Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Godfather II - dobrze zrealizowany film. Nie podobał mi się.
No, może nie tyle nie podobał, co zawiódł.
Książkę bardzo lubię, ale filmy spływają po mnie jak po kaczce. Nie potrafię się wciągnąć w te przygody marmurowych pomników, z których każdy ma jeden emocjonalny moment przypadający na cały film. Michael Corleone ma kupę kłopotów i podejmuje masę trudnych decyzji, a każdą z nich wydaje, zaś konsekwencje przyjmuje, z takim samym stoickim spokojem. To nie człowiek, to robot. Bardzo mechaniczny ten film - nie lubię takich. Goodfellas, Casino, Carlito's Way, Scarface, L.A. Confidential - to wszystko są filmy o klasę lepsze od Godfatherów, ale nie tak poważne, dostojne i zakochane w samych sobie. Nie obrosły też takim kultem. Pewnie cokolwiek bym nie powiedział, zaraz mnie zjedziecie, bo Godfathera po prostu trzeba lubić. No cóż - jak dla mnie to film całkiem w porządku, ale ani mnie specjalnie nie grzeje, ani nie ziębi. 6/10
27-06-2011, 22:40
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-06-2011, 22:41 przez military.)
Stały bywalec
Liczba postów: 5,651
Liczba wątków: 9
Też kiedyś tak myślałem, ale ostatnio przypomniałem sobie jedynkę i o dziwo - zachwyt totalny.
27-06-2011, 22:45
II Wicemiss Avatara 2010
Liczba postów: 3,195
Liczba wątków: 18
Pierwsze dwa Godfathery (trzeciego nie widziałem) to świetne filmy, ale zgadzam się, że te wymienione przez ciebie są o klasę lepsze.
Zawsze kiedy oglądam pierwszą część, uderza mnie to, jak w sumie mało angażujący jest to film. Niby ogląda się to wybornie, ale jakieś to takie chłodne i bez emocji. W przeciwieństwie do książki, której film, jeśli mnie pamięć nie myli, jest niemal dokładną ekranizacją (pominięto chyba tylko wątek hollywoodzki).
Mimo wszystko znać wypada, do lubienia nikogo zmuszać nie będę. U mnie obie części maja mocne 8/10.
27-06-2011, 22:51
Stały bywalec
Liczba postów: 13,272
Liczba wątków: 77
Elephant White - kolejny film akcji Prachya Pinkaewa (m.in. Ong-Bak). No cóż, będę szczery, choć lubię twórczość tego pana to ten mu się nie udał. EW to gniot niesamowity, fatalnie zagrany, dialogi pisał jakiś ułom na zasiłku. Zastanawiam się też, co w tym tajlandzkim szambie robią niepasujący do głównej roli Honsou i przede wszystkim Bacon, który wypada absolutnie beznajdzienie jako Angol (lol). Są jednak dwie rzeczy, które ratują ten syf od kompletnej zagłady. Po pierwsze, rewelacyjna celebra broni w scenach dozbrajania się przez czarnoskórego hitmana. Po drugie, zajebiste sceny snajperskie - chyba najlepsze jakie widziałem do tej pory. Szkoda, że reszta zrobiona jest na 1/10 gwizdka i bez pomysłu. Finałowy twiścik idiotyczny, niepotrzebny. Zabrakło tylko Bruce'a Willisa.
1+/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
28-06-2011, 11:06
Agent Mossadu
Liczba postów: 31,848
Liczba wątków: 4
Widmo!
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.
28-06-2011, 11:22
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Czemu temat nie jest przypięty?
Francuski łącznik - co za film! Uwielbiam każdą jego sekundę. Syfiasty, ponury, brudny, prosty i dzięki temu maksymalnie klarowny, ze scenami które powodują opad szczęki, z końcówką kopiąca w twarz. 10/10, choć mimo wszystko mogli pokazać coś pomiędzy zdjęciem Doyle'a ze śledztwa a całą operacją z samochodem. Rozumiem że Francuz nr 2 w pociągu nakręcił sprawę na nowo, ale przydałaby się choć krótka scena to pokazująca.
28-06-2011, 19:48
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,157
Liczba wątków: 67
Thelma & Louise - miło sobie było przypomnieć po latach, szczególnie w odświeżonej wersji HD :)
Film, cóż, nierówny i wraz z rewelacyjnymi scenami dostajemy sporo teatru i/lub sucharów (przykładowo pomiędzy Madsenem a Sarandon w ogóle się nie lepi i sceny te idą pod górkę widzowi), choć mimo wszystko aktorsko jest bardzo dobrze. Trochę mało Keitela - jego postać powinna być mimo wszystko bardziej znacząca, a ten tylko siedzi i odbiera telefony. No, ale całość mimo wszystko dzielnie się trzyma - dobry poemat na temat wolności i wyborów z kapitalnymi zdjęciami i fajnym, acz powtarzanym do znudzenia tematem Zimmera. No i miło popatrzeć na Pitta zanim przyszła wielka sława.
nieco naciągane, ale jednak 8 / 10
28-06-2011, 21:38
Kubek-Marzyciel
Liczba postów: 277
Liczba wątków: 1
The Devils (Diabły) reż. Ken Russell, czyli Matka Joanna od Aniołów
Tak, ten film jest dokładnie taki, jak go do tej pory opisali recenzenci: obrazoburczy, skandalizujący, szokujący, gorszący, epatujący seksualnością i przemocą. Jednak od premiery minęło już sporo czasu i pewne rzeczy, które wówczas były ?straszne? dziś wcale nimi nie są. Albo inaczej -nie mają już takiego silnego wydźwięku. To co, jednak mnie najbardziej w tym filmie uderzyło to to, że pomimo osadzenia historii w realiach XVII wieku, ciągle i uparcie nachodziła mnie myśl, że czasy inne ale jakby te same. Film dla mnie pesymistyczny, prawdziwy, odnoszący się do czasów, właściwie każdych. Zatem ja widzę już nie tylko aspekt ?wymierzenia policzka Kościołowi?, ale także widzę cios zadany w nas samych. Nas ludzi - nas hipokrytów, fanatyków, motłochu żądnego sensacji, taniej zabawy i rozrywki. Nie wierzycie? Włączcie telewizor.
Moja ocena 8/10
29-06-2011, 09:50
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,157
Liczba wątków: 67
What Doesn't Kill You - czyli The Town na mniej efektownej i bardziej przyziemnej nucie, w dodatku na prawdziwej historii, wyrwanej zresztą z życiorysu reżysera. Mamy więc Boston i napady, oraz historię wyborów między tym co dobre, a tym co złe, ale przynoszące łatwe i duże pieniądze. Czapek nie zrywa, nic nowego też nie mówi, ale zagrane i zrealizowane jest to przyzwoicie i obchodzi się bez taniego moralizatorstwa (za wyjątkiem paru słabszych scen). Generalnie czuć, że całość jest bardzo osobista i być może film nie jest przez to tak dobry, jak mógłby być. Niemniej seansu nie żałuję, bo to w miarę porządne kino.
nieco naciągane 7 / 10
Network - aktorsko: rewelacja! Z całą resztą jest już niestety problem. Przede wszystkim film się trochę zestarzał względem przesłania, a współczesna telewizja niestety już dawno przeskoczyła problemy tu przedstawiane (choć bynajmniej nie świadczy to o tym, że nie jest on aktualny - co to, to nie!). Poza tym świetnie budowaną główną intrygę niszczy nieco zbędny, pozbawiony chemii i niepotrzebnie dopowiadany do ostatniej kropli wątek romansowy. Razi też przedstawianie bohaterów na zasadzie: starzy wyjadacze, których zwalniamy - good, korporacja i młode wilki - bad as hell. Znacznie lepszy pod tym względem okazał się mannowski Informator, którego bohaterowie działają również pod znacznie większą presją niż tutaj. Co nie zmienia faktu, że Sieć to dalej świetny kawałek kina z kilkoma rewelacyjnymi scenami.
8 / 10
01-07-2011, 16:34
Kubek-Marzyciel
Liczba postów: 277
Liczba wątków: 1
Dancing w kwaterze Hitlera reż. Jan Batory, czyli opowieść niemieckiego turysty
To jeden z takich filmów, dodajmy nielicznych, który mogę oglądać nieskończenie wiele razy i nigdy mi się nie znudzi. Delektuję się każdą sceną, każdą sekwencją, każdą wypowiedzią aktorów. Chłonę ten film, jak żaden inny. Zachwycam się Andrzejem Łapickim i Zdzisławem Maklakiewiczem i niemal za każdym razem odkrywam dla siebie coś nowego. Nie mogę się wprost doczekać scen z ich udziałem. Przyglądam się wówczas uważnie ich grze aktorskiej. Studiuję mimikę i gesty. Mogę tak bez końca. Piękno w czystej postaci.
Moja ocena 10/10
03-07-2011, 11:41
Nowy
Liczba postów: 669
Liczba wątków: 0
A Perfect Getaway/Wyspa strachu z 2009 - Duże zaskoczenie dla mnie. Świetny misz masz kina przygodowego z klasyczną sensacją. Bardzo ładne i kolorowe zdjęcia Hawajów. Dobrze zagrane przez Jovovic, Zahna, Sanchez i przede wszystkim Timothy'ego Olyphant'a, którego postrzegałem dotąd jako drugoligowego wyrobnika - super rola. Wszyscy są wiarygodni i ciekawi za sprawą dużej ilości dobrych dialogów. Charaktery z krwi i kości. Sam film jest emocjonujący i trzyma w napięciu jak cholera. Nie wiem może jestem wyposzczony brakiem tego typu kina i przesadzam, ale dla mnie to spore pozytywne zaskoczenie.
7,5/10
03-07-2011, 11:48
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,157
Liczba wątków: 67
Nestyda - przyjemny (jak większość kina czeskiego) film o... niczym. Nic nie wpływa tu na nic, nic się tak naprawdę nie zmienia, a i przesłania jakiegoś większego brak. Ot takie tam sympatyczne patrzydło z paroma fajnymi żartami.
5 / 10
Land of the Lost - sam pomysł i wymieszanie gatunkowości miało potencjał, obsada także dobrana właściwie wzorcowo. Podoba mi się też bezpardonowość tego filmu - taki czysty fun. Ale jednak za dużo tu kiczu i tandety (nie wiem czy zamierzonej, np. w kwestii miałkich efektów CGI), a całość zwyczajnie nie trzyma się kupy. I choć parę scen im wyszło, to jednak znaczna większość żenuje, a po seansie jedynie głowa boli.
4 / 10 (po browarach: 5 / 10)
Yattâman - zgodzę się z recką na stronie, iż nie jest to coś, co widzi się na co dzień i na trzeźwo naprawdę trudno to ocenić. Co ciekawe film naprawdę wiernie oddaje i ducha i styl i charakterystyczne elementy serialu. Jednak to, co sprawdzało się jako anime, w wersji aktorskiej niejednokrotnie wzbudza zażenowanie i/lub facepalm attack. W dodatku całość jest ciut przydługa, przez co męczy - końcówkę ledwo wymęczyłem, bo tak mocno oddala od widza nadzieję na napisy końcowe, jak to tylko możliwe. Obejrzeć można, ale ostrzegam: nie zbliżać się bez jakichś używek w ręku i tylko na własną odpowiedzialność, bo film jest miejscami naprawdę ciężkostrawny w swojej kiczowatości.
3 / 10 (przy odpowiednim samozaparciu, dobrym humorze i z browarami pod ręką ocena może podskoczyć)
04-07-2011, 19:51
II Wicemiss Avatara 2010
Liczba postów: 3,195
Liczba wątków: 18
(04-07-2011, 19:51)Mefisto napisał(a): Land of the Lost...
4 / 10 (po browarach: 5 / 10)..
Ja oglądałem to ścierwo z połową kraty browarów wlaną w moje wątłe ciało, a i tak oceniłem go na 0 absolutne. Nie napisze dlaczego (bo nie pamiętam), ale to obok Dziedzica Maski jedna z największych kup jakie widziałem w życiu. I tylko obsady żal... Chociaż z drugiej strony - chyba czytali scenariusz, zanim podpisali kontrakty.
04-07-2011, 20:02
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,157
Liczba wątków: 67
No cóż - jak dla mnie momentami ten film jest tak abstrakcyjny, że aż fajny. Niestety tylko momentami, bo jak pisałem, ogółem nie trzyma się kupy.
04-07-2011, 20:43
Stały bywalec
Liczba postów: 13,272
Liczba wątków: 77
The Ward - powrót Carpentera za kamerę po 10 latach. Powrót wymęczony, pozbawiony iskry, dobrych pomysłów. W skrócie, fabuła prezentuje się jak w
Shutter Island - dosłownie copy&paste
Jedno trzeba Carpenterowi oddać - nawet jak kręci takie klopsy to kręci je klasycznie, bez dziwnych ujęć, z zerowym CGI i dobrą muzą. Szkoda tylko że cały koncept sypie się gdzieś w połowie, aktorstwo leży (szkoda patrzeć na Amber Heard która poci się ze stresu przy każdej wypowiadanej kwestii), charakteryzacja to jakiś żart, a brutalność występuje w śladowych ilościach. Niewiarygodne jak Carpenter się stoczył - od The Thing po takie ścierwa prosto do wypożyczalni (notabene, ten film będzie chyba nawet u nas w kinach).
2/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
05-07-2011, 12:30
Nowy
Liczba postów: 669
Liczba wątków: 0
U mnie w wypożyczalni The Ward już jest. Jakoś nie ma chętnych na oglądanie.
06-07-2011, 21:29
Fhtagn
Liczba postów: 5,327
Liczba wątków: 9
Babel - historia małżeństwa na wczasach, meksykańskiej opiekunki, rodziny marokańskich pasterzy i japońskiej nastolatki. O ile trzy pierwsze idealnie się łączą i doskonale współgrają, to już czwarta, z głuchoniemą nastolatką której zmarła matka i która pragnie seksu z przystojnym panem policjantem, bo pan dentysta kazał jej spieprzać jest zdecydowanie najsłabszym ogniwem i nijak nie pasuje do całości, przynajmniej w moim odczuciu. To, co jest naprawdę ważne w jej historii, pojawia się dopiero na sam koniec, więc... jak wspomniałem, to najsłabsza część filmu. Ogólnie bowiem Babel jest rewelacyjny, począwszy od nienachalnej i spokojnej muzyki, poprzez surowe zdjęcia a kończąc na grze aktorskiej. I nie mówię tu tylko o duecie Pitt-Blanchett, a o każdym aktorze i aktorce. Nawet w tym nieszczęsnym japońskim wątku.
8/10.
08-07-2011, 15:29
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,524
Liczba wątków: 374
The Adjustment Bureau - wyłączyłem po 20 minutach, więc nie mogę jednoznacznie ocenić :) :) Generalnie stwierdzam, że nie mam już sił oglądać hollywoodzkiego mainstreamu. Gorsze chyba tylko musi być oglądanie europejskiego mainstreamu w Cannes :)
09-07-2011, 14:06
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
Po pierwsze, jest temat o tym filmie.
Po drugie, głupi jesteś i tyle :)
09-07-2011, 14:08
Nowy
Liczba postów: 669
Liczba wątków: 0
Season of the Witch - taki film z Cage'em o transportowaniu jednej młodej pani do jakiegoś miejsca celem przprowadzenia na niej procesu o czary. Film jest miękki, milusi i łagodny, co biorąc pod uwagę potencjalną krwistość i straszność tematu, stanowi tak potężny dysonans, że niepomiernie mnie zirytował. Nicolas Cage może i nie gwarantuje już przyzwoitej jakości, ale Ron Perlman dawno nie grał w tak rzadkiej kupie.
Fabuła nudna i wtórna. Akcja sprowadza się do tej podróży z małymi przeszkodami. Potem jest, jak zwykle, zaskakujący twist, a potem film się na szczęście kończy. Bezjajeczne, bez charakteru i pomysłu.
Jedynie kilka ładnych scenerii (prosto z komputera) i ładna pani grająca rzekomą czarownicę. Nic więcej w tym średniaku nie ma. Do zapomnienia w pół godziny po seansie.
4/10
10-07-2011, 22:41
|