Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Paul - niesamowicie wymęczony film. Najgorsza niespodzianka czeka na napisach końcowych: scenarzystami byli Pegg i Frost. A myślałem, że po prostu jakiś producent wziął cienki scenariusz, który zdobył za grosze, i pomyślał że w głównych rolach obsadzi dwóch śmiesznych gości i jakoś to będzie...
No cóż - to jedna z najmniej śmiesznych komedii w historii świata, z baaardzo bolesną pierwszą połową i - na szczęście - ODROBINĘ lepszą połową drugą. Końcowe cameo nie zaskakuje, aktorka odwala pańszczyznę i ewidentnie źle się czuje rzucając fakami co drugie słowo. W ogóle film jest niepotrzebnie wulgarny - chyba po raz pierwszy w historii całego mojego oglądania filmów przeszkadzały mi przekleństwa.
Najgorszą częścią Paula jest sam Paul. CGI ujdzie, choć w co drugim ujęciu aktorzy patrzą mniej więcej na kosmitę, ale tak naprawdę gdzieś obok, ale tym, co zabija tę postać, jest głos. Rogen brzmi jak Rogen a nie jak kosmita Paul - głos jest tak oderwany od obrazu, że przy każdej kwestii kosmity widziałem grubasa siedzącego w budce nagraniowej. Swoją drogą dzięki Hitch, obrzydziłeś mi Rogena i jego filmy tak bardzo, że nie mogę gościa nawet słuchać.:)
2/10 - bo zaśmiałem się dwa razy. Raz kiedy wsiowa orkiestra w knajpie zaczęła grać motyw ze Star Warsów, a drugi kiedy Paul udawał manekina, a agent chciał mu obmacać jajca. Proszę bardzo - znacie jedyne w miarę zabawne fragmenty filmu, nie musicie go oglądać.
20-06-2011, 21:05
Rating: Awesome
Liczba postów: 10,313
Liczba wątków: 55
A ja bawiłem się świetnie. Podoba mi się, że właśnie nie poszli w klimat komedii, która musi być koniecznie wielkim pasmem gagów, tylko zrobili nerdowski feel-good movie. Trochę poszli w styl Zombielandu, choć Paul oczywiście nie jest tak dobry. Podoba mi się, że to urokliwy worek z wyraźnymi nawiązaniami do obcych, gwiezdnych wojen i kilku Spielbergów.
PS. Obmacywanie jaj, to właśnie chyba najbardziej nieśmieszna, prostacka i wymuszona scena w filmie.
20-06-2011, 21:29
悟
Liczba postów: 11,556
Liczba wątków: 37
Cytat:Swoją drogą dzięki Hitch, obrzydziłeś mi Rogena i jego filmy tak bardzo, że nie mogę gościa nawet słuchać
Myślę, że ten cap robi to sam sto razy lepiej ;)
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
-- Laozi
20-06-2011, 21:32
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Jeszcze jedna uwaga wobec Paula:
film zawodzi totalnie, bo wszystko się dzieje wokół postaci, a one same - poza Ruth - są napisane na jedno kopyto i absolutnie się nie zmieniają. Pegg i Frost grają w zasadzie tego samego gościa - ich postaci NICZYM się nie różnią, poza oczywiście wyglądem. Nie ma standardowego podziału na Pegga-nerda i Frosta-debila. Nie ma ŻADNEGO podziału - obaj aktorzy mogliby się zamienić rolami, jeden mógłby mówić kwestie drugiego - i nie miałoby to żadnego wpływu na scenariusz. A szkoda, bo jak zauważyła moja żona, fajnie byłoby gdyby w choć jednym filmie ci dwaj zamienili się rolami - Frost robiłby za inteligenta, a Pegg za totalnego idiotę. To byłaby miła odmiana.
Inne postaci są puste w nieco inny sposób - są po prostu jednowymiarowe. Agenci to typowe comic-reliefy, którzy, podobnie jak CR-y w innym filmie który niedawno zjechałem (nie pamiętam którym) - uzupełniają obsadę składającą się WYŁĄCZNIE z comic reliefów. Już mniejsza z tym, że są nieśmieszni - to jeszcze bardziej uproszczone wersje Pegga i Frosta.
A propos - skoro niby to nie miała być zwykła, ordynarna komedia pełna żartów, z których można się po prostu pośmiać (nie wiem co jest złego w tym, że komedia jest śmieszna, ale to im akurat wyszło - żaden żart nie bawi) - to czemu tyle tutaj postaci które mają nas tylko i wyłącznie rozbawić? Żeby wspomnieć tylko Pegga, Frosta, ich koleżankę, Paula, Sigou... ehm, tajemnicze cameo, dwóch agentów, czy postaci trzecioplanowe, takie jak pisarz. Czemu tak dużo tu dowcipów, którym jednak brakuje puenty? Gdyby to był po prostu feel-good movie, raczej nie miałby scen ze szczaniem w gacie, dowcipów o długości penisa kosmity, nieustannych aluzji do gejów itp. Za dużo tu nieudanych żartów, żebym usprawiedliwiał brak dowcipu w filmie założeniami twórców. To jest komedia - po prostu nieśmieszna. I tyle.
20-06-2011, 21:59
Red Crow
Liczba postów: 12,666
Liczba wątków: 50
Pusher III - Jestem aniołem śmierci
reż. Nicolas Winding Refn
Zdecydowanie najsłabsza część trylogii. Zgodnie z moimi przypuszczeniami, Refn poszedł w stronę tego, czego początki można było zaobserwować w dwójce. Szkoda. Rozterki serbskiego gangstera, jego problemy z dragami i innymi gangsta są interesujące mniej więcej w ten sam sposób, co oglądanie przechadzających się pod oknem obcych ludzi - czyli przeważnie nudna nuda, czasami jakiś ciekawy przebłysk, ciekawe wydarzenie, coś co przykuwa uwagę na dłużej. Ale nie powiem, Polaczka tutaj ładnie przedstawili. Dobrze, że skończył, tak jak skończył. Aha no i jeszcze jedna dobra scena - oprawianie ludzkiego ciała w celu się go pozbycia. Zdecydowanie najjaśniejszy punkt tego przeciętnego filmu.
5/10
Nienawiść
reż. Mathieu Kassovitz
Mocne, mocne. Ale raczej epizodyczne. Taka pocztówka z paryskich blokowisk, gdzie bida z nędzą, cały czas tarcia z miejscową polizei, a w centrum tego wszystkiego trzech spoko ziomków, z których jeden ma trochę oleju we łbie i z niepokojem patrzy na to co się dzieje z jego życiem (Murzyn), jeden, który nie do końca wie, gdzie naprawdę jest jego miejsce (Arab) i jeden, którego szczytem ambicji jest zaciukanie policjanta w odwecie za pobicie przez "świnie" kolegi. W tym celu wyposaża się w pistolet i udaje kozaka. Przez większość czasu trochę to wszystko monotonne, ale ostatnie 30 minut to majstersztyk, a zakończenie, choć w jakiś sposób przewidywalne, jednak wywołuje opad szczeny.
8/10
20-06-2011, 22:03
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-06-2011, 22:04 przez nawrocki.)
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,211
Liczba wątków: 29
Ten film był wczoraj w TV. Nie wiem jak ogląda się go na trzeźwo ale w lekko odmiennym stanie robi pozytywne wrażenie. Naprawdę dobry Slater jako sfrustrowany, nieśmiały wymoczek i kwasowe sceny powodujące uśmiech wyobraźni. TUTAJ BYŁ SPOILER.
8/10
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
20-06-2011, 22:07
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-06-2011, 22:14 przez shamar.)
Stały bywalec
Liczba postów: 1,783
Liczba wątków: 0
" Paranormal Activity2: Tokyo Night" (2011)
Jakby mnie pytali, odpowiadam: to wina Gonerskiego, że zassałem ;)
Lubię jankeskie "P.A.", więc naturalnie zerknąłem też na kolejną część i ostatecznie sięgnąłem także po skośną wersję, nie wiedzieć czemu z cyferką 2 i głupim podtytułem. Rodzeństwo: żółty wymoczek i jego siostra na wózku (rehabilitacja po wypadku) w przepięknych wnętrzach japońskiego, nowoczesnego domu i wkurwiony duch/demon whatever. Wszystko znamy, tu nie było nic oryginalnego.
Wrażenia: prawie w całości kino słabowite, kalekie i kpiące z jakiejkolwiek logiki, poza jedną sekwencją, mrożącą płyn w prostacie:
Haruka (stypendystka na wózku) podczas kluczowej nocy, doznaje czegoś w rodzaju opętania. Oczywiście wszystko filmuje kamera. Tak więc, bezwolna dziewczyna wybudza się, podnosi do pozycji siedzącej, potem opuszcza z łózka bezwładne, okutane w medyczne usztywnienie nogi i próbuje wstać. Chwieje się i ostatecznie upada. Mija chwila, gdy leży nieruchomo, po czym ponawia próbę i staje niepewnie na chwiejących się nogach. Wózek okazuje się zbędny, bo z lekko przechyloną, również bezwładną głową, robi pierwsze kroki kierując się do drzwi pokoju. To jak ona chodzi - niczym marionetka - jest przerażające. Śpiący w innym pokoju brat, nie budzi się, gdy siostra odwiedza go i przystaje, chwiejąc się, przy jego łóżku. Widać licznik czasu kamery. Haruka tak stoi chwiejnie nad nim przez ponad 2 godziny z okładem - i to też jest strasze. Potem odwraca się, wychodzi, mija dłuższa chwila i słychać wrzask... Poza powyższym 8/10, marnie: 3/10
Kiedy rozum śpi, budzą się eksperci.
21-06-2011, 19:17
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-06-2011, 19:27 przez Tomkiewicz.)
VIP
Liczba postów: 7,127
Liczba wątków: 292
Wojskowy, a nie mógłbyś wpisać swoich uwag odnośnie Paula w wątku dotyczącym tego filmu? Przypominam, że temat nazywa się "krótka piłka".
22-06-2011, 08:03
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Czep się jeszcze pozostałych którzy tutaj rozmawiali o tym filmie przede mną.:) Wątek zginął w odmętach forum, a szukajka mi go oczywiście nie znalazła, więc dopóki jej nie naprawicie, pewnie nadal tutaj będą pojawiać się posty o filmach, które mają własny temat.
22-06-2011, 08:19
VIP
Liczba postów: 7,127
Liczba wątków: 292
mi nie chodzi o to, że się pojawiały, tylko szkoda dobrej, obszernej opinii o "Paulu" w tym temacie, w którym wszystko, co się pojawia, za chwilę znika. Tematy "tematyczne" żyją zdecydowanie dłużej :)
22-06-2011, 09:29
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Oj, przekleiłem już, daj żyć.:)
22-06-2011, 09:41
^^
Liczba postów: 5,286
Liczba wątków: 73
Dragon Inn - klasyk wuxii. Źli ludzie zaczaili się w Smoczej Karczmie na tych dobrych, żeby ich zabić. Cały plan legnie w gruzach po pojawieniu się tajemniczego wojownika. Skrócony opis fabuły, może nie brzmi dobrze, ale w praktyce sprawdza się świetnie. Bohaterowie zamknięci w karczmie próbują się wzajemnie wybadać, przekupić i wreszcie zabić. Świetnie wyszły dialogi między postaciami. Dużo zwrotów akcji oraz niezły klimat. Jedynie sceny walk wyszły dosyć topornie i widać w tych momentach, że Dragon Inn już swoje lata ma. 8/10
Good Bye, Dragon Inn - nie jest to kontynuacja Dragon Inn, a kolejne ciekawe dzieło Tsai Ming-Lianga. Ostatni seans w starym rozpadającym się kinie gdzie pokazany zostaje właśnie Dragon Inn. Świetny sentymentalny obraz o świetności dawnego kina i jego przemijaniu. Forma jest tu absolutnie minimalistyczna. Pokazani są nieliczni widzowie oglądający film, ludzie snujący się po rozpadających korytarzach kina. Wydaje się, że tak naprawdę nikogo nie obchodzi co dzieje się na ekranie oprócz dwóch osób, aktorów, którzy grali główne role w Dragon Inn. Minimalna forma, ale maksimum treści. Najlepszy film Tsaia jaki widziałem. 8/10
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2
24-06-2011, 17:26
Miyabi
Liczba postów: 695
Liczba wątków: 3
(24-06-2011, 17:26)Azgaroth napisał(a): Jedynie sceny walk wyszły dosyć topornie i widać w tych momentach, że Dragon Inn już swoje lata ma. 8/10
Topornie? Ano widać, że to ma przeszło 40 lat na karku ale walki ciągle wyglądają świetnie, głównie dlatego, że realistycznie. Technika ówczesna może nie umożliwiała na jakieś wygibasy ale dzięki temu nie ma tu żadnego fruwania w powietrzu.
L.A. Confidential - 8/10
He liu - 7/10
The Insider - 8/10
Dredd - 6/10
Total Recall ( 2012 ) - 5/10
G.I. Joe: The Rise of Cobra - 5/10
25-06-2011, 09:42
^^
Liczba postów: 5,286
Liczba wątków: 73
Realistycznie? Łapanie strzał w locie, walka jednego wojownika z dwudziestoma innymi, którzy go okrążyli i wiele innych. To na pewno nie ma nic z realizmu.
(25-06-2011, 09:42)Joe Chip napisał(a): nie ma tu żadnego fruwania w powietrzu.
Jest, musisz sobie odświeżyć film :)
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2
25-06-2011, 09:47
Miyabi
Liczba postów: 695
Liczba wątków: 3
(25-06-2011, 09:47)Azgaroth napisał(a): Realistycznie? Łapanie strzał w locie, walka jednego wojownika z dwudziestoma innymi, którzy go okrążyli i wiele innych. To na pewno nie ma nic z realizmu.
Realizm umowny naturalnie. :P Bardziej chodziło mi o to, że w porównaniu ze współczesną wuxią tu wojownicy są trochę bardziej zbliżeni do rzeczywistości.
(25-06-2011, 09:47)Azgaroth napisał(a): Jest, musisz sobie odświeżyć film :)
No, na krótką chwilę boss skakał po drzewach. W sumie jedyna taka.
L.A. Confidential - 8/10
He liu - 7/10
The Insider - 8/10
Dredd - 6/10
Total Recall ( 2012 ) - 5/10
G.I. Joe: The Rise of Cobra - 5/10
25-06-2011, 10:25
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
L.A. Confidential - bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo dobry film, któremu jednak brakuje "iskry bożej", jaką ma np. Kasyno. W zasadzie do niczego nie mogę się przyczepić - oglądało się świetnie - ale jednak najlepszym filmom Scorsese nie dorównuje. 9/10
26-06-2011, 13:26
Jessica Buch
Liczba postów: 1,683
Liczba wątków: 6
(26-06-2011, 13:26)military napisał(a): L.A. Confidential - bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo dobry film, któremu jednak brakuje "iskry bożej", jaką ma np. Kasyno.
Mam bardzo podobne odczucia. :P L.A C. to dobry film, ale nie mam ochoty go oglądać drugi raz choć od ostatniego seansu minęło już ponad dwa lata. A takie Kasyno, mogłabym oglądać codziennie choćby dla samych dialogów (dialog na pustyni... ach!).
26-06-2011, 13:45
悟
Liczba postów: 11,556
Liczba wątków: 37
A ja jednego tygodnia widziałem ten film trzy razy. I jakoś ostatnio kolejny raz. Czysta rewelacja, nie brakuje żadnej iskry bożej :)
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
-- Laozi
26-06-2011, 14:01
.
Liczba postów: 27,535
Liczba wątków: 60
Też powtórzyłem sobie Tajemnice Los Angeles i każda sekunda tego filmu to miód na moje oczy wylany - ta reżyseria, ten flow, te zdjęcia, fabuła, dbałość o szczegóły, wszystko powala, aż dziw, że Hanson nie nakręcił niczego na podobnym poziomie, raz w życiu wyszło mu nakręcenie arcydzieła? Ostatnio oglądałem z 5 lat temu i jestem zachwycony, bo nie pamiętałem, żeby film był lepszy niż tylko bardzo dobry ;-) okazało się, że jest rewelacyjny i słabego elementu musiałbym szukać na siłę(jedyne co mi przychodzi do głowy to, że bardziej pasowałoby mi jakby Crowe umarł w końcówce). Najmocniejszy punkt programu to chyba aktorstwo - dosłownie każdy wymiata, aż dziw bierze, że tylko Besinger była nominowana do Oscara, bo Spacey, Crowe i Pearce zasługiwali tak samo. Ode mnie 9,5/10
26-06-2011, 14:22
Stacjonarny podróżnik
Liczba postów: 649
Liczba wątków: 2
U mnie LAC ma 10/10, wracam do niego co roku od wielu lat i nic się ten film nie starzeje. Resztę mogę powtórzyć za Simkiem :)
26-06-2011, 18:20
|