28-02-2013, 23:00
|
Krótka piłka, czyli mini-recenzje
|
|
Kurde, od roku przymierzam się do obejrzenia tego filmu. Po twojej minirecenzji chyba wreszcie jestem gotowy na to dzieło.
Faceci w czerni 3 - ależ przyjemny film. Naprawdę świetnie się go ogląda. Lubię tych bohaterów, a, że z wiekiem robię się coraz bardziej nostalgiczny to niesamowicie cenię sobie takie powroty po latach. Motyw podróży w czasie bardzo dobry, wynika z niego wiele śmiesznych żartów, ciekawa i niesamowicie sympatyczna postać Griffina, bardzo dobrzy Brolin jako agent K i Smith jako J. Zresztą patent z ojcem tego ostatniego i sama końcówka to jedna z fajniejszych rzeczy jakie ostatnio widziałem w filmie. Do tego CGI na bardzo wysokim poziomie i można cieszyć się seansem. Na pewno wrócę.
8/10 02-03-2013, 01:43 (10-02-2013, 14:35)Perfik napisał(a): Anna Karenina - Wright zrehabilitował się po tragicznej Hannie, wracając do klimatów w których czuje się najlepiej i pokazał jak w XXI wieku powinno się ekranizować Tołstoja. Nie jest idealnie (do poziomu Cyrulika Syberyjskiego trochę brakuje) w drugiej połowie siada idealne do tej pory tempo, ale znakomita strona techniczna (zdjęcia, montaż, MUZYKA!) pozwoliła mi przymknąć na to oko. Mogę się pod tym podpisać - wizualnie jest to mistrzowskie (nie rozumiem braku Oscarów za scenografię i muzykę, która zjada na śniadanie Życie Pi, a i dodałbym przynajmniej nominację za dźwięk, bo też gra tu dużą rolę i brzmi wybornie oraz za montaż, który, głównie z początku jest szybki, konsekwentny i bezbłędny), aktorsko bardzo zgrabnie (Johnson to chyba najlepszy Wroński do tej pory), no i jest w tym pomysł, świeżość, dynamika. Niestety, w drugiej połowie ta lekkość i zwiewność gdzieś uciekają i choć nie brakuje mocnych scen, to film zaczyna przynudzać. Największym minusem jest jednak Keira, która swoją twarzyczką wiecznej nastolatki ni chuja nie pasuje do Kareniny i gdy wypomina Kitty jej wiek staje się parodią tej postaci. Trochę szkoda, bo film sporo by zyskał, gdyby główną rolę powierzyć komuś takiemu, jak Sophie Marceau w latach 90. Żałuję, że nie obejrzałem w kinie. 7 / 10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 03-03-2013, 02:28
"The Apparition (Zjawa)" (2012)
Rety, ale nudny i mega schematyczny horror. Omijajcie szerokim łukiem. Szkoda, gdyż film też nie był tani, ale naprawdę czuję, że zmarnowałem czas oglądając to, a końcówka zamiast straszyć wywołuje WTF?! Jakieś pozytywy? Nie wiem, całkiem fajna muzyka tomandandy i Ashley Green w majtkach. Odradzam, jeżeli nie chce się zawieść i wynudzić. 2/10 03-03-2013, 19:34
Kronika opętania - nudny, niekiedy zabawny, podobno kręcony jako horror. Ale na planie chyba zabrakło kogoś, kto by o tym przypomniał. Mały plusik za dybuka, mamroczącego po polsku (a nawet recytującego wierszyki :)). Ogólnie, strata czasu i prądu.
2/10 PS. Czy ktoś jest w stanie odpowiedzieć, co się stało z karierą Jeffrey'a Deana Morgana? Facet zagrał znakomicie w "Watchmen" i pokazał, że może namieszać, a potem zaczął regularnie występować w gniotach.
https://www.filmweb.pl/user/Nawrocki/activity
https://letterboxd.com/nawrocki/list/best-movies-of-2020s/ https://letterboxd.com/nawrocki/list/2024-movies/ 03-03-2013, 21:09 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-03-2013, 21:10 przez nawrocki.)
W sumie racja, ograniczyłem się do jego filmografii po 2009 roku, ale wcześniej też w niczym ambitnym raczej nie grywał. Tak czy inaczej, szkoda, bo facet talent niewątpliwie posiada i niefajnie, że go marnuje w kinie klasy b.
https://www.filmweb.pl/user/Nawrocki/activity
https://letterboxd.com/nawrocki/list/best-movies-of-2020s/ https://letterboxd.com/nawrocki/list/2024-movies/ 03-03-2013, 21:21 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-03-2013, 21:29 przez nawrocki.)
Owszem, szkoda. Szkoda mi również Malin Ackerman, która jakimś specjalnym talentem nie dysponuje, ale też pałęta się po planach jakichś trzecioligowych produkcji.
03-03-2013, 21:25
Swego czasu grał też w Supernatural gościa kierowanego zemstą, bo mu żonę zabili - dwa pierwsze sezony serialu, najlepsze według mnie, skupiają się właśnie na tym. JDM grał co prawda drugo/trzecioplanową postać, ale jak się pojawia, to jest fajnie.
03-03-2013, 23:33 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-03-2013, 23:34 przez raven.second.)
The Adventures of Robin Hood (1938) - czysta rewelacja. Fenomenalny swashbuckling tryskający wszystkimi możliwymi kolorami przy każdej okazji, pełen podpierających się w boki śmiejących się rajtuzowców, akcji i humoru. Inaczej trochę widzę teraz Cary Elvesa w "Facetach w Rajtuzach". To nie to, że to był jedyny film w którym dobrze grał, on po prostu naśladował Flynna.
10/10 05-03-2013, 12:26
Mama (reż. Andres Muschietti)
Zaczęło się naprawdę pięknie. Klimatyczne, ładne zdjęcia i godna podziwu subtelność w przekazywaniu treści. Przed domem stoi niedbale zaparkowany samochód, kierowca nie zdążył zamknąć drzwi i wyłączyć radia. Z głośnika nadają wiadomość o zaginionym pracowniku przedsiębiorstwa, które dosięgła macka giełdowego krachu. W biurze, w którym pracował strzelano do dwóch osób, jedna z nich nie żyje. BANG! Jeszcze jeden strzał nakłada się z cięciem. Teraz znajdujemy się wewnątrz domu, widzimy nasłuchującą, nieco przestraszoną trzyletnią dziewczynkę. Z kadrów bije chłód, a cisza po strzale zdaje się być przeszywająca. W końcu słychać głośne kroki i do pokoju wpada ojciec trzylatki. W pośpiechu wyjmuje z łóżeczka drugą z córek i cała trójka pakuje się do wspominanego wcześniej auta. Prują szybko opustoszałą górską szosą o oblodzonej nawierzchni. Zbyt szybko, by utrzymać się na drodze. Samochód wpada w poślizg i wylatuje z impetem z jezdni, znikając za zboczem skarpy. I w tym momencie kończy się najlepsze. Zupełnie, jakby pierwsze trzy minuty filmu wyreżyserował sam Guillermo del Toro, a za resztę wziął się faktyczny reżyser. Nie jest to jednak równoznaczne z tym, że od razu robi się tragicznie. Gdzieś do połowy ciągle mamy do czynienia z przyzwoitym kinem na niezłym poziomie, jednak konsekwentnie z minuty na minutę robi się coraz gorzej. Cała urzekająca aura subtelności idzie się zresztą pieprzyć już przy pierwszym pojawieniu się tytułowej Mamy. Od tego momentu wiadomo, że stworzono kolejne straszydło, któremu zawsze będzie towarzyszyć napierdalanie głową na oślep po klawiszach fortepianu i szorowanie smyczkiem po strunach przez kogoś na poły upośledzonego ruchowo. WOW! Mój ulubiony, oryginalny sposób straszenia! Drugą z bolączek "Mamy" jest prawdziwe zatrzęsienie ogranych motywów. Jakby naprawdę świat lęków i strachu kończył się na dziwnych, niepokojących dziewczynkach widzących stworzenia, których nikt inny nie widzi. Dodając do tego niemal "klasyczny" powykręcany w stawach i na mordach design tych stworzeń, psychodeliczne rysuneczki na ścianach, opuszczone leśne domki, gasnące w kluczowych momentach latarki itp., dostajemy wszystko to, co w kinie grozy śmierdzi zbukiem. Jedynie Jessica Chastain jakoś ciągnie ten film. W stylówie Lisbeth Salander tylko, że z cyckami i bassem w dłoni być może prezentuje się nieco mniej atrakcyjnie niż zwykle, ale w zmian za to, jako jedyna dostała jakąś historię do zagrania. Niestety nawet Jessica nie jest w stanie uratować końcowych 30 minut, kiedy głos w sprawie zabiera tytułowa mamuśka. Ta postać kradnie dosłownie każdą scenę! Niestety naprzemiennie wywołuje przy tym rozbawienie i zażenowanie. I choć jest to dość popularna mieszanka uczuć towarzysząca oglądaniu współczesnych horrorów, to nie wróży to niczego dobrego. I jeszcze ma powstać sequel. Dziękuję, ja postoję. Kończę z horrorami w kinie. Szkoda kasy. 3/10
"Byłem królem traktorzystów przy wyrębie lasu na cały Oregon i sąsiednie stany, a królem szulerów od powrotu z Korei i nawet królem opielaczy groszku na farmie w Pendleton - więc pomyślałem sobie, że skoro już mam być wariatem, to też muszę być pierwszym i najlepszym." Randle McMurphy
05-03-2013, 23:17
Persona, rozumiem, film kiepski, ale rozpisałeś się na kilka tysięcy znaków w temacie, którego tytuł "krótka piłka". Czy nie lepiej założyć oddzielny temat?
05-03-2013, 23:40
To zależy co bardziej preferuje administracja forum: dłuższy post w temacie "Krótka piłka" czy masę tematów z maksymalnie kilkoma odpowiedziami lub żadną :) Chętnie poznam stanowisko w tej sprawie, bo często tak mam, że jak już zaczynam pisać, to krótko mi nie wychodzi. Więc wyszedłem z założenia, że mimo wszystko opcja pierwsza jest lepsza, niż zakładanie masy pustych wątków.
"Byłem królem traktorzystów przy wyrębie lasu na cały Oregon i sąsiednie stany, a królem szulerów od powrotu z Korei i nawet królem opielaczy groszku na farmie w Pendleton - więc pomyślałem sobie, że skoro już mam być wariatem, to też muszę być pierwszym i najlepszym." Randle McMurphy
06-03-2013, 00:05
Hitchcock - Bardzo przyjemny, ale równocześnie letni i nieangażujący film, więc pominięcie go w tegorocznych Oscarach jak najbardziej zrozumiałe, bo jedyne co zasługuje na wyraźną pochwałę to charakteryzacja. Ja zobaczyłem dla Scarlett i się nie rozczarowałem, bo chociaż dużej roli nie ma to wywiązuje się ze swoich obowiązków znakomicie, znacznie bardziej lubię ją oglądać kiedy ma coś do zagrania niż wtedy, gdy rozdaje kopniaki. 6/10
06-03-2013, 11:46
Dune 1984 - extended cut. Boże nie wiem czy to wina raczkującego jeszcze Lyncha, który nie wiedział tak do końca na co się porywa, czy kompletnie nie filmowy aspekt książki. Każda scena , każdy character dewelop, jest tu tak koszmarnie zaserwowany, że nawet specjalnie dodany narrator objaśniający wszystko w tle do tej wersji nie ułatwia zrozumieć wszystkich niuansów. Mnustwo ujęć , dublowanych przez co nie wiadomo tak naprawdę na jakiej planecie się teraz znajdujemy. Przywódca Harkonenów tylko krzyczy i wyciska pryszcze ( jedna z najbardziej irytujących postaci w historii kina ). Zanotowałem wielkie wtf w połowie filmu, kiedy wielki zmutowany nawigator zaczyna wysrywać z siebie planety i układy kosmiczne. Z tego co mi wiadomo to używał przyprawy do podróżowania miedzy planetami i układami w kosmosie a nie do ich wydalania w osoczu przypominającym śluz porodowy. Koszmarnie to wygląda. Takich baboli jest tu mnóstwo, a ludzie teleportują się z jednego miejsca do drugiego ( dziewczyna na końcu jest w komnacie a za chwile na zewnątrz onanizuje się sztyletem w świetle chwały). Wojownicy Harkonenow to banda idiotów z minigunami których wogóle nie używaja a mimo to przeciwnicy na ich widok umierają. Fremeni są nie lepsi do zabijania swojego wroga używają jakiegoś dziwnego urządzenia, które strzela tylko i wyłącznie na odgłosy w stylu "a Dżiaaa" masakra. Kiedyś oglądałem wersję kinowa i mile ją wspominam, ale sądząc po tym, że jest to tylko i wyłącznie skrócona wersja tej nieoglądalnej kupy to sobie daruje. 5/10 za scenografię i jako taki klimat << Leśne dziadki Imperatora Shaddama IV rządzą... ;)
06-03-2013, 15:48 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-03-2013, 15:54 przez Predator895.)
E.T. - po wpisaniu w wyszukiwarkę wywala tyle wyników, że nie wiem czy wątek istnieje (jeśli tak, proszę o przeniesienie). Tak czy siak miło było sobie powrócić do filmu po ponad dekadzie - ostatni raz widziałem w kinie na 20-lecie, z paskudnym dubbingiem, bezsensownymi, komputerowymi scenami dodanymi oraz zmianami, które sprawiły, że na filmie mocno się rozczarowałem względem wrażeń z dzieciństwa. Tym razem było już znacznie lepiej. Owszem, film miejscami jest głupi jak but Mierzwiaka, który jest hipsterem, bo słucha LDR :) ale Spielberg znakomicie operuje emocjami i napięciem, wobec czego film ogląda się rewelacyjnie. Sama postać E.T. także pozostaje bezbłędna i od razu chwyta za serce. Świetna jest mała Drew, która już nigdy nie będzie lepsza, jak w tym filmie, podoba mi się humor i inteligentne nawiązania, np. do SW, a i jest to bez dwóch zdań przygoda pełną gębą.
Na minus fakt, że jednak większość efektów mocno się zestarzała i od zawsze była nieco kiepska (design statku obcych - my god!), bohaterowie niekiedy dziwacznie się zachowują (na początku ktoś wspomina o kojotach, ale reakcji nie wywołuje to żadnej, a jedyną osobą, która po nocy nie śpi jest oczywiście Elliott i absolutnie nikt nie budzi się, gdy E.T. robi hałas godny katastrofy smoleńskiej) i zdarza się kilka niezwykłej jakości sucharów (cały dom Elliota jest pod ostrą kwarantanną, wokół mnóstwo policji i agentów rządowych, a stojąca na zewnątrz banda chłopaków radośnie stwierdza: zdecydowanie tam się coś dzieje), no i końcówka jest przesłodzona do zarzygania (obowiązkowy płacz wszystkich osób z planu, łącznie z oświetleniowcem, no i ta jebana tęcza). Lecz nie zmienia to faktu, że na te 2 godziny magia działała bezbłędnie, ja znowu miałem kilka lat, miast kilkudziesięciu. Urocze filmidło. Ocena wraca do stanu normalności. 8 / 10 P.S. Swoją drogą sporo w tym filmie ujęć, które przy odpowiednim montażu nadałyby się na kapitalny trailer Aliena :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 06-03-2013, 18:31 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-03-2013, 18:49 przez Mefisto.)
Carlito's Way - fajny jest ten film, ale dziwnie zrealizowany. Ma świetne, pamiętne postaci, ale mam wrażenie, że oglądam niskobudżetowy Scarface 2 - ot, zostało parę dekoracji po jedynce, więc zobaczmy, co jeszcze da się w nich nakręcić. Zdjęcia są momentami świetne, ale całość zmontowana jest tak, że często nie wiem, gdzie konkretnie bohaterowie się znajdują; mało tutaj scen umiejscawiających wnętrza w większej przestrzeni. Ciasny jest ten film. No ale jest świetny Pacino, jest świetny Penn, jest świetna akcja w końcówce. 8/10 - mimo wszystko czegoś tu brakuje, wygląda to na film kręcony w pośpiechu, nie ma skali Scarface'a i momentami jest teatralny.
Insider - film, w którym mimo braku trupów, strzelanin czy pościgów napięcie trzyma za tyłek od początku do końca. Świetna robota i chyba ostatni wielki występ Pacina. 9/10 07-03-2013, 08:34
Pale Rider - czyli kolejny powrót. Kiedyś niespecjalnie przepadałem za tym filmem, był jakiś taki inny. Ta inność pozostała, ale seans znacznie bardziej satysfakcjonujący. Kilka sucharów wciąż razi (ta mała jest fajna, ale irytuje w ciul, ekipa badassów też nie do końca przekonuje - ot chodzą w długich płaszczach i właściwie tyle), ale całościowo to kolejny solidny Clint z paroma świetnymi scenami.
7 / 10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 07-03-2013, 14:52
Psychoza - wow, jestem pod bardzo dużym wrażeniem. Perkins rolą Batesa po prostu pozamiatał, a scena w której obserwuje tonący samochód albo rozmawia z Balsamem to jedne z najlepszych sekwencji w historii kina. Leigh też zaskakująco dobra; w ogóle film ogląda się znakomicie - głównie dzięki aktorom, dialogom i przywiązaniu uwagi do szczegółów. W zasadzie podobało mi się wszystko oprócz trzech rzeczy:
1. ujęcie spadającego ze schodów Balsama to jakiś nieudany eksperyment, bez którego można było się spokojnie obejść; 2. aktor grający chłopaka Marion to niesamowite drewno, po prostu żal na niego patrzeć kiedy gra obok Perkinsa; 3. końcówka z wpadającym do piwniczki Perkinsem jest niestety niezamierzenie śmieszna. Mimo wszystko pięknie oglądało się film, w którym atmosferę robiły dialogi. Coś pięknego. 9/10 Hitchcock - w zasadzie obejrzałem najpierw ten film, ale spodobał mi się na tyle, że zaraz potem włączyłem Psychozę. Fajny, bardzo przyjemny, elegancko zrealizowany "making of" Psychozy, z sympatycznym Hopkinsem i ogólnie przyjemną w odbiorze atmosferą. Dobrze wyważony, choć nie powala geniuszem w żadnym momencie. Miło, że zauważyli, jakim drewnem był tamten koleś o którym wspomniałem wyżej. 7/10 07-03-2013, 21:00
Tak jak uwielbiam "Psychozę", tak "Hitchcock" wydaje mi się filmem totalnie zbędnym. Spoko, ładnie zrealizowany, ale historia w nim opowiedziana nie jest warta takiego filmu. Okej, produkcji "Psychozy", jak to z różnymi produkcjami bywa, towarzyszyło trochę niepewności, trochę śmiesznych lub niecodziennych wydarzeń (np. promocja pantoflowa wg Alfreda Hitchcocka), ale jak dla mnie to ciągle za mało, żeby przelewać ją na scenariusz filmowy. Wyszły z tego półtoragodzinne przeprosiny dla Almy Reville (jedyny naprawdę mocny punkt tej produkcji to rola Helen Mirren) za to, że wielu w ogóle o niej nie pamięta, gdy o Alfredzie mówi się, że był jednym z największych twórców filmowych w historii kinematografii. No, ale być może na własne życzenie spieprzyłem sobie przyjemność oglądania, bo widziałem wcześniej "Making of >Psycho<".
"Byłem królem traktorzystów przy wyrębie lasu na cały Oregon i sąsiednie stany, a królem szulerów od powrotu z Korei i nawet królem opielaczy groszku na farmie w Pendleton - więc pomyślałem sobie, że skoro już mam być wariatem, to też muszę być pierwszym i najlepszym." Randle McMurphy
07-03-2013, 22:03 |
| Podobne wątki | |||||
| Wątek: | Autor | Odpowiedzi: | Wyświetleń: | Ostatni post | |
| ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach | Mierzwiak | 1,244 | 243,042 |
14-04-2026, 18:15 Ostatni post: shamar |
|
| Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach | Craven | 91 | 23,799 |
07-08-2025, 14:13 Ostatni post: shamar |
|
| Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz | military | 77 | 28,209 |
04-03-2017, 00:43 Ostatni post: Juby |
|
| Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków | wika | 3 | 4,447 |
02-12-2013, 19:10 Ostatni post: Bucho |
|
| Prawdziwy film, czyli istota kina | Bodzio | 22 | 8,744 |
07-08-2011, 20:23 Ostatni post: MauZ |
|
| Starocie filmowe, czyli trochę klasyki | Eorath | 44 | 17,358 |
20-12-2010, 19:03 Ostatni post: szopman |
|
| Krótka piłka, czyli mini-recenzje | military | 6,447 | 721,905 |
11-04-2009, 16:35 Ostatni post: Negrin |
|
| Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) | Mental | 167 | 31,166 |
26-03-2008, 09:55 Ostatni post: D'mooN |
|
| [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje | 0 | 326 |
Mniej niż 1 minutę temu Ostatni post: |
||
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 6 gości |









