Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Blackthorn - solidny, minimalistyczny w sumie western, świetny Shepard, piękne zdjęcia i widoki i na plus coś, co rzadko widzi się w tym gatunku, czyli Południowa Ameryka, miast Północnej.

7 / 10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Nieugięty Luke (1967)

Luke jest kozakiem luzakiem, który idzie do pierdla za dewastacje parkometrów. W pierdlu nie daje se w jajka dmuchać i zjada ich pięćdziesiąt. Siłę woli pokazuje też przez to, że dostaje wpierdol od najtwardszego więźnia o ksywce... Twardziel. Luke jest tak nieugięty, że w pewnym momencie postanawia przyspieszyć roboty publiczne (więźniowie zapierdzielali przy budowach dróg - nie to co u nas), żeby więźniarska ferajna miała trochę wolnego.
I życie więzienne se tak trwa aż w pewnym momencie Luke postanawia uciec (choć zaraz kończy mu się wyrok). Wspominałem już, że wszyscy więźniowie zachowują się jak zgraja, nie przeklinających, wesołków (a Twardziel - dobrym misiem)? Sadzą oni co chwilę - jesteś super Luke, ale z Ciebie gość Luke, Luke to jest ktoś. Nie wiem czemu bo on nic wielkiego nie robi.

Mało to poważne i wydaje się dosyć infantylne. Jedynie strażnicy trzymają jakikolwiek poziom skurwielowatości.

5/10
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Chyba żartujesz. Za samego Paula Newmana ten film ma u mnie 7/10

Odpowiedz
Cytat:Mało to poważne i wydaje się dosyć infantylne. Jedynie strażnicy trzymają jakikolwiek poziom skurwielowatości.

No, ale przecież ten film nie miał być poważnym dramatem więziennym, tylko pełną uroku, raczej lajtową opowieścią o pewnym sympatycznym gościu.

Odpowiedz
Czepianie się braku realizmu w "Cool Hand Luke" jest tak samo bezsensowne, jak oczekiwanie od "Parszywej Dwunastki" pokazywania grozy wojny.

Odpowiedz
Rany ten płacz Keitela rzeczywiście jest przerażająco irytujący.

Odpowiedz
Podobnie określiłbym śmiech Raya Liotty w Goodfellas. Wprawił mnie w większą zadumę, niż powinien. Przyćmił nawet Pesci'ego.
http://huntersky.deviantart.com
''WHATTUP, BIOTCH!" - Harrison Ford

Odpowiedz
Też ostatnio co nieco obejrzałem.

Double Indemnity (Podwójne ubezpieczenie, 1944) – Nie mam kłopotu ze starym, czarno-białym kinem, o ile nie wieje z niego nudą. Na szczęście ten przypadek jest bardzo łatwy do przyswojenia, bo to zgrabnie skonstruowany kryminał o dość prostej, ale całkiem wciągającej intrydze, choć jakichś szokujących twistów fabularnych raczej nie ma. Do tego dobre tempo i brak dłużyzn, akcja toczy się wartko, a dość często trafiają się całkiem błyskotliwe dialogi – czy też raczej monologi, w których celuje zwłaszcza Edward G. Robinson, najlepsza i najzabawniejsza postać w tym filmie. Główna para, Fred MacMurray i Barbara Stanwyck zdecydowanie pozostają w jego cieniu. Przyzwoita rzecz, choć nie uznałbym jej za jakoś szczególnie wybitną pozycję w historii kina (film był nominowany do 7 Oscarów).

Présumé coupable (Winny, 2011) – Co to za licho? W Ale Kino trafiłem na taki belgijsko-francuski dramat bez znanych nazwisk, o tym, jak aparat policyjno-sądowniczy usiłuje pewnego obywatela posadzić za pedofilię (była w Belgii taka afera). Film bez fajerwerków, ale sprawnie nakręcony i trzymający w napięciu, ukazujący krok po kroku, jak państwo potrafi niszczyć człowieka – wymuszanie zeznań, stronniczy, głuchy i ślepy prokurator, nietrzymające się kupy oskarżenie itp. W tym wszystkim obywatel, którego nikt nie chce słuchać, kursujący od więzienia do psychiatryka i z powrotem, głodówka, próby samobójcze itd. Niezła główna rola, a Philippe Torreton (nom. do Cezara) chyba nawet robi to, co Bale w "Mechaniku", czyli w pewnym momencie chudnie jak szczapa. O ile to nie komputer go odchudził – szacun.

Odpowiedz
(26-08-2013, 19:36)Arahan napisał(a): Chyba żartujesz. Za samego Paula Newmana ten film ma u mnie 7/10

Newman jaki jest każdy widzi. Ale nie będę dawał oceny wyżej za wrodzony urok. Sori.

(26-08-2013, 20:16)patyczak napisał(a): No, ale przecież ten film nie miał być poważnym dramatem więziennym, tylko pełną uroku, raczej lajtową opowieścią o pewnym sympatycznym gościu.

Nie wiem czym miał być. Wiem, że jakieś to bezjajeczne.
A zaraz. Jeden moment był niezły - jak pod koniec chciał zacząć rzucać złotymi myślami ale wygarnięto mu ze strzelby.

(26-08-2013, 20:28)Strummer napisał(a): Czepianie się braku realizmu w "Cool Hand Luke" jest tak samo bezsensowne, jak oczekiwanie od "Parszywej Dwunastki" pokazywania grozy wojny.

Ale "Dirty Dozen" mogę oglądać dziesiątki razy i mi nic nie przeszkadza.

welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
Empire of the Sun - zawsze lubiłem ten film, ale wczoraj się zdecydowanie zakochałem (nie wiem na ile w tym zasługa HD, ale film pięknie odnowiono). Wielkie, epickie, kompletne dzieło z równie kompletną rolą małego Bale'a, który hipnotyzuje już od pierwszej sceny (serio nie dostał nawet nominacji? SERIO? WTF?). Niby do paru rzeczy dałoby się przyczepić, ale ten film to magia kina w najczystszej postaci, więc to nie miałoby sensu.

10 / 10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Entity (2012)
Ekipa programu telewizyjnego o duchach jedzie na rosyjskie zadupie, gdzie jakiś czas wcześniej odkryto ponad 30 ciał w płytkich grobach. Biorą ze sobą medium, przewodnika, laptopy i kamery i ruszają do pracy - wkrótce jednak zmuszeni będą walczyć o życie, bla bla bla. Wszystko było. Jak wiele horrorów z ostatnich lat, ten też opiera się na sprawdzonych i wyeksploatowanych do granic możliwości elementach, które połączono w jedną całość. Nie jest straszny, nie wzbudza też wielkiego napięcia ani nie sprawia, że jakoś szczególnie przejmujemy się postaciami, ale... nie przeszkadza to aż tak bardzo. Entity jest po prostu klimatycznym, choć przeciętnym filmidłem, jaki wiele. Wyróżnia się tylko historią, która jest na swój sposób naprawdę fajna. Obejrzeć - zapomnieć, bez bólu.
Naciągane 5/10

Odpowiedz
Jak Aquaman może prowadzić jakąkolwiek wojnę?:)

Odpowiedz
Wow, super - więc może toczyć wojnę o nic na środku oceanu.:) Wiesz, że powstało coś takiego jak samoloty, a istotne miejsca, bazy wroga itp. znajdują się przeważnie na lądzie?:)

Odpowiedz
Całe szczęście, że woda nie może zalać lądu ;)

Odpowiedz
(29-08-2013, 19:19)Crov napisał(a): Całe szczęście, że woda nie może zalać lądu ;)
Chyba właśnie w ten sposób część Europy szlag trafił, kiedy Aquaman toczył bój z Wonder Woman. W ogóle animacje od DC są fajne, ale jak pisa Phil - tylko dla fanów komiksów, jako ciekawostka. Taki np. animowany origin Wonder Woman ciężko strawić przez finał, ale poza tym to nawet porządne przygodowe kino fantasy.

Odpowiedz
End of Days - dwa piwa i film wydał mi się idealny.:) Sam pomysł połączenia Omenu z Arnoldem zasługuje na jakiś dyplom. Film ma generalnie dobrą atmosferę, parę uczciwie dobrych scen i świetny drugi plan, ale zarazem jest tak głupi w samym założeniu, że jego trailer mógłby być fejkowym trailerem z Grindhouse'u. Akcja za to jest pierwsza klasa - już od skoku z budynku z prologu. Oczywiście religijny horror kłóci się tu z filmem akcji, ale to jest tak fajne, że ja nie mogę. Arnold udowadnia, że sposobem na szatana nie jest modlitwa, tylko odpowiednio duży kaliber.

Plusy dodatnie:
- wybuchy
- Arnold
- Arnold kręcący w mikserze koktajl z kawy, wódy i kawałka pizzy
- Arnold wyrzucający szatana przez okno
- Arnold strzelający do szatana z uzi
- Arnold strzelający do szatana z granatnika
- Kevin Pollack, Udo Kier, Gabriel Byrne
- "- We're not afraid to die. / - Good, because I'm not afraid to kill you"
- efekty specjalne
- film jest po prostu uroczy

Plusy ujemne:
- w drugim akcie trochę nuda

Uczciwie - 5/10. Z sympatii do nienormalnego pomysłu i Arnolda - 8/10.

No i nie zapominajmy, że to stąd pochodzi jeden z najkultowszych tekstów Arnolda:

[Obrazek: tumblr_mlut8thPXf1s7dhyjo1_400.gif]

Odpowiedz
Wizards - Bakshi. I wszystko jasne. A na serio. Tak jak cenię sobie oryginalność faceta, tak o tym filmie nie wiem co myśleć. Z jednej strony podoba mi się humor oraz odważna forma i próba wpojenia dzieciakom (bo film jest, mimo wszystko, skierowany do nieco młodszej widowni, stąd tyle w nim głupotek i naiwności) rzeczy nieco ambitniejszych, niż "przyjaźń jest super" i "nie wolno kraść", ale z drugiej ten film kompletnie nie wykorzystuje potencjału (który drzemie zwłaszcza w rewelacyjnych rysunkach służących za prolog i epilog, oraz w concept artach) i jest tak cholernie nierówny, że zwyczajnie męczy, mimo krótkiego czasu trwania nuży i miejscami zwyczajnie odrzuca. Słowem niebanalna sinusoida, którą warto obejrzeć właściwie tylko dlatego, że istnieje.

5-6 / 10

Cracks - fajny klimacik, hipnotyzująca Eva i parę młodych-ładnych-zdolnych w tle. Ogląda się to też z zaciekawieniem, choć uważam, że potencjał był na znacznie więcej. Tak czy siak porządne kino.

6 / 10

The Good Doctor - solidny Orlando Bloom w mocno dwuznacznej roli. Film nawet niezły, z ciekawym pomysłem wyjściowym, choć miejscami ociera się o śmieszność. Na szczęście tylko miejscami, co jednak nie sprawia, że poczułem się usatysfakcjonowany, bowiem - podobnie jak poprzedni tytuł - potencjał został lekko zmarnowany.

6 / 10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Królowie lata - świetny film, nostalgiczny, a jednocześnie nie popadający w melancholijne tony.

więcej: http://film.org.pl/r/recenzje/krolowie-lata-38949/

8/10

Odpowiedz
RIPD - wytrzymałem pół godziny. Rzyg niesamowity - nie dość, że bezczelny plagiat, to jeszcze bardziej zasyfiony wizualnie niż MIB2. I ma gorsze efekty. I żenujące dialogi. 0/10.

Grabbers - słabe to było, liczyłem na coś lepszego. Niby całkiem w porządku postaci, pomysł fajny, ale film bezjajeczny - kalka wszystkiego, co znamy od czasu Crittersów. 5/10

Odpowiedz
That Thing You Do (rozszerzona)

Zaciekawił mnie pomysł i to, że Bryan Cranston ma epizod. :) Niestety, zrobiłem błąd i zabrałem się za wersję extended orientując się o tym dopiero pod koniec. 2 i poł godziny tego filmu to zdecydowanie za długo - zbyt dużo powtarzanych koncertów (A główni bohaterowie, zespól The (W)Oneders gra właściwie wciąz dwie piosenki), zbyt dużo rozwleczonych wątków (Charliez Theron do wywalenia) i mnóstwo nudy.

Żałuje, że nie sięgnąłem po połtoragodzinną wersję, bo pewnie lepiej by mi się przyjęła. Klimat lat 60-ych i rock'n'rolla to coś, co lubię. Ale oczekiwałem po Tomie Hanksie czegoś bliższego Almost Famous - niestety, to dość naiwna, dziecięca bajka, w której przez większość czasu nic się nie dzieje.

4/10

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,068 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,802 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,213 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,447 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,744 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,364 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,992 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,196 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości