Cytat:Nie tylko ja sądzę, że film jest słaby.Nie tylko ja sądzę, że film jest dobry.
Świetny argument, muszę go wykorzystać przy najbliższej okazji.
18-04-2009, 10:11
|
Kill Bill: Vol. 1 (2003) & Vol. 2 (2004)
|
Cytat:Nie tylko ja sądzę, że film jest słaby.Nie tylko ja sądzę, że film jest dobry. Świetny argument, muszę go wykorzystać przy najbliższej okazji. 18-04-2009, 10:11 Monika napisał(a):Ktoś krzyknie âREC, to remake!â ktoś inny mu odpowie "nie, to plagiat!". Oboje oni będą mieli rację. nie:) autor oryginału dostaje kasę od autora rimejku za prawa do zrimejkowania swojego filmu, podczas gdy plagiat to kradzież, "pożyczenie" czegoś bez zgody właściciela i podpisanie się pod tym własnym nazwiskiem. poza tym rimejk - w idealnym świecie, w którym filmy kręcą Michael Mann i Paul Varhoeven:) - stanowi nowe spojrzenie na tę samą historie albo jest po prostu próbą ulokowania starej/nowej historii w innym kontekście kulturowym. tak więc rimejk to rimejk, plagiat to plagiat. tylko w przypadku kill billa, który jest absolutną totalnością artystycznej rzeczywistości, jedyną w swoim rodzaju - jak turecka wersja rambo - film może być zarówno pastiszem, parodią, kolażem, gównem i arcydziełem. 18-04-2009, 10:27
Dobra Mental nie wyjeżdżaj mi z tą definicją prawną czym jest plagiat. Doskonale wiesz co miałam na myśli. :-) może ułatwię - remake to plagiat zgdony ze słowem/literą prawa.
Remake nie jest plagietem (z prawnego punktu widzenia) dlatego, że twórcy oryginału świadomie godzą się na wykorzystanie ich własnych pomysłów i materiałów w nowej wersji filmowej. Cały proces natomiast jest pracą odtwórczą czyli plagiatowaniem znanych już pomysłów z oryginału. Uff, no. 18-04-2009, 10:32
a kill bill to parodia pastiszu przypominająca kolaż:)
ok, skończmy już te akademickie "przepychanki", bo i tak w świetle omawianego tu unikatu nic nie jest tym, czym się wydaje na pierwszy rzut oka. Monika napisał(a):Cały proces natomiast jest pracą odtwórczą czyli plagiatowaniem znanych już pomysłów z oryginału. znam parę rimejków, w których była to praca jak najbardziej twórcza. ale jak rzekłem - skończmy już:) no chyba że musisz mieć ostatnie słowo:) 18-04-2009, 10:45
Kill Billa naprawdę ciężko mi jest zdefiniować jednoznacznie czy to pastisz czy parodia pastiszu, czy też może jest to hybryda łącząca dwa w jednym. Skłaniam się jednak do hybrydy. Nie wiem. Zresztą prawda jest taka, że zasiadając do KB nie zastanawiałam się nad tym czy będę oglądała pastisz, parodię czy komedię i tak dalej⌠Samo nazwisko Tarantiono mówiło wszystko czego mogę się spodziewać. Po prostu tarantinowskie, luzackie, przerysowane (jak nigdy wcześniej) kino, które bawi i to dostałam. :-)
18-04-2009, 10:54 Monika napisał(a):luzackie, przerysowane (jak nigdy wcześniej) martwica mózgu jest bardziej luzacka, bardziej przerysowana, bardziej bekowa i bardziej fachowo wykonana (nieskończenie bardziej) niż kill bill. ale to tylko moje zdanie, ty możesz mieć inne, gdyż mamy demokracje:) Monika napisał(a):Samo nazwisko Tarantiono mówiło wszystko czego mogę się spodziewać. mam tak samo z nazwiskiem Mann:) sorry, ale musze zacytować freakouta: Normalnie kultowe perpetuum mobile: obraz nie broni się tym, że jest dobry, tylko że jest Tarantino. BUAHAHAHA !!! Nie musimy już, Mojsze, robić dobrych filmów; wystarczy, że przed samym tytułem będzie napisane "Tarantino presents..." i się publiczka sama nad obrazem spuszczać będzie, jak sanacja nad Nikodemem Dyzmą. 18-04-2009, 11:02
Freak: Jeśli nie tylko ja będę uważał, że np. jesteś pedofilem, to też będzie coś na rzeczy? Co za durny argument. "O tym facecie mówią, że podobno pedał, a ostatnio widziałem jak podał rękę innemu gościowi, więc coś musi być na rzeczy". Z taką drobnomieszczańską filozofią to do plotek, a nie do filmów. Jak na razie przedstawiliście wszyscy OPINIE, faktów nie uświadczyłem. A ty do złego doboru słów lepiej się przyznaj, a nie dalej brnij w głupie wyjaśnienia.
18-04-2009, 12:50 Mental napisał(a):bardziej fachowo wykonana (nieskończenie bardziej) niż kill billZdefiniuj "fachowo wykonana". Mental napisał(a):sorry, ale musze zacytować freakoutaNie ma za co, wybaczam, ale postaraj się więcej do tego nie zniżać. Do tego absurdu ustosunkowałem się już wcześniej: wielokrotnie padł tu zarzut że zwolennicy Kill Billa pieją z zachwytu "bo to Tarantino". Bullshit. Death Proof to też Tarantino, a jednak po kolejnym obejrzeniu moja opinia o tym filmie spadła z "zajebisty" do "po prostu fajny film" (tak, fajny, bo mimo ewidentnych słabości plusy przeważają tu jednak nad minusami). Inglourious Basterds? Zapowiada się coś poniżej dna, więc proszę mi nie mówić że Kill Bill jest dla mnie tym czym jest z powodu osoby reżysera. 18-04-2009, 13:20 Mental napisał(a):martwica mózgu jest bardziej luzacka, bardziej przerysowana, bardziej bekowa i bardziej fachowo wykonana (nieskończenie bardziej) niż kill bill. Lubię obydwa filmy. :-) Z tym, że trudno je ze sobą porównywać i zestawiać bo mimo iż oba na swój sposób są pastiszami/parodiami to jednak martwica jest ukłonem w stronę płytkich hollywoodzkich horrorów, a KB płytkiego kopanego kina dalekiego wschodu. Dwa różne światy co zaowocowało w efekcie finalnym różnym podejściem reżyserów do poetyki pastiszu. Cytat:sorry, ale musze zacytować freakouta: Wybaczam, zwykle jednak jego posty omijam szerokim łukiem. No offence, of course. 18-04-2009, 13:38
Skoro dysputa przycichła...
Porównanie scen z "Reservoir Dogs" Quentina Tarantino i "City on Fire" Ringo Lama. Czy Tarantino za bardzo posiłkował się innymi filmami? W sumie ciekawe. Niektóre momenty to czysty remake. A tu, swoją drogą, najwyraźniej "Kill Bill" na poważnie: http://www.imdb.com/title/tt0061955/ 27-04-2009, 03:41 (12-01-2013, 00:45)Phil napisał(a): 6/10 dla całości. Chociaż wyraźnie widać różnice między dwoma woluminami, to jednak nie będę rozdzielał oceny, jakby to były dwa oddzielne filmy (ale zdradzę, że straciłby na tym vol. 2 ![]() Skoro Kill Bill jest taki niespójny, to tym bardziej ocenę należałoby rozdzielić. Dla mnie jest spójny i to bardzo, trzeba tylko uświadomić sobie o czym jest część I, a o czym II, po czym zrozumieć, że każda z nich stanowi hołd dla innego typu kina. 12-01-2013, 01:30
Co tu rozwijać Phil? Każde dziecko wie, że Kill Bill to hołd dla kina azjatyckiego, z silnymi nawiązaniami do westernów przy Volume II. Oba Woluminy są tak różne, a ich stylistyka na tyle czytelna, że chyba nie trzeba tego tłumaczyć
![]() Volume I to arcydzieło spójności. Poruszać się z taką gracją, w tak naturalny sposób między tyloma stylami i konwencjami? Jestem fanbojem tego filmu, więc może to tylko ja. 12-01-2013, 01:39
pouciekały
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 12-01-2013, 04:28
Kurdę, czekałem na twoje oceny KB po ostatnich ocenach filmów Tarantino i nie tego się spodziewałem.
(12-01-2013, 00:45)Phil napisał(a): Po pierwsze jest to zdecydowanie film o kilka klas gorszy od trzech pierwszych filmów Tarantino. Ja myślę wręcz przeciwnie. Vol. 1 jest jego najlepszym filmem, a Vol. 2 tylko niewiele gorszy. Zarzuty o niespójność ignoruje, bo ja w ogóle czegoś takiego nie dostrzegam. I uważam, że oceniając dwa filmy należą się 2 oceny.
12-01-2013, 10:45
Chciałem przejrzeć temat bo wczoraj sobie odświeżyłem obie części, ale widzę, że w pierwszym poście Mental wypisuje jakieś głupoty o tym jaki to Kill Bill beznadziejny. Nie czytam dalej. Jedynka to chyba mój ulubiony Tarantino. Pulp Fiction ma momenty dużo lepsze, ale jako całość nie daje tyle radości co Kill Bill vol. 1. Realizacyjnie też absolutne mistrzostwo. Dwójka nie dużo gorsza. Jedynka 10/10, dwójka 8/10. Pozdrawiam.
12-01-2013, 11:59
A KB tylko 6/10?
![]() ![]() A jeśli chodzi o moją szerszą opinię na temat KB, to już pisałem swoje recenzje w innym temacie, ale i tutaj je zacytuję: (13-12-2012, 10:37)Juby napisał(a): Kill Bill - Kocham każdą piosenkę, a właściwie to każdą nutę muzyki, każdy element scenografii, każde ujęcie, i kompletnie wszystko co pojawia się w tym filmie. Kupuję konwencję jaką serwuje Tarantino od samego początku i proszę o więcej. Film zaczyna się kapitalną walką Czarnej Mamby z Vernitą Green, a po niej o dziwo jest tylko lepiej. Fantastyczna historia (ciekawie poprowadzona), znakomity epizod anime o O-Ren, dużo humoru, super dialogi, świetne akcje, i kozacki finał, którego zajebistości nie jestem w stanie opisać. Ocena może być tylko jedna. (21-12-2012, 11:32)Juby napisał(a): Kill Bill 2 - Druga część dylogii Tarantino jest dla mnie od zawsze słabsza od pierwszej. Wpływ na to ma kilka czynników. Volume 1 zaczynał się mocno od zajebistej akcji i kończył rozpierduchą jakich mało. Przy tym był tak krótki, że nie było miejsca na oderwanie wzroku od ekranu. W dwójce niestety wszystko zaczyna się powoli, film nabiera tępa dopiero przy treningu u Pai Mei, ale ostatni rozdział znowu wszystko hamuje. Przez to Vol. 2 jest po prostu mniej wciągający. Na niekorzyść wpływa też fakt, że Mamba zabija w tej części tylko JEDNĄ osobę (w dodatku tak fajną, że chciałoby się, aby jej nie zabijała), a przecież to miała być krwawa zemsta. Jednak KB2 również uwielbiam, dzięki fantastycznej roli Davida Carradine'a (Bill), zupełnie innej ale równie genialnej muzyce (jak ja uwielbiam wszystko co stworzył Morricone), i za jedną z najlepszych scen jakie kiedykolwiek nakręcił Tarantino, która łączy oba te elementy (ostatnia walka i śmierć Billa). A na koniec dodam, że pierwsza część jest w dziesiątce moich ulubionych filmów. 12-01-2013, 13:17 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 31-07-2013, 11:49 przez Juby.) |
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |