Ankieta: Jak oceniasz film?
10/10
9/10
8/10
7/10
6/10
5/10
4/10
3/10
2/10
1/10
[Wyniki ankiety]
 
Uwaga: To jest publiczna ankieta, więc każdy może zobaczyć na co zagłosowano.





Gone Girl (2014)
Fincher powinien wrocic do swoich przyziemnych i malo wydumanych filmów, jak film o seryjnym zabójcy, który przeprowadza szereg szalonych i skomplikowanych zbrodni; film o anarchiscie, ktory realizuje szalony plan obalenia kapitalizmu; albo film o bogaczu, ktory zostaje wciągnięty w grę, która kontroluje jego całe życie. Oczko

Wątek kryminalno-obyczajowy jest w tym filmie przegięty - celowo.

Odpowiedz
Dla mnie jeden z najlepszych filmów tego roku, ale odniosłem wrażenie, że "Zaginiona dziewczyna" jest trochę przekombinowana, przesycona wątkami. Do tego na pierwsze 30-40 minut kręcę trochę nosem, wstęp jest niezbyt wciągający, niezbyt udany, rozciągnięty między zawiązaniem akcji thrillera i wprowadzenim w skomplikowanane relacjie między głównym bohaterem, a jego żoną, oczywiście potem to wszystko się rozpędza i galopuje na złamanie karku aż do końca. Mimo to bardzo mi się podobało to, że to jest thriller z ambicjami (wgłębianie się w relacje małżeńskie - diagnoza), którym w moim odczuciu sprostał. Scena zbrodni jest fantastyczna!Uśmiech.

Odpowiedz
(25-12-2014, 18:42)Albertino napisał(a): wątek kryminalny jest niczym innym jak pretekstem i mi jego wiarygodność totalnie zwisa.

Dla mnie samo Twoje stwierdzenie o pretekstowości wątku jest ewidentnym potwierdzeniem wadliwego scenariusza.

(25-12-2014, 18:42)Albertino napisał(a): Wątek kryminalny w takim "Nagim instynkcie" też nie trzymał się kupy, a jakoś mało kto się o to dzisiaj czepia.

I co w związku z tym?

(25-12-2014, 18:42)Crov napisał(a): Fincher powinien wrocic do swoich przyziemnych i malo wydumanych filmów, jak film o seryjnym zabójcy, który przeprowadza szereg szalonych i skomplikowanych zbrodni; film o anarchiscie, ktory realizuje szalony plan obalenia kapitalizmu; albo film o bogaczu, ktory zostaje wciągnięty w grę, która kontroluje jego całe życie. Oczko


Widzisz, rzecz w tym, że każdy film, o którym wspominasz, pod kątem wiarygodności rozwijania wątku oraz psychologicznych zachowań bohaterów jest całkowicie bez zarzutu. Ja nie pisałem, że Fincher nie kręcił wykoncypowanych fabuł, dlatego nie do końca rozumiem Twojego wtrętu.

(25-12-2014, 18:42)Crov napisał(a): Wątek kryminalno-obyczajowy jest w tym filmie przegięty - celowo.


W jakim sensie?


Odpowiedz
(26-12-2014, 14:25)Jakuzzi napisał(a): Widzisz, rzecz w tym, że każdy film, o którym wspominasz, pod kątem wiarygodności rozwijania wątku oraz psychologicznych zachowań bohaterów jest całkowicie bez zarzutu.
Jakie masz zarzuty do psychologicznych zachowań bohaterów i wiarygodności rozwijania wątku?

Cytat:
(25-12-2014, 18:42)Crov napisał(a): Wątek kryminalno-obyczajowy jest w tym filmie przegięty - celowo.


W jakim sensie?
Jest pociągnięty w stronę przesady, żeby podkreślić pewne prawdziwe elementy sytuacji przedstawionych w filmie i majacych odzwierciedlenie w prawdziwym życiu.

Odpowiedz
(26-12-2014, 14:43)Crov napisał(a): Jakie masz zarzuty do psychologicznych zachowań bohaterów i wiarygodności rozwijania wątku?


W dużym skrócie chodzi o cały trzeci akt, w którym m.in. główna bohaterka, w zasadzie ni z gruchy, ni z pietruchy, staje się psychopatycznym geniuszem zbrodni rodem z jakiegoś taniego thrillera, którym Gone Girl do tej pory nie był. Mało wiarygodne i w zbyt naciągany sposób podporządkowane pewnej ogólnej wymowie filmu jest to, że bohaterowie ostatecznie wracają do siebie. A przecież przez dwa pierwsze akty Gone Girl bardzo zgrabnie wykorzystywał kryminalną konwencję żeby opowiedzieć o pewnej obyczajowej grze pozorów.

(25-12-2014, 18:42)Crov napisał(a): Jest pociągnięty w stronę przesady, żeby podkreślić pewne prawdziwe elementy sytuacji przedstawionych w filmie i majacych odzwierciedlenie w prawdziwym życiu.

Nie jestem pewien, czy wiem, co masz na myśli, ale w każdym razie czy nie uważasz, że Fincherowi udałoby się powiedzieć dokładnie to samo bez popadania w przesadę? Bo ja tak uważam, tym bardziej, że zdawało to egzamin przez większą część filmu.


Odpowiedz
(26-12-2014, 14:57)Jakuzzi napisał(a): W dużym skrócie chodzi o cały trzeci akt, w którym m.in. główna bohaterka, w zasadzie ni z gruchy, ni z pietruchy, staje się psychopatycznym geniuszem zbrodni rodem z jakiegoś taniego thrillera, którym Gone Girl do tej pory nie był. Mało wiarygodne i w zbyt naciągany sposób podporządkowane pewnej ogólnej wymowie filmu jest to, że bohaterowie ostatecznie wracają do siebie. A przecież przez dwa pierwsze akty Gone Girl bardzo zgrabnie wykorzystywał kryminalną konwencję żeby opowiedzieć o pewnej obyczajowej grze pozorów.

Przecież Amy od samego początku była psychopatycznym geniuszem. Potrafiła zniszczyć każdego, kto jej czymś podpadł. Tak jak wrobiła w gwałt dawnego chłopaka, czy tego Desiego. Tutaj mąż jej podpadł więc obmyśliła sposób jak i jemu zniszczyć życie.
A co do tego, że do niego wróciła. Wynikało to z faktu, że nie przewidziała, że te ludki z motelu rąbną jej kasę i cały jej plan się zawalił. Ratowała się urabiając Desiego, co nie było najlepszym pomysłem bo ten ją uwięził, więc w końcu i z nim zrobiła porządek. Potem nie miała już innego wyjścia jak wrócić do męża. Oczywiście na swoich warunkach. Gra pozorów trwa do samego końca.

Akurat tą improwizację Amy, która sprowadziła ją z powrotem do domu, Fincher dość słabo pokazał. W dalszej części filmu ciężko się zorientować w motywach działań Amy.
Quite an experience to live in fear, isn't it?
That's what it is to be a slave.

Odpowiedz
Jakuz,

Ale przecież obyczajowa gra pozorów tak naprawdę wychodzi dopiero w drugiej części filmu, kiedy Amy okazuje się być psychopatką. Wtedy przecież widzimy, że nie dość, że Nick udaje to ona też udaje - nawet bardziej. To jedna z rzeczy, które w ten sposob podkresla film - udawanie przed zwiazkiem i w zwiazku. To, że nigdy zaczynając związek nie zaczynasz go z tym kimś, z kim myślisz, że zaczynasz.

Czy mozna byłoby to opowiedzieć mniej bombastycznie i filmowo? Na pewno. Ale to Fincher. O buncie też pewnie mozna by bylo opowiedziec spokojniej, ale on zrobił film, który pokazuje antykonformistyczny bunt jako coś prowadzącego do ogromnej rewolucji. Mysle, ze taka historia jest znacznie ciekawsza i nie ujmuje jej to przekazu. Abstrahujac juz od tego, ze mozna to odczytywać metaforycznie - że tkwiąc w nieszczęśliwym związku w końcu oboje stajecie się sobie wrogami i/albo więźniami tego związku.

Cytat:A przecież przez dwa pierwsze akty Gone Girl bardzo zgrabnie wykorzystywał kryminalną konwencję żeby opowiedzieć o pewnej obyczajowej grze pozorów.
Ale prezentowal dość letnią historyjkę podejrzanego męża ze smutnego malzeństwa, który - jak pokazuje narracja - mógł to zrobić bo bywal agresywny i zdystansowany. Takich historyjek było pewnie na pęczki.

Do tego, gdyby nie wątek szalonej Amy to wątek manipulacji mediów (i manipulowania mediami) też nie byłby tak ciekawy. Bo dla mnie najzabawniejszą rzeczą w tym filmie jest to (i mysle, ze jest to calkiem umyslne), że media wymyślają sobie historie do opowiedzenia ludziom i głosza ją jako sensacyjną, podczas gdy prawda jest znacznie, znacznie ciekawsza.


Odpowiedz
(26-12-2014, 15:11)Bzyku napisał(a): Przecież Amy od samego początku była psychopatycznym geniuszem. Potrafiła zniszczyć każdego, kto jej czymś podpadł. Tak jak wrobiła w gwałt dawnego chłopaka, czy tego Desiego.

Wiem o tym. Ale szczytowy punkt jej psychopatycznego przegięcia doświadczamy dopiero u Desiego i to tym razem naocznie, a nie z pośrednich relacji. Nawiasem mówiąc, cała ta zabawa z wrabianiem męża, zostawianiem kolejnych wskazówek, (jakby nie dało się go wrobić trzy razy prościej), itd., jest kolejnym przykładem przesadnie wydumanej i odrealnionej fabuły tego filmu. Na tyle wydumanej, że kiedy na samym końcu Kim Dickens w szpitalu próbuje uwiarygodnić dotychczasowe poczynania Amy (przecież przez większą część fabuły toczyło się poważne śledztwo), to pozostaje jedynie zawiesić dotychczasowy racjonalizm i zlekceważyć jej uwagi niestosownością sytuacji. W którym dokładnie momencie thriller stał się groteską? Miałem cholerny problem z przymknięciem oczu na niektóre przegięcia scenariusza, i to pomimo dystansu, z jakim traktuje się tu całą tę historię.


Odpowiedz
W "Gone Girl" jednym z najciekawszych tematów wydał mi się motyw opowiadania historii, reżyserowania życia i wpisywania życia w historię-narrację – początkowo robią to rodzice Amy, wymyślając wyidealizowaną historyjkę o Amazing Amy, później ona niejako odwraca ją o 180 stopni, obsadzając się w głównej roli w groteskowej historii o psychopatce (to jakby opowieść o Amazing Amy a'rebours – podobnie przerysowana, tyle że w inną stronę). W filmie są sygnały, że postrzeganie Amy jako Amazing, cudownej dziewczynki, ulubienicy Ameryki, do pewnego stopnia odebrało jej tożsamość (zdanie: Amazing fucking Amy is getting fucking married! - swoją drogą ciekawy sygnał, bo pojawia się ono w pierwszej części filmu, wtedy, gdy nie wiemy jeszcze, jaka jest prawdziwa natura Amy i postrzegamy ją jako piękną dziewczynę z klasą – użycie przekleństw nie pasowało mi – wtedy – do dotyczas nakreślonego obrazu postaci). Cudowna Amy wyobraża sobie, że jej małżeństwo będzie równie cudowne, wyidealizowane i cukierkowe (różowy długopisik z futerkiem, którym pisze pamiętnik – też ważny i charakterystyczny sygnał, wiele mówiący o jej niedojrzałej osobowości: trudno jakoś wyobrazić sobie dorosłą, dojrzałą kobietę, piszącą czymś takim) – gdy pojawiają się pierwsze trudności, gdy dochodzi do zdrady, w Amy budzi się uśpiona na jakiś czas psychopatka (którą oczywiście była od początku – vide: jej relacje z byłymi chłopakami). Dla mnie „Gone Girl” to w o wiele większym stopniu nieco Hitchcockowska w duchu, ironiczna opowieść o życiu jako materiale narracji (tu świetnie wpisuje się również cały wątek medialnej satyry i różne sposoby, na jakie media – w zależności od sytuacji - ukazują życie i postacie głównych bohaterów), jak też studium psychopatycznej osobowości, znacznie mniej przekonuje mnie postrzeganie tego filmu w kategoriach realistycznego, psychologicznego dramatu o prozie małżeńskiego życia (nie jest to Bergman, zresztą wcale nie miał być, więc to absolutnie nie zarzut), choć jeśli potraktujemy film jako metaforę wrogości pomiędzy dawniej bliskimi sobie osobami (o czym wcześniej pisze Crov), to oczywiście w takim ujęciu się to broni.

Odpowiedz
Ja nigdy nie rozpatrywałem tego filmu jako dramatu o prozie małżeńskiego życia. Związek Amy i Nicka oraz zaangażowanie go w kryminalne dochodzenie, było dla mnie przede wszystkim sposobem na pokazanie, że w małżeństwie (choć nie tylko) odgrywamy pewne role wobec drugiej strony, udajemy osoby, którymi naprawdę nie jesteśmy. Żałuję tylko, że w powyższym celu wykorzystano sporo niepotrzebnych fabularnych przegięć, a sama konwencja dość realistycznego kryminału, którą przez większość czasu film podążał, ostatecznie została bezpardonowo zamieniona na rzecz mało wiarygodnej groteski.

Odpowiedz
Mnie też w pewnym momencie ten zwrot ku groteskowości zaczął przeszkadzać, tym bardziej, że niczego wcześniej na temat filmu nie czytałam, stąd też nie spodziewałam się, że z "Zaginionej dziewczyny" zrobi się nagle zupełnie inny film. Osobiście wolałabym, żeby konwencja realistycznego kryminału-thrillera została utrzymana do końca, jednak zamysł Finchera był również i taki, żeby zagrać konwencjami, co pozwoliło na przesunięcie punktów ciężkości - groteskowość świetnie służy motywowi satyry medialnej i wpisaniu opowieści w ramy czarnej komedii, siłą rzeczy na plan dalszy przesuwając kwestie małżeńskiego dramatu.

Odpowiedz
(26-12-2014, 16:58)cziczio napisał(a): Mnie też w pewnym momencie ten zwrot ku groteskowości zaczął przeszkadzać, tym bardziej, że niczego wcześniej na temat filmu nie czytałam, stąd też nie spodziewałam się, że z "Zaginionej dziewczyny" zrobi się nagle zupełnie inny film.

Mi się to akurat podobało, w końcu coś innego, świeżego.
Wszystko zależy od oczekiwań, jak ktoś oczekiwał rasowego thrillera, to się mógł zawieść, ja nie oczekiwałem, więc byłem zadowolony.Uśmiech
Wiadomo, że wątek małżeński to nie jest Bergman, nic właściwie nowego nie mówi, ale jako metafora się broni, ubarwia, skłania do refleksji, wzbogaca rozrywkę i dzięki temu nie jest to kolejny zwykły thriller, których było już od zatrzęsienia.

Cytat:Osobiście wolałabym, żeby konwencja realistycznego kryminału-thrillera została utrzymana do końca, jednak zamysł Finchera był również i taki, żeby zagrać konwencjami, co pozwoliło na przesunięcie punktów ciężkości - groteskowość świetnie służy motywowi satyry medialnej i wpisaniu opowieści w ramy czarnej komedii, siłą rzeczy na plan dalszy przesuwając kwestie małżeńskiego dramatu.

Ja nie odczułem, że wątek małżeński został przeniesiony na plan dalszy, nie jest tłem, właśnie krytyka mediów jest gdzieś tam w tle zawsze. Na wątku małżeńskim nie skupia się tak jakby mógł, sprzedaje/przemyca go subtelnie i dobrze, bo to by położyło thriller i zrobiłby mu się z tego "Sceny z życia małżeńskiego", jeden i drugi element dobrze współgra, żaden z nich nie ma przewagi. A samo zakończenie przecież jest totalną grozą i porzuceniem wcześniejszej groteskowości. Karty zostały odkryte, ale gra między nimi się nie kończy, ona się dopiero zaczyna kiedy kończy się film. Samo nadchodzące dziecko, które ma być wplątane w ich pokręcony świat jest zapowiedzią kolejnego koszmaru, nawet nie wiadomo czy jest jego czy jej ofiary. A może kłamała, może dziecka nie ma, żeby znowu się nim bawić. Ona już odgrywa swoją rolę, on nie wie jak się znaleźć w nowej sytuacji - jest zdezorientowany, szantażowany i przegrany. Będą żyli w kłamstwie aż do końca swoich dni albo się pozabijają, jak to w realnym małżeńswie.




Odpowiedz
Ależ w pytę dobry film, klasa wyżej niż Dziewczyna z tatuażem (choć jednak klasa niżej niż Zodiak). Rzadko się zdarza, żeby kryminały miały tak dobrą końcówkę. W zasadzie to druga połowa nadrabia za dość przeciętną pierwszą. Podobało mi się w zasadzie wszystko, a jednym z najlepszych elementów filmu jest - i nie mogę uwierzyć, że to piszę - Tyler Perry. Czad, czad, czad. 9/10

Odpowiedz
Film jest dobry, ale tuż przed seansem przeczytałem książkę i nici z zaskoczenia. Powieść Gillian Flynn jest zaskakująco ciekawa i zdecydowanie głebiej, wielowarstwowo portretująca głównych bohaterów i ich oczekiwania wobec siebie, sposób konstrukcji siebie jako "męża", "żony" itd. Szczególnie tyczy się to Amy i jej motywacji (źródła takiego a nie innego zachowania, wyciągania wniosków, role jakie sobie narzuca, kwestie tego, czego jest świadoma, a co pozostawia przypadkowi). Fincher zrobił bardzo zgrabny, dobrze poprowadzony film, ale w tym przypadku, w stosunku do powieści, praktycznie niewiele od siebie dodał. Czy spłycił? Raczej nie, bo wydobył to, co najistotniejsze, łącznie ze wspomnianym tutaj groteskowym tonem drugiej połowy książki/filmu (bo inaczej nie da się traktować psychopatycznej osobowości Amy i gry, jaką ze sobą prowadzą). Jednak to jest ten przypadek, gdy lepiej doświadczać filmu z pustą głową. 7

Odpowiedz
Ja właśnie trochę się boję drugiego seansu. Na pierwszy poszedłem nie znając książki i unikając jak ognia wszelkich możliwych spoilerów. I naprawdę film mnie super wciągnął i świetnie mi się to oglądało. Ale boję się, że teraz znając już całą intrygę będę mógł się jedynie zachwycać kunsztem reżyserskim Davida Finchera.
Co nie zmienia faktu, że "Gone Girl" to TOP 10 roku 2014.
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
Nie do konca rozumiem tych zachwytow nad Tylerem Perrym, bo koles pojawia sie w filmie na jakies piec minut czasu ekranowego, ma do wypowiedzenia 2-3 fajne teksty i to w zasadzie tyle. Jego gra to absolutnie nic wybitnego, po prostu postac jest fajna juz na poziomie scenariusza. Aktorsko film w ogole nie jest jakos wybitny, tj. Pike jest bardzo dobra, co patrzac jakim drewnem potrafi zazwyczaj byc, jest wrecz rozwalajace. Reszta dobry poziom, ale to tyle. Wczoraj zaliczylem Birdmana, wiec moze dlatego krece nosem (Norton - fuck!)
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
Ha!

Kod:
http://vimeo.com/115019179

W życiu bym nie powiedział, że dom był wybudowany w studio.

Odpowiedz
O rany. Podczas kręcenie kolejnego filmu to Fincher chyba nosa nie wychyli ze studia na świeże powietrze, bo mu plenery kompletnie niepotrzebne Oczko

Odpowiedz
Spoilery

5/10

Zaczyna się super, sugestywna muzyka, świetne kadry zalane przestrzenią. Historia wciąga, ale w pewnym momencie niestety występuje zgrzyt - mniej więcej po godzinie trwania filmu całą opowieść się po prostu pierdoli i zamienia w jakąś groteskę niemożliwą do ogarnięcia dla zdrowo rozumującego człowieka. Jakim cudem policja zdobyła nakaz na przeszukanie szopy należącej do siostry Nick'a? Na podstawie anonimowego telefonu który trwał 2 sekundy? Czemu nikt nie jest zdziwiony tym że Amy nie ma żadnej rany na głowie? Czemu nie zmyto z niej krwi w szpitalu? - wtf? Co z nagraniami z rezydencji tego pojeba? Nikt tego nie oglądał i nie widział momentów kiedy koleś wyjeżdża, zostawiając Amy samą w domu? Czemu nie próbowała uciec? Co z momentami kiedy paradowała sobie ucieszona po salonie? czy nikt nie sprawdził alibi tego gościa co ją rzekomo porwał? Przecież ona spiknęła się z nim jakiś tydzień po jej zniknięciu!! Ciąża - czemu Nick nie zażądał testów?? Przecież dziecko nie jest jego, skoro Amy twierdzi że doszło do gwałtów to przecież sensownym byłoby ustalenie kto jest ojcem. Z resztą jakim cudem w jej papierach medycznych znalazła się wiadomość o tym że jest w ciąży? Lekarz wpisał na wiarę testu za 5 złotych, nie przeprowadzając żadnych badań USG? No i na sam koniec - czemu Nick po prostu nie zostawił tej pojebanej suki? czemu z nią został, czy to ma jakikolwiek sens? Widocznie nie. Ale realizacyjnie film jest super, Fincher znowu pokazał klasę.

Odpowiedz
Cytat:Jakim cudem policja zdobyła nakaz na przeszukanie szopy należącej do siostry Nick'a? Na podstawie anonimowego telefonu który trwał 2 sekundy?

Zdziwiłbym się gdyby nie zdobyli nakazu dostając tak konkretną poszlakę w sprawie porwania rozdmuchanej na cały kraj...
Nie kumam tego zarzutu.

Cytat:Czemu nikt nie jest zdziwiony tym że Amy nie ma żadnej rany na głowie?

Przecież miała ranę? A poza tym trudno by zakrwawioną Amy na wstępie o cokolwiek oskarżać... Przecież to bohaterka USA, kobieta która uciekła oprawcom.

Cytat:czy nikt nie sprawdził alibi tego gościa co ją rzekomo porwał? Przecież ona spiknęła się z nim jakiś tydzień po jej zniknięciu!!

Czy sprawdził tego nie wiemy, bo w tamtym momencie film się urywa. Policja zawaliła sprawę przy porwaniu i gdyby wyszło na jaw że dali się wykiwać jakiejś zwykłej babce to poleciałyby stołki.
Więc w pierwszej chwili traktują ją z takim szacunkiem, w ogóle nie dopuszczają tej młodej policjantki do rzucania oskarżeń i tak dalej.

Cytat:Ciąża - czemu Nick nie zażądał testów?? Przecież dziecko nie jest jego, skoro Amy twierdzi że doszło do gwałtów to przecież sensownym byłoby ustalenie kto jest ojcem.

Na tamtym etapie Nick już z nią współpracował.

Cytat:czemu Nick po prostu nie zostawił tej pojebanej suki? czemu z nią został, czy to ma jakikolwiek sens? Widocznie nie.

Aha to w filmach bohaterowie są zobowiązani dokonywać najmądrzejszych wyborów? Inaczej film jest głupi? Da fuq.

Ja w ogóle nie kumam takiego oglądania z podejściem, że każdy musi być równie podejrzliwy co widz. Widz widzi poszlaki które reżyser podsuwa mu pod nos, ale np policja czy inne postacie ich nie widzą. Stąd nie mogą się równie szybko domyślać tego co widz który ma wszystko podstawione jak na tacy.

A tu dziewczyna opłakiwana przez 3/4 kraju, w sprawie rozdmuchanej przez media, bohaterka książek dla dzieci - powraca od oprawcy cała we krwi. No jak **** że każdy od razu rzuciłby się na nią z oskarżeniami "na pewno wszystko upozorowałaś, chciałaś upozorować własną śmierć żeby wrobić męża, potem zabiłaś tego gościa i wrobiłaś w swoje porwanie tylko żeby teraz wrócić!". Ja wysiadam

Ja w tym filmie nie widzę dziur scenariuszowych.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  The Girl with the Dragon Tattoo (2011) Mierzwiak 469 90,252 25-11-2024, 09:02
Ostatni post: Melvin27



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości