Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Cytat:Mówisz o filmach, z których jeden ma najlepszą scenę strzelaniny w historii kin

To jakiś FPS? Idź i strzelaj, wróg sam wyskoczy zza winkla? Ta strzelanina to żenada przy tej z Heat czy International. Jasne, fajnie się to ogląda, jest beka w choooj, ale to wszystko.

Odpowiedz
Eternal Sunshine of the Spotless mind (2004 reż. Michael Gondry)

Ależ cudny film, wykręcający mózg i angażujący od samego początku! Destrukcja pamięci pokazana w sposób doskonały, intrygujący i wywołujący złość oraz bezsilność, która towarzyszy bohaterowi, a przy tom rola Jima potęguje doznania. Setki ciekawych zabiegów z początku wydaje się chaotyczne, ale im dalej w filmie, tym lepiej wszystko się układa. Jedynie zakończenie mnie się nie podobało: ostatnia rozmowa Joela i Clem powinna być podsumowaniem ich dotychczasowych przemyśleń, a nie skromnym (pozbawionym logiki jeśli spojrzeć na wcześniejsze wydarzenia) przyzwoleniem na bycie "sobą".

9/10

loading podpis...

Odpowiedz
Lost in Translation

Fantastyczny, ciepły, melancholijny film. Prawdę mówiąc kiedyś kojarzył mi się jako jeden z tych artystycznych, dystyngowanych snujów, na którym się śpi. Nic takiego. Zdecydowanie jeden z najlepszych filmów jakie widziałem i chcę więcej. Duet Murray-Scarlett jest niesamowity, zagubienie bohaterów, dosłowne w obcym kraju i psychiczne odczuwa się wszystkimi zmysłami, bo zdjęcia i muzyka to klasa sama w sobie.
Specyficzny ,,związek" Boba i Charlotte mocno daje po uczuciach, nawet bez dialogów byłby równie zrozumiały i fascynujący. No i to idealne zakończenie, jeżeli komuś nie zbierało się na nim na wzruszenie, to jest pozbawionym empatii socjopatą.
Świetny był również humor, bo choć całość komedią nie jest, to niejednokrotnie wybuchnąłem śmiechem (w czym głównie zasługa Billa Murraya). Ponadto fajnie pokazano jak dziwna jest japońska kultura dla obcokrajowca.

Film, na którym się CZUJE, 10/10.

19-letnia Scarlett, w różowych majteczkach, która nie wyglądała nigdy piękniej: 10000/10
http://huntersky.deviantart.com
''WHATTUP, BIOTCH!" - Harrison Ford

Odpowiedz
Hope Springs (2012)

Lekki, przyjemny filmik obyczajowy z gatunku takich które wyparowują z głowy po kilku dniach. Grający jakby bez wysiłku, bardzo dobry Tommy Lee Jones, skupiony Steve Carell i co zaskakujące chyba najsłabsza w tym towarzystwie Meryl Streep która zdaje się jedynie powtarzać swoją niezłą rolę z "It's Complicated".

7/10

Odpowiedz
Atlantis - ponad godzina gapienia się na ryby pływające sobie w oceanie. Jak ktoś ma akwarium może darować sobie film :) W sumie to ciężko to nazwać nawet filmem. Ani to dokument, a już tym bardziej fabuła, ot po prostu rybki sobie pływają. Cóż przynajmniej mam odhaczoną kolejną pozycję w filmografii Bessona. 5/10

Rycerz - artystyczna wymęczona kupa, którą ledwie da się oglądać. Realizacyjnie jest amatorsko, fabularnie nudno i tak gromkopierdnie, że ciężko wytrzymać. 3/10
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2

Odpowiedz
Wanted:Ścigani (2008) reż. Timur Bekmambetov

Miałka fabuła, choć pomysł wyjściowy, kontrolowania kuli, ciekawy. Film generalnie to pokaz fajerwerków z dużą ilością bzdur, i gdyby nie McAvoy byłby zupełnie niestrawny, a Andżelina gra tu, bo chyba nie miała nic innego do roboty. Szczury CGI okropne, a ich wybuchy... meh. W ogóle każda akcja przegięta w tę złą stronę.

4/10 (za kilka naprawdę dobrze zrobionych scen i McAvoya)

Shoot 'Em Up (2007) - reż. Jakiś Idiota

Jeśli filmy klasy C z Norrisem nazwać dnem, to ta produkcja bije wszystkie rekordy i plasuje się trzy metry pod Rowem Mariańskim. Nie jestem w stanie wyrazić, jak durny jest ten film pod względem fabuły, sensowności akcji i jej ukazania oraz tego, co się, kurwa, tam dzieje. Przykład: Clive pieprzy Monicę, wpadają typki z gunami, a ten nie przestając jej posuwać rozwala ich po kolei, i na dodatek ona osiąga na końcu orgazm. No, kurwa, takich bzdur nigdy w życiu nie widziałem, ale jeśli myślicie, że to szczyt, to zmartwię was: bad guy ginie z pięciu (!) pocisków, wystrzelonych z pomiędzy palców za pomocą ogniska. Acha, i to naprawdę nie koniec kretynizmów. Nie mam pojęcia, jak Owen, Bellucci i Giamatti dali się wkręcić w ten szajs.

0/10 - tego nie da się nawet ocenić.

loading podpis...

Odpowiedz
(10-12-2012, 15:13)Martinipl napisał(a): Shoot 'Em Up (2007) - reż. Jakiś Idiota

Świetna zabawa. Nie wspomniałeś o morderstwie marchewą. Kapitalny film.


Odpowiedz
Faktycznie niezłe jaja się tam dzieją, dużo lepsze od Wanted, który chyba chciał być poważnym filmem w pewnym sensie.

Odpowiedz
Właśnie nie świetna zabawa. Gdyby to był mega pastisz albo parodia pokroju Top Secret to okej, a to się siliło na powagę aż za bardzo.
loading podpis...

Odpowiedz
W którym miejscu siliło się na powagę? :)

Odpowiedz
Martini, proszę... Shoot'em up to, poczynając od Owena dziarsko szamiącego marchewkę, a na scenie w barze kończąc, jedna wielka beka. Nie dostrzegłem tam grama powagi.
I do not believe in the creed professed by the Jewish Church, by the Roman Church, by the Greek Church, by the Turkish Church, by the Protestant Church, nor by any church that I know of. My own mind is my own church

Odpowiedz
Może i beka, ale nie ma tam nic poza Bellucci (do popatrzenia) i marchewką (do uśmiechnięcia się). Dla mnie to była katorga.

Odpowiedz
Było przerwać oglądanie, ja nie mam w zwyczaju katować się gniotami, za wyjątkiem gatunku horror.

Odpowiedz
Red Dawn 2012 Strasznie pocięty i nierówny film , widać jak bankructwo MGM i brak zdolności reżyserskich niedoszłego kaskadera - koordynatora odbiły się na tej produkcji. Brak jakiegokolwiek Character development. Wszystko dzieje się błyskawicznie tzn. mecz rugby, inwazja cięcie , las cięcie partyzantka , cięcie koniec. Brak tu dramatyzmu i beznadziejności w jakiej znajdują się Rosomaki, czego nie można powiedzieć o oryginalnej wersji z 1984 roku. Jedyne co godne uwagi to sekwencje akcji , które bardzo zgrabnie napędzają i zacierają niekiedy strasznie ślamazarne niedociągnięcia całości. Kilka mrugnięć odnośnie oryginału i to by było na tyle. 93 min to zdecydowanie za mało jak na te historię i o ile nie wyjdzie jakaś dłuższa producencka, czy reżyserska wersja filmu nie ma co do tego podchodzić bez minimum dwóch browarów. Jako fan wersji z 1984 wystawiam mocne 6+/10 i czekam na jakąś sensowniejsza wersje filmu.

Odpowiedz
(17-08-2011, 17:54)Kubeczek napisał(a): Jagodowa miłość (My Blueberry Nights) 2007 r., reż. Kar Wai Wong

Mi się ten film najzwyczajniej w świecie nie spodobał. Powodów jest wiele. Ten pierwszy i najważniejszy - to nuda. Film jest po prosu nudny. Niby mówi o wielkim uczuciu, jakim jest miłość oraz o cierpieniu młodej kobiety, którą porzucił chłopak. O poszukiwaniu miłości i swojego miejsca na ziemi. O przyjaźni z pewnym właścicielem baru Jeremym. O niesamowitym spotkaniu z Leslie. A i tak nudno i nudno. Aż dziw bierze, bo i temat ciekawy i aktorzy wyśmienici: Jude Law, Natalie Portman, Rachel Weisz, Norah Jones. A wyszło tak lichutko i nijako. Zaledwie kilka zdjęć pięknych, kilka scen dobrych. Przykro.

Moja ocena 5/10


Generalnie zgoda - lekki zawód. Ot, siedzą, piją, ciasto szamają. Niemniej wizualnie film jest śliczny i mimo wszystko ma jakiś taki w miarę osobliwy klimacik. Szkoda, że Kar rozpłynnia go na drobne.

6- / 10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
(12-12-2012, 03:33)Mefisto napisał(a): Niemniej wizualnie film jest śliczny i mimo wszystko ma jakiś taki w miarę osobliwy klimacik.

Śliczna to jest przede wszystkim Norah. :-)

Odpowiedz
The Man with the Iron Fists - po obejrzeniu tego filmu w ogóle mnie nie dziwi, że współscenarzystą jest Eli Roth. Zastanawia mnie cel jaki przyświecał panu RZA przy tworzeniu tego dzieła. No bo jak już robić hołdy dla grindhousowej pulpy to wypadałoby albo dodać coś od siebie(jak to zwykł robić ten, na którego nazwisku zrobiono kampanię reklamową), albo chociaż postarać się, żeby to było choć trochę zabawne(vide zeszłoroczny "Hobo with a Shotgun"). Tutaj nie ma ani tego, ani tego. RZA jawi się nam trochę jak taki człowiek renesansu - otóż współtworzył scenariusz, zajął się reżyserią, soundtrackiem i w dodatku gra główną rolę. Każdy z tych elementów leży i kwiczy. Hip-hop do kina kung-fu pasuje jak pięść do nosa, fabuła to zlepek pseudo-cool i efekciarskich scenek, a RZA wygrywa w moim osobistym rankingu na najmniej charyzmatycznego głównego bohatera tej dekady. Sam fakt obecności Russela Crowe w tym filmie pozostawię bez komentarza.

Średnia ocena na imdb sprawiła, że przestałem wierzyć w ludzkość.

2/10

[Obrazek: Russell-Crowe-in-Man-with-the-Iron-Fists.jpg]
'what the fuck am I doing here?'

Odpowiedz
Double Indemnity - wciąż świetny film, choć jednak wiek czuć - choćby w aurze teatralności całej produkcji, jak i częstej nadekspresji aktorów. No i przez lata mocno się te wszystkie sztuczki ograły, także kilka scen/zachowań mimowolnie wywołuje uśmiech na twarzy, stając się jednocześnie parodią samych siebie. Ale poza tymi paroma mankamentami dalej ogląda się to znakomicie, intryga wciąga i przykuwa do ekranu aż do samego końca, a główny bohater jest świetny, nawet jeśli popełnia głupoty. Bardzo dobre kino, choć, o ironio, chętnie zobaczył bym remake dziejący się współcześnie - nie tyle dla poprawy obrazu i technikaliów (aczkolwiek przez cały seans marzyłem o panoramie - pomijając ówczesne standardy formatu, niektóre historie urodziły się do czarnych pasów na górze/dole, a nie po bokach i Podwójne ubezpieczenie jest jednym z nich), co po prostu dla zacieśnienia klimatu (jakże trudno bohaterom byłoby dziś zachować zimną krew), wykorzystania nieco innych możliwości.

8 / 10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Kill Bill - Kocham każdą piosenkę, a właściwie to każdą nutę muzyki, każdy element scenografii, każde ujęcie, i kompletnie wszystko co pojawia się w tym filmie. Kupuję konwencję jaką serwuje Tarantino od samego początku i proszę o więcej. Film zaczyna się kapitalną walką Czarnej Mamby z Vernitą Green, a po niej o dziwo jest tylko lepiej. Fantastyczna historia (ciekawie poprowadzona), znakomity epizod anime o O-Ren, dużo humoru, super dialogi, świetne akcje, i kozacki finał, którego zajebistości nie jestem w stanie opisać. Ocena może być tylko jedna. ;)
Ocena: 10/10 [Obrazek: 6m.png]

Jak będę miał wolny wieczór powtórzę sobie dwójkę...

Odpowiedz
Forrest Gump - wyjątkowy film. Świetnie pomyślany, świetnie zrealizowany, świetnie zagrany. Tylko czasami coś jakby nie trybi - są pojedyncze sceny, a czasem dłuższe fragmenty, które zaburzają tempo opowieści i nie tyle zmieniają jej ton, co jakby gubią wątek. Ostatecznie jednak to świetna historia - aż dziwne, że z książki tak złej jak powieść Grooma (która jest FATALNA pod każdym względem) Zemeckis zrobił taki dobry film. 8+/10

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,078 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,803 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,213 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,447 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,744 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,364 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,998 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,197 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości