Stały bywalec
Liczba postów: 3,030
Liczba wątków: 36
Berberian Sound Studio
Gdyby Polańskiemu zlecono w latach 70. nakręcenie włoskiego giallo ze scenariuszem napisanym przez Antonioniego, powstałoby pewnie coś zbliżonego do tego filmu. Dziwne, fascynujące, pięknie sfotografowane, ciekawe technicznie, intrygujące nastrojem i zapewne niejednego widza odstręczające oniryzmem nasilającym się z każdym kolejnym kwadransem filmu.
7/10
Stake Land
Ma to niestety posmak taniego kina klasy B, ale twórcy mieli fajny pomysł, rozwinęli go na wiele ciekawych sposobów i wycisnęli z tematu całkiem sporo treści.
7/10
Byzantium
Nieco na bakier z logiką, chwilami pretensjonalny, ale kupił mnie melancholijny klimat, kreacje aktorskie i szowinistyczne wampirze braterstwo.
7/10
Before Midnight
Odważny film porzucający urok historii o szczenięcej miłości i sentymentalnego spotkania po latach, na rzecz katartycznej dyskusji o kondycji długoletniego związku.
8/10
13 assassins
Film zakrzywia czas. Pierwsza godzina ciągnie się bez końca, druga zlatuje w mgnieniu oka.
7/10 (nieco jednak zawyżone)
13-03-2014, 22:50
Don Sinatio
Liczba postów: 2,944
Liczba wątków: 11
Pan Peabody i Sherman - trochę bez echa przeszła ta animacja. A szkoda, byłem dzisiaj w kinie i naprawdę dobrze się bawiłem. Dużo dobrego humoru, bohaterowie budzą sympatię, bez dłużyżn, seans zlatuje w mgnieniu oka. Dzieci ponadto mogą łyknąć trochę historii. Polski dubbing daje radę, zwłaszcza Artur Żmijewski jako Pan Peabody. Aha i byłbym zapomniał. Ja też jestem psem ;) 8/10
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.
14-03-2014, 20:58
Banned
Liczba postów: 20,755
Liczba wątków: 63
VERONICA MARS - JEST. JUŻ JEST! :) Udany projekt KickStarterowy spisał się w 100%.
Kristen Bell wpadła do mnie z jeszcze ciepłą filmową kontynuacją serialu "Veronica Mars". (Zrobiła to, bo kiedyś się przyjaźniliśmy, ale ostatnio jakoś ze sobą w ogóle nie gadaliśmy.)
I jeny, ta mała dziewczynka, którą jestem, tak bardzo się cieszy po obejrzeniu filmu. Najlepszy film roku, 12/10 i znaczek jakości Urwanego Filmu.
Pewnie ma jakieś wady czy coś (przy następnych seansach o nich pomyśle), ale jezeli jest tu ktoś, kto lubił ten serial to się nie zawiedzie zupełnie. To po prostu jeden długi, dobry odcinek "Veroniki Mars" (co w sumie może być też wadą, ale o tym kiedy indziej).
Thomas nic nie stracił ze swojego talentu do pisania zabawnych, ale nie nachalnie śmiesznych dialogów. Sama intryga może nie jest jakaś szczególnie wymyślna, ale przez to, że trudno nie lubić bohaterów, znów oglądałem historię Veronicki z zainteresowaniem.
No i do tego dwa zabawne cameo znanych aktorów, których kompletnie sie nie spodziewałem.
14-03-2014, 21:28
Nowy
Liczba postów: 156
Liczba wątków: 1
Obywatel Kane
Zderzenie z legendą kinematografii okazało się paskudnym wypadkiem. Nie oceniam tego filmu jako przełomu w kinie, bo nie oglądam filmów po to, aby analizować postęp technologiczny w kinematografii i wyciągać z tego wnioski. Ponadto, nie mam rozeznania w sztuce filmowej sprzed 41 roku, dlatego ciężko mi porównać Kane'a to wcześniejszych filmów i docenić jego wkład w kinematografię(podobno operuje się tam światłem, stosuje się nietypowe ujęcia i zwiększenie ogniskowej, zawsze coś...). Tak więc, nie obchodzi mnie, co było takiego przełomowego w tym filmie, niech to będzie nawet szczyt ignorancji, dla mnie, liczy się historia. A ta jest prozaiczna i opowiedziana w prozaiczny sposób. Jasne, utarło się już, że wielkie dzieła, muszą mieć wielkie i zawiłe interpretacje, bo w przeciwnym razie nie byłyby ponadczasowe, kultowe, wielkie.
Nie podobało mi się:
Po pierwsze, narracja, która kieruje historię na dwa różne tory, z czego historia śledztwa pozostaje gdzieś w tle i polega raczej na wybiórczych rozmówkach z niektórymi "znajomymi" Kane'a. Równie dobrze mogło by jej nie być, bo spowalnia ona jedynie całą opowieść. Już nie wspomnę o nietrafiony mystery elemencie w postaci poszukiwania "Różyczki".
Po drugie, sama postać pana K. który nie wiedzieć czemu zyskał taką popularność. Bogactwo(nie wiadomo do końca skąd), brak poglądów(chce zostać prezydentem, ale nie wiadomo, co chce zrobić i co wyznaje,czemu hołduje), nudne powtarzanie: "to ja kształtuję opinię publiczną"(nie wiadomo jaką), brak cech charakterystycznych(spełnia amerykański sen, bo...tak). W końcu jego dyskusyjna przemiana. Społecznik i "człowiek roku" staje się nagle odludkiem, chociaż nadal zastanawia się "co ludzie pomyślą". Być może enigmatyczność postaci była zamierzona, jednak nie rozumiem w jakim celu to zrobiono? Co innego, gdyby główny bohater był barwną postacią, kluczem do wielkiej zagadki, dwuznacznym/ciekawym gościem, który skrywał drugą twarz, którą ujawniał jedynie w domu np. przy kontaktach z żoną. Myślę, że wiele osób dało się złapać w pułapkę twórców, którzy osnuli tajemnicą Obywatela K tylko po to, aby wszyscy rozkminiali jego osobę, a tak naprawdę nie dochodzili do żadnych konkretnych wniosków. To tak, jakby analizować czyny i decyzje jakiegoś człowieka np. Pana Staszka listonosza, mając do dyspozycji jedynie plotki na jego temat oraz jego torbę na listy.
Po trzecie treść, która mocno związana jest z postacią głównego bohatera. Po prostu widzimy drogę na szczyt i upadek faceta, który zbił fortunę kupując gazetę, ni mniej, ni więcej. Wszystko to, nawet z technicznymi fajerwerkami(pozwolę sobie tak nazwać przełomowe techniki użyte w filmie)nie sprawia, że film staje się ciekawszy, nie przykuwa uwagi widza. Mogło się obyć bez tych cudacznych przejść między scenami, czy zabawy ze śmiało-cieniem. Być może na tym polega fenomen filmu, wszelkie dokonania technologiczne filmu, miały odciągnąć uwagę od całej reszty. Pod koniec coś zaczęło iskrzyć, pojawiały się początki starczej choroby umysłowej i pokrętnego myślenia, jednak było to zbyt późno i twórcy niestety poszli innym tropem. Wolałbym,aby pokazano szaleństwo głównego bohatera, coś, co pomogło by mi polubić tę postać albo przynajmniej się nią zainteresować.
Nie da się jednak ukryć faktu, że jest kilka ciekawych scen. Choćby balanga na cześć "zakupu" elity pisarskiej do gazety - widać na czym prawdopodobnie wzorował się Martin przy tworzeniu "Wilka".
Chociaż nie powiem, film zmusił mnie do głębszego zanalizowania(co zdarza się nieczęsto), aczkolwiek wnioski jakie wysnułem są niezbyt satysfakcjonujące
PS: Niezła scenografia, zwłaszcza wnętrze Xanadu
15-03-2014, 00:05
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,151
Liczba wątków: 67
(15-03-2014, 00:05)katedra napisał(a): Choćby balanga na cześć "zakupu" elity pisarskiej do gazety - widać na czym prawdopodobnie wzorował się Martin przy tworzeniu "Wilka".
Na prawdziwych wydarzeniach i biografii Belforta :)
15-03-2014, 03:39
Nowy
Liczba postów: 156
Liczba wątków: 1
Nie znam jego biografii, ale uważam,że impreza jest mocno podobna, nawet jeśli nikt się na niczym nie wzorował
15-03-2014, 08:51
Don Sinatio
Liczba postów: 2,944
Liczba wątków: 11
Obietnica - ci którzy spodziewają się drugiej "Sali samobójców" mogą odetchnąć z ulgą. Facebook i Skype to jedynie kilka scen, przez które porozumiewają się główni bohaterowie. I to wszystko co najlepiej napisać o fabule, bo najlepiej oglądać i jak najmniej wiedzieć powoli odkrywając karty fabuły. Powiem tylko, że prawie cała akcja opowiadana jest z perspektywy głównej bohaterki (świetna, dojrzała rola młodej Elizy Rycembel). Ocena: 6/10
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.
15-03-2014, 20:50
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,151
Liczba wątków: 67
(17-12-2013, 22:59)Persona non grata napisał(a): Upstream Color - nie kumam tego filmu. Nie ma co ukrywać, że za głupi jestem na takie kino. Dla mnie to jest sto razy bardziej poetyckie i do porzygu udziwnione niż "Drzewo życia" czy Lars von Trier w swojej "szczytowej" formie. Ja wiem, że "Primer" już nie był łatwy, ale to już przegięcie. Nie wątpię zresztą, że jest to film ambitny, że ma jakieś trzecie i czwarte dno, że każdy kadr to jakaś alegoria i trzeba się wspinać na wyżyny zdolności interpretacyjnych, żeby wszystkie te metafory odczytać, ale mi się zwyczajnie nie chce. Nie lubię. Oceniłbym film słabo, ale nie będę oceniał czegoś, czego nie rozumiem.
No ja nie uważam, żebym był za glupi, więc ocenę wystawię :) Fabuła jako taka ma wszak jakiś sens i jest ciąg przyczynowo-skutkowy i tak dalej. Ba! Jest nawet kilka świetnych scen. Ale tak to jest nakręcone, tak irytujące w swojej artystyczności i celowym (acz zbędnym) zagmatwaniu, że za diabła nie wiem, co autor chciał przez to powiedzieć. No i generalnie w chuj mnie wynudził ten film - 90 minut, a czuję się jakbym cztery godziny paczył. Ale plus za fajne świnki.
5 / 10
16-03-2014, 00:52
Stały bywalec
Liczba postów: 9,121
Liczba wątków: 44
Powtórka Babe po latach. Świnka z klasą to przyjemne kino familijne z bardzo fajnymi efektami specjalnymi, muzyką, postaciami i trzymającymi w napięciu wydarzeniami. Trochę męczący był dla mnie początek ale jak już wkręciłem się w klimat/styl filmu, to szybciutko zleciał mi do końca, a mój odbiór całości podobnie jak w dzieciństwie był pozytywny.
Clint Eastwood... i wszystko jasne. Dzisiejsza powtórka Złota dla zuchwałych uwypukliła trochę głupot logistycznych i technicznych (w kwestii wiernego pokazania IIWŚ Szeregowiec Ryan zawstydził wszystkie produkcje) ale wykonanie nadal robi wrażenie. Na plus tej świetnej przygodówki oczywiście zapisuję obsadę, muzykę, piosenkę, humor, dobrze wykonane sceny batalistyczne (nie postarzały się tak bardzo jak myślałem) i jeszcze raz - Clint Eastwood!
16-03-2014, 15:36
II Wicemiss Avatara 2010
Liczba postów: 3,195
Liczba wątków: 18
(16-03-2014, 15:36)Juby napisał(a): w kwestii wiernego pokazania IIWŚ Szeregowiec Ryan zawstydził wszystkie produkcje
Jak już to Band of Brothers ;)
16-03-2014, 16:08
Stały bywalec
Liczba postów: 9,121
Liczba wątków: 44
Ten sam, najwyższy poziom.
16-03-2014, 16:15
Legions of the Fog
Liczba postów: 2,290
Liczba wątków: 25
Love Actually (reż. Richard Curtis, 2003)
To ten film z plejadą najciekawszych aktorów, i którego okładkę skopiowali w filmie " Listy do M". I nie tylko okładkę.
Film średni, infantylny, przerysowany do bólu i skierowany - niestety - do kobiet lubiących happy end tak słodki, że każda inna rzecz przestaje mieć znaczenie, a liczy się tylko ten jeden, jedyny cel. Szkoda, bo potencjał był, ale z tych 10 wątków tylko dwa otrzymały właściwą głębię i podniosłą puentę, a reszta... mogłaby zniknąć i nie zauważyłbym. Jeśli miałbym porównać naszą rodzimą kopię, to zdecydowanie wygrywa ona z hollywodzkim pierwowzorem.
5/10
(16-03-2014, 16:08)Perfik napisał(a): (16-03-2014, 15:36)Juby napisał(a): w kwestii wiernego pokazania IIWŚ Szeregowiec Ryan zawstydził wszystkie produkcje
Jak już to Band of Brothers ;)
O, to to! :)
loading podpis...
17-03-2014, 09:12
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-03-2014, 09:18 przez Martinipl.)
Captain Skullet
Liczba postów: 20,263
Liczba wątków: 128
Cytat:Love Actually (reż. Richard Curtis, 2003)(...)
5/10
Cytat:do kobiet lubiących happy end tak słodki,
Szczególnie wątek z Rickmanem i ten z Laurą Linney. Słodkie do wyrzygania.
17-03-2014, 09:20
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-03-2014, 09:55 przez Gieferg.)
Stały bywalec
Liczba postów: 5,651
Liczba wątków: 9
Cytat:Jeśli miałbym porównać naszą rodzimą kopię, to zdecydowanie wygrywa ona z hollywodzkim pierwowzorem.
Haha:D
W pełni podpisuję się pod gifem Gieferga. Toż to jedna z najlepszych komedii romantycznych jakie powstały. Martinpl urok i magię kina pomylił chyba z infantylnością.
17-03-2014, 09:29
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-03-2014, 09:31 przez patyczak.)
Legions of the Fog
Liczba postów: 2,290
Liczba wątków: 25
niech wam będzie, pewnie się nie znam. Po prostu dla mnie premier UK jest osoba poważną ze wszech miar, a nie pierdołą nie potrafiącym się zachować przy prezydencie USA (i w innych sytuacjach też). Teraz jeszcze bardziej uważam, że Love Actually to baśń/bajka, a nie komedia romantyczna, a wątek Laury i jej brata oraz Emmy i jej męża to przybłędy z innego scenariusza.
Ale dobrze, że wam się podobało. Mi w sumie też, choć znacznie mniej i do tytuły nie wrócę prędko.
loading podpis...
17-03-2014, 10:17
Captain Skullet
Liczba postów: 20,263
Liczba wątków: 128
Cytat:a wątek Laury i jej brata oraz Emmy i jej męża to przybłędy z innego scenariusza.
Dopisz do tego wątek z Keirą.
Najlepsze że Freemana od czasu gdy zobaczyłem ten film od razu widziałem w roli hobbita :)
17-03-2014, 10:36
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-03-2014, 10:37 przez Gieferg.)
Samurai Cop
Liczba postów: 4,396
Liczba wątków: 28
Anchorman: The Legend Continues (2013)
Średnia kontynuacja bardzo dobrej komedii. Niestety tym razem Ferrell wyraźnie pisał scenariusz pod siebie, aby ratować swoją kulejącą w ostatnich latach karierę, mimo, że pierwszą część "ukradli mu" Paul Rudd i Steve Carrell. Tutaj Paul "Quagmire" Rudd nie ma zbyt wiele do roboty, a Carrell jedynie odgrywa podobne, ale gorsze gagi. Film cierpi też na syndrom przeładowania scenami tworzonymi pod internetowe memy, co oczywiście wiąże się z popularnością memów z pierwszej części. Kompletnie niewykorzystano masy gwiazd w epizodach, szkoda szczególnie wyjątkowo wyluzowanego Harrisona Forda.
5/10
17-03-2014, 10:47
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,151
Liczba wątków: 67
(17-03-2014, 10:17)Martinipl napisał(a): Po prostu dla mnie premier UK jest osoba poważną ze wszech miar, a nie pierdołą nie potrafiącym się zachować przy prezydencie USA (i w innych sytuacjach też).
Powiedziałbym, co byś spojrzał choćby na polską scenę polityczną, gdzie wuchta debili w garniturach nie wie jak się zachować jakkolwiek, a co dopiero przy prezydencie supermocarstwa, ale to by było za proste. To by było za proste, ponieważ ni chuja nie rozumiem o co Ci chodzi z tym zarzutem. Najpierw był uległy, a potem mu się postawił - gdzie tu nie potrafienie się zachować? CDK?
Cytat:to baśń/bajka, a nie komedia romantyczna
No tak, bo komedie romantyczne słyną z niesłychanego realizmu i życiowych prawd :)
17-03-2014, 19:28
Don Sinatio
Liczba postów: 2,944
Liczba wątków: 11
Blue Jasmine - jeden z najlepszych filmów Allena. Śmieszny i smutny. Blanchett zasłużyła nie na jednego a 10 Oscarów. 8/10
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.
17-03-2014, 21:20
.
Liczba postów: 27,536
Liczba wątków: 60
The Producers - jeśli myślicie, że tylko w dzisiejszych czasach zdarzają się oscarowe nieporozumienia i nagradzanie przeciętnych filmów, to obejrzyjcie film nagrodzony za najlepszy scenariusz 1969. Mam zarzuty właściwie do wszystkiego w tym filmie, a wyrok łagodzi rok powstania i to, że kilka dialogów jest autentycznie śmiesznych. Fabuła jest jedną z najbardziej przewidywalnych jakie miałem okazję śledzić (dwóch narwańców chce wyprodukować przedstawienie, które będzie klapą, żeby nie dzielić się zyskami, jest na sali ktoś na tyle naiwny, żeby myśleć, że im się uda?), reżyseria i technikalia równie przeciętne - nijakie są zdjęcia, scenografia sztuczna, wygląda jakby mieli 1000$ na zrobienie całego filmu. Aktorzy to osobna sprawa: nienawidzę takiego rodzaju aktorstwa, jak ze szkolnego przedstawienie, gdzie wszystkie emocje muszą być pokazane o wiele mocniej niż ma to miejsce w prawdziwym życiu, przez cały seans miałem wrażenie, że oni po prostu najzwyczajniej w świecie udają - gorszego zdania o aktorach chyba powiedzieć się nie da.
Poniżej przeciętności 4/10.
18-03-2014, 09:30
|