.
Liczba postów: 27,499
Liczba wątków: 60
Cytat:Może brzmi to niezbyt ciekawie
Dla mnie brzmi klawo i nikogo innego w głównej roli sobie nie wyobrażam.
Cytat:nie ma nic, co pozwoliłoby na dłużej zastanowić się nad naturą życia, czy czymś równie głębokim.
A od kiedy filmy z Melem były głębokie? One zawsze były po prostu zajebiste i świetnie się je oglądało.
Ja zobaczę dopiero w przyszłym tygodniu, ale odpowiedz mi na jedno, kluczowe pytanie - Mel Gibson gra Mela Gibsona, czy serio prezesa firmy produkującej zabawki?
14-08-2011, 14:52
Fhtagn
Liczba postów: 5,327
Liczba wątków: 9
Zależy, co rozumiesz pod pojęciem "Mel gra Mela" :) Mel jako ojciec i mąż w depresji jest obecny cały czas. Prezes firmy zabawkarskiej to tylko jego zawód, a w owej firmie jest tylko kilka razy w ciągu całego filmu (i widać wtedy, że zupełnie nie pasuje na szefa firmy).
14-08-2011, 18:19
.
Liczba postów: 27,499
Liczba wątków: 60
Myślałem, że wszyscy rozumieją o co mi chodzi z Melem grającym cały czas jedną postać :( w 9 na 10 filmów w których gra Mel jego postać jest tym samym szalonym, porywczym, ale stanowczym, dobrze wiedzącym czego chce od życia, nie owijającym w bawełnę, zajebistym kolesiem. To jak nazywać się ta postać i co robi nie ma w tych filmach żadnego znaczenia - Mel to Mel. Jedyne znane mi wyjątki to The River i Bounty(chociaż tam Mel też jest zajebisty). Rozumiesz? :)
14-08-2011, 21:50
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Collateral - po drugim seansie muszę powiedzieć, że to piękny film. Wizualnie - mistrzostwo świata. Historia - niezbyt mądra, ale trzyma za jajka do ostatniej minuty. Bohaterowie - kultowi. Sceny akcji - po prostu klasyka na miarę pościgu z Francuskiego łącznika czy Bullita, czy strzelaniny z Brudnego Harry'ego. Mann to absolutny geniusz reżyserii, jeśli chodzi o sensację. 9+/10
14-08-2011, 22:24
Fhtagn
Liczba postów: 5,327
Liczba wątków: 9
W takim więc razie Mel jest wrakiem człowieka do czasu odnalezienia bobra. Potem jest Melem w "przebraniu bobra", szalonym, stanowczym i pewnym siebie gościem, jeśli mogę tak napisać.
Harold i Kumar uciekają z Guantamo/O dwóch takich co wyszli na miasto - obejrzałem oba filmy niemal jeden po drugim, z małą przerwą. Luzackie kino w stylu obejrzeć i dobrze się bawić, jednak to część druga (Guantanamo) jest lepsza. Podróż urajanych kumpli w poszukiwaniu baru White Castle nie przemawia do mnie do końca, ot, sympatyczny filmik, ale lepiej sprawiłby się jako część czegoś większego. Ucieczka z Guantanamo z kolei to już jazda na całego bez trzymanki - jest dużo więcej scen, na których można się pośmiać bez zażenowania, bohaterowie też jakoś lepiej się prezentują, a i sama fabuła nie jest aż tak idiotyczna.
Guantamo 7/10
White Castle 6/10
15-08-2011, 10:38
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Harold and Kumar Escape from Guantanamo Bay - o ile część pierwsza była sympatyczna i sprawiała wrażenie, że powstała ponieważ ktoś miał POMYSŁ, tak dwójka jest wymuszonym, nieśmiesznym, nieoglądalnym kupsztalem, zrobionym ewidentnie na szybko i bez cienia oryginalności.
Niepotrzebnie to wszystko wulgarne (a pierwowzór wcale taki nie był aż tak "ostry") i prymitywne, całość jedzie na dowcipach o kutasach i sraniu, a w drugiej połowie scenarzyści najwyraźniej zapomnieli że robią komedię, bo żartów tam ze świecą szukać. Inteligentny obibok i niezdarny gik zmienili się w kompletnego debila i wkurzającego idiotę. Na dodatek film jest męcząco długi; nie ratują go nawet liczne i chętnie pokazywane pipy. Jeden z najgorszych sequeli wszech czasów. 2/10
15-08-2011, 15:07
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-08-2011, 15:08 przez military.)
Miami Vice
Liczba postów: 8,050
Liczba wątków: 43
Wilbur chce się zabić / Wilbur Wants to Kill Himself (2002) reż. Lone Scherfig
Jako że znawcą kina z poza głównego nurtu nie jestem to takie europejskie małe produkcje poznaje przypadkiem i z zaskoczenia. Ten film obejrzałem dzięki mojej bezsenności i uprzejmości TVP1 dającej ten film o godz. 00:20 :P
Film jak wspomniałem obejrzałem z zaskoczenia i było to miłe zaskoczenie, bardzo dobry dramat z elementami czarnego humoru. Mimo że są tu takie elementy jak próby samobójcze, śmiertelne choroby, bieda i stagnacja to film nie nuży, nie odpycha a daje do myślenia. Czasami warto zostać zaskoczonym ;)
Co to jest „FIUT”? FIUT to jest skrót moich zainteresowań „Film I Uwentualnie Telewizja”
バリバリ グシャグシャ バキバキ ゴクン
#Official James Francis Cameron and Christopher Johnathan James Nolan Hejter# :D
15-08-2011, 15:27
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-08-2011, 15:28 przez SonnyCrockett.)
Stały bywalec
Liczba postów: 3,408
Liczba wątków: 23
The Bridges of Madison County - mam taką teorię, że najlepsze filmy o miłości to takie, w których zwroty "kocham cię" czy "miłość" nie padają. Ten film należy do tej właśnie elitarnej grupy. Genialny romans, całkowicie pozbawiony tandetnych, kiczowatych zagrywek scenariuszowych i reżyserskich, z niesamowicie rozpisanymi i zagranymi postaciami, a do tego rzecz jest niesamowicie intymna i działająca na emocję widza. Scena ostatniej kolacji, patent z medalikiem czy też ostatnie ujęcie - byłem rozwalony. Warto również zauważyć, że znowu mamy tu garść charakterystycznych clintowych motywów - brak porozumienia z najbliższą rodziną, samotnika który odnajduje w sobie zdolność do przywiązania ię do innej osoby. Arcydzieło - gdybym obejrzał wcześniej, film ten znalazłby się na wysokim miejscu wśród moich plebiscytowych głosów (swoją drogą, znowu rok 1995 :) ). Oglądać - nawet Mentalowi powinno podejść.
Why are you firing wallnuts at me?
15-08-2011, 19:12
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,524
Liczba wątków: 374
jarod, wszystko ok, ale "kocham cię" jednak pada ;) - zaraz na początku filmu w scenie w kuchni, kiedy córka czyta list znaleziony w depozycie swojej zmarłej matki.
15-08-2011, 22:28
Stały bywalec
Liczba postów: 3,408
Liczba wątków: 23
No dobra, ale w wiadomym kontekście nie pada :-)
i taka fajna teoria poszła się... :-)
W sumie dziwię się, że znasz ten film.
Jeremiah Johnson - - Robert Redford jako traper znaczy się, reżyseruje Pollack, scenariusz pisze Millius. Tak, film jest dokładnie tak rewelacyjny, jak na to wskazuje połączenie tych trzech nazwisk. Przygodówk w drugiej części idaca w kierunku egzystencjonalistycznych rozkminek plus "kino zemsty" plus typowe dla milliusa nietzsche'owskie motywy "ewolucji wybitnej jednostki", które facet później rozwinie w Conanie. Plus genialne zdjęcia i takiż soundtrack, z kapitalnymi piosenkami ilustrującymi poszzególne kluczowe etapy fabuły. Film w USA klasyczny, w Polsce raczej mało znany - ja bardzo polecam. U mnie 10/10.
Why are you firing wallnuts at me?
15-08-2011, 22:40
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-08-2011, 22:45 przez jarod.)
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,524
Liczba wątków: 374
Cytat:W sumie dziwię się, że znasz ten film.
Co ty tam o mnie wiesz. Nic :) :) "The Bridges of Madison County" to zajebisty film, 10/10, kiedyś chciałem o nim napisać, ale cienko mi wychodzi pisanie o takich filmach, więc wybrałem milczenie :)
15-08-2011, 23:12
Stały bywalec
Liczba postów: 13,241
Liczba wątków: 77
The Tunnel - dobry klimat, niezłe aktorstwo jak na anonimów z ogródka sąsiada, scenografia samograj i w sumie przyjemna realizacja (film na dobre rozkręca się w okolicach 40 minuty, ale wcześniej to ciekawy dokument). Jedyne co mógłbym mu zarzucić to brak jakiejkolwiek sceny, po której spadłbym z fotela, całość jest po prostu ograna i schematyczna, a końcówka to pójście na łatwiznę.
6/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
16-08-2011, 09:04
Dużo pisze
Liczba postów: 516
Liczba wątków: 6
Pełna zgoda co do "Jeremiah Johnson". Genialny film, nie ma w nim ani jednego schematycznego ujęcia.
16-08-2011, 17:15
The Oilman
Liczba postów: 577
Liczba wątków: 0
Glengarry Glen Ross - kapitalny film, którego głównym atutem jest maestria dialogu. Dzięki scenariuszowi obraz ma mnóstwo energii i nie pozwala na nudę. Do tego mocarna obsada, z której podobał mi się najbardziej chyba Jack Lemmon, ale oczywiście nic nie przebije 5 minutowego wystąpienia Baldwina, które najbardziej pozostaje w pamięci po seansie. W sumie świetne, emocjonujące gadane zaowocowało kinem z najwyższej półki.
9/10
"I have a competition in me. I want no one else to succeed. I hate most people." - Daniel Plainview
16-08-2011, 20:49
pomazaniec boga VHS-ów
Liczba postów: 2,089
Liczba wątków: 3
22 kule
Hasło ?zabili go i uciekł?, odnoszące się do postaci z filmów akcji, którym serie karabinowe niestraszne, twórcy ?22 kul? potraktowali aż nazbyt dosłownie: głównym bohaterem jest tu Charly Mattei, były mafijny boss, skazany na śmierć przez dawnego przyjaciela, a obecnie największą gangsterską szychę w Marsylii. Mattei zostaje rozstrzelany przez grupę bandziorów, w jego ciele lądują tytułowe 22 kule, ale oczywistym jest, że to nie koniec życia bohatera granego przez Jeana Reno.
Tu pojawia się pierwszy problem. ?22 kule? mają tak karkołomny pomysł wyjściowy, że nawet pięciolatek miałby spore problemy z zawieszeniem niewiary. Grupa uzbrojonych bandytów-profesjonalistów i żaden nie trafił w punkt witalny?! No ludzie! Jeśli jednak przebolejemy tę piramidalną bzdurę, dalej jest tylko lepiej ? Mattei wymierza zemstę bez litości, a jako, że ?22 kule? to europejski film, głównego bohatera nie krępuje żadne MPAA. Jest krwawo, brutalnie, momentami bardzo tandetnie (pościgi nakręcono w przyspieszonym tempie i nawet nie próbowano tego ukryć), a na koniec dostajemy kilka banałów o tym, jak trudno zerwać z gangsterską przeszłością. Niczego nowego tu nie ma, ale jako czysto rozrywkowy sensacyjniak, ?22 kule? spisują się całkiem nieźle.
5/10
Drive Angry 3D
Nie wiem, czy efekty specjalne miały wyglądać, jakby odpowiadali za nie ?specjaliści? z wytwórni Asylum, czy to po prostu skutek zbyt niskiego budżetu. Nie wiem, czy cięcia montażowe są tak niechlujne, by naśladować filmy grindhouse, czy reżyser miał zwyczajnie gdzieś tego typu pierdoły. Wiem natomiast, że Nicolas Cage jako uciekinier z piekła to najlepiej obsadzona rola roku, a William Fichtner bawi się swoją postacią z taką energią, że aż chciałoby się, żeby ktoś nakręcił o Księgowym osobny film. Jak na grindhouse-wannabe jest całkiem nieźle, bawiłem się dobrze, ale mam przeczucie, że z tego konceptu można by wycisnąć trochę więcej.
6/10
"to że gej sobie nie może wziąć ślubu to jest sprawa kościoła" - vast
17-08-2011, 01:45
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,124
Liczba wątków: 67
Limitless - baja do śniadania. Wizualnie ładna, ale przekombinowana - w dodatku ujęcia, w których coś przechodzi w coś, przechodząc w coś są zdecydowanie nadużywane. Historii brakuje też jakiegoś pazura, a końcówka jest zwyczajnie idiotyczna. Ale generalnie ogląda się dobrze, a Cooperowi udaje się zainteresować widza swoim losem przez większość czasu. Szkoda tylko, że scenarzyści, tudzież producenci nie zażyli takiej pigułki, jaką próbują nam tu opchnąć - wtedy być może dostalibyśmy znacznie lepszy produkt.
6 / 10
17-08-2011, 02:39
The Oilman
Liczba postów: 577
Liczba wątków: 0
Conan the Barbarian (1982) - w końcu klasyk obejrzany, jednakowoż nie zachwycił mnie. W pierwszej połowie czasami przynudzał, potem się to już nawet rozkręciło. No i myślałem, że Arnie tu będzie takim wymiataczem, z którym nikt nie ma szans, a on często jakieś miny głupie strzelał albo jak był chyba odurzony jakoś walnął wielbłąda po mordzie. Niemniej jednak w całym filmie rządzi świetny, emocjonujący soundtrack genialnie skomponowany pod kino fantasy - najlepszy fragment jak odbijają księżniczkę. Mimo wszystko oprócz muzyki i powiedzmy niezłego klimatu niczego innego wartego zapamiętania Conan the Barbarian mi nie zaoferował, a szkoda, bo liczyłem na więcej, ale pamiętać go i tak będę ze względu na początek kariery Arnie'go.
7/10
"I have a competition in me. I want no one else to succeed. I hate most people." - Daniel Plainview
17-08-2011, 10:35
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-08-2011, 13:23 przez Berus.)
^^
Liczba postów: 5,286
Liczba wątków: 73
Balzac i Mała Chinka - dwóch przyjaciół trafia do obozu reedukacyjnego w Chinach. Tam poznają córkę krawca w której się zakochują. Opowieść o miłości do książek, sztuki i kobiet. Ukazanie potęgi literatury i jej wpływu na życie oraz ignorancji wyznawców Mao. Bardzo przyjemne kino, z ładnymi plenerami, dobrym aktorstwem i świetnym scenariuszem.
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2
17-08-2011, 13:25
Kubek-Marzyciel
Liczba postów: 277
Liczba wątków: 1
Jagodowa miłość (My Blueberry Nights) 2007 r., reż. Kar Wai Wong
Mi się ten film najzwyczajniej w świecie nie spodobał. Powodów jest wiele. Ten pierwszy i najważniejszy - to nuda. Film jest po prosu nudny. Niby mówi o wielkim uczuciu, jakim jest miłość oraz o cierpieniu młodej kobiety, którą porzucił chłopak. O poszukiwaniu miłości i swojego miejsca na ziemi. O przyjaźni z pewnym właścicielem baru Jeremym. O niesamowitym spotkaniu z Leslie. A i tak nudno i nudno. Aż dziw bierze, bo i temat ciekawy i aktorzy wyśmienici: Jude Law, Natalie Portman, Rachel Weisz, Norah Jones. A wyszło tak lichutko i nijako. Zaledwie kilka zdjęć pięknych, kilka scen dobrych. Przykro.
Moja ocena 5/10
17-08-2011, 17:54
^^
Liczba postów: 5,286
Liczba wątków: 73
Kilka zdjęć pięknych? Jeżeli chodzi o zdjęcia to ja byłem zachwycony przez cały czas. Zdjęcia, kolorystyka, nastrój. Do tego świetna muzyka i ciekawa fabuła. Ja nie nudziłem się ani przez chwilę.
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2
17-08-2011, 18:54
|