Stały bywalec
Liczba postów: 3,030
Liczba wątków: 36
Mefisto, jestem w stanie zrozumieć twoją postawę, bo przed obejrzeniem dokumentu koncept wystawy w Muzeum Sztuki Współczesnej wydawał mi się równie poroniony. Geniusz Mariny tkwi jednak w tym, że to co na papierze może śmieszyć, w praktyce ściska za gardło jak mało co. Już dawno nie wyszedłem z kina tak bardzo rozbity emocjonalnie. Jest jakaś niesamowita energia płynąca z milczącej Mariny, doświadcza się swoistego oczyszczenia po kontakcie z nią i zetknięciu z jej oczami emanującymi spokojem i wiedzą. W tym tkwi zasadnicza różnica pomiędzy nią, a ciulem z Transformersów. Bo z jednej strony mamy prawdziwą artystkę, która samą swoją obecnością potrafi wprowadzić nastrój duchowego oczyszczenia, a z drugiej łajzę z torbą na głowie, który po prostu sobie siedzi. Niby to samo, ale tylko dla osoby, której nie chciało się chociaż spróbować zmierzyć z performancem Mariny.
Nie przeszkadza, że jest to do tego znakomity dokument. HBO przybliża odbiorcy fascynującą kobietę i jej twórczość, pozwalając jej się wypowiedzieć tak przez słowa jak i czyny, odkrywając przed odbiorcą nowe terytoria sztuki, ucząc, że nie zawsze to, co pozornie wydaje się pretensjonalnym, artystycznym bełkotem, zasługuje na taką metkę. Wielka zasługa w tym samej Mariny, która bez artystycznego zadęcia i pretensjonalnego bełkotu wypowiadaq się o swoim życiu i twórczości. Jej twórczość bywa ekstremalna, ona sama jednak potrafi patrzeć na to z dystansem i humorem.
04-05-2014, 17:48
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,160
Liczba wątków: 67
Napiszę tak: przekonałeś mnie do filmu, ale do samego aktu dalej nie (jakkolwiek nic nie mam do reszty twórczości Mariny) - z tego co piszesz wszystko sprowadza się bowiem do charyzmy danej osoby - ona ją ma, Szaja nie. Podejrzewam, że z takim Kubrickiem podobne posiedzienie też mogło by być interesujące. Ale to dalej nie sztuka.
04-05-2014, 18:22
.
Liczba postów: 27,566
Liczba wątków: 60
Monuments Men - zgodnie z podejrzeniami, cienizna. Obsada gra od niechcenia, fabuła schematyczna, a co gorsza ordynarnie fragmentaryczna - próba jakiegokolwiek połączenia historii poprzez rzeźbę Madonny z Brugii (cały wątek jej poszukiwań sprowadza się do wzdychnięcia, gdy nie ma jej w kolejnej kryjówce i maślanych oczu Clooneya, gdy zostaje odnaleziona) zupełnie nieporadna - jakby to był czyjś pierwszy w życiu scenariusz. Że oglądało się bezboleśnie i kilka przyjemnych scen się znalazło, to dam 5/10.
04-05-2014, 21:52
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
(04-05-2014, 17:22)Mefisto napisał(a): Ale mój post nie jest sztuką :P
Jak to nie? Sztuką grania na nerwach :)
Tyler głosi Prawdę. Polać mu!
04-05-2014, 22:00
Stały bywalec
Liczba postów: 6,774
Liczba wątków: 6
(04-05-2014, 18:22)Mefisto napisał(a): (...) z tego co piszesz wszystko sprowadza się bowiem do charyzmy danej osoby - ona ją ma, Szaja nie. Podejrzewam, że z takim Kubrickiem podobne posiedzienie też mogło by być interesujące. Ale to dalej nie sztuka.
Bo? Ty tak uważasz? Spoko. Ale chętnie poznam w takim razie Twoją definicję sztuki.
A najlepiej by było, gdybyś po prostu zobaczył film. Skoro Tyler przekonał Cię do filmu to może film przekona do aktu. Bo rozumiem, że go nie widziałeś, tak? I na podstawie opisu filmu stwierdzasz, że sztuką nie jest to, o czym opowiada. Fair enough.
Mnie film przekonał, bo bardzo dobrze tłumaczy, dlaczego nie chodzi tylko o posadzenie charyzmatycznej osoby na krześle. Podziękowanie dla Mierzwiaka za przypomnienie mi o tym dokumencie, bo niby od dawna chciałem obejrzeć, ale nie było okazji. Ode mnie 8/10 przy czym trudno oceniać sam film w oderwaniu od postaci Abramowić. Chociaż sam w sobie film jak najbardziej spełnia swoją rolę, czyli tłumaczy kontekst tytułowej wystawy.
05-05-2014, 15:19
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-05-2014, 15:19 przez PropJoe.)
.
Liczba postów: 27,566
Liczba wątków: 60
Aż też sobie obejrzę, bo raczej bliższe mi jest rozumowanie Mefista; chcę zobaczyć, czy da się mnie chociaż trochę przekonać do sztuki nowoczesnej, jakiejś innej niż rysunki Banksy'ego.
05-05-2014, 15:28
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,160
Liczba wątków: 67
(05-05-2014, 15:19)PropJoe napisał(a): Bo? Ty tak uważasz?
Nie kurwa, kuzyn ze strony ojca ciotki znajomego tak uważa <facepalm / rolling eyes>. Rozumiem, że Ty nigdy nie wypowiadasz się za siebie, że takim pytaniem pojechałeś?
Cytat:Spoko. Ale chętnie poznam w takim razie Twoją definicję sztuki.
Hmm... coś więcej, niż siedzenie na krześle i obieranie ziemniaków? Czy za dużo wymagam?
Cytat:I na podstawie opisu filmu stwierdzasz, że sztuką nie jest to, o czym opowiada. Fair enough.
Nie oceniam całej twórczości Abramowic (bo to o artystce jako takiej ten film prawi, nie o pojedynczym jej wyskoku), jakbyś nie zauważył, tylko ten konkretny "akt". Jeśli dla Ciebie i Mierzwiaka sztuką jest sama obecność (bo do tego można przyrównać po prostu siedzącą kobietę) artysty, to ja nie mam pytań. Nie przeczę przy tym, że być może milczące spotkanie z Abramowic faktycznie może być przejmującym doznaniem. Ale to samo można powiedzieć np. o Papieżu czy Michaelu Mannie - wiele osób na pewno zmoczyłoby getry, gdyby miało sposobność.
Na tym jednak polega problem współczesnej sztuki - wynosi się do rangi arcydzieł zwykłe, codzienne czynności i przedmioty, co ma mniej więcej tyle sensu, co nic. Kiedyś ludzie zachwycali się dziełami Picassa czy Rubensa. Dziś wystarczy, że Abramowic usiądzie na krześle i mamy "wielką sztukę". Przecież to jest śmieszne tak samo, jak American Hustle w walce o film roku. Znak czasów.
Swoją drogą mam jeszcze takie pytanie do Mierzwiaka, który wcześniej pojechał z faktem, iż Abramowic tworzy od 40 lat. Czy gdyby artystka zrobiła taki akt na samym początku swej kariery, też uważałbyś go za coś niesamowitego czy po prostu zbył machnięciem ręki, jak moje posty? Chyba raczej to drugie.
05-05-2014, 16:12
Stały bywalec
Liczba postów: 6,774
Liczba wątków: 6
(05-05-2014, 16:12)Mefisto napisał(a): (05-05-2014, 15:19)PropJoe napisał(a): Bo? Ty tak uważasz?
Nie do kroćset fur beczek!, kuzyn ze strony ojca ciotki znajomego tak uważa <facepalm / rolling eyes>. Rozumiem, że Ty nigdy nie wypowiadasz się za siebie, że takim pytaniem pojechałeś?
Po co te złośliwości? Tak trudno zrozumieć, że moje pytanie było raczej wyrazem niedowierzania, że tak autorytarnie rozstrzygasz co jest sztuką, a co nie? Przy czym może od razu zaznaczę, żeby nie było wątpliwości, nie kwestionuje Twojej oceny jakości aktu, o którym rozmawiamy tylko tak jednoznaczne wykluczenie go z kategorii tak płynnie definiowanej.
(05-05-2014, 16:12)Mefisto napisał(a): Cytat:Spoko. Ale chętnie poznam w takim razie Twoją definicję sztuki.
Hmm... coś więcej, niż siedzenie na krześle i obieranie ziemniaków? Czy za dużo wymagam?
Szczerze mówiąc mało precyzyjna ta definicja. O ile to w ogóle jest definicja.
(05-05-2014, 16:12)Mefisto napisał(a): Cytat:I na podstawie opisu filmu stwierdzasz, że sztuką nie jest to, o czym opowiada. Fair enough.
Nie oceniam całej twórczości Abramowic (bo to o artystce jako takiej ten film prawi, nie o pojedynczym jej wyskoku), (...)
Ale widziałeś film, czy nie? Bo moim zdaniem (ha!) jest on jak najbardziej o "jej pojedynczym wyskoku" będącym podsumowaniem całej kariery.
(05-05-2014, 16:12)Mefisto napisał(a): (...)jakbyś nie zauważył, tylko ten konkretny "akt".
Zauważyłem.
(05-05-2014, 16:12)Mefisto napisał(a): Jeśli dla Ciebie i Mierzwiaka sztuką jest sama obecność (bo do tego można przyrównać po prostu siedzącą kobietę) artysty, to ja nie mam pytań.
I znowu. Jeśli widziałeś film - wydaje mi się, że kontekst tej "samej obecności" jest świetnie wyjaśniony. Nie twierdzę, że akt jest arcydziełem. Ale nazywanie go sztuką wydaje się uzasadnione.
(05-05-2014, 16:12)Mefisto napisał(a): Na tym jednak polega problem współczesnej sztuki - wynosi się do rangi arcydzieł zwykłe, codzienne czynności i przedmioty, co ma mniej więcej tyle sensu, co nic. Kiedyś ludzie zachwycali się dziełami Picassa czy Rubensa. Dziś wystarczy, że Abramowic usiądzie na krześle i mamy "wielką sztukę". Przecież to jest śmieszne tak samo, jak American Hustle w walce o film roku. Znak czasów.
Zdajesz sobie sprawę, że jako jedyny użyłeś słowa "arcydzieło" w tej dyskusji. Ja nie twierdzę, że performace Abramović to arcydzieło, "wielka sztuka".
Dyskusja ogólnie trochę bezcelowa, szczególnie jeśli ma zmierzać do definiowania sztuki. Tym bardziej jeśli filmu nie widziałeś.
(05-05-2014, 15:28)simek napisał(a): Aż też sobie obejrzę, bo raczej bliższe mi jest rozumowanie Mefista.
Ja generalnie też jestem sceptycznie nastawiony do tego rodzaju działalności. Co więcej, część (może nawet większość) zaprezentowanych w filmie dzieł uważam za "słabe". Ale po pierwsze sam film jest przynajmniej dobry. Po drugie, performance, na którym się skupia jest "jakiś", nawet jeśli nie jest rzeczą, która przekona mnie do podobnych przedsięwzięć. Po prostu robi wrażenie. Dużo większe niż American Hustle. Zastanawiam się tylko na ile sam film wzmacnia efekt.
05-05-2014, 17:01
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-05-2014, 17:02 przez PropJoe.)
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,526
Liczba wątków: 374
Joe - film o menelach i żulach. Najbardziej zapadła mi w pamięć scena, jak jeden żul rozwala drugiemu głowę jakimś metalowym wihajstrem i potem okrada go z food stampów i taniego wina. Gdzieś w tle tej menelskiej sagi przewija się chłopak i udający Eastwooda Nicholas Cage. Niewątpliwie to jedna z jego lepszych ról, ale o to nietrudno, zważywszy na normalny poziom aktorstwa tego człowieka.
jak ktoś lubi filmy o żulach i patolach mieszkających w rozsypujących się ruderach pośrodku lasu, to powinien być usatysfakcjonowany.
05-05-2014, 17:14
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,160
Liczba wątków: 67
(05-05-2014, 17:01)PropJoe napisał(a): tak autorytarnie rozstrzygasz co jest sztuką, a co nie?
Piszę o tym, co sądzę - ni mniej, ni więcej. Jeśli jutro na pierwszych stronach gazet przeczytasz: "Mefisto definiuje sztukę na nowo!", to wtedy możemy pogadać o autorytaryźmie w moim wykonaniu. Do tego czasu możesz spać spokojnie :)
Cytat:O ile to w ogóle jest definicja.
Ano nie jest. Przypomnę jedynie, że to co dla jednych jest sztuką, dla innych... :)
Cytat:Ale widziałeś film, czy nie?
Na razie nie - musiałbym ściągać z torrenta i boję się, że mi na chatę wbiją :P
Cytat:Bo moim zdaniem (ha!) jest on jak najbardziej o "jej pojedynczym wyskoku" będącym podsumowaniem całej kariery.
Aha! Czyli jednak wiąże się z całą osobą Abramović, ergo to, co pisałem wcześniej - ocenia się go przez pryzmat osoby, nie samemu sobie, bo sam sobie jest pewnie o kant dupy (i taki byłby, gdyby wykonała go na początku kariery). Także nie mam więcej pytań.
Cytat:Nie twierdzę, że akt jest arcydziełem. Ale nazywanie go sztuką wydaje się uzasadnione.
Albo dodatkiem do sztuki z całych 4 dekad - po prostu.
Cytat:Zdajesz sobie sprawę, że jako jedyny użyłeś słowa "arcydzieło"
No i? Przecież każdy wie o co kaman - nie bawmy się w chowanie między słowami.
Cytat:szczególnie jeśli ma zmierzać do definiowania sztuki.
No to chyba zadanie Abramowic. My możemy jedynie zrugać lub pochwalić efekt końcowy.
05-05-2014, 17:27
Stały bywalec
Liczba postów: 9,121
Liczba wątków: 44
Strasznie skromne to było. In the Blood to staromodne kino akcji, na które miło się patrzyło ze względu na kopiącą tyłki Ginę Carano (była zawodniczka MMA nabrała trochę ciałka). Ale za mało w tym akcji, nie podobały mi się retrospekcje młodości Avy i słaba końcówka (od przyjazdu Trejo zrobiło się mega idiotycznie). Na plus trochę napięcia i klimacik wysp, ale rozrywka z tego i tak cienka. 4/10
05-05-2014, 21:52
Użyszkodnik
Liczba postów: 192
Liczba wątków: 0
Wpieprzę się trochę między wódkę, a zakąskę z tymi dysputami o sztuce (dokumentu, który wywołał taką żywotną dyskusję nie oglądałem), ale z tzw. sztuką współczesną jest często tak, że jest manifestem tego, iż sztuka się skończyła (z tego np. wyszedł dadaizm w poezji), albo że wręcz dysputy nt., tego, co jest, a co nie jest sztuką nie mają sensu, bo definicja nie tylko nie jest płynna - jej zwyczajnie nie ma. Marcel Duchamp swoim pisuarem wręcz krzyczał do ludzi: "patrzcie jakimi jesteście debilami! To zwykły pisuar! Do tego się szcza", a i tak wiele "tęgich" głów rozpływało się w zachwytach nad tą "instalacją". To oczywiście bez znaczenia, bo sztuka, wysoka, czy niska, jest wyłącznie subiektywna.
A żeby nie było pozatemacia:
Zupełnie inne love story, 2007, reż. Ole Bornedal
Może i nie jest to "zupełnie inne love story," a bardziej mieszanka romansu (w stylu "Ja cię kocham, a ty śpisz" tyle, że bohaterka dość szybko wybudza się ze śpiączki) z thrillerem. Świadek wypadku samochodowego, żonaty i dzieciaty fotograf policyjny, zakochuje się w rzeczonego wypadku ofierze i, na początku trochę wbrew sobie, a następnie z pełną świadomością udaje jej zmarłego chłopaka korzystając z faktu, że dziewczyna ma luki w pamięci. Jest to dobra, angażująca, choć rzemieślnicza robota z delikatnym zacięciem w stronę noir (choć bardziej pod kątem samej historii, a nie zdjęć, czy reżyserii), a film, choć duński, nie jest po europejsku artsy-fartsy. Mocne 7/10, polecam.
.noisivelet naht nuf erom era srorriM
05-05-2014, 22:03
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-05-2014, 22:54 przez RandoMan.)
Don Sinatio
Liczba postów: 2,944
Liczba wątków: 11
As I Lay Dying - podobało mi się. Franco dobrym reżyserem jest i stosuje ciekawe zabiegi (podzielenie ekranu), dobrze prowadzi i wybiera aktorów (świetny Tim Blake Nelson zwłaszcza). Daję 6/10, kredyt zaufania ode mnie i wróżę sukces rezyserski ala Ben Affleck.
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.
05-05-2014, 22:07
II Wicemiss Avatara 2010
Liczba postów: 3,195
Liczba wątków: 18
(05-05-2014, 22:03)RandoMan napisał(a): Zupełnie inne love story, 2007, reż. Ole Bomedal
Bornedal ;) Koleś w 94 roku nakręcił w rodzimej Danii Nightwatch z Jamie Lannisterem w roli głównej i w 1997 w USA remake z Ewanem McGregorem. Pamiętam, że za dzieciaka strasznie się jarałem amerykańską wersją. Kojarzy ktoś ją może, bo już od jakiegoś czasu chodzi za mną powtórka, a nie chciałbym rujnować następnego wspomnienia z dzieciństwa? :)
05-05-2014, 22:15
Stały bywalec
Liczba postów: 2,729
Liczba wątków: 11
Obie wersje dobre, równie duszne i mocno trzymające w napięciu. Oryginał mimo wszystko lepszy - raz, że powstał jako pierwszy, dwa, że bywa zabawny, trzy, że ma lepsze zakończenie - ale Bornedal amerykańskiego remake'u nie spieprzył, jak to zrobił Sluizer ze swoim "Zniknięciem".
05-05-2014, 22:33
II Wicemiss Avatara 2010
Liczba postów: 3,195
Liczba wątków: 18
Przy scenariuszu remake'u grzebał Soderbergh stąd pewnie te zmiany. Oryginału w sklepach T nie widzę, dlatego przypomnę sobie chyba wersję made in USA. Tym bardziej, że obsada jest całkiem kozacka (McGregora, Patricia Arquette, Josh Brolin, Nick Nolte, Brad Dourif).
05-05-2014, 22:40
Użyszkodnik
Liczba postów: 192
Liczba wątków: 0
Perfik - dzięki, poprawione. Nie znałem człowieka przed tym filmem, a nazwisko sprawdzałem na Filmwebie (tamtejsza czcionka ma "rn" cholernie przypominające "m").
.noisivelet naht nuf erom era srorriM
05-05-2014, 22:55
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-05-2014, 15:10 przez RandoMan.)
Stały bywalec
Liczba postów: 2,729
Liczba wątków: 11
Perfik - oryginał pływa sobie w zatoce pod oryginalnym tytułem;)
05-05-2014, 23:35
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,160
Liczba wątków: 67
(07-01-2012, 05:00)Strummer napisał(a): "Noc myśliwego" - dawno nie widziałem filmu z tak zmarnowanym potencjałem. Świetne pierwsze 20-30 minut zwiastuje mroczny kryminał z zajebistym czarnym charakterem. Niestety to, co dzieje się później.. ehh.. film-noir przeistacza się w bajeczkę dla dzieci
Z tego co zrozumiałem, to właśnie jest taka swoista przypowieść, w dodatku przecież w większości z punktu widzenia albo dzieci albo religii. Niemniej zgodzę się, że filmowi przydałby się remake, bo zestarzał się strasznie - jest bardzo teatralny, manierystyczny, no i po ponad 55 latach od premiery nie trzyma już tak w napięciu, choć rzecz jasna ma momenty. Zdecydowanie na plus oczywiście Mitchum, zdjęcia (mimo aż nadto widocznych w HD makiet i projekcji tylnej film jest niebywale plastyczny) i kilka scen-perełek. Szkoda, że końcówka mocno ssie - postać Pastora zasługiwała na lepszy koniec, a nie takie bezjajeczne niewiadomo co. Inna sprawa, że oryginalny skrypt miał ponoć aż 350 stron w pierwszym drafcie (inna, odnaleziona wersja 293). Jest też blisko 3-godzinny dokument o samym filmie, który kiedyś obadam z ciekawości. Tak czy siak zgodzę się, że potencjał zmarnowany, choć te parę mocnych plusów sprawia, że mimo wszystko warto.
6 / 10
07-05-2014, 01:41
Stały bywalec
Liczba postów: 3,856
Liczba wątków: 26
Monuments Men 2014
Pierwsze tegoroczne rozczarowanie. Cóż za marnotrawstwo scenerii , plenerów i możliwości historycznych. Już dawno ,aż tak mi nie zależało na losach głównych bohaterów , którzy w ogóle nie maja nic do powiedzenia. Clooney i Damon mają jakiekolwiek sekwencje mówione, reszta z Murray'em i Goodmanem na czele nie wypowiadają nawet pełnych zdań... a ich odzywki są godne politowania. Czytając scenariusz pewnie pomyśleli sobie >> o film wojenny , jeszcze nigdy nie grałem w takim a już raczej nie dostane takiej szansy. Żenada słusznie ktoś na IMDB napisał to jakby Disney nakręcił film o II Wojnie Światowej. Obejrzane na dwa razy , wymęczone do bólu 5 / 10 za realizacje i wojenną otoczkę. KUPA
09-05-2014, 13:52
|