Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Black Narcissus - som siostry zakonne, które w górach mają rozkminy i oczywiście problemy wiary. Film przede wszystkim piękny plastycznie i za to dodatkowy punkcik. Poza tym aktorstwo charakterystyczne dla tamtych czasów, a więc przedramatyzowane, przeszarżowane. A i fabuła jakoś nie porywa, choć i nie nudzi. Dobry film, ale mam wrażenie, że mógłby być o niebo lepszy.

7 / 10

Under the Skin - dobre, inne, zaskakujaco spójne i ciekawe, choć wyciąłbym jakieś 10 minut gapienia się Scarlett na otoczenie, co by film zyskał nieco na dynamice. Poza tym naprawdę spoko, a przy tym bez przesadzania z artyzmem.

7 / 10, choć zastanawiałem się nad ósemką
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
In the Mouth of Madness - alez dobry film. Jara mnie w ogole tematyka Cthulu i Cthulu-podobna, choc nigdy nic nie czytalem z Lovecrafta, bo jestem pieprzonym analfabeta, ale jezeli są jakies filmy podobnie zahaczające o tę tematykę, co film Carpentera i równie dobre to po proszę o jakieś propozycje. :)

Odpowiedz
Niestety, ale raczej nic lepszego od "W paszczy szaleństwa" nie znajdziesz... Niemniej jest jeszcze trochę pozycji wartych polecenia:
- z pewnością warto zapoznać się z filmografią Stuarta Gordona, który sięgał po twórczość Lovecrafta wielokrotnie: "Re-Animator", "Zza światów", "Dagon" (ten ostatni może nieszczególnie wybitny, ale ta adaptacja prawdopodobnie najlepiej ze wszystkich oddaje klimat lovecraftowskiej prozy).
- The Call of Cthulhu (film niemy z 2005 roku)
- The Whisperer in the Darkness

I oczywiście zylion filmów inspirowanych, ale to są raczej oczywizmy jak "Ukryty wymiar" czy "The Thing".

Przydałby się w ogóle jakiś serial z Cthulhu, okultyzmem, szalonymi naukowcami i stworami z innego wymiaru. Jarałbym się jak katowickie kamienice.

Odpowiedz
Dzięki, wiekszosc tytulow kojarze. Dagona mam juz. Slyszalem, ze Prince of Darkness Carpentera tez podobno czerpie z Cthulu.

W ogole nie ogarniam tego, ze nie ma wiecej dobrych filmow Cthulupodobnych, przecież to taki zajebisty temat i wcale nie trzeba do niego duzego budżetu. "In the Mouth of Madness" kosztował 8 milionów dolarów w 1994 roku, więc dziś dałoby się tej klasy film zrobić pewnie za milion, a pewnie i mniej.

Najbardziej to szkoda tej adaptacji, którą robił Del Toro z Cameronem. Ponoć Del Toro chciał kręcić długie sekwencje na Antarktydzie.

Jedna ze stron filmowych wymienia "The Mist" Darabonta, jako Kingowską opowiesc w stylu Cthulu i cos w tym jest. Jest to, co mnie jara w Cthulu: gigantyczne nieznane potwory niewiadomo skąd, szalejący ludzie i niebezpieczeństwo zbyt wielkie, by jeden człowiek był w stanie je ogarnąć.

Odpowiedz
(24-10-2014, 21:15)Crov napisał(a): Slyszalem, ze Prince of Darkness Carpentera tez podobno czerpie z Cthulu.

A kto Ci takich głupot naopowiadał??
W "Prince of Darkness" całkiem nieźle wyszła próba naukowego podejścia do tematu diabła, ale w pewnym momencie film skręca w stronę taniego horroru o oblężonym kościele (a może to był ośrodek badawczy). Do tego nudne to. Za to sam finał jest bardzo dobry.

Odpowiedz
(24-10-2014, 21:20)Crash napisał(a):
(24-10-2014, 21:15)Crov napisał(a): Slyszalem, ze Prince of Darkness Carpentera tez podobno czerpie z Cthulu.

A kto Ci takich głupot naopowiadał??

http://www.dreadcentral.com/news/53204/top-11-lovecraftian-horror-films/
Tutaj tak gadajo: [The Thing is] the first part of John Carpenter’s Apocalypse Trilogy (along with In the Mouth of Madness and Prince of Darkness, each with their own Lovecraftian ties),

Odpowiedz
Może. Nie wiem... Nie wydaje mi się.
Za to z lovecratowskich ekranizacji unikaj jak ognia "The Resurrected" - niby wierne literacko, ale realizacyjnie dno. Zresztą Lovecrafta trzeba umieć przenosić na ekran. Sporo jego opowiadań ma wspaniały klimat, ale fabularnie niekoniecznie powalają. Z "W górach szaleństwa" męczyłem się i męczyłem, a jak usłyszałem, że z filmu nici to odetchnąłem z ulgą.
"Banshee Chapter" jest za to niezły, choć to częściowo found footage.

Odpowiedz
Swoją drogą po Lovecrafta naprawdę warto sięgnąć, bo żadne adaptacje nie oddadzą unikalności jego twórczości, która przede wszystkim opiera się na pierwszoosobowej narracji i stylizowanym języku. Jego narracja opiera się wciąż na tych samych chwytach, ale dopracowanych do istnej perfekcji. Przy okazji jest też podatna na różnorakie interesujące analizy, dlatego pomimo stu lat wciąż żyje w świadomości wielu czytelników.

Można też obadać okołolovecraftowe komiksy (trochę ich jest) - np. Alan Moore napisał "Neonomicon", który jest nie tyle adaptacją co rozprawką na temat Lovecrafta. Must read dla każdego fana. Polecam też "Cromwella Stone'a" Andreasa.

Odpowiedz
Cytat:Alan Moore napisał "Neonomicon"
Oraz The Courtyard, będący w pewnym sensie częścią pierwszą. No i jeśli chodzi o filmy, to są też dwie części hiszpańskiego La Herencia Valdemar które warto obejrzeć choćby z ciekawości.

Odpowiedz
The Spy Who Came in from the Cold - w chuj dobre, choć trochę powolne i na rozkminę, ale warto, wszak to Le Carre.

8 / 10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Dobrze, że mi o tym filmie przypomniałeś. Miałem o nim napisać do Czarno na białym. Książka równie dobra, jak nie lepsza, często szczegółowo opisująca, co siedzi w głowie Leamasa.

Odpowiedz
Crov, jedną z wierniejszych adaptacji Lovelasa jest The Resurrected. Całkiem niezła i klimatyczna niskobudżetówka od Dana O'Bannona. Prince of Darkness Carpentera, czyli też część "trylogii" apokaliptycznej, trzyma całkiem mocny klimat choć jest strasznie nierówna (ale też czuć, że "coś nadchodzi").

Odpowiedz
Niedokończone życie (Lasse Hallstrom, 2006)

Bardzo ciepły film obyczajowy, z doskonale dopasowaną muzyką i przyjemnymi zdjęciami ukazującymi piękno Wyoming. Bardzo dobrze zrobił Hallstrom, kierując historię na Einara (w tej roli rewelacyjny Redford), a wszystkie wątki poboczne krążą w okół jego postaci. Partnerują Freeman i Lopez - także świetni w swoich rolach, a tle przewija się Damian Lewis. Historia prosta ale z ciekawym przesłaniem.

9/10
loading podpis...

Odpowiedz
Spellbound - chętnie zobaczyłbym remake, bo fajny pomysł został zarżnięty starym podejściem do kina, czyli wszystko, od aktorstwa przez, zwłaszcza, muzykę (Oscar, czaicie?) rozwala nadekspresja i momenty CDK (pierwszy pocałunek to niezła śmiechawa). Szczęśliwie po pierwszych 25 minutach robi się lepiej, ale i tak czasem oczy bolą. Zresztą wielki Hitch całą karierę potrafił walić techniczno-narracyjne wpadki w największych swoich dziełach.

6 / 10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Dark Harbor - Vesper Lynd napisała o nim w jednym temacie, obczaiłem więc (nie słyszałem wcześniej o tym dziele) i zainteresowałem się. Film na trzech aktorów (Alan Rickman, Polly Walker [Atia z "Rome"] i Norman "Święty z Bostonu/ten gość z kuszą z Walking Dead" Reedus), czyli coś dla mnie (lubię kameralne filmy oparte na dialogach, relacjach między postaciami i dobrym aktorstwie). Krótko o plocie - średnio dogadujące się małżeństwo w drodze na prom (i dalej - na wypoczynek) spotyka i pomaga pobitemu chłopakowi. Nietrudno się domyślić, że splot wydarzeń spowoduje, że trafią razem do domku letniskowego nad jeziorem, odcięci od świata przez mgłę i opady (nie, to nie pornol). Film wydaje się na początku wariacją na temat "Noża w wodzie" (rywalizacja dwóch samców o kobietę itp.), ale... No cóż, warto obejrzeć (nie jeden raz, z tego co wyczytałem i generalnie wydaje mi się, że po drugim podejściu film jest jeszcze lepszy), bo to dobre (choć lekko kulejące w kwestiach technicznych) dzieło.

Odpowiedz
Babadook (2014)
Jedyna rzecz która naprawdę mi się nie podoba, to końcówka. Albo inaczej, prawie cały ostatni akt, bardziej przypominający nieśmiertelnego Kevina Samego w Domu czy coś równie niepasującego do tego gatunku. Ale nie jest to aż tak wielka wada wbrew pozorom, a to za sprawą postaci. Matka jeszcze ujdzie, normalna rola, niczym się nie wyróżniająca, ale już gówniarz daje popis. Miałem ochotę trzasnąć go w twarz, przytulić, albo wyrzucić z jadącego samochodu i spieprzyć jak najdalej. Szczeniak dobrze zagrał. Babadook to świetny horror i chociaż nie jest straszny (albo jest, tylko zbyt dużo horrorów widziałem i wszystko po mnie spływa, można też uznać, że to nie horror tylko stadium psychiczne osób nie mogących sobie poradzić ze stratą), to zostawia uczucie niepokoju i, co ważniejsze, ciekawości dotyczącej tego, co się zaraz wydarzy. A to dlatego, że film nie rzuca widzowi prosto w twarz wiadra flaków czy tandetnych trików z głośną muzyką i potworem, o nie. Tytułowego stwora widać bardzo, bardzo rzadko i przez parę chwil tylko, do tego jest skryty w cieniu, czy też czai się poza kadrem i widzą go tylko bohaterowie - to jest najlepsze możliwe rozwiązanie, bo nasza wyobraźnia zaczyna działać i podrzuca nam coraz to ciekawsze wizje. Wszystko dzieje się powoli i spokojnie, nic tu nie pędzi do przodu tylko toczy się swoim własnym rytmem, co w połączeniu z prawdziwym minimalizmem i oszczędnością (prawie cały film rozgrywa się w jednym domu! W paru pokojach tylko!) tym większe należą się oklaski.

Odpowiedz
Według mnie taki sobie. Dzieciak strasznie irytujący w pierwszej połowie, w drugiej matka - naprawdę dawno mnie tak nikt nie wkurzał i wiem, że to było zamierzone, ale jednak ciężko mi się to oglądało. No i mam taki problem, że tak jak piszesz, nikt nie rzuca w twarz wiadrem flaków i jest niby subtelnie, ale finał jest tak przesadzony i próbujący być efekciarskim, że w ogóle nie pasuje mi to do reszty filmu.

To całkiem fajne studium patologicznej rodzinki, ale horror z tego przeciętny. Najlepiej jest wtedy gdy reżyser pokazuje relację między matką a synem. Gdy pojawia się Babadook coś się psuje.

6/10

Odpowiedz
Cytat:finał jest tak przesadzony
To jest chyba najstraszniejsza rzecz. Było dobrze, gdy wszystko ograniczało się do dźwięków, hałasów, stuków, jęczenia i wycia, a coś mignęło w cieniu czy za oknem - tak powinno być do końca!

Odpowiedz
No właśnie i to nadałoby filmowi takiej głębi i dwuznaczności - może oni po prostu są tak powaleni? A w finale robi się z tego jakieś fantasy i horror klasy B:D

Odpowiedz
The Homesman - powiedzmy, że do 70 minuty nawet ciekawe to było. Oglądałem bez robienia dłuższych pauz. Ale po 70 minucie i scenie (mega spoiler!)


film staje się kompletnie nieinteresujący. Tommy Lee Jones jedzie już na takim autopilocie, że chyba tylko Morgan Freeman przebija go pod względem rutyniarskiego klepania kolejnych ról.

6/10

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,190 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,877 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,256 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,452 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,751 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,420 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 722,681 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,276 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości