Krótka piłka, czyli mini-recenzje
The Dead - Afryka. Zmarli wstają z grobów, żywi nie mogą sobie poradzić z trupami pragnącymi ludzkiego mięsa. Szybka ewakuacja sprawia, że samolot nie zostaje zatankowany do pełna i wkrótce silniki przestają działać. Z katastrofy cało wychodzi trzech ludzi, samych na nieprzyjaznym terenie pełnym żywych trupów, a my oglądamy bardzo dobry film w klimacie klasycznych żywych trupów. Zombie są wolne, poruszają się ospale, ale przypominają w tym górę lodową - powoli, bez pośpiechu, ale skutecznie i do przodu. Ludzie są tutaj ofiarami i wszystkimi siłami walczą o przetrwanie. Minimalistyczny film, dialogów bardzo mało, muzyka oszczędna, budżet też nikły. Krew jest, przemoc jest, żywe trupy są. W porównaniu do kupsztala Romero (Survival of the dead, gdzie zombie radośnie jeździł na koniu) The Dead to zajebisty kawał kina. Nic, tylko oglądać i się cieszyć.
[Obrazek: 7332208.3.jpg?l=1278642574000]
7/10

Odpowiedz
The Room - ja pier... słyszałem o tym filmie różne legendy, ale tak złego shitu się nie spodziewałem jednak. Co prawda w kategoriach polewki przy drinku z kolegami film sprawdza się wyśmienicie, niemniej sam w sobie jest jedną z największych kup, jakie miałem nieprzyjemność zobaczyć. W dodatku w pale się nie mieści na co poszło tu 6 mil. $

1 / 10, bo niżej się nie da, a szkoda

Submarine - urocze, przyjemne indie. Co prawda główny bohater jest odrobinkę irytujący i już w pierwszej scenie robi niewybaczalny błąd - patrzy wprost w kamerę/na widza - niemniej całość jako taka naprawdę fajna, choć parę wątków można było dopracować.

8 / 10, może nawet lekko naciągane
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
The Room jest tak rozpieprzająco nieporadny, że trudno go nie lubić. Tym bardziej, że pod względem realizacji jest jak najbardziej OK. Przez to dysonans między częścią techniczną a, ehm, artystyczną jest jeszcze większy. I jest fun.:) 1/10 i 10/10 zarazem. Nieee, żartuję. 1/10. Ale z uśmiechem.:)

Tak w ogóle to Wiseau teraz twierdzi, że to film celowo cienki, że robił komedię, że ta choojnia jest zamierzona. Stracił wiele w moich oczach. Wolałem go jako grafomana nieświadomego.

Odpowiedz
Pod względem realizacji film jest ok? Oglądałeś go w ogóle? :D Przecież technicznie Klan ma lepszy poziom. W The Room leży wszystko z dźwiękiem i montażem włącznie - jedynie CGI jako tako się broni, ale takie CGI to miał 20 lat temu Pan Kleks :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Czekaj, jakie CGI? Czy my mówimy o tym samym The Room?:)


Odpowiedz
Nom, wszystkie sceny na dachu, widoki zeń i w ogóle to przecież komputer i blue screen :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
...? Serio? Ym... No głupio powiedzieć, ale nie zorientowałem się.

Jesteś pewny? Bo serio, nie wydaje mi się.



To jest bluescreeen?!

Odpowiedz
Oczywiście, że tak - nawet jak się dobrze przyjrzeć widać niewielkie otoczki wokół tej "szopy" co udaje wejście na dach :) Cały widok za bohaterami jest dorobiony - nie zdziwiłbym się, gdyby scenę tą kręcili na jakimś dwupiętrowcu albo i na ulicy :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
No ok, teraz mam wątpliwości, głównie przez szopę, ale do tej pory nawet nie przeszło mi to przez myśl. Po prostu nie zwróciłem uwagi. Nawet nie sądziłem, że mogliby chcieć to zrobić na bluescreenie zamiast po prostu wejść na dach. Tak czy siak - jak dla mnie to jest jak najbardziej spoko efekt.

Odpowiedz
Myślę, że mogli by mieć problem ze znalezieniem dachu z takim widokiem :) nawet nie jestem pewny, czy to jest widok tego samego miasta :D


The Goonies - czyli kolejny 'klasyk', którego nie widziałem całe dekady. Czy wytrzymał próbę czasu? I tak, i nie... Tak, bo klimacik, postaci i chemia między nimi, oraz atmosfera wieeelkiej przygody i humor wciąż tu jest. Na plus także akcja - w tym filmie przez cały czas coś się dzieje i trudno się nudzić - oraz muzyka, które są po prostu kapitalne.
Nie, bo mimo wszystko pewne elementy są tu już bardzo archaiczne, a i po latach zupełnie inaczej (gorzej) się ten film odbiera. Masa głupot i nielogiczności aż kłuje w oczy, do tego dochodzi lekka przewidywalność i brak większego zaskoczenia, zbyt lajtowa atmosfera (finalna potyczka to jakiś żart jest) i ta ciągła sweetaśność, która osiąga apogeum w miałkim finale, od którego aż brzuch boli. W dodatku co drugi bohater zachowuje się, jak kretyn, co może spowodować kilka facepalmów. Niemniej jako całość jakoś się to nie rozłazi i zapewnia niezłą rozrywkę, o ile zdoła się przymknąć oczy na niektóre rzeczy. Na szczęście tempo i lekkość filmu bardzo to ułatwia.

sentymentalne 7 / 10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
The Zombie Diaries - kilka historyjek połączonych w jedną, zgraną całość. Taka antologia, można powiedzieć. Otóż na świecie pojawił się tajemniczy wirus, który sprawia, że ludzie stają się żywymi trupami. Grupa dziennikarzy kręcąca materiał, amator filmowiec i gość, który znalazł gdzieś kamerę rejestrują wszystko, co się dzieje. Niewielki budżet, naturalne plenery, tak uwielbiany przeze mnie minimalizm, mocarny angielski akcent tubylców, powolne i śmiertelnie niebezpieczne zombie, które może i w pojedynkę nie są zagrożeniem, ale w gromadzie to już problem, klimat klimat i jeszcze raz klimat.

World of the Dead - the Zombie Diaries - część druga powyższego filmu. W przeciwieństwie do pierwszej części jest tu większy budżet, większy rozmach, więcej akcji, mniej sensu i mniej frajdy. Niestety, ale to, co mnie urzekło w Zombie Diaries, to minimalizm i realizm, a tutaj tego brakuje. Tym razem śledzimy wydarzenia z punktu widzenia wojskowego dokumentalisty i jego oddziału (oraz jednej bohaterki z poprzedniej części), który stara się przeżyć w świecie po zagładzie.

Odpowiednio 7/10 i 6/10.

Odpowiedz
Romper Stomper - banda skinheadów siedzi w magazynie i pieprzy od rzeczy, Russell Crowe gada o Mein Kampf, okazjonalnie napieprzają się z chinolami (najlepsze scena w filmie) i tym podobnie, typowe dla psycholi zabawy. Oczywiście, w sielankę zawsze wkrada się "niespodziewany" dramat, który zmienia wymowę całego filmu, pokazuje, że rasizm jest be, że miłość jest silniejsza od nienawiści i tym podobne gówno. Do tego dochodzą maksymalnie denerwujące filtry na obiektywie (weźcie najbardziej niebieski film świata - Incepcję - i pomnożcie przez sto - tak właśnie wygląda Romper Stomper).

5/10

Odpowiedz
Jestem miłością - film wyreżyserowany perfekcyjnie. Jest to jeden z najładniejszych filmów jakie widziałem. Zdjęcia, scenografie i kostiumy wyglądają obłędnie. Na ten film po prostu trzeba patrzeć i cieszyć się widokami wspaniałych wnętrz, ulic włoskich ulic czy też włoskiej prowincji. Powolne tempo opowieści pozwala skupić się na obrazach i je podziwiać. Film w całości podporządkowany jest obrazowi dlatego jeżeli chodzi o fabułę to nie ma co liczyć na coś ciekawego. Scenariusz jest przewidywalny, a sama fabuła średnio ciekawa. Za to aktorstwo bardzo dobre, a Tilda Swinton jak zwykle perfekcyjna. Film polecam tym którzy lubią sobie popatrzeć na ładne widoki :) 7/10
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2

Odpowiedz
Buty nieboszczyka - Nietypowy film o zemście - kameralny, klimatyczny, bez zbędnego gloryfikowania mściciela. Reżyser sprytnie wyjaśnienie motywów zostawił na koniec, przez co końcówka jest o wiele bardziej dramatyczna, a wcześniejsze wydarzenia nabierają innego wymiaru, poprzez zastosowanie prostego myku narracyjnego, który, mimo to, nawet mi zaimponował.

7/10


Fucking Amal
- Są dwie laski: jedna puszczalska dziewica, druga nudna jak flaki z olejem, woląca dziewczyny, przez co jest zamknięta w sobie i nie ma przyjaciół (ojej!). Oczywiście, dziewuszki się zakochują, a potem następuje już ciąg scenek, ukazujących następstwa tej miłości. Ehhh. Po ca ja to obejrzałem? Wszystko to do przewidzenia po pięciu minutach, postacie mają w sobie tyle charakteru, co przeciętna nieoheblowana decha, technicznie film jest koszmarem, a jedynie zakończenie, w którym reżyser nie poszedł na łatwiznę, w jakiś sposób mi zaimponowało. Reszta do spuszczenia w klozecie.

3/10

Dziwolągi - Godzina czekania na te "przerażające" sceny, które...kurva, rzeczywiście są przerażające! Wcześniej mamy prościutką historyjkę, której poznawanie nie przyniosło mi nawet grama satysfakcji. Fajnie, że to wszystko urozmaicili tytułowymi dziwolągami. Do dziś mam ciary na plecach, jak przypomnę sobie tego karła z twarzą dziecka. Jezu...

5/10


Odpowiedz
Monte Carlo, 2011 r., reż. Thomas Bezucha

Najbardziej zaskoczyło mnie to, że ten film nie ma żadnego podtytułu. Podtytułu wyjaśniającego dodam. Na przykład Monte Carlo czyli Grace w opałach, albo Grace w mieście hazardu. Albo Monte Carlo -Teksańskie dziewczyny na Riwierze Francuskiej. Jestem po prostu zdumiona. Może dlatego, że film jest tak beznadziejny i dystrybutor założył, iż nikt go nie obejrzy, więc ?nie wysilił? się przeto. Film obejrzałam, bo musiałam. Najpierw obejrzałam połowę, bo już nie mogłam. Po tygodniu zmusiłam się, by dokończyć. To nie jest film dla mnie. Ja nie znajduję w nim nic, co mogłoby być warte zapamiętania. Żadnej refleksji, żadnej zadumy, żadnego wspomnienia. Nawet nie ma czegoś takiego, o czym można byłoby powiedzieć: ale fajne, ale ładne, ale super. Widoki oklepane, można powiedzieć nawet, że banalne, bo takie jak na pocztówkach. Hotel jak hotel. Bogactwo, jak bogactwo, w każdym filmie amerykańskim można je zobaczyć. Zatem film nie wzrusza i nie oczarowuje. Po prostu nic. Pustka. Ugór. Wynudziłam się na tym filmie, jak diabeł na pokucie. O aktorstwie nie będę wspominać, bo sił nie mam. Zresztą nawet nie wiem, czy ono w ogóle było. Jakieś dziewczęta występowały, ale czy grały?

Moja ocena 1/10

Odpowiedz
The Beaver - pomysł na film iście kuriozalny, ale dzięki Melowi oraz niezłej reżyserii Foster obraz broni się, chłonąłem go do ostatniej sekundy. Jedynie wątek synalka i jego dziewuchy wydaje się być zrobiony od linijki, tylko że Yelchin i Lawrence wycisnęli z tych postaci wszystko co się dało. W sumie to nie jest nawet komedia, tylko przerażający dramat kolesia, który chowa się za maskotką i tworzy dystans do siebie i rodziny. Pomijając trochę sztampowe zakończenie, mocne 8/10.

Bereavment - postHostelowa kiła, ciągnąca się jak ser na pizzy. Nie mam pojęcia jakim cudem reżyser chciał udanie rozciągnąć tak trywialny motyw jak tortury na godzinę i 45 minut, ale mu się zwyczajnie nie udało. Film przesycony jest niezłą dawką sadyzmu w stylu "wbiję ten nóż 30 razy w twoje ciało, a następnie poprawię jeszcze 15 razy", ale fabularnie i aktorsko leży od początku do sztampowej i beznadziejnej końcówki. Co najgorsze, jedną z głównych ról zagrał Michael Biehn i występ takiego kultowca w tym syfie ogląda się z bólem na sercu. Jego wątek kończy się beznadziejnie. Jedyną w zasadzie atrakcją są sterczące od zimna sutki dziewuchy, która przez pół seansu chodzi w lekkiej koszulce oraz kilka pojedynczych ujęć rodem z jakiegoś Teksańskiej masakry. Tak w ogóle to kolo który zrobił te film ma o sobie wysokie mniemanie. Otóż kilka lat temu zrobił jakiegoś tam tandetnego slashera dołączonego do Pani Domu, a teraz twierdzi że Bereavment to prequel. No nieźle.

1/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Savage
W końcu obejrzałem. Ciężko napisać cokolwiek, żeby nie spojlować. Bardzo niestandardowy film zemsty. Więcej tu dramatu niż akcji jako takiej, ale końcówka jest masakryczna (dosłownie i w przenośni). Jednak prawidłowo porusza kwestie tępych buraków napadających na ludzi bez powodu. Oceny na razie nie wystawiam.
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
Don't Be Afraid of the Dark - mała dziewczynka wprowadza się do starego domu, odkrywa, że w piwnicy są wredne gremliny, jej ojciec, gość z Memento, nie wierzy w to, żona rąbniętego scjentologa z czasem zaczyna wierzyć, ale oczywiście gdy jest już za późno żeby coś z tym zrobić. Zresztą nieważne, gremliny wcale nie są takie straszne, w zasadzie to są dość urocze, bo jak tu się bać czegoś, co można zdeptać butem, a do tego wydaje z siebie "złowieszcze": sesese. W 3/4 filmu zacząłem się już trochę niecierpliwić kiedy to się skończy, trochę mi przeszło w finale, jak już zaczęło się coś konkretnego dziać, ale jakiegokolwiek zainteresowania losem bohaterów nie zaobserwowałem do samego końca.

Odpowiedz
Slacker - Richard Linklater - Ależ ten facet ma niesamowite ucho do dialogów! To właśnie one tworzą w 99% procentach ten film. Miejscami miałem nieodparte wrażenie, że ekipa jechała bez scenariusza, dostając tylko temat rozmowy. Mieliście kiedyś taką sytuację, kiedy przypadkowo podsłuchaliście czyjąś rozmowę (np. w autobusie, czy pociągu) i chcieliście posłuchać jej do końca? Właśnie taki jest ten film - kamera podąża za kolejnymi bohaterami, którzy wciąż rozmawiają, dyskutują, kłócą się, przechodząc od tematu do tematu. Ale największa zaleta jest też największą wadą, bo film praktycznie pozbawiony jest jakiejkolwiek historii, czy bohaterów - żaden nie pojawia się na więcej, niż dwie sceny. Ale pomimo tego, warto ten film obejrzeć. Szczególnie polecam osobom, które do tej pory nie miały styczności z Linklaterem.

7/10


Hesher - Film familijny dla dorosłych. To chyba będzie najlepsze określenie dla tego filmu. Włączcie jakiś film na Polsacie w niedzielne popołudnie i wyobraźcie sobie, żeby dodać do niezobowiązującej, dennej sielanki postać taką jak Hesher - mającego wszystko w dupie, chamskiego dupka, który jednak ma w sobie sporą dozę wrażliwości i swoistej życiowej mądrości - a szczęśliwą rodzinkę podmieńcie na rozbitą nagłą śmiercią matki, gdzie ojciec popada w apatię, a syn zaczyna świrować. Powoli wyłania się wam obraz tego filmu. Teraz wystarczy dorzucić znakomite, miejscami ocierające się o geniusz dialogi (szczególnie, kiedy na scenie pojawia się Gordon-Levitt, w znoszonej koszulce, z długimi, tłustymi kłakami i bladą, nieogoloną gębą) i nieobecne w debilnych familijnych kupsztalach emocje, które czuje się, jak napieprzają w widza prosto z ekranu. Oczywiście, nie każdemu może przypaść taka konwencja do gustu. Bo oprócz postaci Heshera, nie ma tutaj praktycznie nic oryginalnego, czego kino nie widziało już wcześniej. Ale! Film jest tak świetnie wyreżyserowany, kolejne sceny bardzo szczere (pomimo kilku nieprawdopodobieństw), a klimat, im bliżej końca, tym bardziej gęsty, a z początkowego komediodramatu, Hesher zmienia się w rasowy dramat - co z tego, że bardzo schematyczny? Tytułowa postać wynagradza wszystko, zapewniam. A jeśli to nie wystarcza, w tym filmie, gra Natalie Portman, która kreuje kompletnie odmienną postać od tej z Black Swan, notabene kręconego w tym samym roku. No i Rainn Wilson po raz kolejny udowadnia, że nie będzie Dwight'em z "Biura" do końca kariery.

8+/10



Mój przyjaciel Hachiko - Wyciskacz łez, ale nie stawiający na taniochę, co bardzo się chwali. No i kilka razy byłem bliski tego, żeby się wzruszyć, więc film chyba spełnia swoje zadanie całkiem nieźle. Richard Gere się ładnie starzeje.

6/10

Król Nowego Jorku - Surowe, brutalne, proste kino - czyli takie, które lubię. Walken wychodzi z ciupy i robi porządki w mieście. Bez sentymentów, bez zbędnych gadek, które zastępuje seria z karabinu. 10-minutowa sekwencja pościgowo-strzelana w strugach deszczu - za takie sceny kocham Abla Ferrarę.

8/10

Odpowiedz
Yi yi - Edward Yang

Dramat. Oj tak - to jest dramat, dla widza.
Jedyna jako tako interesująca rzecz to kwestia robienia przez dzieciaka zdjęć głów od tyłu - ciekawy koncept. Poza tym nie mam pojęcia co może zainteresować w tym filmie.
Gdy ktoś napisze 'film dobry bo polski' to jest zjechany od góry do dołu, ale za to tajwański film może być dobry bo jest 'egzotyczny' (co zawiera się jedynie w miejscu akcji i nic poza tym)? Nikt tak oczywiście w swojej opinii o tym filmie nie napisał, ale nie wiem w czym innym może zawierać się interesujący dla polskiego widza pierwiastek.
Przykładem ilustrującym beznadziejność tego filmu jest scena gdy jeden z bohaterów przypuszczalnie robi sobie krzywdę w łazience. Żona nie może się tam dostać. W końcu jakoś wyważa drzwi, dostaje się do środka i zaczyna wrzeszczeć i lamentować. Podczas całej tej akcji kamera pozostaje w korytarzu i nie pokazuje nic z powyższego (słychać jedynie łomotanie i lamenty kobiety). Skoro scena nie była warta pokazania to po co w ogóle ją kręcono? To pytanie można odnieść do całego filmu.
Bohaterów jest sporo - wszyscy jakoś powiązani ze sobą, ale istniejący jakoby w innych płaszczyznach - żadnej większej interakcji nie stwierdzono.
Nie poznałam się na geniuszu Yanga. Drugi raz podchodzić nie zamierzam.
"I think we can put our differences behind us. For science. You monster."

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,247 243,663 12-05-2026, 00:28
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,945 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,268 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,453 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,756 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,438 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 723,858 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,333 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 327 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości