Krótka piłka, czyli mini-recenzje
Nie pamiętam. Wszystko chyba.

Odpowiedz
Dziwne. Mi się go świetnie oglądało. :P

Odpowiedz
(07-01-2015, 13:08)simek napisał(a): Force Majeure - ależ ja jestem naiwny, przeczytałem tylko, że to film o rodzince, która przeżywa lawinę w górach, więc spoko, w końcu jakiś bardziej rozrywkowy, europejski film z szansą na Oscara, szwedzki survival - tak sobie myślałem :) Lawina jest, ale w jednym ujęciu, gdy bohaterowie jedzą obiad na tarasie, potem otrzepują się ze śniegu i to tyle. Cała fabuła jest o tym, że żonka ma wąty do męża(mąż to największa cipka jaką widziałem w kinie od lat, nie ułatwiało to oglądania), że jak szła lawina, to ten uciekał, zamiast chronić dzieci, jest dużo płakania, smutnych min i rozkminiania jacy to jesteśmy nieszczęśliwi. Nie jest to zły film, bo jakiś tam sens ma, ale satysfakcja z seansu jest właściwie zerowa. 5/10. Oby nie było Oscara.
Scena z tego filmu znalazła się na liście najlepszych 2014 według Slant Magazine: http://www.slantmagazine.com/house/article/the-10-best-film-scenes-of-2014

Zgadzasz się? :)


Odpowiedz
Kurde, z tego co pamiętam to trailer sugerował, że może z tego być niezła czarna komedia. O relacjach w rodzinie, ale w krzywym zwierciadle. Nic z tego? Typowe europejskie smęty? W dodatku dopiero teraz skumałem, że polski tytuł to Turysta, o którym ciągle wspominacie tutaj w kontekście Oscarów, więc w jednym momencie (jeśli simek ma rację) straciłem "dwa" potencjalnie dobre filmy z listy do obejrzenia.


Odpowiedz
Do Mierzwiaka: akurat w tym zgadzam się z tą lista. To jedyna scena w tym filmie, która wywowała we mnie jakieś emocje, ale nie z powodu płaczącego ojca, tylko jego dzieci. Sam film mnie zawiódł. Cały czas rozkminia się o taki banalny problem, chociaż kuzyn głównego bohatera wyłożył choćby kilka nawet powodów dla których zachowanie męża jest usprawiedliwione. I ten film jest wśród 9ciu które liczą się w walce o oscary. Zimowy sen, Mama i Dwa dni jedna noc są dużo lepsze.
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
Ja tam czarnej komedii nie widziałem. Film bywa groteskowy, ja kilkoma fragmentami byłem zaintrygowany, tak, że zastanawiałem się czy to bohaterowie są dziwni, sam film, czy ja czegoś nie łapie w ich emocjach.
Scena z płaczem - fajniejsze jest opis na tej stronce niż moje odczucia podczas seansu, jak koleś zaczął beczeć to pomyślałem, że kurde, to przesada, kompletnie nie kupuje postaci i zachowania tego gościa. Możliwe że moja ocena za bardzo jest związana z postaciami, których po prostu nie polubiłem i nie utożsamiłem z nimi, no ale nic na to nie poradzę.

Odpowiedz
PropJoe napisał(a):Kurde, z tego co pamiętam to trailer sugerował, że może z tego być niezła czarna komedia. O relacjach w rodzinie, ale w krzywym zwierciadle. Nic z tego? Typowe europejskie smęty? W dodatku dopiero teraz skumałem, że polski tytuł to Turysta, o którym ciągle wspominacie tutaj w kontekście Oscarów, więc w jednym momencie (jeśli simek ma rację) straciłem "dwa" potencjalnie dobre filmy z listy do obejrzenia.

Ja się totalnie z Simkiem nie zgadzam, bo dla mnie właśnie tym jest "Turysta" - cholernie śmieszną i smutną jednocześnie komedią o relacjach w rodzinie w krzywym zwierciadle. I żadnych smętów tam nie ma, bo w zasadzie każda scena, z której mógłby wyjść smęt, robi się w pewnym momencie cholernie zabawna.
"to że gej sobie nie może wziąć ślubu to jest sprawa kościoła" - vast

Odpowiedz
Open Windows

Ależ poryty film. Ktoś chciał chyba nakręcić nową generację found footage, a wyszedł Frodo manipulowany przez uber hakera, który wcześniej zabił innego uber hakera, żeby móc manipulować Frodem, po to żeby ten w jego imieniu stalkował Sashę Grey, po to żeby doprowadzić do sytuacji, w której Sasha Grey zostanie doceniona przez fanów, a on (uber haker) z nią spędzi trochę czasu w swojej tajnej fortecy. Zaś wszystko uchwycone kamerkami laptopów, kamerami ping-pongami, kamerami na deskach rozdzielczych, kamerami ochrony, zdjęciami z satelity i obrazami 3D otrzymanymi za pomocą magii. Mega denne aktorstwo, mega denna intryga, mega denna fabuła, mega denne twisy, mega denni francuscy hakerzy pomagający Frodo i Sasha Grey pokazuje cycki tylko przez moment, pomimo że film przez cały pierwszy akt kusi jej aktami (w stylu "O, tera się rozbierze! O, nie! Jednak nie, bo zmiana kamery!).

Jeden z najbardziej absurdalnych obrazów, jakie w życiu widziałem.

WTF/I'm not even mad, that's amazing/10
Postępować należy tak, aby niczego nie robić, a wtedy panować będzie ład.
--
Laozi

Odpowiedz
Tigerland - solidne kino wojskowe. Farrell bryluje, ale i cały drugi plan to solidne kreacje. Dupy nie urywa, w temacie powstała cała wuchta lepszych filmów, ale kilka scen zapada w pamięć. Dobra produkcja.

7 / 10

The Comancheros - jak zwykle Duke w swoim żywiole. Ciekawa fabuła i świetny Marvin na drugim planie (aż szkoda, że tak go mało). Fajny wątek kobiecy. Niby western jakich wiele, ale chętnie jeszcze wrócę do tego tytułu.

7+ / 10

Blades of Glory - kolejna sportowa komedia z Ferrellem i kolejny jego film, na którym spokojnie można się pośmiać. Kapci nie zrywa, ale to sympatyczne kino, które łatwo polubić. Tradycyjnie drugi plan ciekawy.

7 / 10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
Litewski przekręt / Redirected (2014) - Fajna komedia prawdy i absurdu - choć powstała częściowo z pieniędzy litewskiego instytutu filmowego przedstawia ten kraj jako ojczyznę bandziorów, oszustów, morderców, zbirów, złodziei, dziwek, prostaków, wieśniaków, pijaków i czubków. W to wszystko wpada czterech głąbów z Londynu, ściganych przez wkurzonego Vinniego Jonesa.

Myślę, że mieszkańcy środkowej i wschodniej europy docenią ten obrazek. Nie zabrakło też krótkiego ale mocnego epizodu polskiego. U nas taka produkcja nigdy by nie powstała :)

Odpowiedz
(11-01-2015, 21:28)Craven napisał(a): Litewski przekręt / Redirected (2014) - Fajna komedia prawdy i absurdu - choć powstała częściowo z pieniędzy litewskiego instytutu filmowego przedstawia ten kraj jako ojczyznę bandziorów, oszustów, morderców, zbirów, złodziei, dziwek, prostaków, wieśniaków, pijaków i czubków. (...) U nas taka produkcja nigdy by nie powstała :)

Dorzuć antysemityzm wysysany z mlekiem matki i dosłownie opisujesz większość filmów kręconych w polsce, zwłaszcza z funduszy PISFU...
For us, there is no spring. Just the wind that smells fresh before the storm.

Odpowiedz
Polskie kino, takie piękne.

Odpowiedz
(12-01-2015, 17:51)Negatywny napisał(a):
(11-01-2015, 21:28)Craven napisał(a): Litewski przekręt / Redirected (2014) - Fajna komedia prawdy i absurdu - choć powstała częściowo z pieniędzy litewskiego instytutu filmowego przedstawia ten kraj jako ojczyznę bandziorów, oszustów, morderców, zbirów, złodziei, dziwek, prostaków, wieśniaków, pijaków i czubków. (...) U nas taka produkcja nigdy by nie powstała :)

Dorzuć antysemityzm wysysany z mlekiem matki i dosłownie opisujesz większość filmów kręconych w polsce, zwłaszcza z funduszy PISFU...
Warto zwrócić uwagę na to, że na chwilę przed przeniesieniem akcji na Litwę pojawia się plansza z napisem "wschodnioeuropejski mit". Jak dla mnie to tłumaczy wiele tej przegiętej części.


Odpowiedz
"Leviathan"

Ten rosyjski film to taka gorsza wersja Smarzowskiego.

Jednak nasz reżyser potrafił wpleść intrygę, budować napięcie, trzymać spójność fabuły i nie przesadzić z czasem. A przywary komentować z dowcipem. Wiedząc że pokazuje bardzo jednostronny obraz zawrzeć go w zgrabnej grotesce - vide "Wesele" czy "Dom zły".

Lewiatan jest zbyt łopatologiczny i zbyt długi.
Wszystkiego jest tu po trochu. Historia Hioba jest przywoływana co chwilę, wbijając metaforę widzowi niemalże niczym młotkiem do głowy.

Głównemu bohaterowi życie się sypie na wszelkie możliwe sposoby. Osobiście uważam że zawsze powinien być zachowany pewien balans - czyli zawsze do złych wydarzeń dodać akcent dobra lub nadziei.

A jeśli już tego nie robić to z konkretnego powodu. Tutaj takiego powodu nie ma. Ładunek emocjonalny wykrusza się po drodze gdy film zaczyna nużyć. Krytyka władz i biurokracji rozchodzi się na boki wśród wielu wątków. Nie ma puenty na koniec - ona jest znana już na samym początku seansu.

W dodatku ładunek emocjonalny jest niepotrzebnie marnowany, podobnie jak budowanie napięcia. Przyjaciel protagonisty zdradza go i odchodzi, wątek skorumpowanego burmistrza - bandyty jest ostatecznie zawarty w dwóch scenach.

Reżyser chyba sam nie wiedział do końca co chce powiedzieć. Z jednej strony ciągłe nawiązania do Hioba, z drugiej krytyka biurokracji, bezsilności obywatela, usilne pokazywanie że nikt nie jest w pełni dobry ani zły. I to mogłoby być dobre gdyby znalazł jakiś sposób na spojenie całej fabuły. A ostatecznie skończyło się na zbyt długiej łopatologii.
Wiedząc co się stanie musimy oglądać dalej i dalej jak to główny bohater ma przerąbane.

Ode mnie 7-/10, aż szkoda ładnej muzyki w ostatniej scenie

This is where i leave you

Ciepły i przyjemny aczkolwiek przewidywalny komediodramat. A może raczej dramat obyczajowy z elementami komedii.
Główny bohater grany przez Jasona Batemana przyłapuje swoją żonę we własnym łóżku ze swoim szefem.
Swoją drogą ten aktor ma taką aparycję że niemal wszystkie jego role to facet który nie lubi się zbytnio wychylać i który przyzwyczaił się że życie lubi mu dawać w kość.

Niedługo później umiera mu ojciec i musi powrócić w rodzinne strony... brzmi niemal jak kalka Sędziego.

Sercem filmu są relacje między członkami rodziny - Bateman ma kilku braci i siostrę, którzy są swoimi przeciwieństwami i którym związki też się sypią. Prowadzi to do niewielkich konfliktów i kilku zabawnych sytuacji.
W praktyce wszystko jest niesione przez obsadę która jest... ok. Większa tu chyba zasługa scenarzysty, bo o ile aktorzy jakoś zbytnio nie błyszczą to między postaciami czuć niezłą chemię.
Jedynym aktorem który się wyróżnia jest Adam Driver, co jest dobrym znakiem dla fanów Star Wars.
Gość zdecydowanie ma talent i charyzmę, a zdaje się że w Force awakens ma kluczową rolę.

Szału nie ma choć to przyjemny seans. Na minus jedynie parę momentów gdzie scenariusz wyraźnie ocierał się o bardzo przetarte klisze i przymrużałem tylko oczy myśląc "tylko nie to...". Kilka razy (a może to było kilkanaście) się zaśmiałem.

7/10

Odpowiedz
Blue Steel (Błękitna stal) - Jamie Lee Curtis jako początkująca policjantka, która zabija rabusia w trakcie napadu na sklep. Tyle, że broń złodzieja kradnie jeden ze świadków, makler giełdowy, i zaczyna zabijać przypadkowych ludzi. Co więcej, nawiązuje on romans z niczego nieświadomą Curtis.
Dobre, mocne kino od Kathryn Bigelow. Coś pomiędzy "Fatalnym zauroczeniem", a "Autostopowiczem", którego scenariusz też napisał Eric Red. Film ma sporo uproszczeń i dziur, ale jest zrobiony z nerwem i stylem charakterystycznym dla pierwszych filmów późniejszej reżyserki "Hurt Locker". Plus kilka znanych nazwisk w obsadzie (Ron Silver, Clancy Brown, Elizabeth Pena, Tom Sizemore).
7/10

Odpowiedz
Book of Life (2014) - JAK TO WYGLĄDA (i brzmi, Saldana, Tatum oraz Perlman doskonale się sprawdzają)! Z początku ciężko było mi się przekonać do tego stylu, bo wszystko jest tu przerysowane i karykaturalne, ale im dalej, tym lepiej - jest kolorowo, nawet do przesady, jednak kupuję to wszystko. No i nie mogłem się pozbyć wrażenia, że gdzieś już to widziałem, bo chyba gierka Psychonauts wyglądała podobnie jak mnie pamięć nie myli... problem jednak w tym, że prawdziwy potencjał, jaki leży w świętowaniu dnia zmarłych i ogólnie pojętych zaświatach, nie został w ogóle wykorzystany. To wszystko jest po prostu ledwo liźnięte, ja się tak nie bawię, chcę więcej, foch. Przecież La Muerte oraz Xibalba, a co za tym idzie wszystko co się z nimi wiąże (plus ogromny i fantastyczny kontrast między ich domenami) jest na tak cudownym poziomie, że szczęka opada.
No, ale to wszystko, bo reszta nie jest już tak zachwycająca, filmik to dość sztampowa historyjka o miłości i przyjaźni, okraszona tylko naprawdę fajnym settingiem, nie wykorzystanym w dodatku, a żarty też nie są szczytem możliwości. Nie żałuję jednak seansu, obejrzeć można, oczywiście, ale bez nastawiania się na coś wielkiego. Wydmuszka taka, z wierzchu przepiękna, w środku pusta.

Odpowiedz
Under Siege 2 (Liberator 2) – Wcale nie gorsze od "jedynki", a może nawet ogląda się jeszcze lepiej. Zawsze lubiłem ten film, od pierwszego obejrzenia, i teraz też seans sponsorowało słowo "frajda". Pociąg niezbyt szybki, ale akcja zgrabnie mknie do przodu, jest trochę klisz i zadęcia (ekipa w Pentagonie to modelowa zgraja sztywniaków w mundurach), ale Seagal robi, co do niego należy, czyli ratuje świat, bawiąc się w ciuciubabkę z bandą zbirów. Dobrze się na to patrzy, no i parę fajnych nazwisk jest, a wyróżnienie otrzymują Everett McGill i Peter Greene w rolach najemników. Zwłaszcza McGill jako główny drań jest klawy z tą wystylizowaną siwizną. Ja pytam: dlaczego facet z takim rozpierdolem w oczach zakończył karierę w 1999?

Najlepszy tekst (lub największy suchar, zależy jak spojrzeć):

McGill podchodzi do Heigl i bierze w rękę wisiorek na szyi, tzn. należący do jej ojca. Cedzi:
– Medal navy seals [czy jakiś tam, zapomniałem]
Ona wyciąga rękę zza pleców i pryska mu czymś w twarz:
– A to gaz!
On się otrząsa i zabiera jej.
– Nie gaz, kotku, tylko zwykły pieprz. To dobre dla cywilów.
Pryska sobie do ust.
– Ja tego używam na zatoki.

Odpowiedz
Geu nom moksori (2007) - prezenterowi koreańskich wiadomości ktoś porywa syna i zaczyna nękać zrozpaczonego ojca telefonami przez czterdzieści cztery dni. I już, to wszystko. Jakieś trzy czwarte to dobry, solidny, nie wyróżniający się niczym thriller których pełno wyłazi z Korei, więc ma elementy gorsze i lepsze, ale dopiero sama końcówka mocno daje w łeb i naprawdę, mało filmów zrobiło na mnie takie wrażenie (i każdy kolejny koreański dramat czy thriller, jaki oglądam, utwierdza mnie w przekonaniu, że tamtejsza policja to po prostu idioci :D).

Odpowiedz
Dla niej wszystko - przez pięć lat unikałem tego filmu, bo myślałem że to komedia romantyczna, a okazało się, że to bardzo dobry dramat kryminalny. Najlepsze jest to, że Crowe nie gra tu twardziela, a jak próbuje kozaczyć to mu bardzo nie wychodzi. I szkoda, że w końcówce zmienia się nagle w hardkorowego geniusza zbrodni, bo to tak jak przestraszona Ripley, która po krótkim omówieniu tajników strzelania z Hicksem klei dwa guny i ma celność 100%. Ona przynajmniej miała kozaka Hicksa, Crowe nie ma nikogo. Eee, o czym ja w sumie piszę? 8/10

Odpowiedz
military napisał(a):Eee, o czym ja w sumie piszę?

Jesteś po prostu MC Gets Side Tracked Easily (od 2:33) :)


Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  ALARM! NADCHODZI KOLEJNY REMAKE! czyli wszystko o remake'ach Mierzwiak 1,244 243,006 14-04-2026, 18:15
Ostatni post: shamar
  Pętla czasowa czyli motyw dnia świstaka w filmach Craven 91 23,790 07-08-2025, 14:13
Ostatni post: shamar
  Prekognicja, czyli oceń film, który zaraz obejrzysz military 77 28,201 04-03-2017, 00:43
Ostatni post: Juby
  Dłuższa piłka, czyli coś dla kino maniaków od kino maniaków wika 3 4,447 02-12-2013, 19:10
Ostatni post: Bucho
  Prawdziwy film, czyli istota kina Bodzio 22 8,743 07-08-2011, 20:23
Ostatni post: MauZ
  Starocie filmowe, czyli trochę klasyki Eorath 44 17,350 20-12-2010, 19:03
Ostatni post: szopman
  Krótka piłka, czyli mini-recenzje military 6,447 721,799 11-04-2009, 16:35
Ostatni post: Negrin
  Parada banału, czyli wpływ formy filmu na odbiór fabuły;) Mental 167 31,158 26-03-2008, 09:55
Ostatni post: D'mooN
  [oddzielony] Krótka piłka, czyli mini-recenzje 0 326 Mniej niż 1 minutę temu
Ostatni post:



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
4 gości