Krótka piłka, czyli mini-recenzje
(29-12-2014, 16:48)Capt. Nascimento napisał(a): Koneser

Został mi polecony na filmwebie jako lepszy film od Gone Girl z tego roku.

Kurczę, a ja ten film oglądałem w 2013
Told you I'm never going back...
filmweb

Odpowiedz
Cóż, ja niestety obejrzę Whiplash i Birdman dopiero na początku 2015.

Odpowiedz
Tzn. nie chodzi mi o to, że "Koneser" jest lepszy od "Gone Girl" (bo nie jest), tylko o to, że dziwi mnie, że ktoś polecił Ci ten film jako lepszy z tego roku, bo został on wydany w 2013. Chyba, że źle Cię zrozumiałem :)
Told you I'm never going back...
filmweb

Odpowiedz
No zrozumiałeś dobrze, tak mi właśnie ktoś polecił, jako film z tego roku (obok Joe, Kobiety w Klatce, Przeznaczenia i Początku).

Zależy gdzie widziałeś film, bo jeśli na jakimś festiwalu to trochę inna sprawa. Jeśli w necie był już w 2013 albo miał wtedy swoją premierę w PL to gość który polecał zaliczył małą wtopę. :P

Odpowiedz
Electronic Labyrinth THX 1138 4EB - Etiuda studencka OK. Jednak fabuła to raczej wycinek jakiejś większej całości i niektórzy mogliby czuć niedosyt i domagać się więcej. Ale nie jest źle. Głównie opowiada obrazem, ma ograniczone dialogi i robi to bardzo dobrze. Z kolei główny bohater dobrze gra, choć scenariusz nie zakładał wyrafinowanej gry aktorskiej.

THX 1138 - Nawet wyszedł Lucasowi większy debiut. Ale mam wrażenie, że tu z kolei fabuła jest zbyt rozciągnięta na dłuższy metraż, przez długi, długi czas są dłużyzny. Później po ucieczce z wiezienia robi się lepiej. Filmowi pomagają dobre zdjęcia, ktoś powiedział w tym okresie, że Lucas świetnie myśli wizualiami. I widać to. Oczywiście w Director's Cut Lucas nie byłby sobą nie dodając kilku zmian i CGI-syfów, na szczęście dużo tego nie ma i nie w takiej częstotliwości. I dwie zmiany akurat wyszły na plus (obserwowanie seksu przez starszyznę i widok z góry na roboty).

Odpowiedz
Czworo do pary - kryzys w związku Ethana i Sophie zmusza ich do szukania pomocy u terapeuty, który proponuje im weekendowy wypad do domku na odludziu. Tam jednak natykają się na sytuację rodem ze "Strefy mroku" - na czym ona polega, przemilczę.
Jest to świetne połączenie filmu obyczajowego, komedii romantycznej, ale i sci-fi spod znaku niedawnego "Coherence" czyli fantastyczny punkt wyjścia bez niepotrzebnych efektów specjalnych, a skupiony na bohaterach i ich reakcjach. Debiutujący reżyser Charlie McDowell (syn Malcolma) od otoczki fantastycznej woli przyjrzeć się ewolucji związku głównych bohaterów, którzy przyjmują całkowicie różne stanowiska wobec zakręconej sytuacji. Dla Sophie poznanie nieznanego jest szansą na odbudowanie związku, zaś Ethan dopatruje się w tym oszustwa i manipulacji mogących prowadzić do rozpadu ich małżeństwa. McDowellowi bardziej zależy na psychologicznej wiarygodności, warstwie obyczajowej całości, choć nigdy nie zapomina o sci-fi, w dalszej części filmu rzucając więcej światła na dziejące się dziwaczne wydarzenia.
8/10

Odpowiedz
Kevin sam w domu - Scenariusz jest całkiem zgrabnie napisany. Jest to w miarę wiarygodne, część komediowa bardzo fajna, no i Kevin w przeciwieństwie do reszty tego typu zostaje złapany przez bandziorów. A i oni są jeszcze jako tako ogarnięci. Dalej się upieram, że McCallisterowie są okropni, ale nie w taki stopniu jak myślałem. W dodatku wszyscy coś robią, denerwują się i łatwiej o kłótnię. I nie wszyscy aż tak źle traktują Kevina. I potem niektórzy obawiają się o młodego. No i na końcu przyjeżdża tylko ta właściwa rodzina, bez tej z Francji. I jednak jest ten urok i bijące z niego ciepło. Warstwa emocjonalna jest doprawdy piękna. To dobry film. Nie to co...

Kevin sam w Nowym Jorku - o ile poprzednik miał zgrabny scenariusz, to sequel nie dość powtarza wszystko i to nieudolnie. O ile dupkowatość McCallisterow w jedynce jest na upartego zrozumiała, to tu nie. Buzz ponosi całkowitą odpowiedzialność za wybryk Kevina, a tylko temu się obrywa. Kevin ma racje, by nie przepraszać tego chujka, bo za co?! I nawet taki Fuller czerpie przyjemność z znęcania się nad Kevinem. Czułem ulgę jak Kevin wyzywa wujka Franka. Serio, tak nie znoszę tej rodzinki w tym filmie (i żeby drugi raz zgubić dzieciaka. w innym mieście. Co na to opieka społeczna?) Lepcy Bandyci są bardziej sympatyczniejsi, a chcą ukraść datki na dziecięcy szpital. BTW, ich i babę z gołębiami można byłoby wyciąć z fabuły. Ze Starym Marleyem działało, bo działała straszna miejska legenda, a na dziecko to działa. I smutek Marleya rozumiałem. Tu? Baba z gołębiami jest straszna, bo... siedzą na niej gołębie? I jest smutna, bo miała złamane serce? Nie kupuje tego. I czemu Tim Curry od razu chce dopaść Kevina? Czemu ludzie w tym hotelu to są idioci (sztuczka z telewizorem...)? Czemu Lepcy Bandyci są jeszcze głupsi? I te pułapki są naprawdę brutalne. Cegły, podpalona nafta, rura zrzucająca na kilka pieter, usmażenie prądem. Oni powinni być martwi! Polecam filmik Honest Action z ich udziałem. Kevin wydaje się być za mądry na niektóre dialogi. Wygłasza niektóre mądrości jakby był profesorem na uczelni, nie 10-latkiem. Oj, słaby ten film. Słaby.

Odpowiedz
A ja przy okazji "Kevina" skojarzyłem, że Buzz, czyli Devin Ratray, to 23 lata później ten gruby kumpel menela z "Blue Ruin". :)

[Obrazek: video.screen.com@ca033294-db2a-32ba-98f7...0_FULL.jpg]

Odpowiedz
(01-01-2015, 23:56)Cassel napisał(a): A ja przy okazji "Kevina" skojarzyłem, że Buzz, czyli Devin Ratray, to 23 lata później ten gruby kumpel menela z "Blue Ruin".

W Nebrasce też gra
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Dzikie historie - pierwszy film w kinie w tym roku i od razu rewelacja. Sześć genialnych historii (dla mnie najlepsza jest pierwsza w samolocie). To nie są pierdoły w stylu "Zakochani w nowym Jorku". To poziom "Pulp Fiction" i "Amores perros". 9/10
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
Stara Baśń - łojezu, jaka komedia. Plusy są takie, że w miarę nieźle prezentują się panie (cycki som!) oraz tych kilka scen bitewnych. Ale reszta jest tragiczna od początku do końca.

3 / 10

The Legend of Billie Jean - moje nowe guilty pleasure. Tyle samo w tym bowiem kiczu, pretensjonalności i banału, co zaskakującej powagi, autentyczności, tudzież realizmu sytuacji. Fajnie wypada też to całe nawiązanie do Joanny D'arc. No i od Helen Slater nie idzie oderwać oczu - to jej film i dla niej warto go obejrzeć (i za nią też oczko wyżej). Tak czy siak nie dziwi swoista kultowość tego tytułu w USA.

7 / 10

(14-12-2014, 02:30)jarod napisał(a): Playing by Heart (1998) - 8+/10
Właściwie można to uznać za pierwowzór Love Actually, ciekawe czy Curtis przypadkiem się nie inspirował. No bo zobaczcie - grupa postaci granych przez zajebistych aktorów (jak zobaczyłem spis na IMDB to aż się za głowę złapałem), pełne spektrum wątków miłosnych od tragicznych przez normalne po przejechane komromowym filtrem, miasto jako swojego rodzaju bohater (tym razem LA), fajnie adekwatnie dobrane piosenki... Dla mnie rewelka, znakomicie się bawiłem i na pewno wrócę. Absolutnie polecam.

Podpisuję się. Niekiedy co prawda historia leci banałem, ale to jest tak urocze i dobrze zagrane (Jolie nie miała chyba lepszej roli), że się chłonie. Ósemeczka lekką ręką i serduszko.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Cytat:Jolie nie miała chyba lepszej roli

Dokładnie, choć i tak najlepszy był pieseł Gillian Anderson ;)
Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
Wkręceni - tak, to polskie gówno. Obejrzałem w tv, żeby obniżyć sobie średnią ocen na filmwebie ;) Oczywiście film jest gówniany, aż dziwne, że w takim czymś grają profesjonalni, nieźle opłacani aktorzy, bo umiejętności nie pokazują żadnych (no dobra, Opania coś tam gra i nie irytuje przez 100% swojego czasu ekranowego, tylko przez 70%, więc jakiś plus jest), fabuły brak, a wygląd gorszy od większości polskich reklam. Ode mnie 2/10, bo widziałem Kac Wawę, więc wiem, że mogło być jeszcze gorzej :)

Odpowiedz
Esio Trot - czyli Richard Curtis adaptuje Dahla dla BBC, w rolach głównych Dustin Hoffman i Judi Dench, plus do tego James Corden (który tym razem nie pokonuje Cybermanów miłością, ale robi za dość nietypowego narratora). O co chodzi - nieśmiały dziadek zakochuje się w żywiołowej (choć średnio bystrej) sąsiadce, ale boi się wystąpić krok dalej, a kiedy kobiecina żali mu się że jej ukochany żółw nie chce rosnąć, facet chce ją przynajmniej uszczęśliwić i układa masterplan polegający na zakupie koło setki żółwi różnych rozmiarów i stopniowym ich podmienianiu, by dojść w końcu do rozmiaru optymalnego. Czynnikiem inicjującym "wzrost" jest rzekomo 'beduińskie zaklęcie" zaczynające się od słów zawartych w tytule...

Dahla niestety niczego nie czytałem ale lubię w zasadzie wszystkie ekranizacje, po tej spodziewałem się też jakiegoś hardkoru a dostałem sympatyczny film - landrynę, doprawiony typowo curtisowymi zabiegami, z pięknymi zdjęciami, muzyką (bardzo fajne wykorzystanie piosenek Armstronga), no i oczywiście cudownym aktorstwem. Plus trochę fajnych patentów narracyjnych i kilka nietypowych joke'ów w tle (polecam choćby cały film szukać ogłoszeń o zaginionym kocie w tle). U mnie 8/10, polecam, fajna perełka a u nas w kraju raczej bez echa przejdzie.

Why are you firing wallnuts at me?

Odpowiedz
The Royal Tenenbaums - mój drugi bo Grand Budapest Hotel film Andersona i jakoś straciłem ochotę na zapoznawanie się z jego dalszą filmografią. Śliczne to znowu niemiłosiernie, kadrów do powieszenia na ścianie tu co nie miara a kolorystyka pieści oczy, ale fabuła? Temat jest fajny - ojciec próbuje odzyskać rodzinę, ale Andersona nie interesuje tkwiący w tej historii potencjał i mogące z tego wynikać emocje (nawet w lekkim, quirky wydaniu które sugeruje początkowy montaż z zahaczającym o pretensjonalizm nadmiarem silących się na humor napisów), bo świat jego filmu zamieszkują pozbawione życia manekiny, wśród których człowiekiem zdaje się być wyłącznie Royal (świetny Hackman). Komedii również próżno tu szukać - rozbawił mnie tylko zjeżdżający ze schodów twarzą w dół ksiądz i Stiller na pogrzebie, który czerwony dres zamienił na... czarny dres. 5/10

Odpowiedz
Jak chcesz Andersona z fabułą to przede wszystkim Rushmore. Lekką rąsią jego najlepszy film (i najbardziej konwencjonalny, jeśli ktoś nie lubi jego najnowszych produkcji).

Odpowiedz
(06-01-2015, 23:54)Mierzwiak napisał(a): nawet w lekkim, quirky wydaniu które sugeruje początkowy montaż z zahaczającym o pretensjonalizm nadmiarem silących się na humor napisów

tyle wystarczy, by stwierdzić, że to konwencja nie dla Ciebie.

Cytat:Jak chcesz Andersona z fabułą to przede wszystkim Rushmore. Lekką rąsią jego najlepszy film

no raczej to, co wymienił już Mierzwiak
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Force Majeure - ależ ja jestem naiwny, przeczytałem tylko, że to film o rodzince, która przeżywa lawinę w górach, więc spoko, w końcu jakiś bardziej rozrywkowy, europejski film z szansą na Oscara, szwedzki survival - tak sobie myślałem :) Lawina jest, ale w jednym ujęciu, gdy bohaterowie jedzą obiad na tarasie, potem otrzepują się ze śniegu i to tyle. Cała fabuła jest o tym, że żonka ma wąty do męża(mąż to największa cipka jaką widziałem w kinie od lat, nie ułatwiało to oglądania), że jak szła lawina, to ten uciekał, zamiast chronić dzieci, jest dużo płakania, smutnych min i rozkminiania jacy to jesteśmy nieszczęśliwi. Nie jest to zły film, bo jakiś tam sens ma, ale satysfakcja z seansu jest właściwie zerowa. 5/10. Oby nie było Oscara.

Odpowiedz
Cytat:mąż to największa cipka jaką widziałem w kinie od lat, nie ułatwiało to oglądania

Kino skandynawskie ma tendencje do prezentowania facetów jak cip. Pamiętam taki gówniany film "Zło", chyba szwedzki. Dostałem od niego czyraka na jądrach i guza na przysadce mózgowej. Amerykańskie kino natomiast (które jest najlepsze na świecie, pomimo że tez jest chujowe w większości :)), nawet jak pokazuje pizdusiów (Dwight z "Blue Ruin") to na pełnej kurwie wymierzających słuszną zemstę z bronią w ręku.

Love America. Love Texas. Texas prawie jak Polska:

[Obrazek: images?q=tbn:ANd9GcRPaZpWuWfTxsUd9sjep3_...9Xu_A3L4iv]

Odpowiedz
Mental napisał(a):Pamiętam taki gówniany film "Zło", chyba szwedzki. Dostałem od niego czyraka na jądrach i guza na przysadce mózgowej.

Ten film?

http://www.filmweb.pl/Zlo

Co tam Ci się nie podobało?

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 242,967 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,789 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,197 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,446 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,743 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,345 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,712 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,155 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 324 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości