04-04-2012, 13:24
|
The Hunger Games
|
|
Yup. Przy tym jak na początek lat 30 to nadal całkiem niezły film. Ze świetnie przerysowanym złoczyńcą, który ma więcej charyzmy niż całe Igrzyska Śmierci ;)
"Imagine that you could save a family by sacrificing a child... but that you had to explain it to the child. What would you say?" - Black Bolt
04-04-2012, 13:24
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 08-04-2012, 21:50
Jak dla mnie film niezły, ale momentami nudny, na pewno lepszy niż ten gniot z Arnoldem.
Moja ocena 7/10. 21-04-2012, 07:42
Lekka , miejscami nieco bez jajeczna młodzieżowa przygodówka. Plus i minus zarazem za ciekawy wstęp i przygotowania do gry na śmierć i życie, która okazuje się lekką dziecinadą. Liczyłem, że po tych wszystkich przemowach i ratingach poszczególnych zawodników będzie to bardziej rozplanowane mordobicie a zaserwowano to na zasadzie samowolki w digital lesie ;/ Nie powiem start zawodników był całkiem niezły i niepokojący jednak dalsze wykonanie to tony mułu i nudy. Najgorsza scena to oczywiście śmierć dziewczynki z Dystryktu już nie pamiętam jakiego << pogrzeb w wianuszku z kwiatów w stylu Zmierzchu masakra. Do dupy akcja zwłaszcza, że w tle grasuje banda pseudo sadystów, którzy czyhają na twoje życie i wiedzą doskonale gdzie możesz się w tej chwili znajdować. Na końcu digital psy rodem z Ghostbusters eh. Jednak ogólnie było bezboleśnie i miejscami ciekawie 7-/10
06-08-2012, 11:39 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-08-2012, 11:52 przez Predator895.)
Akurat pogrzeb był zrealizowany tak, jak w książce, również sam początek igrzysk jest identyczny z pierwowzorem. Weź również pod uwagę, że ci najsilniejsi uczestnicy orientowali się w przestrzeni raczej kiepsko, ich atutem była siła fizyczna i doskonałe opanowanie broni.
06-08-2012, 13:01
Może i w książce to się sprawdza , jednak w filmie kompletnie jest to nie potrzebne. Zranili prawie śmiertelnie dziewoje i pobiegli z powrotem do punktu wyjścia, gdzie już nikogo nie było więc logiczne jest że 12tka wróci do dziewczynki. Reszta dziczy daje jej oczywiście sporo czasu na lamenty, pokazowy pogrzeb i szacunek Dystryktu 11 za szlachetne zachowanie. Ależ to poetyckie i Disnejowskie, kompletnie nie pasujące do założenia całości :P
06-08-2012, 13:44 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-08-2012, 13:56 przez Predator895.)
Po wyjściu z kina mi się nawet podobało, ale wspomnienia z tego filmu to biała plama, no, może poza Jennifer Lawrence, która jest jedynym powodem dla którego sięgnę po sequele, ale już na pewno nie w kinie.
06-08-2012, 14:28
Sprawnie zrobiony film, który ogląda się bezboleśnie, ale niestety nic poza tym. Emocji zero, niby dzieciaki zabijają się w chorym telewizyjny, show, ale pokazano to tak, że miałem na wszystko kompletny olew. Scenariusz tak poprowadzony, żeby główna bohaterka nie pobrudziła sobie rąk i żeby nie musiała dokonywać trudnych wyborów. Ugrzecznione i pozbawione większego pierdolnięcia. Najlepsze co jest w tym filmie to Jennifer Lawrence. Lekka rozrywka na niedzielne popołudnie.
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2
06-08-2012, 18:17
Strasznie pedalska ta wizja świata, te farbowane brwi, fryzury z dupy, brody z tysiącem zawijasów, białe śmieszne uniformy, plastikowe CGI panoramy miasta... Oglądałem jednak z zaangażowaniem. Chyba dlatego że byłem ciekaw samych igrzysk i dzięki Jennifer Lawrence, ktora już w "Winter's Bone" mi zaimponowała.
17-08-2012, 18:11 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-08-2012, 18:14 przez Gwahlur.)
Strasznie pedalski świat masz już teraz dookoła, zwłaszcza, gdy przyjrzeć się celebrytom lub tzw. młodzieży. Ja kupuję taką wizję przyszłości. Mam nadzieję, że druga część będzie jeszcze lepsza i pokaże ten świat w całej okazałości łącznie z tłem społecznym.
17-08-2012, 18:51
Takie to "se" - bezbolesne, ale jednak trochę bezjajeczne widowisko z bieganiem po lesie. Nie czytałem książki więc nie wiem jak jest z materiałem kinowym w kontekście zgodności. Dobra, jak zwykle wybijająca się Lawrence, fajny Woody i to wsio z ról bo reszta to taki standard, że zapomniałem kto kogo grał po 5 sekundach od wyłączenia filmu. Generalnie nie widzę powodu, dla którego krytycy piszczą ze szczęścia. To poprawny, ale produkcyjniak zrobiony od kalki, przewidywalny i bez jakiegoś kopnięcia w finale.
No i kilka głupot np. 5/10 za scenę startu igrzysk i nutkę survivalu (wiadomo - żarcie, picie, spanie etc.). Gdybym miał na żywo coś takiego oglądać, to pewnie wyłączyłbym TV po 20 minutach.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
21-08-2012, 18:21 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-08-2012, 18:21 przez Snappik.)
Widziałem kilka dni temu i przed napisaniem opinii od razu postanowiłem chwycić za książkę. Głównie dlatego, że sam pomysł wydał mi się genialny w swojej prostocie: życie w biednych dystryktach, bogaty Kapitol, przerysowany chory świat karmiący się przemocą mającą przypominać o tym, kto tu naprawdę rządzi. Kupuję to, bo wydaje mi się, że nieodpowiednio poprowadzona polityka, wychowanie, wdrażanie zasad moralnych połączone z jakąś katastrofą naturalną naprawdę mogłyby któregoś dnia doprowadzić do takiej sytuacji. Utopia i dystopia z zasady są wizjami mocno odrealnionymi, ale tę jakoś bez problemu łyknąłem. Widziałem jednak, że film nie wykorzystał w pełni możliwości, jakie daje kreowanie tego typu społeczeństw. Byłem zatem przekonany, że po prostu pominięto bardzo wiele spraw z książki i dlatego ten obraz filmowy był tylko niezły, a nie legendarny. A historia miała potencjał.
Okazuje się jednak, że film jest bardzo dobrym odzwierciedleniem książki. Ba! Film jest lepszy niż książka, bo postanowiono pozbyć się spowalniaczy, czyli dni, w których Katniss siedziała na drzewie, rozmyślając o tym jaka jest głodna, jaka samotna i jaka smutna. To oczywiście dodawało trochę realizmu sytuacji, bo w powieści arcyważnym elementem historii są głód i jedzenie, cierpienie wywołane samotnością i wewnętrzną walką do uśmiercania osób, które na to zwyczajnie nie zasługują. W filmie Rossa można odnieść wrażenie, że suto zastawione stoły nie robią na Katniss wrażenia, w powieści objada się do porzygu. Problem w tym, że wszystkie te przemyślenia bardzo nieumiejętnie hamują tempo akcji, rozładowują napięcie, dają poczucie, że niewielka zmiana stylistyki (dodanie większej ilości mroku tej historii) mogłaby uczynić powieść rewelacyjną. Także forma narracji pierwszoosobowa w czasie teraźniejszym zawęża pole do popisu. Książkowa Katniss raz po raz wspomina o tym, że ludzie w Kapitolu pewnie robią teraz zakłady, że sponsorzy pewnie świetnie bawią się przed telewizorami, że w kolejnych dystryktach pewnie ktoś teraz zapłakał, bo zabito mu dziecko, że inni ryczą z radości i upijają się tanią gorzałą. A ja przez cały czas chciałem to zobaczyć, przenieść się do tych wszystkich zaniedbanych przez scenarzystę dystryktów, Kapitolu, stanąć w tłumie przed telebimem i zobaczyć wieczorne "podsumowanie dnia" z Areny. Przecież to było telewizyjne show! Twórcy filmowi trzymali się tak mocno książki, że stwierdzili iż nie warto wchodzić z buciorami do dystryktów, skoro w książce sztywno kroczono z postacią głównej bohaterki, skoro czytelnik książki JEST tą postacią i słyszy wszystkie jej myśli. Kolejny element zaniedbany w filmie to sponsorzy. W książce podobnie, ale dość szybko klaruje się tam sytuacja. Wprowadzenie przedmiotu na Arenę kosztuje krocie i tak naprawdę niewielki wpływ miała wcześniejsza szopka z publicznymi treningami i prezentacjami na rzeczywistą pomoc sponsorów. W książce, Katniss szybko zrozumie, że sponsorzy będą jej płacić, jeżeli dobrze odgrywała rolę kochanki Peety, bo miłości na Arenie nie było jeszcze nigdy wcześniej. Tak więc dostaje nagrody nie za zamordowanie kogoś, nie za spektakularne wysadzenie w powietrze zapasów tylko za buziaczki, przytulanki, zwierzenia i inne umizgi, do których musi się zmuszać wbrew własnej woli. I generalnie wątek Peeta - Katniss też jest w książce lepiej rozpisany, bo koniec końców okazuje się, że najtragiczniejszą postacią w tej powieści jest Peeta, który nie miał zielonego pojęcia, że Katniss udaje uczucie do niego i dowiaduje się o tym praktycznie w ostatniej scenie powieści, co mocno nim wstrząsa. Fajnie, że pomimo happyendu, pierwszy tom jest tak naprawdę bez happyendu. Za to co w książce bije kretynizmem całą resztę to uczta przy Rogu Obfitości i motyw z psami. W filmie tak naprawdę nie dowiadujemy się, co było w plecaku gościa z Drugiego Dystryktu (dla przypomnienia, to ten największy zabijaka). W powieści, wyobraźcie sobie, koleś znajduje w swoim tobołku... pancerz. Pancerz, chroniący jego ciało od kostek do szyi. Nie ogarniam, jak sponsorom mogliby pozwolić na dostarczenie trybutowi pancerza. Równie dobrze mogliby komuś wysłać bazookę albo uzi. Dla mnie ostro nieprzemyślane. Ale jeszcze głupsze są psy. Już w filmie coś nie gra w tym motywie. Ot nagle przenosimy się do bazy kontrolnej i kilku gostków generuje znikąd kilka wielkich psów. Otóż w książce nie są to zwykłe psy. To psy-ludzie. Jest ich dokładnie dwadzieścia jeden i każdy z psów jest skrzyżowaniem trybuta, który umarł na Arenie. Jak to przeczytałem, myślałem, że padnę. Dobrze, że nie umieścili tej głupoty w scenariuszu. Ostatnim elementem, który ostatecznie przeważył szalę na korzyść filmu to język, jakim została napisana powieść. Oczywiście kluczowy wpływ na to ma wspominana już pierwszoosobowa narracja. W każdym razie czytałem ebooka i naprawdę przez pierwszych kilka rozdziałów zastanawiałem się, czy to nie jest jakieś amatorskie tłumaczenie. W końcu jednak pobrałem oryginał i szybko okazało się, że ta książka faktycznie napisana jest bardzo prostym, nieklimatycznym językiem. Szkoda, po raz kolejny muszę napisać, że narracja trzecioosobowa mogłaby dodać dużo walorów tej historii. Jestem jednak w trakcie czytania drugiej części pt. "W pierścieniu ognia" i potrafię zrozumieć dlaczego nie pokazywano nam tego jak wygląda życie w Kapitolu podczas Igrzysk. Teraz Katniss będzie instruktorką nowych trybutów (tj. taki jest zamiar, ale może się coś pomieszać, bo Katniss już od początku drugiej części ma problemy, ale nie będę więcej zdradzać, bo po co psuć zabawę). Jeżeli autorka wykorzysta ten okres, żeby zaprezentować czytelnikowi tę drugą stronę medalu, trzeba będzie jej zwrócić honor. Może od początku to planowała. Ja bym zrobił inaczej i stworzył jedną, mroczną opowieść pokazującą wszystkie fronty - pewnie też by było fajnie. Ona wybrała inaczej, to jej wybór. A już podsumowując do samego filmu, podstawowe plusy: + Jennifer Lawrence - uwielbiam ten jej pyzaty ryjek i to jak gra; + Stanley Tucci - bardzo lubię tego aktora, tutaj jako ekscentryczny prezenter wypadł świetnie, pomimo że miał niewiele do zagrania; + pomysł - sama historia, pomimo braków jest świetna; + akceptowalna w swoim odrealnieniu wizja utopii i dystopii; + to, że film jest skutecznym wabikiem na książkę, rzadko kiedy po filmie mam ochotę sięgnąć od razu po książkę, na podstawie, której został zekranizowany; + muzyka - słucham jej podczas czytania i wczoraj do snu sobie zapuściłem na mp3, żeby w spokoju się z nią zapoznać; w trakcie filmu nie zwracałem na nią w ogóle uwagi, ale jako odrębny twór jest naprawdę klimatyczna i mocno działa na wyobraźnię; + zatracenie poczucia czasu - nie wiem kiedy ostatnio ani razu nie patrzyłem na zegarek, żeby skontrolować jak stoję z czasem i ile jeszcze pozostało do końca, tu mnie to kompletnie nie obchodziło, a 2,5 godziny zleciały jak z bicza strzelił; Podstawowe minusy: - nie w pełni wykorzystany potencjał świetnej historii (w tym wszelkie głupie motywy), nie lubię tego uczucia, gdy po obejrzeniu niezłego filmu wiem, że gdyby ktoś spytał mnie o radę byłoby pewnie jeszcze lepiej; - chyba również zaliczę do minusów target obrazu, choć ciężko mieć o to żal, w końcu książka też jest dla nastolatków, ale gdyby nastawili się na dorosłego odbiorcę pewnie byłoby gęściej, mroczniej, krwiściej. Film oceniam 7/10 PS Obejrzałbym alternatywną wersję z Predatorem na arenie :) Tak, wiem, to byłaby krótka wersja, chyba że litowałby się nad dziewczynkami.
"Byłem królem traktorzystów przy wyrębie lasu na cały Oregon i sąsiednie stany, a królem szulerów od powrotu z Korei i nawet królem opielaczy groszku na farmie w Pendleton - więc pomyślałem sobie, że skoro już mam być wariatem, to też muszę być pierwszym i najlepszym." Randle McMurphy
23-09-2012, 16:10
Fajne w książce jest to, że główna bohaterka jest tam przedstawiona jako zwyczajna, raczej średnio sympatyczna i średnio bystra dziewczyna, którą okoliczności pchają do podejmowania różnych decyzji. W filmie jej postać wydaje się mimo wszystko sympatyczniejsza.
Moim zdaniem ekranizacja wydaje się być dość wierna i miłośnicy serii powinni być ukontentowani. Ciekawe jak wypadną kolejne części cyklu? 24-09-2012, 18:12
Leżał od pół roku na dysku, w końcu dzisiaj obejrzałem. Oczywiście tak jak się spodziewałem jest kicha, ale wbrew nawet najniższym oczekiwaniom, w filmie nie pojawiła się żaden motyw, żadna scena, żadne ujęcie o którym pomyślałbym sobie "hm, fajne!". To niesamowite jak film o pojedynku dwóch tuzinów dzieciaków na śmierć i życie może być aż tak wyprany z emocji i nudny. Fragmenty, gdy organizatorzy zawodów postanawiają wprowadzić zasadę, że dwójka osób z jednego dystryktu może wygrać, potem ją odwołują i następnie znowu wprowadzają, to największa nieporadność scenariuszowa jaką potrafię sobie przypomnieć.
3/10, bo niższe oceny zarezerwowane są dla filmów ułomnie w sensie warsztatu wykonanych(czytaj: polskich). 12-01-2013, 23:30
no, w końcu sensowna opinia :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 14-01-2013, 01:48
Kiedyś zaopatrzyłem się w ten film z myślą, że przecież z takimi założeniami fabularnymi nie może być aż tak potwornie zły. Skrzyżowanie Battle Royale, The Running Man nie może być tak straszne, jak piszą w odmętach internetu, prawda? Prawda? Może, było, a traumę mam do dzisiaj. Podobnie jak przedmówcy wynudziłem się potwornie patrząc na kompletnie nieangażującą historię, miałki świat przedstawiony i mdłych "bohaterów". Stylizacja dekadenckiego Kapitolu doprowadzała mnie do furii. Jakaś trawestacja mody barokowej, która sama w sobie była dość podła. Jedynie prezydent wyglądał tam jak przedstawiciel rodzaju ludzkiego. Mam nadzieję, że to dziadostwo nie doczeka się kontynuacji.
Haru no yuu
taenamu to suru kô o tsugu Wieczór wiosenny niknie zapach kadzidła zapalę drugie 15-01-2013, 00:47 (15-01-2013, 00:47)Zły Człowiek napisał(a): Mam nadzieję, że to dziadostwo nie doczeka się kontynuacji.Żyjesz w jaskini? :) Przy budżecie wynoszącym 78 mln dolarów film zarobił prawie 700 mln (ergo 350 mln na czysto). Zdjęcia do dwójki już powstają, data premiery od dawna znana. Będzie jeszcze większy hit kasowy, a kolejne części je pobiją. 15-01-2013, 00:54
Po prostu nie szukam informacji o The Hunger Games. Zasmuciłeś mnie tą wieścią. Może chociaż zdarzy się jakiś pożar i cały nagrany materiał przemieści się do atmosfery.
Haru no yuu
taenamu to suru kô o tsugu Wieczór wiosenny niknie zapach kadzidła zapalę drugie 15-01-2013, 01:00
Ale lepiej zabić ogniem zanim złoży jaja. Niestety, jaja już zostały złożone, więc należy mieć nadzieję na minimalizację szkód.
Haru no yuu
taenamu to suru kô o tsugu Wieczór wiosenny niknie zapach kadzidła zapalę drugie 15-01-2013, 01:18 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-01-2013, 01:19 przez Zły Człowiek.) |
|
|
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |