które 12 lat temu może robiły wrażenie na kimś) czyni seans bardzo satysfakcjonującym. Miło popatrzeć na film Scotta, gdzie nie dostawał padaczki na planie, łapiąc się podczas ataku za kamerę. Sceny pościgów i wszelkiej akcji są całkiem emocjonujące, a całość jest skąpana w klimacie zagrożenia z każdej strony. Czysta, prosta rozrywka. Ale nie debilna. Ha, da się? Pozycja idealna na wieczorne rozluźnienie po ciężkim dniu.
8=/10
PS. Oczko w górę za rewelacyjnego, jak zawsze, Smitha.="Hitch"
podpisuje się pod tą deklaracją. zarąbisty film z okresu, kiedy dzieła Scotta dało się jeszcze oglądać bez popity.
22-07-2010, 18:06
悟
Liczba postów: 11,556
Liczba wątków: 37
Fajna w tym filmie była przemiana Smitha z prawnika-cwaniaczka w zapędzone w róg zwierzę. Rozbawiły mnie bardzo sceny jak wyciągnął przy żonie pistolet, po czym jej go wręczył ku jej zaskoczeniu, a potem jak wypalił z shotguna do śmigłowca wpieniony całą tą uciekaniną. Te momenty były zabawne w taki dość czarny sposób. Zwykły humor, którego też nie ma zbyt wiele stoi na wysokim poziomie. Riposty Smitha przepełnione są goryczą, choć stara się utrzymać trzeźwe myślenie. Klawo zagrał.
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
-- Laozi
22-07-2010, 18:09
Captain Skullet
Liczba postów: 20,256
Liczba wątków: 128
The Beast (1988) - oglądając niedawno Red Scorpiona przypomniał mi się inny film oparty na zbliżonym "avatarowym" shemacie ale zdecydowanie lepszy. Przedstawia on perypetie załogi rosyjskiego czołgu w Afganistanie i jest to kawałek naprawdę solidnego kina wojennego, które mimo swych propagandowych naleciałości bardzo dobrze się ogląda. Nie jest to kino akcji sensu stricte, choć tej nie brakuje no i sam film nie wali też po oczach tym, że z lat 80-tych pochodzi.
8/10
Specjalista - ten film z kolei jest słabiutki, jedynie ze względu na to że lubię Sly'a i zawsze chętnie oglądam jego filmy jakoś to przetrwałem, ale chyba do tego szybko nie wrócę (jesli w ogóle). Film przynudza, nie wciąga, pod koniec trochę się rozkręca ale też tylko trochę. Zastanawia mnie jak to się stało że był to swego czasu sukces kasowy, ale widać nazwiska Stallone/Stone w tamtych czasach wystarczyły by przyciągnąc ludzi (Cliffhanger i Człowiek-Demolka, które się ukazały rok wcześniej też mogły mieć z tym coś wspólnego), no i zwiastun sugerował coś ciekawszego i szybszego. Jeden większych knotów w mojej kolekcji, jeśli w niej zostanie to tylko dlatego że gra tam Sly.
3/10
Krzyżacy - z okazji 600-lecia Grunwaldu zrobiłem sobie seansik z odnowioną wersją. Zawsze lubiłem ten film, ale oglądanie go w takiej jakości było zupełnie nowym doświadczeniem. Trudno mi tu zachowac jakikolwiek obiektywizm, niemal wszystko (może poza Danusią) jest dla mnie w tym filmie idealne a bitwa pod Grunwaldem do dziś zrywa beret (szczególnie moment z Bogarodzicą wymiata). Bardzo dobra ekranizacja, film, który dla mnie nigdy się nie zestarzeje i nigdy nie straci nic ze swego uroku, jak zachwycałem się nim już jako 6 latek, tak zachwycam się nim dzisiaj.
10/10
Złoto dla zuchwałych - widziałem ten film raz lub dwa, ostatnio dobre 15 lat temu albo i więcej, wspomnienia miałem z niego jak najlepsze i przy kolejnym seansie nie do końca sprostał oczekiwaniom. Ogólnie film ogląda się przyjemnie, ale chwilami się za bardzo ciągnie, nawet przynudzać mu się zdarza, poza tym trochę zbyt lajtowo jest: z ekipy Kelly'ego mało kto ginie, końcowa bitwa to w sumie żadna bitwa tylko uganianie się za kilkoma czołgami (a gdzie tych wspomnianych 40 żółnierzy?). Co do obsady - zdecydowanie najlepiej wypada Sutherland w roli walniętego czołgisty i choćby ze względu na niego warto obejrzeć. Clint raczej nieciekawy. Zakupu nie żałuję, ale liczyłem na więcej.
7/10
Upadek Joela Schumachera - zainteresowałem się ze względu na kilka przeczytanych pozytywnych opinii i zainteresowanie filmem wśród użytkowników forum. Okazało się, że film jednak już kiedyś widziałem, ale pamiętałem na tyle słabo, że poszczególne sceny przypominały mi sie dopiero gdy nastąpiły, więc było prawie tak jakbym filmu nie znał. Naprawde dobry to film, Douglas w roli świra który chwyta za broń i wypowiada wojnę społeczeństwu całkiem przekonywujący, najlepsze fragmenty to jak dla mnie akcja w restauracji i na polu golfowym, najmniej mi podeszła scena w demobilu, sprzedawca zbytnio przerysowany. Również bardzo dobry Duval i satysfakcjonujące zakończenie przemawiają na plus.
8/10
Dark Angel (1990) - po dłuuuugiej przerwie obejrzałem Dark Angel po raz drugi, tym razem na DVD. Oczekiwan nie miałem zbyt dużych, film przez lata kojarzył mi się raczej z kinem klasy B, choć wrażenia z pierwszego seansu miałem pozytywne to jednak obawiałem się, że mogę sobie popsuć te wspomnienia wracając do niego teraz. Nic z tych rzeczy Dark Angel to nadal fajny policyjny buddy-movie z elementami thrillera SF (taki mix Lethal Weapon z Terminatorem). Zarówno Lundgren w roli głownej jak i Mathias Hues w roli zabójcy w tego typu filmie sprawdzają się świetnie, mimo że nie jest to oczywiście pierwsza liga ani SF ani kina policyjnego, to jednak chyba warto ten film polecić, szczególnie miłośnikom kina akcji lat 80-tych.
7/10
23-07-2010, 11:07
Dużo pisze
Liczba postów: 516
Liczba wątków: 6
Ja także nie mogłem się oprzeć, by obejrzeć Krzyżaków w nowej jakości obrazu, ale w połowie jednak przełączyłem na komedię z Eastwoodem, Każdy sposób dobry i trochę żałuję, bo to był kiepski film. Krzyżakom nie dałbym oceny 10/10, bo jednak Potop jest filmem znacznie lepszym.
The Beast - nie jestem pewien, czy go oglądałem, czy to w tym filmie była scena, w której faceta przejeżdża czołg?
Specjalista - też lubię Stallone'a i na pewno nie dałbym mu Maliny nawet za słaby film, ale ten film należy do najgorszych z udziałem tego aktora.
Złoto dla zuchwałych - mnie Sutherland najbardziej irytował, mogłoby go nie być w tym filmie. Podobała mi się jedna z ostatnich scen, kiedy po załadowaniu złota niemiecki żołnierz na pożegnanie pokazuje nazistowskie pozdrowienie, ale po zobaczeniu groźnej miny Eastwooda, salutuje mu. Świetna jest także piosenka Lalo Schifrina Burning Bridges.
Upadek - znakomity film, świetna rola Douglasa, mnóstwo świetnych scen. Nieźle przemyślane jest finałowe spotkanie dwóch głównych bohaterów.
23-07-2010, 12:01
pernikovy tatko
Liczba postów: 3,354
Liczba wątków: 30
Phil napisał(a):Dopiero zauważyłem, że Phlogiston2 za jednym zamachem zaliczył "Children of Men" i "RoboCopa" a nikt mu nie zaproponował piwa. Także - masz piwo!
A w dodatku tydzień przed "zaliczeniem" pierwszy raz obejrzałem The Thing, więc jest co opijać. :cool:
A teraz uwaga, będę spoilerował:
Sliding Doors alias Przypadkowa Dziewczyna - spodziewałem się przyzwoitej komedii romantycznej, a otrzymałem bardzo dobrą. Fabuła opiera się na ciekawym zamierzeniu. Główna bohaterka (Gwyneth Palthrow, innymi słowa klasa sama w sobie) zostaje wyrzucona z pracy, i chce o tym poinformować narzeczonego. Jako środek transportu wybiera pociąg.
I tu zaczyna się główny myk.
Bohaterka spóźnia się na pociąg i musi wracać do domu taksówką. Fabularna cofka-bohaterka wpada do pociągu w ostatniej chwili. Od tej pory dwie alternatywne wersje życia Helen przeplatają się z gracją i finezją. Kiedy trzeba jest śmiesznie, kiedy trzeba romantycznie, a przy tym świeżo i niebanalnie(choć to może tylko moje odczucie). Gdy zaczyna być nazbyt cukierkowo, fabuła zalicza zakręt, którego w żadnym kom-romie nie widziałem.
Spokojna głowa, happy endu nie unikniemy. Na szczególną pochwałę zasługuje gra aktorska dwóch mężczyzn "rywalizujących" o Helen.
Gerry, niespełniony pisarz, kłamca, nieudacznik, utrzymanek&cudzołożnik(w jednej wersji Helen odkrywa jego zdradę, a w drugiej gość ciągnie tą farsę niemal do końca)- John Lynch miał pomysł jak ugryźć tę postać.
James(John Hannah) to z kolei wieczny optymista, żartowniś i gaduła, którego Helen poznaje w metrze(I wersja). Jego życiowe motta to "zawsze patrz w jasną stronę życia" i "ale nie spodziewają się hiszpańskiej inkwizycji"( :smile: ). Na minus można zaliczyć to, że pod koniec spuszcza z tonu. Ale i tak jest nieźle.
Reasumując-warta uwagi, być może jedna z lepszych, komedii romantycznych. Jak ktoś chce zrelaksować się po Przypadku bądź Rashomonie, to może śmiało wybrać to.
Werdykt 8/10
Edit Byłbym zapomniał o najważniejszym:
Rated R for some sexuality and language. : )
23-07-2010, 12:36
Captain Skullet
Liczba postów: 20,256
Liczba wątków: 128
Cytat:The Beast - nie jestem pewien, czy go oglądałem, czy to w tym filmie była scena, w której faceta przejeżdża czołg?
Tak, w tym filmie.
23-07-2010, 12:40
Dużo pisze
Liczba postów: 516
Liczba wątków: 6
W takim razie jest to bardzo dobry film, co ciekawe w tym samym roku powstał Rambo III, który także dotyczył radzieckiej interwencji w Afganistanie. The Beast sprawia jednak wrażenie bardziej realistycznego.
23-07-2010, 12:55
^^
Liczba postów: 5,286
Liczba wątków: 73
Fish Tank - czyli trochę radości i wiele smutków nastolatki z brytyjskiego blokowiska. Co się rzuca od razu w oczy to świetna gra aktorska zwłaszcza odtwórczyni głównej roli. To jeden z większych plusów, bo fabuła jest dosyć przewidywalna i schematyczna. Trochę mało jak na nagrodę jury w Cannes.
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2
23-07-2010, 13:29
|