Gry
W Avp2 tylko pierwszy level był straszny, i to też na zasadzie czekania, kiedy wyskoczy jakiś potwór. Alieny choć są dobrymi filmami, trzymającymi w napięciu ale do horrorowej grozy im daleko.
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
http://playthroughline.com/scripts/f-e-a-r/

Świetny skrócony scenariusz FEARa, który celnie punktuje jego głupotki :)
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
Po pierwsze: mało śmieszne. Po drugie: to jest GRA, co mnie obchodzi fabuła? Lost Planet ma najbardziej niedorzeczne scenki przerywnikowe w historii świata, dlatego robię "skip" i mogę przejść do rzeczy. RDR nienawidzę właśnie za rzucanie mi w twarz fabułą i brak w zasadzie jakiegokolwiek gameplayu (bo tutaj on ogranicza się w 90% do trzymania "A" i jechania przed siebie; pozostały czas to strzelanie do kaczek, które dzięki bullet time nie mają żadnych szans na przetrwanie). Jak dla mnie w grach liczy się:

1. rozgrywka
2. klimat
3. oprawa

Fabuły jako takiej mogą nawet nie mieć. Zresztą gier dobrych fabularnie ze świecą szukać, toteż zarzut "bo ma cienką fabułę" nie jest dla mnie żadnym zarzutem. Po prostu chcesz jak zawsze się do czegoś przypieprzyć.:) Patapon ma cienką fabułę - czy to zła gra? MGS ma IDIOTYCZNĄ fabułę - czy to zła gra? No cóż, zła, ale łapiesz o co mi chodzi. Left 4 Dead na dobrą sprawę nawet nie ma fabuły - czy to zła gra? I tak dalej.

Odpowiedz
Military, minęły czasy, kiedy to wysokobudżetowe gry były pozbawionymi fabuły produkcyjkami, gdzie kwadraty strzelały do innych kwadratów małymi kwadracikami. Jeśli jakiś tytuł ma budżet 100 milionów dolarów, reżysera, scenarzystę, aktorów i kosztuje 100-150 zł, to ja oczekuję fabuły najwyższej jakości, która będzie miłą przerwą od rozgrywki, która też ma stać na najwyższym poziomie.

Nie mam nic do prostych zręcznościówek bez fabuły, ale nie będę narzekał na to, że twórcy chcą tchnąć coś więcej w swój produkt niż tylko grywalność. FEAR to przykład gry, gdzie chciano dodać coś poza gameplayem, ale NIE WYSZŁO (tak jak MGSy - gra się fajnie, ale oglądanie filmików to katorga. Nie przez ich długość tylko debilizm). To cienki horror, w dodatku ograny do bólu. To się powinno nazywać Movie Connections, nie FEAR.

RDR bardzo upraszczasz. Czepiasz się ogromu gry, tak jak ja gatunku s-f (z tym, że FEAR miał być w pierwszej kolejności horrorowym akcyjniakiem). To sandbox, dobrze wiedziałeś co bierzesz. Nie bez powodu nazywają to GTA4 na Dzikim Zachodzie. Długie wstawki fabularnie to NIC w porównaniu z czasem, jak gracz może sobie zagospodarować w wolnych chwilach. A do roboty jest dużo więcej niż tylko jazda na koniu, która swoją drogą jest świetna i powinna robić za wzór mechaniki poruszania się konno w grach.

Nie traktuj tego, jak atak. Luz. Tylko nie wypominaj mi czepiania się takich rzeczy, by potem samemu to robić. Jak się czyta recenzje FEAR to trąbią o strachu i akcji, nie o wspaniale zaimplementowanym s-f. Artykuły o RDR wymieniają wielki świat, jego eksplorację - także nie jest zaskoczeniem sandboxowość tej pozycji.

A gier świetnych fabularnie wcale nie jest mało. W latach 90 rzeczywiście w powijakach to było, ale jednak nie można powiedzieć, że takie Fallouty mają kiepską historię. Teraz scenariusz to podstawa. Nawet jeśli developer opracuje fajną technologię, to gra nie trafi do produkcji bez scenariusza.
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
Cytat:Jeśli jakiś tytuł ma budżet 100 milionów dolarów, reżysera, scenarzystę, aktorów i kosztuje 100-150 zł, to ja oczekuję fabuły najwyższej jakości

Pokaż mi jedną grę z tak dużym budżetem i dobrą fabułą. Nie, to nie jest nudziarskie GTA 4 ani naiwne jak filmy z Waynem RDR, ani Fallout 3 który wygląda jak fanfic napisany przez licealistę. Próbuj dalej. (Nie mówiąc już o tym, że pierwsze Fear i Condemned były grami względnie niskobudżetowymi...)

Tak w ogóle to nie czepiam się RDR za ogrom, ale za:

1. cutscenki dłuższe niż właściwe misje (przez pierwszą godzinę gry zresztą tylko oglądasz);
2. marnowanie czasu. Gdyby zestawić każdą z misji fabularnych, usuwając konieczność dojechania z miejsca na miejsce, czy też inne bzdury typu zbieranie kwiatków, ukończenie gry zajęłoby mniej niż 3 godziny;
3. gameplay dla debili. Misje są prostackie, można je przejść niemal z zamkniętymi oczami; mamy tyle ułatwień, że naprawdę trzeba się starać żeby nie przejść nawet najtrudniejszych zadań za pierwszym razem.

Fabuła RDR: 3/10 (nudziarstwo i naiwność rodem z MGS, rzucanie graczowi w twarz dialogami w których postaci OPISUJĄ emocje zamiast je wyrażać, i tanie moralizowanie dla debili)
Gameplay: 0/10 - w to się nie gra, na to się patrzy
Oprawa: 10/10 - jedyna zaleta gry.

Łącznie: 2/10. Granie w to było dla mnie katorgą, kiedy powróciłem do RDR po dłuższej przerwie.

Odpowiedz
No i sam widzisz, już u podstaw poszukujemy innych gier. Dla mnie GTA4 pod względem fabularnym to mistrzostwo. Zarówno właściwa historia jak wątki poboczne czy humorystyczne - wszystko stoi na wysokim poziomie, cholernie wciąga, interesuje lub bawi. Do tego doskonałe aktorstwo, muzyka oraz "drugie dno" w postaci radia, które serwuje obraz Ameryki w krzywym zwierciadle w rewelacyjnie wykoślawiony satyrycznie sposób, jak rodem z najlepszych odcinków South Park. Dodać do tego przemyślaną i dopracowaną, dającą wiele frajdy rozgrywkę, a wyjdzie gra na 10/10.

RDR to tak samo, tylko w nieco bardziej stonowany, poważniejszy sposób. Fajna, nostalgiczna podróż do końca ery Dzikiego Zachodu, który jak się okazuje nie był nawet w połowie tak dziki jak nadchodzący nowy porządek.

I dziwne, że skoro to takie nudne, kiepskie gry, to ja i wielu innych ludzi przeszli je zaraz po ukończeniu od nowa jeszcze raz. A potem znów i znów. Nie dostrzegli też dziadowskiego gameplayu, ani prostackiej rozgrywki. Prostej owszem, bo czemu niby to ma być trudne? Kogo podnieca, że jest twardzielem w gry komputerowe? :)
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
Cytat:I dziwne, że skoro to takie nudne, kiepskie gry, to ja i wielu innych ludzi przeszli je zaraz po ukończeniu od nowa jeszcze raz.

Widać macie inne oczekiwania odnośnie gier. Ja na przykład oczekuję gry. Wy oczekujecie wszystkiego innego.

Odpowiedz
Mnie nie przeszkadza fakt, że we współczesnych grach chodzi bardziej o odgrywanie. Np. uwielbiam skrypty w COD'ach. Co z tego, że moja wolność jest ograniczona, plansza jest prosta i tylko jedna droga prowadzi do celu, skoro jest to tak ekscytujące, bo jest wyreżyserowane. Nie gram po to, żeby sprawdzić swoje umiejętności, zmierzyć się z komputerem (choć fajnie by było, gdyby gry były trudniejsze), tylko żeby przeżyć jakąś historię, wczuć się w klimat. Fabuły gier, nawet tych ambitniejszych bledną przy filmach, ale interakcja pozwala o tym zapomnieć.

Odpowiedz
Military, to wciąż są gry. W GTA masz zręcznościową wyścigówkę i strzelankę. RDR oprócz strzelania to też przygodówka. Jeśli ci przeszkadza fabuła, to przewijaj filmiki. Zbędne dyskusje też można ominąć. Wsiadasz do wozu jako pasażer i wciskasz X, żeby cię przeniosło do celu podróży. Kluczowych dialogów nie da się przewinąć, bo i po co? To wcale nie jest takie długie jak sobie ubzdurałeś, a scenariuszowo to bardzo solidna robota, więc uszy nie krwawią od słuchania. Chyba nie powiesz mi, że w FEAR są lepsze dialogi? Że ta bzdurna historyjka o parapsychicznej typiarze manifestującej się pod postacią dziecka, której celem jest połączenie się z postacią gracza (i po to nasyła na niego milion ludzi, żeby go ZABILI!) jest lepsza niż historie z GTA i RDR?

Filmików masz może w sumie z godzinę w tych grach, a jednak na czymś te ponad 20 godzin upływa, i to też nie na bezcelowemu jeżdżeniu z punktu A do B.
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
W RDR dialogi są badziewne - napuszone dyskusje o tym, jak świat ewoluuje, prowadzone przez kmiotów którzy teoretycznie nie przeczytali w życiu żadnej książki. W Fear prawie nie ma dialogów, i przez to są lepsze od tych z RDR, bo kiedy nie ma się nic do powiedzenia, lepiej milczeć niż pieprzyć od rzeczy. Nie lubię tej badziewnej gry i choćbyś nie wiem jak czarował, nie sprawi to że zmienię zdanie. Jeśli chcę pooglądać western, oglądam western. Jeśli chcę poznać ciekawą fabułę, czytam książkę. Do gry siadam po to, żeby pograć - poćwiczyć spostrzegawczość i refleks w platformówce, sprawdzić umiejętność kojarzenia faktów w przygodówce, albo po prostu się wyżyć w strzelance. RDR to gra która udaje mądrą, ale myśli za ciebie, a takich gier nie lubię najbardziej ze wszystkich.

Odpowiedz
Kojarzenie faktów w przygodówce jest możliwe wyłącznie dzięki temu, że gra opowiada określoną historię. Gdyby takowej nie posiadała, nie byłoby dialogów, zbierania przedmiotów ani ich używania. Czytaj: nie byłoby gry. Dzięki rozwiązywaniu zagadek w przygodówkach pchasz fabułę do przodu. Bez śledzenia scenariusza, pomijając cut scenki i nie czytając dialogów nie dasz rady używać przedmiotów tam gdzie trzeba itp. Nie wmówisz mi, że fabuła jest w tym i w każdym innym przypadku efektem ubocznym gameplayu, bo to gameplay wynika z fabuły, a nie na odwrót.

Skłamałbym, gdybym napisał, że to co w pierwszej kolejności przyciągało mnie do danego tytuły to scenariusz, bo na zainteresowanie grą składa się bardzo wiele rzeczy, ale zawsze, ale to zawsze grałem dalej wyłącznie dlatego, że historia była tego warta.

Owszem, po ukończeniu GTA wracałem by postrzelać się z glinami i brać udział w kolejnych szalonych pościgach, ale nie robiłbym tego, gdyby GTA nie miało tak zajebistego scenariusza, bo w pierwszej kolejności to właśnie on (w połączeniu z bohaterami, światem, mechaniką gry itd) trzymał mnie przed monitorem.

Odpowiedz
Cytat:to gameplay wynika z fabuły, a nie na odwrót.

Lol. No tak, bo mechanika bullet-time w Maksie Paynie wynika z tego, że to kryminał o szukaniu zabójców partnera. Rozumiem że możesz lubić gry o rozbudowanej fabule (ja nie mam nic przeciwko nim, dopóki fabuła nie przyćmiewa gameplayu, jak w RDR), ale to co powiedziałeś to po prostu bzdura.

A propos tego, że popychanie gameplayu jest możliwe dzięki fabule w przygodówce - yep, fabuła w przygodówkach to najważniejsza sprawa, ale RDR to nie przygodówka. Lubię przygodówki - bo tam mam wrażenie że sam wpływam na to, że coś się dzieje; uczestniczę w dialogach wybierając kwestie, sam kombinuję jak wykorzystać przedmioty. RDR natomiast, GTA zresztą też, to film przetykany jazdą i strzelaninami. Fabuła dzieje się niezależnie od ciebie - mechanika gry nie obejmuje żadnego wpływu na scenki przerywnikowi, ani w zasadzie niczego więcej niż chodzenie, jeżdżenie i strzelanie. A w takim wypadku tworzenie tak rozbudowanych dialogów itp. mi się po prostu nie podoba - to nie jest gatunek gry, w którym takie rzeczy są potrzebne. Dlatego za najlepszy sandbox ever uważam prosty i przezabawny Crackdown, dlatego uwielbiam długie dialogi i skomplikowane intrygi RPG i przygodówek, oferujących ci możliwość ingerowania w historię (a przynajmniej iluzję takich możliwości).

RDR to takie coś pomiędzy tymi gatunkami, tylko niewłaściwie - MOIM ZDANIEM - wykorzystujące zaczerpnięte z nich elementy. Po co komu sandbox w mega-liniowej grze fabularnej? Po co możliwość jeżdżenia tu i tam, skoro i tak żeby zacząć misję fabularną musisz udać się w wybrany punkt, i ona zawsze będzie rozgrywała się w przypisanej miejscówce? Wolny świat tylko pompuje rozmiary RDR, a tak naprawdę nie ma żadnego wpływu ani na przedstawianą historię, ani ma mechanikę istotnych, czyli fabularnych misji, które mogłyby być zwyczajnymi etapami rozgrywającymi się jeden po drugim. GTA ma o tyle lepiej, że tam masz ekscytujące pościgi samochodowe, stłuczki itp. - uzasadnione jest więc istnienie całego miasta. W RDR sandbox jest po prostu niepotrzebny.

Odpowiedz
(26-05-2011, 18:24)military napisał(a): No tak, bo mechanika bullet-time w Maksie Paynie wynika z tego, że to kryminał o szukaniu zabójców partnera.
Sam piszesz, że bullet time to mechanika, ELEMENT gameplayu, a ja piszę o ogólnie pojętym gameplayu.

Gameplay Maxa Payne'a = kolejne strzelaniny.

Z czego one wynikają? Zgadłeś, z fabuły.

(26-05-2011, 18:24)military napisał(a): Fabuła dzieje się niezależnie od ciebie - mechanika gry nie obejmuje żadnego wpływu na scenki przerywnikowi, ani w zasadzie niczego więcej niż chodzenie, jeżdżenie i strzelanie. A w takim wypadku tworzenie tak rozbudowanych dialogów itp. mi się po prostu nie podoba - to nie jest gatunek gry, w którym takie rzeczy są potrzebne.
Tak rozbudowane sceny (genialnie napisane i zagrane, ale to już pisałem nie raz) dają jeżdżeniu i strzelaniu kontekst. Jasne, jak sam napisałem wracałem do GTA żeby sobie postrzelać i pojeździć i odbywało się to bez fabularnego kontekstu, ale to były nie wiem, półgodzinne, niezobowiązujące sesje, natomiast jeśli już zasiadam do jakiegoś tytułu i ostatecznie poświęcam mu ileś tam godzin, w przypadku GTA jest ich kilkadziesiąt, chcę, żeby to jeżdżenie i strzelanie miało sens. GTA4 jest niczym interaktywny film i właśnie to jest w nim tak świetne. Nie mam dla mnie najmniejszego znaczenia, że nie mam wpływu na przerywniki filmowe. Ważne, że samodzielnie popycham fabułę do przodu. Podczas skoku na bank sama strzelanina jakkolwiek ekscytująca jest o tyle świetna, że wiem jak do niej doszło, z kim w niej uczestniczę i wreszcie ciekawi mnie, jakie będą jej konsekwencje. Bomba.

Odpowiedz
Cytat:GTA4 jest niczym interaktywny film i właśnie to jest w nim tak świetne.

Mamy baaaardzo różne gusta jeśli chodzi o gry.

Odpowiedz
Teraz to zauważyłeś? : )

Nie pamiętam już kiedy ostatnio w coś grałem. Niby z grami jestem w miarę na bieżąco, ale chyba żadna z nowości nie wydaje mi się nawet umiarkowanie ciekawa. Za to już od jakiegoś czasu mam straszną ochotę popykać sobie np. w Jedi Knight: Jedi Outcast.

Odpowiedz
Niedawno JO przeszedłem po długiej przerwie - nie zestarzała się nawet o sekundę.:)

Odpowiedz
A ja szukałem jakiejś gry, cobym mógł wreszcie posmakować tego całego grania multiplayer, o którym teraz głośno ;) Mój znajomek z roboty polecił mi Battlefield: Bad Company 2 z dodatkiem Vietnam. Zakupiłem, wziąłem się za instalację... a tu pierwszy szok, można wybrać język polski (gra zakupiona w UK). Cóż, fajnie, pomyślałem, ale pewnie chodzi tylko o instalator. Instalowało, się instalowało, potem jeszcze przez pół godziny się patchowało. Włączam grę, a tu drugi szok - wszystko po polsku, menu, napisy i żołnierze przerzucający się swojskimi tekstami, typu "kurwa, ja pierdolę..." i do tego jakieś znajome głosy! Wielki szacun dla EA - lokalizacja w pytkę!

Na razie nie grałem jeszcze w multiplayera nigdy, przenigdy. No, może kiedyś tam, w Age of Emipres II, tak że dla mnie to będzie terra incognicta, na której nie bardzo siebie widzę, bo teraz nie mam czasu, żeby sobie w singla nawet popykać (gram, tak jedną, dwie misje w weekendy). No, ale może się wciągnę... Najsampierw ukończę sobie chyba singla, żeby na totalnego lamę nie wyjść, jak już wejdę między ludzi :)

A gra, póki co mi się podoba. Na pierwszy rzut oka lepsza niż MW, no, ale grałem raptem jedną godzinkę, więc się jeszcze zobaczy. militaremu się pewnie nie spodoba / nie podobała, bo jest fabuła i dużo cut - scenek, ale ja tam nie narzekam na te dwie rzeczy, o ile są tak fajnie zrobione (+ świetna lokalizacja), jak w tej grze.
https://the-twilight-area.com/ - strona poświęcona serialowi "The Twilight Zone"
http://www.strefamrokupodcast.pl/ - podcast o "Strefie Mroku"
https://readersinitiative.podbean.com/ - podcast o literaturze wszech treści

Odpowiedz
Hehe, w Bad Company grałem tylko w cz.1, i owszem, nie podobała mi się, ale nie ze względu na cutscenki, tylko na nastawienie na korzystanie z pojazdów. Jeśli chodzi o shootery, to jednak wolę te, które się rozgrywają we wnętrzach.

Odpowiedz
RDR ma dodatek traktujący w całości o epidemii zombie :)
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości