02-01-2011, 15:25
|
Tron: Legacy
|
|
Okej, obejrzałem. Przejdę od razu do rzeczy...
TRON wymiata. Nie oczekiwałem tego filmu jak np. Avatara, pierwsze trailery zrobiły na mnie wrażenie, ale szybko o nich zapomniałem. Jednak mój apetyt wzbudził soundtrack, przesłuchany przeze mnie wielokrotnie przed seansem. Niełatwo w przemyśle filmowym o tak świeże brzmienie, a ponieważ zwiastuny pokazywały świeżość również w podejściu do fx, liczyłem na wizualno-dźwiękową ucztę. W tym celu udałem się do warszawskiego IMAX i zapodałem sobie najlepsze możliwe miejsca (do tego jeszcze wrócę, bo sprawa jest w przypadku TRON najwyższej wagi), po czym odpłynąłem już z momencie objawienia (tak, objawienia - tutaj potrzebny jest patos ;)) "tronowego" loga Disneya w 3D. Potem jest mówiony prolog (znany już z kawałka The Grid, oczywiście utwór ten stanowi również podkład muzyczny, stanowiąc idealne intro) oraz kilka świetnych kadrów (miasto z lotu ptaka itd.), ale wiadomo przecież, że "właściwy" film rozpoczyna się praktycznie od wejścia w Sieć. I o ile samo wejście przedstawione jest z ułamku sekundy (żadnych animacji i bardzo dobrze, ponieważ show off twórców efektów byłby w tym miejscu totalnie zbędny, zważywszy na to, co pokazują później), to po "drugiej stronie" zaczyna się jazda bez trzymanki. Od tego momentu, aż po sam koniec (a koniec jest najlepszy z możliwych, naprawdę - klasa), film jest niemal perfekcyjny. Jestem widzem wymagającym i przywiązuję dużą uwagę do szczegółów, a jednak nie doszukałem się w filmie ujęć, które chciałbym poprawić. W ogóle mało co dałoby się tam poprawić i wierzcie mi, Mefisto plecie farmazony. To co dla niego jest "dopisaniem historii i jakichś celów wyższych", jest w istocie bardzo potrzebnym wprowadzeniem widza (który przecież nie musiał widzieć pierwowzoru) w fabułę, a co do "celów wyższych", to tych kilka dialogów o wizji Flynna itp. to było wręcz mało - gdybym to ja był na jego miejscu (wynalazłem kwantową teleportację, skaner molekularny, SI, w mojej cyber-przestrzeni spontanicznie ewoluuje życie, mogę modyfikować ludzkie DNA "w locie", ogólnie posunąłem cywilizację o jakieś 1000 lat) i po kilkunastu latach spotkał syna, to nie przestawałbym nawijać o "wyższych celach" nawet na minutę :P . "Nieudane twisty", o których pisze dalej Mefisto, to nie typowe ostatnimi laty w kinie twisty (wiecie ocb), tylko old-schoolowe zwroty akcji (których w większości się spodziewamy, oglądając film akcji, ale i tak odczuwamy dzięki nim napięcie) i naprawdę nie wiem, który konkretnie był nieudany. Mi wszystkie podeszły. A w kwestii "zdecydowanie za dużo flashbacków, w dodatku zapodanych w nieco dziwny sposób" to zabijcie mnie, ale nie wiem o co mu chodzi. Wracając do plusów (minusów praktycznie nie ma, o ile wiecie na co idziecie), to chyba najwygodniej będzie mi je wypunktować... Tutaj wracam do początku swojego posta, bo z takim podejściem do 3D niezwykle ważne staje się miejsce, jakie zajmiemy w kinie. U Camerona, prawdę mówiąc, nie miało to większego znaczenia, gdyż potraktował on ekran kinowy jako rodzaj "okna w inną rzeczywistość", więc nacisk położony został na przestrzenność "w głąb". W TRONie jednak jest inaczej. TRON, w znacznie większym stopniu niż Avatar, został stworzony z myślą o ekranie IMAX, a zatem takim, który dzięki swej wielkości pozwala na pokrycie całego pola widzenia. Jeśli widzimy brzegi ekranu, to nieważne czy ma on 50m2 czy 400, wrażenie 3D będzie de facto takie samo. Dlatego, aby najlepiej doświadczać 3D, wielkie ekrany IMAX są umieszczane pod innym kątem do siedzeń, a i same siedzenia są (a przynajmniej powinny być) rozmieszczone stromiej (żeby głowa gościa z przodu nie zaburzała 3D; w analogowych IMAXach pojawia się też problem tej natury, że napisy puszczane są na film w 2D i jak ktoś musi je czytać, to co chwila zmienia skupienie wzroku, przez co nie odbiera obrazu 3D tak jak powinien, a poza tym jest to męczące dla oczu). Od pierwszych scen widać, że TRON powstał właśnie z myślą o ekranach zajmujących swoją powierzchnią cały obszar widzenia. Wszystko w tym filmie dzieje się w centrum kadru, tak jakby reżyser zostawiał "nieistotną ramkę" z boków, takie niemal pozbawione szczegółów kilkanaście procent kadru. Do tego dochodzi bardzo szerokie zastosowanie perspektywy potęgującej przestrzenność, często wytyczone są nawet (przez elementy dekoracji, światła, itp.) linie perspektywy (jak nie rozumiecie o czym mówię to zobaczcie trailer: ). Bardzo wiele ujęć jest wręcz "symetrycznych". Wszystko to składa się na to, że film na pewno sporo traci oglądany nie na ekranie IMAX, i to z bliskich rzędów (nie działa tutaj regułka, że blisko=źle, wręcz przeciwnie). Nie zatrzyma mnie to oczywiście przed kupnem BR ;) Reasumując... TRON, przy odpowiednich warunkach odbioru, jest prześwietną rozrywką. Osobiście się w nim zatraciłem, jak chyba w żadnym filmie w 2010. Jak się skończył to żałowałem, że jest 00:30 i nie mogę od razu pójść na następny seans. Naładował mnie ten film taką energią, że wracając do domu jechałem ponad 160 km/h na Wisłostradzie i kiedy mijałem inne samochody żałowałem, że moje małe audi nie ma dwa razy więcej koni i dwa razy więcej turbin (chociaż pewnie gdyby miało to bym tego dziś nie pisał, bo niechybnie bym zginął ;) ). A jak już byłem pod domem to żałowałem, że tak szybko (miałem zarąbistą zieloną falę ;) ), więc jeszcze zajechałem na pobliski parking Tesco, wyłączyłem ASR i zakręciłem kilka bączków i to jest chyba najlepsza rekomendacja dla TRONa, bo jeszcze nigdy wcześniej nic takiego nie przyszło mi "ot tak sobie" do głowy :lol: . 9/10 (1 punkt odejmuję tylko za to, że wierzę Wam na słowo, jakoby film nie miał odpowiedniego "pi#$olnięcia" na mniejszych ekranach.) Deklaruję też, że jeśli przy drugim seansie (też IMAX, oczywiście) tak samo się zajaram, to podniosę ocenę do 9.5/10. Jeśli nie, to zostanie 9 - po pierwsze dlatego, że to remake niemal bezbłędny, a po drugie film w kategorii rozrywki dał mi wszystko to, czego nie dała Incepcja oceniona na 8. Cieszę się, że pomysł trafi do nowych pokoleń w tak udanej oprawie. (Oryginał muszę sobie odświeżyć, ale z tego co pamiętam, nie był tak dobry.) EDIT: Widzę, że recenzja pojawiła się też na stronie kmf. Niestety jest to dokładnie taka recenzja, o jakich pisałem wyżej :P . Duby straszliwe, kolego JIMI. Fragmencik: JIMI napisał(a):Pierwsze 20 minut wstępu oglądamy w 2D. Twórcy proszą jednak by założyć okulary od początku filmu, efektywnie robiąc z nas idiotów w okularach.AHAHAHAHA <ok> JIMI napisał(a):Kiedy więc dochodzi do momentu "wciągnięcia" Sama w salonie "Flynn's Arcade" - obraz teoretycznie zmienić się powinien w wersję 3D. Niestety, część widowni gorączkowo podrzucała okularami na nosie w górę i w dół, szukając rzekomych efektów zmiany wymiaru. I podobno gdzieś tam są, tylko dość niewyraźne. 3D w tym filmie to jedynie tania, marketingowa nalepka na plakat, ponieważ efektu głębi ostrości i trzeciego wymiaru jest tyle, co kot napłakał. Szkoda zmarnowanej szansy na kolejny dobry aktorski tytuł w 3D.Taaaa... I jeszcze w podsumowaniu perełka: Czy wystarczy by zadowolić krytyków? Z pewnością nie. Jeśli mówimy o tzw. "krytykach onanizujących się Altmanem" to z pewnością nie. Między innymi dlatego TRON jest taki dobry. Gdyby reżyser chciał zostać "doceniony" przez takich krytyków, zapewne wyszłaby niezła kupa. 05-01-2011, 07:06 Cytat:TRON nie ma w sobie krzty pretensjonalności. Jest to film rozrywkowy i nie stara się ani przez minutę być czymś innym. Ludzie, którzy piszą masowo pojawiające się recenzje w stylu "wizualnie bomba, ale słaba fabuła i za mało skomplikowane postacie - 4/10", to idioci nie mający pojęcia o kinie. A co to za usprawiedliwienie, że film nie chce być czymś więcej? Napisz, że Ci się film po prostu podobał mimo wszystkich wad, a nie wymyślasz jakieś bzdury i jeszcze wyzywasz ludzi od idiotów:) 05-01-2011, 10:23 patyczak napisał(a):A co to za usprawiedliwienie, że film nie chce być czymś więcej? Napisz, że Ci się film po prostu podobał mimo wszystkich wad, a nie wymyślasz jakieś bzdury i jeszcze wyzywasz ludzi od idiotów:)To nie jest usprawiedliwienie (bo nie ma czego usprawiedliwiać), tylko stwierdzenie faktu. I nie "podobał mi się, mimo wszystkich wad", tylko podobał mi się, bo praktycznie nie ma wad. Brak charakterologicznego skomplikowania bohaterów (pomijając nawet fakt, że większość to programy) nie jest wadą w tym filmie. Równie dobrze mógłbyś wytknąć takie "wady" w Bambi. I nie "wyzywam ludzi" (zresztą, nie piszę o nikim konkretnym :P ), tylko znowu - stwierdzam fakt. Gdyby ktoś powiedział mi, że Bambi to nędza bo bohaterowie nie są skomplikowani i scenariusz słabo rozbudowany, to też nie miałbym skrupułów, aby powiedzieć mu w twarz co myślę o jego pojmowaniu rzeczywistości :P . Ps. Właśnie przed chwilą obejrzałem oryginalną wersję. Odniosła bolesną porażkę w porównaniu z nową :P 05-01-2011, 10:57
Ja widzę jednak różnicę między Bambim a Tronem:)
Bambi nie mógłby być bardziej skomplikowany, ponieważ stałby się nieczytelny dla dzieci. A przecież o to chodzi w bajce, żeby podobała się najmłodszym. A Tron: Legacy mógłby być filmem z np. głębszym rysem psychologicznym bohaterów i nic złego by się nie stało. Nie widzę tu świadomego zabiegu "spłycenia" filmu, tylko nieumiejętność lub pójście na łatwiznę. 05-01-2011, 11:19
Zazdroszczę und3rowi, w jego Tronie było dynamicznie, emocjonalnie, było też pierdolnięcie i epa. W jego IMAXie było też lepsze 3D niż w moim...
Jak dla mnie pozazdrościć, bo przez te niemal dwie godzinki bawił się lepiej. 05-01-2011, 11:47 und3r napisał(a):Otóż TRON jest pierwszym fabularnym filmem jaki widziałem (a wiele widziałem w 3D), w którym reżyser zdaje się rozumieć, czego widz oczekuje po 3D i jak należy wykorzystywać ten efekt tak, aby najbardziej kopał po jajcach.Sądząc po opiniach to jednak nie tego oczekują masy, również na tym forum : ) Ja tam czekam na Blu-raya, jakkolwiek świetnie to imo wyglądało w tridi, TRON najlepiej będzie wyglądać w 2D. Tak samo jak Avatar. 05-01-2011, 14:17
Co do "Trona" to się zgadzam, że z chęcią bym zobaczył ten film w 2D, ale kiedy oglądałem "Avatara" w 2D to czegoś mi brakowało.
05-01-2011, 15:35 patyczak napisał(a):A Tron: Legacy mógłby być filmem z np. głębszym rysem psychologicznym bohaterów i nic złego by się nie stało. Nie widzę tu świadomego zabiegu "spłycenia" filmu, tylko nieumiejętność lub pójście na łatwiznę.Gadanie... Jakim głębszym rysem psychologicznym? Zarzuć jakimś konkretem tutaj - w jaki sposób powinna, Twoim zdaniem, zostać zgłębiona postać Sama, żeby film był lepszy? I nie wiem co rozumiesz przez "świadome spłycenie". "Spłycenie" sugeruje, że sam pomysł był w założeniu głęboki, a twórcy go "spłycili". Tymczasem idea od samego początku nie była głęboka, więc nie można tutaj mówić o "spłyceniu" filmu, raczej o świadomym nie dodawaniu mu zbędnej głębi. Mierzwiak napisał(a):Sądząc po opiniach to jednak nie tego oczekują masy, również na tym forum : )Akurat "oczekiwania mas" nigdy specjalnie mnie nie interesowały. Spodziewałem się, że "masy" będą narzekać, na za małą ilość scen 3D, etc. Prawda jest jednak taka, że zastosowanie 3D tylko w wybranych sekwencjach wzmaga odbiór tego efektu wtedy, kiedy reżyser decyduje się go użyć, a w TRON używa go bardzo dobrze i z rozmysłem. Sceny 3D są tak kręcone, żeby najlepiej ten efekt pokazać (perspektywa, prowadzenie kamery, itp.). "Masy" niestety nie będą mogły tego w pełni docenić, bo jak pisałem wyżej, nie każdy ma możliwość zobaczenia filmu w warunkach "optymalnych". Zresztą nie ma co się oszukiwać, ekrany IMAX zostały stworzone do wywierania efektu przestrzenności i ciężko oczekiwać, żeby to samo dał nam domowy telewizor. Zdaję sobie też sprawę, że momenty mistrzowskiego 3D w IMAX, na 20 calach nie będą tak kopać (i boleję nad tym trochę, ale nic się tutaj poradzić nie da). Wawrzyniec_85 napisał(a):Co do "Trona" to się zgadzam, że z chęcią bym zobaczył ten film w 2D, ale kiedy oglądałem "Avatara" w 2D to czegoś mi brakowało.O to właśnie chodzi. To dlatego, że Cameron nie tyle "używał efektu 3D", co wręcz potraktował go jako coś normalnego, więc oglądając Avatara w 2D zabieramy jakby "esencję" filmu (co nie zmienia faktu, że 2D też się broni). W TRON 3D jest "tylko" dodatkiem. 05-01-2011, 16:39 freak_outXP napisał(a):Sorry za małego OF - z postem und3r-a dyskutować nie będęUff, już się bałem, że będę zmuszony odnieść się jakoś do Twojego ostatniego posta: freak_outXP napisał(a):Już wiem skąd się wzięło ISO - teleportacja kwantowa roztoczy....a naprawdę nie wiem, od której strony miałbym się za to zabrać. Chyba właśnie dlatego go zignorowałem i ani razu nie odniosłem się w tym topicu do Twojej osoby, ale stare porzekadło o stole i nożycach znowu znalazło zastosowanie, jak widać. freak_outXP napisał(a):No i może Cię oświecę mistrzu: sztuka jako taka jest uznaniowa; możesz ją atakować lub bronić, jak masz amunicję w postaci argumentów. Te Twoje jakoś mnie nie przekonują.Spoko, że tak wyczerpująco przedstawiłeś swoje. A nie, czekaj... freak_outXP napisał(a):Wracając do dyskusji: film jest z takich, które aż się proszą o efekciarskie 3D.Już samo słowo "efekciarskie" ma wydźwięk mocno pejoratywny. Filmy, które powstają po to, żeby być "efekciarskie" (było takich kilka, m.in. Oszukać Przeznaczenie 3D, z kompletnie nienaturalnym i stosowanym "na siłę" efektem 3D, ale faktycznie ludzie się podniecali, że im coś "przeleciało koło głowy"), to w większości szmiry. Nie wiem jak wypada tutaj nowy RE, bo nie widziałem (i pewnie nie zobaczę), ale podejrzewam, że też zalicza się do tej grupy. TRON nawet bez 3D ma na tyle dobre efekty (czyżby Oscar?), że naprawdę nie jest mu potrzebne "efekciarskie 3D". To co było tutaj potrzebne to reżyser, który potrafi wykorzystać technologię 3D w sposób sensowny, nie "zachłystując" się nią. I takim właśnie reżyserem jest Kosinski, za co należą się mu brawa. freak_outXP napisał(a):powinien być raczej oczojebny, i do tego tak konkretnie między oczyOczojebny, hmm - znowu raczej negatywny wydźwięk słowa. Chociaż jeśli przyjąć "oczojebność" za coś pożądanego i dobrego, to TRON na pewno to ma :P freak_outXP napisał(a):Jak zoptymalizowali go do IMAXów 3D cyfrowych z mocnymi lampami, to niech się nie dziwią że są słabe oceny i kiepskie box office'y (?).O BO bym się nie martwił, film zwróci się na pewno. Przekroczy pewnie 400 milionów, co jest dobrym wynikiem jak na debiut reżysera. Pamiętajmy, że target TRONa jest znacznie węższy niż Avatara. Avatar miał prawo podobać się praktycznie każdemu, tymczasem fabuła TRONa wiele osób skutecznie odrzuca. Jak pokazałem zwiastun narzeczonej to powiedziała, że nie chce na to iść bo wynudzi się na śmierć. Przy Avatarze nie było tego problemu ;) 05-01-2011, 19:43 Cytat:Gadanie... Jakim głębszym rysem psychologicznym? Zarzuć jakimś konkretem tutaj - w jaki sposób powinna, Twoim zdaniem, zostać zgłębiona postać Sama, żeby film był lepszy? Postacie powinny być przynajmniej takie, żebym poczuł emocjonalne zaangażowanie. Cytat:I nie wiem co rozumiesz przez "świadome spłycenie". "Spłycenie" sugeruje, że sam pomysł był w założeniu głęboki, a twórcy go "spłycili". Tymczasem idea od samego początku nie była głęboka, więc nie można tutaj mówić o "spłyceniu" filmu, raczej o świadomym nie dodawaniu mu zbędnej głębi. To dopiero jest gadanie... Wychodzi na to samo - Tron nie jest filmem zbyt głębokim. I według mnie, nie jest to świadomy zabieg artystyczny :wink: 05-01-2011, 19:56 patyczak napisał(a):Postacie powinny być przynajmniej takie, żebym poczuł emocjonalne zaangażowanie.Tylko widzisz, ja emocjonalne zaangażowanie poczułem. Dlatego pytam, czego konkretnie zabrakło Tobie w rysie charakterologicznym postaci, że Ty go nie poczułeś. Jak powinni zostać przedstawieni bohaterowie, żebyś poczuł się "emocjonalnie zaangażowany". Mówimy tutaj o rzeczy wielce subiektywnej, dlatego pytałem o konkrety, bo inaczej nie jesteśmy w stanie sensownie polemizować. patyczak napisał(a):To dopiero jest gadanie... Wychodzi na to samo - Tron nie jest filmem zbyt głębokim. I według mnie, nie jest to świadomy zabieg artystyczny :wink:TRON w ogóle nie jest filmem głębokim. Nie wiem skąd pomysł, że miał być. To jest remake, w dodatku Disneya - czy pierwowzór był głęboki? 05-01-2011, 20:05 Cytat:TRON w ogóle nie jest filmem głębokim. Nie wiem skąd pomysł, że miał być. To jest remake, w dodatku Disneya - czy pierwowzór był głęboki? Nie uważam, że miał być, bo potencjału raczej nie ma. Ale to, że nie miał być, i że pierwowzór nie był, nie jest wcale usprawiedliwieniem dla tego, że Tron nie jest filmem trochę mądrzejszym. Bo nie rozumiem Twojego podejścia. Cytat:Jest to film rozrywkowy i nie stara się ani przez minutę być czymś innym. Ludzie, którzy piszą masowo pojawiające się recenzje w stylu "wizualnie bomba, ale słaba fabuła i za mało skomplikowane postacie - 4/10", to idioci nie mający pojęcia o kinie. To oznacza, że od filmu rozrywkowego nie powinno się oczekiwać pewnych rzeczy i w ocenie zapominać np. o fabule i postaciach? "Film jest super, fabuła to dno, ale przecież nie o to chodzi." Coś takiego? Osobiście możesz tak uważać, ale obraziłeś ludzi, którzy myślą inaczej:) Cytat:Tylko widzisz, ja emocjonalne zaangażowanie poczułem. Dlatego pytam, czego konkretnie zabrakło Tobie w rysie charakterologicznym postaci, że Ty go nie poczułeś. Jak powinni zostać przedstawieni bohaterowie, żebyś poczuł się "emocjonalnie zaangażowany". Spoko, że poczułeś:) Gdybym wiedział jak konkretnie tworzyć zajebiste postacie, to bym został scenarzystą:P Tak w ogóle, to dla mnie jakoś 7/10. 05-01-2011, 20:28 patyczak napisał(a):Ale to, że nie miał być, i że pierwowzór nie był, nie jest wcale usprawiedliwieniem dla tego, że Tron nie jest filmem trochę mądrzejszym.Powtarzam, że ja nie usprawiedliwiam Trona, bo nie uważam, jakoby było co usprawiedliwiać. Co to znaczy, że film mógłby być "trochę mądrzejszy"? Jak bym chciał coś mądrego w tej tematyce to bym sobie przeczytał publikacje o inżynierii kwantowej i nanotechnologii ;) patyczak napisał(a):To oznacza, że od filmu rozrywkowego nie powinno się oczekiwać pewnych rzeczy i w ocenie zapominać np. o fabule i postaciach? "Film jest super, fabuła to dno, ale przecież nie o to chodzi." Coś takiego?Absolutnie nie. Może zaznaczmy sobie takie bottom line, że fabuła w Tronie nie jest dnem. Jest znacznie lepsza i bardziej spójna niż w pierwowzorze. Mamy mega-inteligentnego naukowca, który wykorzystując swoje zasoby finansowe opracowuje działający skaner molekularny (i praktycznie rzecz biorąc tylko w tym miejscu scenariusz wymaga od widza trochę wiary w świat przedstawiony, bo o ile samo urządzenie jeszcze dłuuugo będzie poza naszymi technologicznymi możliwościami, to nie jest fizycznie niemożliwe jego wykonanie*, a wszystko co dalej dzieje się w filmie jest naturalną konsekwencją jego wynalezienia) i z jego pomocą skanuje sam siebie, po czym odtwarza się w komputerze, kreując własną cyber-przestrzeń. Ponieważ nie może poświęcać jej tworzeniu całej swojej uwagi, kreuje też swój program-lustro z poleceniem budowania świata. Oczywiście, obdarzony cechami ludzkimi program dostrzega potencjał i buntuje się przeciw swemu stwórcy, przejmując kontrolę. Naprawdę taka zła fabuła? Nie jest może skomplikowana ani nowatorska, ale na pewno nie jest zła w kontekście filmu rozrywkowego. W dodatku mamy w filmie kilka bardzo fajnych smaczków, świadczących o gruntownym przemyśleniu przez twórców szczegółów. Np. nie wiem czy zauważyliście, ale Quorra ma potrójną helisę DNA, co daje możliwość zakodowania większej ilości informacji, np. takich pozwalających na regenerację uszkodzonych narządów. Jest to bardzo sensowne, zważywszy na jej pochodzenie - DNA ludzkie zostało udoskonalone przez SI. Same postacie nie są, rzeczywiście, rozbudowane psychologicznie, ale nie potrafię wskazać żadnej przyczyny, dlaczego miałyby być. *tak, wiem, trzeba by dysponować gigantycznymi energiami, no i zasada nieoznaczoności stanowi tutaj pewien problem, ale można sobie przy odrobinie wiary wyobrazić możliwe jego obejścia, jakieś zredukowanie fali prawdopodobieństwa przez komputer kwantowy czy coś w ten deseń - w każdym razie, wiele świetnych filmów sf opartych jest na znacznie dalej posuniętych założeniach. 05-01-2011, 21:04 Cytat:To oznacza, że od filmu rozrywkowego nie powinno się oczekiwać pewnych rzeczy i w ocenie zapominać np. o fabule i postaciach? "Film jest super, fabuła to dno, ale przecież nie o to chodzi." Coś takiego? Nie chodziło mi tu akurat konkretnie o "Tron". Pisałem ogólnie. I pisząc "trochę mądrzejszy" nie chodziło mi wcale o kwestie naukowe:) Tylko np. o to, że postacie mogłyby być trochę rozbudowane. Na następny raz będę uściślał, bo niepotrzebnie się tak rozpisałeś. Cytat:Same postacie nie są, rzeczywiście, rozbudowane psychologicznie, ale nie potrafię wskazać żadnej przyczyny, dlaczego miałyby być. Po pierwsze, może wtedy wątek spotkania ojca z synem robiłby większe wrażenie i budził więcej emocji w przypadku większej części populacji?:) Po drugie, dla mnie wiarygodne, świetnie wykreowane postacie to ideał, do którego się dąży. Raczej nie chwali się filmu za papierowych bohaterów. Przez to co tu piszę, może wyglądać, że Tron jest gniotem pod pewnymi względami, ale wcale tak nie uważam. Po prostu zaciekawił mnie twój sposób oceny Tronu:) 05-01-2011, 21:45 patyczak napisał(a):Nie chodziło mi tu akurat konkretnie o "Tron". Pisałem ogólnie.A zatem "ogólnie" masz rację, ale nie ma to do Trona zastosowania. patyczak napisał(a):I pisząc "trochę mądrzejszy" nie chodziło mi wcale o kwestie naukowe:) Tylko np. o to, że postacie mogłyby być trochę rozbudowane. Na następny raz będę uściślał, bo niepotrzebnie się tak rozpisałeś.Wiem co miałeś na myśli, to był żart z tymi publikacjami naukowymi, stąd emot na końcu ;) patyczak napisał(a):Po pierwsze, może wtedy wątek spotkania ojca z synem robiłby większe wrażenie i budził więcej emocji w przypadku większej części populacji?:)Słuszna uwaga, spotkanie nie miało w sobie takiego ładunku emocjonalnego, jakiego można by się po nim spodziewać. Jednak żeby miało, to relacji syn-ojciec musiałoby zostać poświęcone znacznie więcej czasu. Ergo, stworzenie jakiegoś głębszego rysu psychologicznego bohaterów musiałoby wiązać się ze znacznie dłuższym wątkiem przed wejściem w sieć, a jakby film trwał godzinę w "normalnym świecie" to też by ludzie narzekali, że za długo nic się nie dzieje. I na 100% takich ludzi byłoby więcej niż tych, którym przeszkadza brak głębi :P Poza tym, to jest, kurna, Disney. Fabuła jest prosta, żeby nawet dziecko ją skumało, ale nie jest zła. 05-01-2011, 22:05 und3r napisał(a):A w kwestii "zdecydowanie za dużo flashbacków, w dodatku zapodanych w nieco dziwny sposób" to zabijcie mnie, ale nie wiem o co mu chodzi. Było uważniej oglądać film... :roll:
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 06-01-2011, 02:13
Nie mogłeś napisać, co to za "w dziwny sposób zapodane flashbacki", nie? Sugerujesz, że jakbym oglądał uważniej to doznałbym olśnienia, co może Mefisto postrzegać za dziwne? :lol:
06-01-2011, 04:26
Sugeruję, że nie uważałeś - bo jeśli nie widziałeś w tym filmie flashbacków i nie były one wg Ciebie trochę dziwnie zapodane (w kwestii technicznej), to znaczy, że zasnąłeś, albo tak podjarałeś się walkami, że nie widziałeś reszty filmu. Co tu tłumaczyć? To nie 2001.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 06-01-2011, 16:02 |
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |


Spoiler





