II Wicemiss Avatara 2012
Liczba postów: 829
Liczba wątków: 1
Kochanek Królowej (2012) - duński dramat historyczny, co prawda oparty na powieści, ale zawierający ogrom faktów. Duńska kinematografia jak widać trzyma się bardzo dobrze i to chyba nikogo nie zaskakuje. Aż się płakać chce, porównując ich produkcję z kondycją naszych ostatnich filmów historycznych - Bitwą Warszawską czy Bitwą pod Wiedniem, która pewnie podzieli jej losy. Ale wróćmy na właściwe tory. W Kochanku Królowej mamy - nieudaną jeszcze - próbę wprowadzenia idei oświeceniowych do zacofanej Danii w połowie XVIII wieku, mamy na głównym planie autentyczny wątek miłosny, mamy dworskie konspiracje i skandale, mamy piękną (czyt. nie do końca czystą) scenerię, bardzo dobrą reżyserię i aktorstwo (choćby znany z Casino Royale Mads Mikkelsen), no i wreszcie mamy duńskiego kandydata do przyszłorocznych Oscarów w kategorii filmu nieanglojęzycznego.
8-9/10 - muszę to jeszcze przemyśleć, a waham się od piątku; raczej będzie wyższa nota, niemniej polecam wszystkim, lubujących się w tego typu produkcjach. I nie spodziewajcie się jakichś fajerwerków - jest to klasyczny film kostiumowy, zrealizowany w sposób nad wyraz solidny.
24-09-2012, 17:07
.
Liczba postów: 27,632
Liczba wątków: 61
Przybij piątkę za opinię o Good Year :) a tytuł przetłumaczony jest ok, bo rocznik wina to po angielsku vintage, a nie year.
24-09-2012, 17:42
.
Liczba postów: 27,632
Liczba wątków: 61
A nie chodziło o to, że Crowe był w tej Francji właśnie rok i to był dobry rok? Bo innego wytłumaczenia chyba nie ma...
24-09-2012, 17:46
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-09-2012, 17:46 przez simek.)
Stały bywalec
Liczba postów: 908
Liczba wątków: 22
(24-09-2012, 17:25)Persona non grata napisał(a): True romance
Najlepszy film z tych tarantinowskich niereżyserowanych przez niego. Ilość genialnych epizodów jest tu po prostu porażająca. Oldman jako Drexl, gadka o Sycylijczykach, Gandolfini wpadający w szał i nawalający Patricię Arquette, Val Kilmer jako Elvis... aż sobie dziś zrobię seans powtórny.
24-09-2012, 17:46
Miami Vice
Liczba postów: 8,053
Liczba wątków: 43
Ja tam "Dobry rok" znoszę bez problemu, może nawet lubię oglądać :) Widzę cholernie sympatycznego Russella Crowe'a w którego przemianę wierzę i nie widzę fałszu, do tego przepiękną i seksowną Marion Cotillard, milutką Abbie Cornish oraz mającego co prawda mało czasu cieplutkiego wujka Finney'a. Całość jest dużo bardziej strawna niż dwa miliardy innych komedii romantycznych, choć czy "Dobry rok" jest w ogóle komedią romantyczną? Komizm jest tu nienachalny i powiedziałbym naturalny, jedynie państwo Duflot wprowadzają trochę takiego zaplanowanego humoru.
Co to jest „FIUT”? FIUT to jest skrót moich zainteresowań „Film I Uwentualnie Telewizja”
バリバリ グシャグシャ バキバキ ゴクン
#Official James Francis Cameron and Christopher Johnathan James Nolan Hejter# :D
24-09-2012, 19:25
Stały bywalec
Liczba postów: 1,783
Liczba wątków: 0
"Misery" - Rob Reiner (1990)
Po kilku latach powróciłem do historii Paula Sheldona - przykutego do wyra pisarza po wypadku samochodowym i Jego Największej Wielbicielki Annie.
Gdy skończyłem, złapałem się na znajomej reakcji, czyli natarczywej chęci na natychmiastową powtórkę :)
Kwintesencja zajebistości! Kameralny majstersztyk, oldskulowa uczta, thriller doskonały!
10/10 (bez żadnych, nawet najmniejszych wątpliwości)
Kiedy rozum śpi, budzą się eksperci.
24-09-2012, 19:30
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-09-2012, 19:30 przez Tomkiewicz.)
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
The Rock - po raz pierwszy udało mi się obejrzeć ten film do końca. Późno, ale to w sumie dobrze. Teraz doceniam wykonanie - masa efekciarstwa, ale 99% to efekty praktyczne. Jak fajnie jest popatrzeć na samochody naprawdę rozpirzające się na ulicach miasta... I to mimo tego, że scena z nimi jest ekstremalnie głupia i niepotrzebna, a przez to raczej nudna.
Generalnie wykonanie to majstersztyk, choć czasem trudno przymknąć oko na fakt, że niezależnie od pory dnia, zawsze jest zachód słońca. Skończyła się noc? Cięcie na zachód słońca. Środek dnia? Cięcie na zachód słońca. Przed chwilą pokazywaliśmy niebieskie niebo? Cięcie na zachód słońca. Takie widoczki uwielbiam, no ale trochę konsekwencji...
Jeśli chodzi o fabułę itp., pierwsza połowa to klasyczny Bay, czyli nie da się tego oglądać. Wstawki z narzekającymi murzynami, gej-fryzjer, niezamierzenie śmieszny pościg, w którym mega-patos styka się z absurdem (najpierw wozy niemal uderzają w staruszkę, potem w grupę ludzi na wózkach inwalidzkich, potem w tramwaj pełen ludzi - po prostu komedia) - to składa się na wielką filmową kupę. Ale kiedy akcja przenosi się do Twierdzy, zaczyna się inny film. W pytę dobry film.
Druga połowa to akcyjniak pierwszej klasy, któremu niedaleko do Con Air (choć jednak film Westa stoi o klasę wyżej). Świetna scenografia, świetna akcja, tempo, niezłe teksty, mój ulubiony Nic Cage, Michael Biehn, Ed Harris - czego chcieć więcej?
Druga połowa ma 10/10, pierwsza 3/10. Ogółem dam 7+/10, bo końcówka pozostawia dobre wrażenie.
Mam wrażenie, że to film kręcony jeszcze w czasach, kiedy nad Bayem stał jakiś producent, który hamował jego ciągoty w stronę totalnego kretynizmu.
24-09-2012, 21:42
Nowy
Liczba postów: 294
Liczba wątków: 0
Cat-Women of the Moon - Ludzie lecą sobie na księżyc, a tam - kobiety-koty! Dlaczego mi się to podoba? Fatalna, kująca w oczy scenografia, aktorstwo średnie, dziwny, nienajwyższychlotów scenariusz, choć pomysł kapitalny. Przez cały czas trwania filmu myślałem, co za gówno oglądam, ale przyłapałem się na tym, że mi to smakuje! Obejrzałem z przyjemnością i pewnie kiedyś do tego jeszcze wrócę.
7/10
24-09-2012, 22:14
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-09-2012, 22:16 przez The Vujek.)
Red Crow
Liczba postów: 12,674
Liczba wątków: 50
Bulwar Zachodzącego Słońca - nastawiałem się na bardziej kryminalne klimaty, a to przecież masakrujący, bardzo smutny dramat jest. O echach minionej sławy i jej obłędnym pożądaniu chyba nikt nie opowiedział do tej pory lepiej. Plus genialne aktorstwo pani Swanson - jej maniera rodem z kina niemego w niektórych scenach dodawała tej roli wielkości i przyćmiła nią samego Williama Holdena, chociaż on też odegrał swoje partie koncertowo.
8/10
25-09-2012, 20:24
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-09-2012, 20:25 przez nawrocki.)
Stały bywalec
Liczba postów: 12,495
Liczba wątków: 29
Ed, Edd 'n' Eddy: The Movie - Genialne zwieńczenie tej groteskowej i zwariowanej kreskówki. Pękałem śmiechu co chwila. Masa śmiechu, łamanie durnych schematów filmowych (wygrywa zamurowana wentylacja!), bawiący humor z kilkoma podtekstami i masa debilizmów, które w tym wypadku pasują jak ulał.
Paranorman - Miło zobaczyć na ekranie amerykański film animowany nie robiony w CGI. Dzieciak schematyczny - który to raz występuje uzdolniony dzieciak nękany przez szkolnego łobuza i odtrącony przez innych przeżywający niesamowitą przygodę? Brakowało tylko rozwiedzionych rodziców. I mamy kilka schematów, gadki typu "słuchajcie, nie musisz twego robić bla bla bla". Za to nadrabia świetną animacją, dużą dawką czarnego humoru, kilka żartów w stronę starszych, także historia jest pod koniec dorosła i przerażająca. Aha, dzieci w kinie nie mogły doczekać się trupów, śmiały się ciągle i nie myślę, żeby po tym miały traumę :).
25-09-2012, 21:53
Rating: Awesome
Liczba postów: 10,313
Liczba wątków: 55
(23-09-2012, 21:34)raven.second napisał(a): BUTTER - (...)
9/10, bo doskonale się bawiłem, a Olivia śliczna jak nigdy. Pasują jej takie role.
Łooo... Tzn nie 9/10, ale naprawdę świetny film. Po trailerze nie planowałem oglądać, ale po tej polecajce sięgnąłem i nie żałuję. Kapitalna zabawa prostym trikiem - w familijne kluchy wrzucono wulgarny humor, dużą dozę luzu i absurdu. Polecam!
25-09-2012, 22:03
Legions of the Fog
Liczba postów: 2,290
Liczba wątków: 25
(24-09-2012, 21:42)military napisał(a): Mam wrażenie, że to film kręcony jeszcze w czasach, kiedy nad Bayem stał jakiś producent, który hamował jego ciągoty w stronę totalnego kretynizmu.
Jerry Bruckheimer ^^
loading podpis...
26-09-2012, 11:08
Miami Vice
Liczba postów: 8,053
Liczba wątków: 43
Samotny mężczyzna / A Single Man (2009) reż. Tom Ford
Atmosfera tego filmu i sposób wykonania od razu przywodzi na myśl reklamy perfum czy ciuchów od renomowanych projektantów. Przez to całość wygląda mega sztucznie. Nie wiem czy Tom Ford zrobił to specjalnie żeby ukazać jakąś pustkę życia postaci czy przez wykonywany zawód tak widzi świat i inaczej nie potrafi. Do mnie to nie przemawia i zwyczajnie nudzi. Całość czuć takim stereotypowym brutalnie rzecz ujmując pedalstwem i nie jest złym fakt że film mówi o homoseksualistach tylko sposób w jaki ich pokazano. Wygląda to tak jakby film zrobił ktoś kto o homoseksualistach wie z dowcipów i stereotypowych anegdot a to ciekawe nie jest.
Jedynym powiedzmy plusem filmu jest Colin Firth który pomimo otoczenia go pustym światem potrafi swoją charyzmą przytrzymać widza do końca, który też jako powtórka z "American Beauty" nie robi zbytniego wrażenia. Reszta aktorów już z tła sztucznie pięknego świata nie wychodzi.
Ocena 5/10 za Firtha i muzykę.
Co to jest „FIUT”? FIUT to jest skrót moich zainteresowań „Film I Uwentualnie Telewizja”
バリバリ グシャグシャ バキバキ ゴクン
#Official James Francis Cameron and Christopher Johnathan James Nolan Hejter# :D
28-09-2012, 11:16
Miss Avatara 2012
Liczba postów: 1,149
Liczba wątków: 14
ParaNorman (2012) - film ze stajni, która wydała na świat "Koralinę", więc można było spodziewać się produktu najwyższej jakości. Za pierwszym razem twórcy bardzo wysoko postawili sobie poprzeczkę i tym razem niestety nie dali rady jej pokonać. Nie oznacza to, że "ParaNorman" jest zły. Jest dobry, ale wyraźnie gorszy od swojej poprzedniczki. To co łączy obie produkcje to przede wszystkim klimat soft-horroru, który według mnie tak naprawdę nie nadaję się do puszczania dzieciom poniżej dziesiątego roku życia. Poza tym oba obrazy są wspaniałą alternatywą dla burtonowskich opowieści. Burtonem już pomału rzygam, produkcje od Laika ciągle wydają mi się świeże.
Krótkie streszczenie fabuły, nie ma zbyt wielu spoilerów, ale otagowałem na wszelki wypadek:
Historia opowiada o kilkuletnim Normanie, który widzi i komunikuje się z duchami. To przysparza mu masę problemów zarówno w domu, jak i w szkole. W ostatnich dniach Norman zaczyna widzieć więcej niż zwykle. Na kilka chwil jego duch cofa się w czasie o jakieś 300 lat, do dnia, w którym dokonano tragicznego sądu na dziewczynie uważanej za wiedźmę. Od tego momentu na skutek klątwy, co roku z martwych powstają krwiożercze zombie. Ktoś musi je regularnie powstrzymywać i dotychczas robił to miejscowy żul, odczytujący specyficznej maści "zaklęcie". Pech chciał, że tym razem odrażający pijaczyna umarł, ale świadom swojej ostatniej misji postanowił objawić się Normanowi i przekazać mu w spadku niechlubny obowiązek. Rzecz w tym, że nieświadomie nie zdradza mu wszystkich istotnych szczegółów, co oznacza, że tym razem zombie mogą nie zostać powstrzymane na czas.
To tak w najogólniejszym skrócie bez wchodzenia w szczegóły. Brzmi nieźle i zachęcająco, jednak to co boli najbardziej w tej historii to postacie drugoplanowe. Totalnie zaniedbane i szablonowe do bólu, przez co opowieść trochę traci na jakości. Całość rekompensuje jednak wykonanie animacji. Nie potrafiłem uwierzyć, że to stop-motion. Jestem absolutnie zafascynowany jakością tego obrazu i chciałbym poznać szczegóły jego tworzenia. Jak? Jak oni to robią?! Wizualne cudo w swojej kategorii, którego wykonanie stawiam ponad "Koralinę" i "Mary and Max", którymi swego czasu również byłem mega zafascynowany.
"Byłem królem traktorzystów przy wyrębie lasu na cały Oregon i sąsiednie stany, a królem szulerów od powrotu z Korei i nawet królem opielaczy groszku na farmie w Pendleton - więc pomyślałem sobie, że skoro już mam być wariatem, to też muszę być pierwszym i najlepszym." Randle McMurphy
28-09-2012, 18:14
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-09-2012, 18:15 przez Persona non grata.)
^^
Liczba postów: 5,286
Liczba wątków: 73
Funny Face - śliczna Audrey Hepburn, Fred Astaire grający Freda Asteira w musicalu od reżysera Deszczowej Piosenki. Lekki, przyjemny, klasyczny musical, którego oglądanie to prawdziwa przyjemność. Dla fanów klasycznych musicali będzie to idealny film.
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2
29-09-2012, 16:29
II Wicemiss Avatara 2012
Liczba postów: 829
Liczba wątków: 1
Uwielbiam Audrey, lubię (ale dobrze zrobione of course) klasyczne musicale, ale jakbyś miał porównać do Deszczowej Piosenki właśnie Funny Face? No i ocena? ;-)
30-09-2012, 00:02
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-09-2012, 00:03 przez Doveling.)
^^
Liczba postów: 5,286
Liczba wątków: 73
Deszczowa piosenka ma lepsze piosenki :) Funny Face na pewno niczym nie zaskakuje, po prostu kolejny musical z lekką historią miłosną, bez większych ambicji, ale sprawiający sporo przyjemności z oglądania. Ocena 7/10
A tymczasem:
Za czarną tęczą - minimalizm, symbolizm, oniryzm :D W sumie nie wiem co obejrzałem i o czym, ale generalnie podobało mi się. Zestaw psychodelicznych obrazków w klimatach 80s sci-fi. Fajny klimat, zdjęcia i scenografie. Fabuła jakaś niby jest, ale ciężko stwierdzić o czym. Niestety zakończenie było bardzo słabe i pokazało, że twórcy sami chyba do końca nie wiedzieli co właściwie robią. 6/10, gównie za świetną formę.
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2
30-09-2012, 00:28
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-09-2012, 00:32 przez Azgaroth.)
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,238
Liczba wątków: 67
Fong juk a.k.a. Exiled - bardzo przyjemne patrzydło od skośnych z kilkoma świetnymi scenami (np. u lekarza) i jak zawsze widowiskowymi, acz czasem niepotrzebnie przematrixowanymi strzelankami. Jak ktoś lubi takie klimaty Johna Woo powinien się dobrze bawić.
7 / 10
30-09-2012, 02:31
Rating: Awesome
Liczba postów: 10,313
Liczba wątków: 55
DeepStar Six (1989) - robię sobie mały maraton podwodnych filmów. Powtórka Kuli wyszła miło, teraz to. Całkiem klawe, jak na stary, naiwny monster movie.
Przez większość czasu byłem przekonany, że nie widziałem tego filmu, aż do sceny, gdzie facet próbuje się wynurzyć bez dekompresji i umiera w paskudnych, krwawych męczarniach. To jedyne co mi zapadło w pamięć ze szczenięcych lat.
Poza pewnymi elementami wiochy całkiem fajne scenografie, oczywiście tylko praktyczne efekty, niezamierzenie (tak sądzę) śmieszny Miguel Ferrer - chodzący fuckup. Słuszna dawka tandety (głupi dowódca, baba w ciąży musi przeżyć itd.).
Następne w kolejce: Leviathan (1989) no i oczywiście Abyss (1989). WTF - czemu nagle w 1989 powstały trzy podwodne filmy?
30-09-2012, 23:48
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,238
Liczba wątków: 67
to jeszcze powtórz sobie Głębię (The Deep) z Noltem
01-10-2012, 03:25
|