Krótka piłka, czyli mini-recenzje
The Debt - thiller/dramat twórcy Zakochanego Szekspira. W sumie nie spodziewałem się wiele i właściwie nie rozczarowałem się specjalnie. Niby wszystko fajnie. Temat ciekawy, parę naprawdę dobrych scen, niezła ekipa aktorów itp. itd. Co z tego jednak, gdy bohaterowie toczą ze sobą tak mdłe i banalne dialogi. Do tego słabe zakończenie. Typowy średniak.

6+/10
Twenty dollars! Let's go da movies!
------------
Sklep hand made sprzyja dobremu samopoczuciu. A najfajniejsza jest Tekstokracja, a także pierwszy taniec!

Odpowiedz
Tales from the Script - około 50 scenarzystów opowiada o tym, jak to jest być scenarzystą w Hollywood. Żadnej narracji, tylko tytuły poszczególnych rozdziałów i rozpoczynające je sceny z filmów w których pojawił się wątek scenopisarstwa, poza tym głowy, głowy i jeszcze raz gadające głowy. Ale rzecz to fascynująca i ciekawa, choć bardzo pobieżna, wszak opowieści tylko jednego scenarzysty mogły by posłużyć za podstawę pełnometrażowego dokumentu. Niemniej warto, choćby po to by zobaczyć kim są ludzie odpowiedzialni za niektóre gnioty ;]

Odpowiedz
Kill the Irishman - wha tuż to istny Reunion obsady dziadków z Goodfellas , Kasyna, Sopranos razem wziętych. Historia dość prosta i dobra << ciężko pracujący Irlandczyk z jajami staje na czele związków robotniczych współpracując równocześnie z mafią okradającą kontenery portowe. Jak to mafie przystało staje się zbyt zachłanna w swoich poczynaniach a Irlandczyk do pewnego momentu nie daje sobie już pluć w twarz. Dochodzi do krwawej konfrontacji. Wszystko oparte na faktach poprzeplatane archiwalnymi nagraniami z tamtych lat. Niestety zabrakło tu większego budżetu. Wszystko zrobione z rozmachem HBO i Hallmarkowym oświetleniem. 6+/10 ale mogło być znacznie lepiej szkoda takiej historii na nisko budżetowy film.

Odpowiedz
Dziewczęta w mundurkach (Mädchen in uniform, 1958 r.), reż. Geza von Radvanyj

Niestety film ten nie przypadł mi szczególnie do gustu, mimo wspaniałej gry młodziutkiej i jakże uroczej Romy Schneider. No właśnie Romy. Jest taka słodziutka i taka niewinna jak Sissy, której tak bardzo nie lubię. Ta słodycz jest dla mnie nie do wytrzymania. Na szczęście aktorka szybko to pojęła i zrezygnowała później z grania takich niewinnych i lukrowanych dzieweczek. W tym filmie pokazuje swój talent na tyle, na ile pozwolili jej twórcy. Materiał był bowiem świetny na film, ale został dziwnie spłycony i przez to całość nie ma takiego wydźwięku, jakim moim zdaniem mogłaby mieć. Oczami wyobraźni widzę to, co mogłaby zrobić z tą rolą np. Audrey Hepburn. Bronię jednak Romy, gdyż widać, że dała z siebie wszystko. Film więc tylko dla miłośników tej aktorki.

Moja ocena 6/10

Odpowiedz
Rampage. Szaleństwo (2009) - Obiecujący początek, zapowiadający coś naprawdę dobrego, trochę rozczarowujący środek i słaba końcówka. Denerwuje też praca kamery (kamerzysta z Parkinsonem) i łopatologiczne przemowy głównego bohatera, podobnie jak jego kumpla. Ale poza tym, spore zaskoczenie, no bo przecież to film Uwe, najgorszego reżysera świata, w powszechnej opinii. A gówno prawda, bo facet jak chce, to potrafi.

6/10


Flypaper (2011) - Niepotrzebnie przekombinowana miejscami, nawet zabawna, ale w gruncie rzeczy szybko wypadająca z głowy komedia. Widać, że scenarzyści trochę się zapatrzyli na Ritchiego i Singera, zauważyłem też sporo podprowadzeń ze Smokin Aces Carnahana. Ale generalnie filmik spełnia swoje zadanie - można obejrzeć przy piwku, w gronie sprawdzonych znajomych.

5/10

Odpowiedz
Story Of Ricky - [Obrazek: facepalm.png]

Myślałem, że będzie kiczowato i zabawnie. Było kiczowato.
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2

Odpowiedz
Covenant, The - słabiutki horrorek, którego reżyserem jest Renny Harlin. Zero strachu, irytujący do bólu bohaterowie, brak jakiegokolwiek przytupu, czy ikry; na szczęście film mi szybko minął, a i realizacyjnie ujdzie w tłoku.

3/10
"I have a competition in me. I want no one else to succeed. I hate most people." - Daniel Plainview

Odpowiedz
The Help - dobry, acz do bólu klasyczny i mocno społeczno-oscarowy film. Fabuła idzie więc jak po sznurku, kolejne wydarzenia raczej nie zaskakują (poza dwoma scenami, których sekret nie kryje się jednak w narracji), a na koniec dostajemy ckliwy happy end, który musiał nadejść. W dodatku bohaterki są tu czarno-białe (dosłownie i w przenośni), a problem ukazany w dość cukierkowy sposób, któremu często brak grubszej kreski. Niemniej przed 2,5 godziny nie nudziłem się ani chwilę, a dzięki lekkości i komediowemu zacięciu, zgrabnie wymieszanym z dramatem szybko się wkręciłem i dobrze bawiłem. Co jednak stanowi o sile filmu, to dobrze napisane i kapitalnie zagrane role - wszystkie, bez wyjątku. Co prawda całe show kradnie drugi plan w postaci fenomenalnych Chastain i Spencer, ale i Emma Stone mnie kupiła (może to przez te włosy - świetnie w nich wygląda) i Howardowej należą się brawa (szczególnie, iż z góry była na pozycji straconej, bo przeciez gra tą złą). Warto oblukać, choć rewolucji się nie spodziewajcie. Zresztą od czasu do czasu nawet takie "ciepłe kluchy" są potrzebne.

8 / 10


Cool Hand Luke - całe lata nie widziany, ale wciąż fantastyczny, ani trochę się nie zestarzał (no, może w paru miejscach realizacja trąci myszką). Newman jest kapitalny, chyba jego rola życia - w głowie się nie mieści jak mogli go olać, a nagrodzić Kennedy'ego, którego kreacja jest jedynie niezła. Kult.

9 / 10

The Guns of Navarone - również przypomnienie po latach i nie wiem czy to HD, czy co, ale ojojojojojoj, jest źle! To chyba jedyny z klasyków wojennych, któremu przydałby się reboot, bo miejscami zestarzał się potwornie. Pomijając fakt, iż całość to bardziej kino przygodowe, jak wojenne (choć to wcale nie tłumaczy, dlaczego niektóre sceny przypominają śmiertelnie poważne skrzyżowanie Commando z westernem - a w takim Tylko dla Orłów przecież udało się to znakomicie bez kija w dupie), a ówczesne efekty dziś już zwyczajnie ssą, to całość wygląda bardzo teatralnie, ma schematyczne, podręcznikowo komiksowe postaci (główny organizator wycieczki wygląda jak Święty Mikołaj albo Dziadek Mróz i jest równie pocieszny), często nieprzekonująco zagrane (Peck, który powinien mieć jaja jak tytułowe guny, raz wygląda jakby miał wszystko w dupie, a w innych scenach przeszarżowuje tak, że jedynie można śmiechem parsknąć) i ze zwrotami akcji, które... nudzą. Nawet mimo fantazyjnej otoczki wydaje się ten film krystalicznie głupi i nielogiczny (a przecież u MacLeana zawsze wszystko było dopracowane) i miejscami stanowi swoją własną parodię. Na dobrą sprawę broni się jedynie moment rozbicia kutra (scenę z patrolem pomijam, bo skutecznie podsumował ją Hot Shots 2 i dziś już nie potrafię oglądać jej bez banana na twarzy) i wspinaczka oraz końcowe minuty, które wciąż trzymają w napięciu i dostarczają emocje. Reszta czeka na sensowny remake.

wymęczone, głównie z sentymentu i faktu, że dziś takiego kina się już nie robi:
7 / 10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
11-11-11 - nudny, pozbawiony klimatu, z kilometra walący tandetą, głupkowaty pseudohorror, z beznadziejną końcówką i jeszcze bardziej beznadziejnym twistem.
. Prawdopodobnie kandydat nr 1 do tytułu gniota roku.

1/10

Odpowiedz
Tridno spodziewać się czegoś dobrego po reżyserze Piły, zwłaszcza jeśli jedynym powodem powstania filmu jest atrakcyjna data premiery.

Moulin Rouge - jeden z bardziej szalonych, oszałamiających audio-wizualnie filmów jakie widziałem, fenomenalnie żonglujący konwencjami i operujący kiczem. Ale tylko do pewnego momentu, bo Moulin Rouge zamienia się niestety w, co tu dużo mówić, marnej jakości historyjkę tragicznej miłości, a z filmu ulatuje całe życie i energia. 9/10 za pierwszą połowę, 4/10 za drugą.

Odpowiedz
Też niedawno obejrzałem Moulin Rouge i mam takie same odczucia co do tragicznej drugiej połowy filmu, tylko że w moim wypadku oceny przedstawiałyby się raczej 8 za pierwszą i 3 za drugą.

Odpowiedz
Tragiczna druga połowa? Raczycie chyba kpić...

Odpowiedz
Też nie wiem o co im chodzi.
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
Słyszałem, o ludziach, których mózgi nie wytrzymywały po pierwszych 15 minutach, ale nie spotkałem się jeszcze z opinią, że druga połowa jest tragiczna. No ale to mój number 2 ever, więc jestem pewnie nieobiektywny :)

Odpowiedz
Chciałbym, żeby Moulin Rouge było kolorową, żywiołową bajką o miłości. Takie coś zapowiadała pierwsza połowa, wyłączając oczywiście informację o tym, że
. Nie mówię, że przeszkadza mi tragizm sam w sobie, ale film jest niekonsekwentny. Z zabawnego, szalonego, cudownie bezpretensjonalnego zamienia się w łzawy, banalny i sztuczny dramat i zmiana ta jest strasznie gwałtowna. Poza tym umowność pierwszej połowy filmu, wspomniana bajkowość odbijają się na samym ukazaniu miłości obojga kochanków, przez co poważna, nadęta druga połowa pozbawiona jest fundamentu koniecznego do tego, by to co się dzieje budziło jakiekolwiek emocje. Szkoda.

Odpowiedz
Napisałeś ostatnio, że kiedyś nie doceniłeś "2001: Odysei kosmicznej" i musiałeś do niej dojrzeć. Obawiam się, że podobne zadanie stoi przed tobą jeśli chodzi o "Moulin Rouge!". Spokojnie, nie, wcale nie dlatego, że nie jesteś jeszcze wystarczająco pojętny żeby zrozumieć ten film. To film, którego pierwszy seans jest zwodniczy. A i sam film ma pod górkę. Nie dosyć, że jego krzykliwa stylistyka niejednego odstraszy, to i na dodatek w drugiej połowie na ziemię zostają sprowadzeni ci, którzy się nią zachwycili. Zresztą co tam druga połowa, pierwsza wizyta bohatera w tytułowym klubie i muzyczny misz-masz (z "Smells like teen spirit" jako wisienką na torcie) połączony z wizualną orgią podniosła poprzeczkę tak wysoko, że niejednokrotnie spotykałem się z opiniami, że reżyser przez całą resztę filmu nie zdołał dotrzymać kroku samemu sobie. Ba, sam po pierwszym seansie odczuwałem mieszankę zachwytu z rozczarowaniem późniejszymi piosenkami. Ale to bullshit. Przy kolejnych seansach, gdy już nie oglądamy filmu z tym pierwszym zachwytem postmodernistyczną orgią pierwszych 30 minut filmu, odkrywamy, że ma on wiele więcej do zaoferowania. Przede wszystkim błyskotliwe, fantastyczne aranżacje klasyków muzyki popularnej, które z każdym kolejnym odsłuchem kocha się coraz bardziej ("El tango de Roxanne" wręcz miażdży oryginał). Niejedna z piosenek, które za pierwszym razem wydawały się nudnymi w porównaniu do tych dynamicznych i szalonych, okazuje się być niedocenioną przy pierwszym kontakcie perełką.

A co do zarzutu o niekonsekwencję dostrzegalną w filmie, to nie mogę się z tym zgodzić. Cały film jest spięty klamrą ekstatycznej przesady, tak w muzyce, zabawie jak i właśnie miłości, która jest ogromna, tragiczna i wypalająca bohaterów. To w gruncie rzeczy pełnokrwisty melodramat, tyle, że ociekający postmoderną.

Kiedyś, dawno temu, napisałem recenzję tego filmu, dzisiaj pewne sformułowania, przemyślenia i zachwyty skorygowałbym, usunąłbym bądź rozwinąłbym, ale po przeczytaniu go przed chwilą mogę stwierdzić, że wciąż oddaje moje odczucia (ba, wielką miłość) względem tego filmu, więc zapraszam do ewentualnej lektury uzupełniającej powyższy post:
http://www.ofilmie.pl/recenzje/moulin-rouge/

Jedna z niewielu dziesiątek jakie z czystym sumieniem wystawiłem jakiemuś filmowi.

Odpowiedz
Wzruszony, podpisuję się wszystkimi kończynami :)

Odpowiedz
The Help - rewelacyjny film. Podobało mi się to nieśpieszne tempo, chociaż gdzieś pod koniec myślałem 'ale to już długo trwa", ale to dlatego, że film trwa 2 i pół godziny i nie zmierza tak jakby do oczywistego końca. Skończyło się zgodnie z taglinem "od szeptu do małej zmiany". Myślałem, że będzie jakies cudowne nawrócenie społeczne, ale nie, służące wciąż są tak samo traktowane, nawet pomimo opubliokowanej książki Skeeter. Aktorstwo na najwyższym poziomie, solidna Emma Stone (na Oscara trochę za mało, ale to tez taka rola) oraz Viola Davis, najlepsza zdecydowanie Jessica Chastain i dla niej samej powinno się to zobaczyć (aktorka-kameleon, zupełnie inna niż w "Drzewie życia", powinna być nominacja do Oscara). Na minus mało potrzebny wątek z chłopakiem Skeeter,, chyba tylko po to, by pokazać, że nie jest taką kompletną pracoholiczką i lubi zycie towarzyskie). Ale i tak pierwszorzędny film. Na pewno jeszcze obejrzę. 8,5/10

Odpowiedz
Dom snów (Dream House), 2011 r., reż. Jim Sheridan

Cóż, ten film mnie w ogóle nie porwał. Co więcej wydaje mi się, że jest on słaby. Chociaż... Chociaż pomysł był ciekawy i przedni. Coś poszło nie tak. Napięcie? Zdecydowany brak. Oj, daleko do ?Szóstego zmysłu?. Zaskoczenie? W jakimś sensie tak. Bardzo ciekawy jest tu sam bohater Will Atenton. Przewidywalność? Tak, w pewnym stopniu tak. Bohater filmu ma piękny dom, piękną żonę, piękne córki, będzie pisał zapewne piękną książkę. Wiadomo, jest za pięknie. Musi się coś stać. Ale jeśli spojrzy się na ten film pod kątem, że w domu dzieje się coś dziwnego, dziwniejszego niż we wszystkich tych domach, w których do tej pory straszyło, to film wcale nie wypada tak źle. No i Daniel Craig. No i Rachel Weisz.
Daję 7/10 bo mam słabość do wariatów, tych pozytywnych oczywiście:)

Odpowiedz
Jackass 3D - Czy tutaj w ogóle jest sens coś pisać? Przecież każdy wie, czego się spodziewać po tym filmie. Latający kibel, pot grubasa i dziadek z wnuczką najlepsze.

6/10


Druga Ziemia - Średnio wciągająca opowiastka - szkoda, że ten schemat fabularny jest wałkowany w kinie od jakichś 30 lat. I gdyby nie całkiem pomysłowe tło, jakim jest tytułowa druga Ziemia, nic nie uratowałoby tego filmu przed kompletną porażką. A tak, mamy ciekawy punkt odniesienia do sytuacji bohaterów i dobre zakończenie. I nic poza tym.

5/10


30 Minutes or Less - Bardzo pomysłowa (oparta częściowo na prawdziwej historii) i zabawna komedia. Seansik mija naprawdę przyjemnie, intryga naciągana jak stare gacie, ale nie przeszkadzało mi to, być może dlatego, że odegrana przez świetną ekipę aktorską, na czele z będącym cały czas w wysokiej formie Jesse'em Eisenbergiem.

7/10


Przeklęty - Średnio udana ekranizacja jednej z najzabawniejszych książek Kinga. W filmie zabrakło mi czarnego humoru i absurdu, które były obecne na każdej stronie w powieści, tutaj zostało to sprowadzone do jednej, czy dwóch scen, do reszty twórcy postanowili podejść na poważnie, co było wielkim błędem.

4/10

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,198 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,881 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,256 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,452 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,751 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,421 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 722,697 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,277 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości