Tron: Legacy
Rozumiem, że każdy ma prawo do własnego zdania, jednak gdy czytam takie opinie jak ta wyżej nasuwa mi się pewna sugestia, tudzież rada dla ich autorów. Mianowicie polecam spróbować spojrzeć na ten film jak na operę. Operę od Disneya, synergię dźwięku i obrazu. Osobiście od początku pierwszego seansu miałem poczucie, że mnie-więcej takie było założenie reżysera. Co prawda film nie robi takiego wrażenia na małym ekranie jak w IMAX, ale wbrew moim obawom ogląda się świetnie nawet za czwartym razem, na tej samej zasadzie jak można z przyjemnością oglądać np. Carmen i dziesiąty raz, mimo że fabuła niczym przecież nie zaskakuje i nie zachwyca. Argumenty, z którymi często się spotykam, w stylu "za dużo efektów" itp. to dla mnie tak, jak powiedzieć, że w Jeziorze Łabędzim za dużo tańczą. Poza tym, des, doprawdy - wydmuszkę? W przeciwieństwie do czegoś głębokiego czy wielowarstwowego? Kosinski przecież na Lyncha nie pozuje. Poważniejszych dziur fabularnych czy błędów stricte logicznych szczerze mówiąc też nie zauważyłem. Nie twierdzę, że ich nie ma (ale jak są to chętnie przeczytam jakie konkretnie), ale skoro po czterokrotnym obejrzeniu nie potrafię takich jednoznacznie wskazać, to znaczy, że zostały one z powodzeniem przyćmione stroną wizualną. W sumie tego bym właśnie oczekiwał bo filmie tego typu. Ode mnie 9/10 niezmiennie od pierwszego seansu, a soundtrack to majstersztyk jaki zdarza się raz na dekadę.

Odpowiedz
Ode mnie 3/10 i nie będzie kolejnego seansu, a o soundtracku zapomniałem w momencie wyłączenia filmu, podobnie jak i o całej reszcie.

Odpowiedz
co nie znaczy, że musisz 2 razy na każdej stronie o tym przypominać.
Im częściej na mnie kamieniem rzucicie,
sami złożycie stos - - stanę na szczycie.


Grastroskopia - Bortal dobrze wpływa na trawienie gier


Odpowiedz
OK, ale raz mogę? :)

Odpowiedz
Też nie.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
und3r,
to bardzo słaba, emocjonalnie mało angażująca, zrobiona po łebkach historia, dodatkowo z mizernym aktorstwem, słabymi dialogami, które skupiają się na dumaniu zen. I wciąż nie wiem, o co chodzi z tymi ISO i dlaczego Tron się nagle zreflektował.

Tak, to bardzo przyjemny seans - taka orgia dźwiękowo-wizualna, co do jakości której nie mam żadnych wątpliwości. 10/10 jak nic. Ale fabuła... Nie ja jeden zwróciłem uwagę na fakt, że to najsłabszy punkt T:L. Nie żebym oczekiwał wielowarstwowej historii (nie wiem dlaczego ten argument jest przywoływany za każdym razem, gdy ktoś zwraca uwagę na pretekstowy scenariusz), bo nie oczekiwałem, bez przesady, ale zwykły szablonowy scenariusz byłby lepszy, który unikałby dziur i przegadania. Popatrz na takie Pacific Rim - równiez orgia, ale poprowadzona po bożemu: tam, gdzie ma byc pierdolnięcie, tam jest pierdolnięcie. Gdzie mają być półsłówka - tam są półsłówka. Są konkretne charaktery i ich motywacje, jakiś ciąg przyczynowo-skutkowy bez większych dziur. U Kosinskiego tego nie ma, jakby cała para poszła w oszałamiające wizualia.

Odpowiedz
(25-07-2013, 12:32)desjudi napisał(a): bardzo słaba, emocjonalnie mało angażująca, zrobiona po łebkach historia
Mówimy o Pacific Rim czy o TRONie? :)

Żarty żartami, ale owszem, nawet ja przyznaję, że scenariusz to najsłabsza strona Legacy (przydałoby się lepsze rozłożenie akcji, poza tym wątek Flynnów dwóch jest napisany tak pobieżnie, że bardziej się już nie dało), ale nie umiem nie kochać tego filmu i nawet jeśli jego główną zaletą jest strona audio-wizualna, to lubię Sama, Quorrę i całą resztę, dzięki czemu nie jest to dla mnie wyłącznie pokaz efektów, ale bardzo przyjemna przygodówka. Tylko tyle i aż tyle.


Odpowiedz
(25-07-2013, 12:32)desjudi napisał(a): I wciąż nie wiem, o co chodzi z tymi ISO i dlaczego Tron się nagle zreflektował.
To są te dziury fabularne? Poważnie pytam. Bo to trochę tak, jakbyś napisał, że dziurą fabularną w Dniu Niepodległości było pojawienie się obcych. Pojawienie się ISO było wyjściowym elementem dla fabuły, takim samym jak fakt znalezienia przez syna sprzętu ojca w ukrytej piwnicy - czy to też jest dziura fabularna? Poza tym, czego tu nie rozumieć? Algorytmy AI w świecie, w którym "cyfrowa ewolucja" może przebiegać miliardy razy szybciej niż normalnie zamanifestowały się pod postacią ISO, co jest w sumie dość logiczne, zważywszy, że Flynn projektował to wszystko "na wzór" świata, który znał, tylko chciał go poprawić, wszystkie algorytmy do tego dążyły, nawet główny antagonista dążył do ideału, a wszyscy wiemy, że z tego nigdy nie wychodzi nic dobrego, co zresztą Flynn sam na końcu przyznaje, przepraszając swoją kreację. Tron miał prawo zreflektować się z tego samego powodu, był zaprogramowany przez Flynna i "zhackowany" przez jego alter-ego, a w przywoływanej przez Ciebie scenie nastąpił po prostu jego reset, co było wyraźnie pokazane.

(25-07-2013, 12:32)desjudi napisał(a): Nie żebym oczekiwał wielowarstwowej historii (nie wiem dlaczego ten argument jest przywoływany za każdym razem, gdy ktoś zwraca uwagę na pretekstowy scenariusz), bo nie oczekiwałem, bez przesady, ale zwykły szablonowy scenariusz byłby lepszy, który unikałby dziur i przegadania.
Słowo "wydmuszka" sugeruje, że film udaje coś czym nie jest, przynajmniej tak rozumiem użycie tego określenia w tym kontekście. A z tym się po prostu zgodzić nie mogę, bo film niczego nie udaje i właśnie nie ma większych dziur, a jak ma to je pokaż. Co do przegadania to też jakoś nie czułem tego.

(25-07-2013, 12:32)desjudi napisał(a): Popatrz na takie Pacific Rim - równiez orgia, ale poprowadzona po bożemu: tam, gdzie ma byc pierdolnięcie, tam jest pierdolnięcie. Gdzie mają być półsłówka - tam są półsłówka. Są konkretne charaktery i ich motywacje, jakiś ciąg przyczynowo-skutkowy bez większych dziur. U Kosinskiego tego nie ma, jakby cała para poszła w oszałamiające wizualia.
No tutaj się rozmijamy bo dla mnie PR jest wyraźnie gorszy, w scenach akcji (te w TRONie to klasa, praca kamery, kompozycja, wszystko), w angażowaniu emocjonalnym, wewnętrzna logika scenariusza w TRONie też na plus, a pierdolnięcie w finale TRON zmiata finałową walkę w PR, w której mało co było widać i zupełnie zmarnowano potencjał, jaki dawała walka w wodzie. W TRONie niczego nie zmarnowano (no, można było lepiej wykorzystać motyw najszybszego pojazdu, ale z drugiej strony ciężko by to było zrobić tak, żeby nie wyglądało na tani chwyt, typu nie można złapać głównego bohatera bo ma najszybszy ścigacz, więc wybaczam), a jedyny zarzut jaki można postawić to taki, że scenariusz nie był równie genialny jak strona wizualna - byłby to wtedy debiut (Kosińskiego) idealny.


Odpowiedz
Pierdolnięcie w finale TL? Sorry, ale ten film nie ma żadnego pierdolnięcia, nawet sceny akcji są krótkie, mało treściwe i nie pompują adrenaliny. Z finałem jest właśnie podobnie. Niby mamy wielki pojedynek twórcy i jego dzieła, ale przypomina on bardziej dragonballa (no i jest przegadany).
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz
Przez finał rozumiem wszystko od początku ostatniego pościgu, który jest epicki i rewelacyjnie nakręcony. A dialog Clu-Flynn jest bardziej naturalny i na miejscu niż większość tego typu dialogów. Zaś samo zakończenie ze wschodzącym słońcem to perfekcja.

Odpowiedz
Cytat:pierdolnięcie w finale TRON

que?

Nie wiem o czym mowa, ale pewnie przegapiłem, bo musiałem co chwilę opadające powieki podnosić ręcznie. Zakończenie w PR jest słabawe, ale i tak niszczy wszystko co Tron ma do zaoferowania jeśli chodzi o akcję.

Odpowiedz
Pokaż mi w PR scenę... zaraz, stop. Jaki jest sens spierać się o dwa diametralnie różne od siebie filmy?

@und3r: zakładamy fan klub T:L? :)

Odpowiedz
Dołączę do was ^^
Im częściej na mnie kamieniem rzucicie,
sami złożycie stos - - stanę na szczycie.


Grastroskopia - Bortal dobrze wpływa na trawienie gier


Odpowiedz
und3r, rozkminienie kwestii ISO, przyznaję, ma sens i nie mam więcej pytań.
Co do resetu Tronu, w którym momencie następuje reset, co go spowodowało?

Reszta - przykro mi, nie przekonasz mnie do emocjonalnego zaangażowania :) Coś, co ma tak dość miałkie psychologiczne podłoże nie może emocjonalnie angażować. Podobnie przegadanie - to prawdopodobnie kwestie czysto subiektywne, bo dialogi w moim odczuciu były bardzo słabe i to największa bolączka T:L. Podobnie pierdolnięcie w finale - co jak co, ale pierdolnięciem nazwać tego nie można, a wręcz prosiło się o większą spektakularność. Ale, jak mówię, to czysto subiektywne wrażenia i sposobu definiowania "pierdolnięcia", "geniuszu" i "potencjału" :)

Odpowiedz
(28-07-2013, 11:13)desjudi napisał(a): Co do resetu Tronu, w którym momencie następuje reset, co go spowodowało?
Po pierwsze, chyba poprawna odmiana to "Trona", po drugie, jakkolwiek oglądałem 4 razy to ostatni raz ładnych parę miesięcy temu, więc nie pamiętam dokładnie kolejności scen, a nie mam filmu na dysku żeby sobie przypomnieć, jednak przez "reset" rozumiem zmianę światełek na kombinezonie ze "złych" na "dobre", co do przyczyny "zreflektowania się", to o ile mnie pamięć nie myli jest przed odmianą Trona taka scena, w której przelatuje on tym małym "samolocikiem" przed samą szybą i bodajże następuje kontakt wzrokowy między nim a Flynnem, po raz pierwszy od wybuchu rebelii (czyli ich rozdzielenia). Może wtedy Tron przypomina sobie (czy np. w jakiś sposób odczuwa; może Flynn zaprogramował mu jakieś "twarde" procedury bezpieczeństwa, w końcu to był program-bodyguard Flynna) o celu swojego istnienia. Nie wszystko musi być podane na tacy, jednak scena w wodzie daje jasną wskazówkę co do "resetu".

(28-07-2013, 11:13)desjudi napisał(a): Reszta - przykro mi, nie przekonasz mnie do emocjonalnego zaangażowania :) Coś, co ma tak dość miałkie psychologiczne podłoże nie może emocjonalnie angażować.
Sam użyłeś porównania z PR, który praktycznie definiuje "miałkie psychologiczne podłoże", nie powiesz mi chyba, że bohaterowie w PR byli bardziej "głębocy", a raczej powinni chociażby dlatego, że nie byli programami:P Poza tym pragnę przypomnieć, że T:L to film Disneya i jako taki sprawdza się idealnie ze swoim zakończeniem i całą strukturą fabuły.

Odpowiedz
Ktoś się orientuje czy wersja polska DVD ma zmienne AR?
Bo widzę na stronach, że podają zmienne ale na pudełku nie zauważyłem.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Ma. Na pudełku jest o tym informacja (również przed filmem jest informująca o tym plansza).

Odpowiedz
Za późno :) Już kupiłem.
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
za późne widmo
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
(17-11-2013, 17:30)shamar napisał(a): Już kupiłem.
Też przedwczoraj w Biedronce złapałem niestety :P Był to mój pierwszy i ostatni seans tego filmu ;) Zmarnowany potencjał.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  








Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości