Stały bywalec
Liczba postów: 3,484
Liczba wątków: 39
(11-08-2011, 22:40)military napisał(a): a do tego GENIALNY Hackman
To chyba jego najlepsza (obok The Conversation) rola. A sam film faktycznie świetny, tylko trochę za bardzo czarno-biały (dosłownie).
Bodie: He's a cold motherfucker.
Poot: It's a cold world Bodie.
Bodie: Thought you said it was getting warmer.
Poot: The world goin' one way, people another yo'.
11-08-2011, 22:54
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Gigacz, Siedem obejrzałem chyba z 12 lat po premierze i miałem podobne odczucia - no dobre, tyle. Dupy nie urywa. Ale z każdym seansem mój szacunek do tego filmu rósł, i teraz mam już wyprany mózg i uważam że Siedem to jeden z najlepszych filmów wszech czasów. Join us.
11-08-2011, 22:54
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,524
Liczba wątków: 374
Cytat:Nie wiem co tu powiedzieć więcej.
Padnij na kolana i powiedz: "Błagam, nie rozwalajcie mi łba, przemyślałem swój błąd, już zmieniam ocenę na 10/10, proszę, nie bijcie!"
;)
11-08-2011, 22:55
Król świata.
Liczba postów: 1,667
Liczba wątków: 8
Myślę że jakbym obejrzał powiedzmy z miesiac wcześniej do to mojej 30ki do plebiscytu lat 90tych by i tak nie trafił - sentyment do innych by chyba wygrał :). Najbardziej podobała mi się konfrontacja przed drzwiami. Cisza, napięcie i nagle pościg :)
11-08-2011, 22:57
pernikovy tatko
Liczba postów: 3,354
Liczba wątków: 30
Zgadzam się, świetny film z dwoma wybitnymi scenami:
intro(tj. łazienka-pożar-zbrodnia),
i (SPOILER ALERT!):
11-08-2011, 23:04
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-08-2011, 23:05 przez Phlogiston2.)
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
A nawiązując jeszcze na chwilę do poprzedniego filmu, o którym pisałem, czyli o Wild at Heart - oto najlepszy kadr, walący klimatem po twarzy.:)
11-08-2011, 23:11
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-08-2011, 23:11 przez military.)
Stały bywalec
Liczba postów: 13,242
Liczba wątków: 77
Ksiądz 3D - najgorszy możliwy kotlet z Holly: przewidywalny, dziurawy, głupi, zagrany katastrofalnie (Bettany chyba już na stałe chce zostać Cagem nr 2), z żenującymi dialogami, scenami akcji tak durnymi że macki opadają (ktoś chyba zatrzymał się w erze Matrixa), z przepatosowanym soundtrackiem i cechą, która tylko podkreśla żenadę tego dziełka - film trwa 80 minut, a dłuży się niesamowicie. Końcówka to megakabaret. Nie polecam seansu nawet po 6 piwach.
0/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
12-08-2011, 10:04
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-08-2011, 10:05 przez Snappik.)
Fhtagn
Liczba postów: 5,327
Liczba wątków: 9
Co do Księdza... to niejaki Shyaporn doskonale streścił cały film.
12-08-2011, 10:10
Stały bywalec
Liczba postów: 5,651
Liczba wątków: 9
Cytat:z przepatosowanym soundtrackiem
Nie oglądałem, więc nie wiem jak wypada w filmie, ale poza obrazem słucha się tego świetnie. Naprawdę dobry soundtrack.
12-08-2011, 10:31
Red Crow
Liczba postów: 12,665
Liczba wątków: 50
Ils - czyli francuski thriller, o tym jak pewnej nocy ktoś robi sobie jaja z młodego małżeństwa, mieszkającego w znajdującym się na odludziu wielkim domu. Praktycznie bezkrwawy, budujący napięcie za pomocą zdjęć i dźwięku. Czasem zabrzmi też psychodeliczna muzyczka. Metody "jajcarzy" też nie należą do klasycznych. Ale najlepszy i tak jest następujący myk:
praktycznie przez cały czas nie wiadomo, kto zabawia się z bohaterami .
Ale najmocniejsza i tak jest końcówka. Brr.
7/10
12-08-2011, 10:32
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-08-2011, 10:33 przez nawrocki.)
Stały bywalec
Liczba postów: 13,242
Liczba wątków: 77
(12-08-2011, 10:10)raven.second napisał(a): Co do Księdza... to niejaki Shyaporn doskonale streścił cały film.
Rzeczywiście doskonale, kolo szeryf sparodiowany perfekcyjnie, a tekst z "first human vampire" wymiata ;) Tak, ten film jest głupi.
Jeszcze jedno - Ksiądz dostał PG-13, a we wstępie postacie ludzkie są przez wampiry rozrywane, głowy latają, krew tryska na boki, no ale to rysunki więc pewnie dla dzieci się nadaje. Ale spoko, pod koniec bohaterka grana przez Maggie Q już ewidentnie rozrywa przeciwnika na motorze w oku kamery:
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
12-08-2011, 10:33
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-08-2011, 10:34 przez Snappik.)
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
Snappik, bo to jest vampire violence, a wampiry nie istnieją. Ha! Poza tym dzięki, potwierdziłeś że film jest dokładnie taki, jak to zapowiadał trailer :)
Arthur [2011] - z początku koszmar. Totalnie nieśmieszne, prowadzone ciężką ręką, z irytującym Brandem, któremu wydaje się, że gra Jacka Sparrowa. Ale później robi się nieco lepiej, można się uśmiechnąć, gdzieś tam nawet okazuje się, że film posiada serce. Pomysł to jednak niewykorzystany i zbyt karykaturalny (mam uwierzyć że Art nie wie jak zaparzyć herbatę? serio?), z takimi właśnie bohaterami; jednym człowiekiem wśród tych wszystkich kreskówkowych chodzących klisz jest Naomi. Strasznie banalne, umiarkowanie zabawne, nawet sympatyczne, ale absolutnie nic by się nie stało, gdybym nie obejrzał.
12-08-2011, 11:33
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-08-2011, 11:25 przez Mierzwiak.)
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,524
Liczba wątków: 374
Snappik, ten kadr, który zapodałeś w spoilerze, został wygenerowany na kompie? Obrzydliwe, sztuczne gówno.
12-08-2011, 15:37
Stały bywalec
Liczba postów: 13,242
Liczba wątków: 77
W 50%, tak podejrzewam. To tylko jedno ujęcie, a potem jest drugie kiedy kończyny opadają na podłoże (to już na 100% nie CGI:)).
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
12-08-2011, 16:01
Dużo pisze
Liczba postów: 516
Liczba wątków: 6
Mierzwiak, z początku myślałem, że krytykujesz niezłą komedię Steve'a Gordona z 1981, sprawdziłem więc na imdb i widzę, że powstała nowa wersja. Nie zamierzam jej oglądać, bo ten pomysł (faktycznie banalny) wystarczył tylko na jeden film, o czym świadczy kiepska kontynuacja "Artura" z 1988 roku. Proponuję jednak pisać przy filmach rok premiery, aby nie dochodziło do nieporozumień ;)
13-08-2011, 10:41
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
Fakt, nie ostrzegłem od razu że to remake :)
13-08-2011, 11:24
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Harold and Kumar go to White Castle - niezłe, zabawne, nie nudzi, fajni bohaterowie, fajne występy cameo. Najlepsza scena: Ryan Reynolds i jego "But why?". :) Fajnie obejrzeć taką niewysiloną, równą komedię, choć nie jest to żadne arcydzieło gatunku. 7/10
13-08-2011, 20:51
Red Crow
Liczba postów: 12,665
Liczba wątków: 50
Stake Land - zmarnowany potencjał. Chociaż rozumiem, że było mało pieniędzy, no ale kurde, ten film nie ma fabuły. Ma tylko pomysł na film o świecie zaludnionym przez wampiry, ale cholernie słabo wykorzystuje ten fakt. Bohaterowie łażą, by dojść, a gdzieś w połowie filmu, kompletnie przestało mnie obchodzić, czy gdzieś dojdą, czy zeżrą ich wampiry. Kompletnie zepsuta końcówka (co za zbieg okoliczności...nie, to przecież nie może być zbieg okoliczności, to piekielna inteligencja, buhahha).
Pierwsze piętnaście minut intrygujące, potem już równia pochyła, aż do nieszczęsnych, ostatnich 20 minut.
5/10
13-08-2011, 21:17
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-08-2011, 21:17 przez nawrocki.)
Lord Snow
Liczba postów: 2,983
Liczba wątków: 8
The Wolfman (2010)
Kurde, szkoda. Skrypt nie jest zły, może nie dobry, ale dałby radę dla blockbustera; obsada taka sobie, ale Hopkins i Weaving mają charyzmę; CGI ssie totalnie, ale wilkołak sam w sobie wypada przekonująco, zwłaszcza przemiany. Kostiumy i scenografia to norma, za to charakteryzacja to jest świetna. A jednak jest to film marny, źle nakręcony i zmontowany. Nie ma wilkołaka = nie ma magii, nie ma to takiego klimatu gotyckiej powieści grozy, jak by sie chciało. Gdyby nakręcił to facet z jajami, a nie pizda Johnston...
3/10.
13-08-2011, 22:58
Fhtagn
Liczba postów: 5,327
Liczba wątków: 9
The Beaver - Mel Gibson w roli męża/ojca/prezesa firmy produkującej zabawki cierpiącego na depresję zmienia się nie do poznania, kiedy znajduje na śmietniku maskotkę przedstawiającą bobra. Po nieudanej próbie samobójstwa korzysta ze znalezionej maskotki, by odmienić swoje życie. Może brzmi to niezbyt ciekawie, a nawet żenująco, ale film nie jest zły. Widok Gibsona chowającego się za pluszowym bobrem i wręczającego karteczkę z wyjaśnieniem sprawia dziwną przyjemność. Film jest zarówno komedią (część scen z Melem/bobrem), jak i dobrym dramatem (druga część scen z Melem/bobrem, czy choćby relacje poszczególnych członków rodziny), jednak nie ma nic, co pozwoliłoby na dłużej zastanowić się nad naturą życia, czy czymś równie głębokim. Ot, obejrzeć, zapomnieć, by za jakiś czas wrócić, jeśli nic lepszego nie będzie do oglądania.
7/10
14-08-2011, 13:52
|